Mirka: syn, alkohol i Matka Boża

Witam. I ja chciałabym podzielić się świadectwem o Nowennie Pompejańskiej.

Syn używał alkoholu w sposób szkodliwy, starałam się zmotywować go do podjęcia leczenia. Gdy w ubiegłym roku stracił kolejną, w ciągu trzech lat, pracę, z powodu nadużywania alkoholu, pod moją presją zaczął uczęszczać do poradni terapii uzależnień. Jednak cały czas był mało zmotywowany do zmian. Dowiedziałam się o Nowennie na wspólnotowym pikniku od młodego chłopaka, który opowiedział historę, jak pewna matka modliła się w ten sposób o trzeźwe życie swojego syna, i to poskutkowało pozytywnie. Od razu poczułam, że jest to też droga dla mnie. Z Maryją czuję się bardzo związana, to moja Niebieska Mamusia, różaniec jednak do tamtej pory odmawiałam raczej rzadko, mało. Tak bardzo jednak czułam się przytłoczona sytuacją z synem, i bezsilna, że zaufałam tej  modlitwie. Około połowy lipca ubiegłego roku zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską w intencji trzeźwości syna. Pod koniec pierwszej części Nowenny nastąpiło pewne wydarzenie z udziałem syna, gdy był pod wpływem alkoholu,, które potrząsnęło nim i mną.  Poddanie się stacjonarnej terapii stało się koniecznością, ale trudno było mu się do tego zabrać. Widząc to, uświadomiłam sobie, że kolej na mnie, abym w pełni zaangażowała się w ten problem. Zrezygnowałam z wszystkich kontaktów i wyjść z domu, które nie były związane, lub nie wzmacniały mnie w konfrontowaniu się z tym problemem.

Zaczęliśmy chodzić wspólnie na mityngi AA, ale po dwóch syn już chodził sam i ja sama, na inne. Pomagałam mu opisywać te mityngi, ponieważ początkowo nie umiał tego zrobić, a był to warunek, by przyjęto go na terapię. Syn nerwowo reagował czasami, wykazywałam  cierpliwość w komunikacji z nim, empatię, i to budowało naszą bliskość. Takiej komunikacji nauczyłam się dzięki Porozumieniu Bez Przemocy Marshalla Rosenberga.Sprawy powoli posuwały się do przodu. Systematycznie chodziłam na mityngii AA, byłam na ponad 20, i stamtąd czerpałam ogrom wiedzy o chorobie. Wiele razy przytaczałam synowi różne informacje, usłyszane tam. On widział moje zaangażowanie i determinację, i to mu pomagało. Czasami denerwował się tym, co mu mówiłam, ale to nie były moje słowa, tylko mądrość ludzi, którzy przeżywali tę chorobę, więc syn oswajał się z  problematyką.dotyczącą tej choroby.

Obserwowałam też uważnie, starałam się dyskretnie, co robi, jak, z kim się kontaktuje, jak reaguje na telefony, jak często wychodzi, kiedy wraca, opisywałam to, starałam się rozmawiać z nim o moich spostrzeżeniach, dawać informacje zwrotne, łagodnie. Osoba uzależniona w taki destrukcyjny sposób zaspokaja różne swoje żywotne potrzeby, i ja starałam się jemu to wytłumaczyć, pokazać. Zauważyłam, że on niezbyt chętnie, ale czasami przyznaje mi rację, zaczyna zastanawiać się nad moimi uwagami.

Gdy skończyłam odmawiać Nowennę ukierunkowana była terapia syna, ja stałam się silniejsza, głównie dzięki wytrwałości i koncentracji na chorobie, udziałe w mityngach  AA i wierze, modlitwie i oddaniu się Boskiej opiece. Miałam wcześniej kontakt z terapeutami, ruchem Al-Anon, ale dopiero to, co przyniósł mi czas odmawiania Nowenny Pompejańskiej dokonało znaczącej przemiany w mojej świadomości i przede wszystkim – w motywacji syna do terapii, którą kontynuuje.

Zdawałam sobie sprawę, że syn potrzebuje pomocy Boga, aby następowało i nastąpiło jego uleczenie. Syn raczej nie chodził do kościoła. 6.01.2013 roku rozpoczęłam odmawianie Nowenny w intencji jego nawrócenia. Pod koniec odmawiania pierwszej części Nowenny wyczytałam w Internecie o kilkudniowym spotkaniu modlitewno-psychologicznym we wspólnocie, z którą kiedyś sympatyzowaliśmy, a syn, jako nastolatek uczestniczył tam w kilku wyjazdach.  Zaproponowałam mu udział, i on, o dziwo, zgodził się. Zażyczył sobie wprawdzie, aby kupić mu trochę dobrych rzeczy na ten pobyt, i zasilić nieco jego zadłużone konto, na co przystałam, mając nadzieję, że tam mu się spodoba. I tak właśnie się stało! Syn bardzo był zadowolony z tego pobytu, ożywiony, i chciał tam wracać.

Niebawem pojechał tam na posługę na weekend, a później na weekend formacyjny, i już nie chciał ode mnie żadnego dofinansowania. A jak brał Biblię na kolejny wyjazd, powiedział „Biblia to podstawa”. Po prostu „złapał” wspólnotowego, modlitewnego bakcyla, i chce uczestniczyć w życiu tej wspólnoty. I to się stało dokładnie wtedy, gdy odmawiałam Nowennę w tej intencji, i po prostu jestem tym zdumiona, jak to zadziałało. Proces nawracania syna rozpoczął się i ukierunkował. Mamusia Niebieska wysłuchała moich próśb i życie syna zaczęło się odmieniać. I moje życie, choć jest to „efekt uboczny”, również zaczęło się odmieniać.

Ostatnio we wspólnocie, w której jestem, usłyszałam takie porównanie, że rodzice pomagają swoim dzieciom, jak ptaki piskletom dorastać i uczyć się latania, aby w odpowiednim czasie mogły bezpiecznie opuscić gniazdo. Ja mam takie poczucie, że na skutek różnych niekorzystnych okoliczności życia, oczekiwałam od syna zbyt wczesnej samodzielności i przy próbach latania mocno sie potłukł i osłabił, i potrzebny był, jest dodatkowy czas w gnieżdzie – domu, aby mógł opatrzeć swoje zranienia, a ja bym uczyła się, jak skutecznie mu w tym pomagać, jak być dobrą matką, która umie kochać bezwarunkowo, okazywać empatię, i jednocześnie wymagać. I od niego, i od siebie samej.  I kiedy jego rówieśnicy często już prowadzą samodzielne życie, on dopiero teraz bezpiecznie uczy się jak sobie radzić ze sobą i z życiem.

Nowenna Pompejańska okazała się dla nas dobrodziejstwem i ogromną pomocą. Dziękuję Ci, Kochana Niebieska Mamusiu, dziękuję Ci Boże w Trójcy Jedyny. Pozdrawiam Siostry i Braci w modlitwie i wierze. Maria

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

15 myśli na temat „Mirka: syn, alkohol i Matka Boża

  1. Pięknie to opisałaś .Ja tez walcze o nawrocenie moich dzieci.Dziś wiem,ze życie bez Boga jest nic nie warte,a szatan tylko czeka na nasze potknięcia.Można mieć wszystko i to wszystko stracić w mgnieniu oka.Moim talizmanem jest różaniec, modlitwy,medalik z ktorym sie nie rozstaję.Dobrze mi z tym czuje sie bezpieczna jak nigdy ,ustąpiły lęki i depresja .Pozdrawiam

    • Dziękuję za piękne Świadectwa.RÓŻANIEC ŚWIĘTY RATUNKIEM DLA ŚWIATA Matka Boża:”Przez Moc Mojego Świętego Różańca szatan zostanie zmiażdżony i związany
      w Piekle na wieczną Mękę” Ktokolwiek co dzień odmawia cały Różaniec,zbawi siebie i rodzinę”. Miejcie Różaniec przy sobie gdziekolwiek jesteście”,”Wzywam Was,abyście odmawiali co dzień cały Różaniec” …Módlcie się nieustannie…”macie ostatnią
      szansę…, zbiżają się ciężkie i trudne dni jakich świat jeszcze nie przeżywał”… Słowa Matki Bożej z książeczki Armia Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa.
      Pozdrawiam wszystkich, Miłej Niedzieli

  2. Bardzo chcę się modlić, ale to nie jest tak że Panu wystarczy dobra choć słaba ma wola.Ciągle jestem zmęczona ,wymawiam się brakiem czasu a przecież tylko w Bogu moja ucieczka.Dziś zaczynam/ktory to już raz?/ Nowennę Pompejańską. Tym jednak razem zamierzam ją skończyć, bo jeśli Matka Boża mi nie pomoże to chyba już nikt.Proszę o modlitwę za mnie bym wytrwała.

    • Gdy komu na czymś zależy to potrafi pokonać swoją słabą wolę i podjąć się nowenny. Nowenna to trudna modlitwa, ale stąd też można przez nią wymodlić tyle łask. Im coś jest cenniejsze tym trudniej to zdobyć i trzeba na to większego wysiłku. Rozplanuj sobie dzień na trzy różańce i staraj się trzymać tego planu konsekwentnie, a cel nowenny niech Cię umacnia w tym :)z modlitwą! A

  3. Tez bym chcial zaczac. Zona wlasnie skonczyla.Czasem jej towarzyszylem w tej modlitwie,ale samodzielnie jeszcze boje sie jej podjac.Widze ze Matka Boza,kochana Maryja,nie daje nam dlugo czekac i wyprasza laski i Syna.Chce zaczac te nowenne ale boje sie,ze zeby wytrwac,zaczne „klepac” rozaniec a nie odmawiac. Co robic?

    • Janie nie wahaj się ani trochę skoro masz potrzebę odmawiania Nowenny nie zwlekaj to piękna modlitwa Matka Boza pomaga ją odmawiać twoje chęci są już łaską od niej samej Mateńka Ci POMOŻE trzymam kciuki Janie. Mnie też czasem zdarza się klepac tez mysle o sprzątaniu i tym podobnych rzeczach ale trwam w modlitwie Matka Boża jest wyrozumiała dla nas niż my sami dla siebie, rozumie że jesteśmy tylko słabymi człowieczkami ale wystarczy nasza prośba o pomoc w modlitwie i wszystko nabiera sensu

A Ty co o tym myślisz? Napisz!