Kinga: szukając ratunku dla siebie, dowiedziałam się o nowennie pompejańskiej

Pragnę podzielić się świadectwem otrzymanych łask za przyczyną Matki Bożej Królowej Różańca Świętego. W ubiegłym roku w konsekwencji trudnego wydarzenia w życiu prywatnym wpadłam w potężną nerwicę i nastąpił nawrót depresji, na którą się leczę od prawie czterech lat. Drugi epizod był jeszcze bardziej dotkliwy niż pierwszy – pojawiły się zaniki pamięci i zaburzenia koncentracji oraz poczucie ociężałości umysłowej, które bardzo mi utrudniały pracę zawodową.

Miałam problemy ze snem, wstaniem z łóżka, stany lękowe, nerwicę natręctw, myśli o śmierci. I wtedy, szukając ratunku dla siebie, dowiedziałam się o nowennie pompejańskiej. Zaczęłam ją odmawiać w intencji mojego uzdrowienia z zaburzeń psychicznych przed Bożym Narodzeniem ub.r. i momentami było bardzo trudno, bo miałam w sobie ogromne pretensje do Pana Boga, że mnie tak „urządził”, czasami nawet miałam przemożną chęć rozerwania różańca. I jeszcze po zakończeniu nowenny doznawałam stanów nerwicowych i lęków, jednak w ostatnią niedzielę karnawału wszystko ustało jak ręką odjął. Ale po kolei.

Gdy pierwsza nowenna dobiegała końca, postanowiłam, że zrobię sobie tydzień przerwy i rozpocznę kolejną, tym razem w intencji poznania dobrego męża, ponieważ marzę o założeniu rodziny. Jednak w owym tygodniu wszystko się sprzysięgało przeciw temu postanowieniu – różne okoliczności zewnętrzne (typu niemożność uczestnictwa w planowanej mszy św. dla samotnych z powodu choroby, a innym razem z powodu zaspania) jakby „sugerowały”, że mam się nie modlić o męża, bo nie mam powołania do małżeństwa. Ale się zawzięłam i nie zrezygnowałam ze swojego postanowienia. A utwierdziła mnie w tym Ewangelia z ostatniej niedzieli karnawału – a dokładnie słowa św. Piotra: „Panie, pracowaliśmy całą noc i niceśmy nie ułowili, ale na Twoje słowo zarzucę sieci” i następnego dnia zgodnie z planem zarzuciłam sieć, czyli zaczęłam odmawiać drugą nowennę.

Równolegle z tym ustały natrętne myśli, znikł smutek, poczucie pustki i beznadziei – a w sercu zapanował cudowny pokój, taki, jakiego już dawno nie czułam… Dosłownie zalała mnie Boża miłość, zaczęłam głębiej wchodzić w relację z Bogiem, chodzić codziennie na Eucharystię i przyjmować Komunię Św. w intencjach różnych osób. Udało się także dotrzeć na mszę dla samotnych, na której Komunię ofiarowałam za mojego przyszłego męża, choć go jeszcze nie znam. Wstąpiła we mnie ogromna nadzieja, że nie jestem jeszcze „przegrana”, choć jestem już sporawo po 30-tce.

Od tygodnia jest we mnie wielka radość, zaczęłam dostrzegać swoją kobiecą tożsamość i wartość (z czym od zawsze miałam problemy) i co najważniejsze, rozumieć, że nie potrzebuję żadnego faceta, żeby mi udowadniał, że jestem piękna (a dotąd uważałam, że miarą wartości kobiety jest to, czy ma ona swojego mężczyznę). Udowadnia mi to sam Bóg, na którego obraz i podobieństwo zostałam stworzona… Na potwierdzenie dostałam nawet „walentynkę od Jezusa” 🙂 Było tak: 14 lutego postanowiłam pojechać na mszę św., by ofiarować ją za dzieci nienarodzone zagrożone aborcją. Złemu chyba się to bardzo nie spodobało, skoro autobus się spóźnił i w związku z tym ja dość znacznie spóźniłam się na Eucharystię. Jednak Pan obrócił ten „niefart” w dobro 🙂 Wśliznęłam się do kościoła i usiadłam na samym końcu, tuż przy drzwiach.

A kiedy podczas Przeistoczenia uklękłam, spojrzałam na posadzkę i na jednym z kafli dostrzegłam wzór w kształcie serca (ukształtowany przez naturę – owe kafle były z ciemnego kamienia w jasne prążki i smugi) i aż się uśmiechnęłam – biorąc to za mały, dyskretny znak Bożej Miłości do mnie. Czyli dostałam walentynkę 😉 Oprócz tego jeszcze na jednej ze ścian kościoła dostrzegłam obraz św. Józefa, o którym nie miałam pojęcia, że tam jest, choć znam ten kościół i bywam w nim…

Nie wiem, czy moja główna intencja zostanie wysłuchana, ale jestem pełna nadziei. Modlę się o dobrego męża także za wstawiennictwem mojej ukochanej świętej, nawiedzając od czasu do czasu jej relikwie. A jeśli Pan Bóg ma jakiś inny pomysł na moje powołanie… to jakoś mniej jest we mnie lęku.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

5 myśli na temat „Kinga: szukając ratunku dla siebie, dowiedziałam się o nowennie pompejańskiej

  1. Tym swiadectwem dałaś mi nadzieje, że i w moim zyciu moze wszystko sie zminić na lepsze, mam na mysli stany depresyjne i lekka nerwice. Zaczynam Nowenne od środy 8 maja. Z wielka nadzieje licze na łaski Matki Rózancowej z Pompejów.

  2. Witajcie, tu autorka powyższego świadectwa – po ponad trzech latach 🙂 Chciałabym się z Wami podzielić jedną myślą z dzisiaj – myślę ostatnio sporo na temat „skuteczności” nowenny pompejańskiej w sensie, że na wysłuchanie intencji trzeba nieraz czekać bardzo długo. Czasami może się wydawać, że konkretna intencja nie została wysłuchana, bo efekty nie pojawiły się od razu po zakończeniu nowenny albo nawet jeszcze w jej trakcie. Łaski mogą być jednak długofalowe 🙂 W opisywanej nowennie modliłam się w intencji uzdrowienia z depresji. O ile objawy ustały dość szybko, o tyle nie wiem, czy można było wtedy mówić o pełnym uzdrowieniu, bo przez długi czas musiałam jeszcze brać leki. Obecnie nie biorę ich już od roku i mimo różnych trudnych wydarzeń w moim życiu, w które obfituje zwłaszcza ten rok, nie ma jak dotąd nawrotu choroby. Mimo przeżywanych aktualnie trudności w wierze, czy może na przekór tymże, chcę w tym miejscu gorąco podziękować Matce Najświętszej, a właściwie Bogu za Jej przyczyną, i dodać nieco otuchy tym z Was, którzy doświadczają depresji – z tego naprawdę da się wyjść! Głowa do góry i różaniec w dłoń… Chwała Panu!

    • Niestety jeszcze nie, nadzieja miesza się ze zwątpieniem, ale gdzieś niedawno przeczytałam mądre zdanie: jeśli nie wierzysz w to, o co się modlisz, to tego nie otrzymasz, więc… byle do przodu 🙂

A Ty co o tym myślisz? Napisz!