Magdalena: łaski nowenny

Rozpoczęłam Nowennę 18 października w intencji pracy męża . Nie miałam śmiałości tylko prosić , więc cały czas czwartą tajemnicę światła odmawiałam w intencjach Matki Bożej, o które prosi w Medugorie . Mój mąż wcześniej założył firmę za granicą . Jest to nasza jedyna nadzieja na utrzymanie . Wcześniej miał bardzo duże kłopoty z pracą . Nowennę zaczęłam w tajemnicy . W tym czasie trwały przygotowania do rozpoczęcia działalności firmy . Pewnego dnia zapytałam kiedy rozpoczyna , a on mi na to – właśnie dzisiaj otwarłem oficjalnie . Kiedy uświadomiłam sobie datę oniemiałam był 25 październik jest to data comiesięcznego orędzia dla świata z Medugorie .

W dalszym ciągu się modliłam , były piękne dni gdy modlitwa wywoływała taką radość ,że miałam wrażenie iż tańczę przed Bogiem jak król Dawid przed Arką. Potem zaczęły się problemy niechęć , chęćporzucenia modlitwy , zasypianie  ,ogólnie męczenie się . Pod koniec Nowenny taksilna chę porzucena że omało w dwoch ostatnich dniach bym tego nie zrobiła . Miałam w tym czasie dwa oczyszczenia z bólu odrzucenia przez moją mamę przez co całe życie czułam się gorsza od innych . Wyzwoliłam się z tych obciążeń , mam wielki pokój . Firma działa , ale jeszcze idzie wszystko pomału . Mam nadzieję że będzie dobrze .Przywiązałam się do tej modlitwy , wiem że Maryja otacza nas opieką . Będę mówić kolejne nowenny . Polecam na yutube wszystkie części można odmawiać z Janem Pawłem II wówczas  modlitwa idzie sprawnie  i się nie przedłuża .Namówiłam już dwie koleżaniki do Nowenny i odmawiają .Składam to świadectwo dla umocnienia wszystkich a przede wszystkim w dzięczynieniu dla NASZEJ NIEBIESKIEJ MAMUSI .

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

33 myśli na temat „Magdalena: łaski nowenny

  1. Po raz pierwszy odmawiałam Nowennę Pompejańską w intencji córki, która ma dużą wadę wzroku – spore niedowidzenie. Dzięki łasce płynącej z Nowenny wzrok córki poprawił się o ponad 1 dioptrię.

  2. ja od 2.5 roku robiłem wszystko żeby zmienić pracę, uczyłem się, odmawiałem nowenny, niewiem ile w sumie ich było, w każdym razie nie siedziałem z założonymi rękami, szkoda tylko że o mnie bóg niepamięta, jak pracowałem to prawie co miesiąc dawałem na msze za dusze czyścowe, ale jak zostałem bez pracy, już pół roku mineło, to mnie nikt niepomoże, ostatnio 4 nowenny naraz odmówiłem, ale to jest bez sensu, liczą się tylko znajomości, tacy ludzie dostają pracę, nieważne że idiota, ważne że z polecenia, chrzanić te modły nic nie pomagają, biedy zawsze był i będzie nikim dla boga

    • Witaj Marku! Rozumiem Twój ból i rozgoryczenie i zapewnić mogę Cię, że mimo że Ty przestałeś to ja się będę modlił o to abyś pracę znalazł. Masz rację, niemalże wszędzie liczą się znajomości a nie zdobyta wiedza ale czy Boga to wina? Czy może raczej jest to konsekwencja ludzkich grzechów? ;> Marku zastanawiam się czy odmawiając modlitwę „Ojcze nasz” odmawiałeś ją świadomie? Przecież wypowiadałeś tam słowa „bądź wola Twoja” a to znaczy, że się zgadzasz na Wolę Bożę, nie ważne czy będzie ona po Twojej myśli czy nie, czy będziesz ją rozumiał czy nie, bo wola samego Boga która się w nas wypełnia jest czymś najpiękniejszym co nas może spotkać w życiu, jest największym zaszczytem! I nie raz ta wola zadaje nam cierpienie ale to tylko dlatego, że my ludzie jesteśmy bardzo krótkowzroczni a ona z czasem przyniesie nam wspaniałe owoce, tylko trzeba wytrwać! Marku sam zobacz jak słaba jest Twoja wiara, Pan chce Ci dać życie wieczne w Raju, gdzie nie ma bólu, cierpienia, łez ani tych całych znajomości jest tylko szczęście i radość wieczna a Ty już po pół roku przeszkód jakie Cię napotkały rezygnujesz z całej wieczności jaką On Ci pragnie dać! Być może te pół roku było Ci potrzebne żebyś zrozumiał, że coś z Twoją wiarą jest nie tak?
      Wiesz gdy przeczytałem Twój post od razu skojarzył mi się z przypowieścią o faryzeuszu i celniku:

      „Tym natomiast, którzy byli przekonani o swej sprawiedliwości, a innymi gardzili, powiedział taką przypowieść: „Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden był faryzeuszem, a drugi celnikiem. Faryzeusz skupiony na sobie tak się modlił: ‚Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam’. Celnik natomiast stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi, mówiąc: ‚Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznego’. Mówię wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony; a kto się uniża, będzie wywyższony.””

      Ewangelia wg Św. Łukasza, 18 , 9-14

      Marku nie mogę też się zgodzić z Tobą, że biedny zawsze był i będzie nikim dla Boga. Przecież sam Pan Jezus mógł się urodzić w najwspanialszym pałacu a odrzucony podobnie jak Ty przez ludzi urodził się w stajence, pośród zwierząt. Ale nigdy nie miał pretensji o to do swojego Ojca w niebie, wszystko od Niego przyjmował z pokorą i wdzięcznością, nawet Krzyż…
      Marku jeśli będziesz odczuwał potrzebę rozmowy to śmiało pisz albo tutaj albo na mojego maila ajron.men@gmail.com
      Pozdrawiam i wytrwałości życzę 🙂 Przeczytaj proszę też ten oto artykuł:

      http://parafia-skorogoszcz.opole.pl/ciekawe-artykuly/110-jezu-ty-sie-tym-zajmij

      • Ja do tej wypowiedzi dodałabym , że może chodzić też o to że czasami stawiamy Bogu warunki . Ja robię coś dla Ciebie a TY musisz wysłuchać mnie . Jak nie to nie Jesteś w porządku . A przecież Pan wysłuchuje próśb wszystkich zgodnie ze Swoją Wolą dla dobra tych którzy proszą . Poprzez cierpienie coraz bardziej Rozumiemy Boga . I myślę że Pan BÓG chce byś wzrastał .
        Poza tym ON nigdy nie daje ciężarów ponad to co możemy unieść .
        Są takie piękne słowa ,, Choć byś mnie zabił UFAĆ CI będę ” . Musisz mieć wiarę bezwarunkową .
        Ja też dzisiaj prosiłam PANA BOGA o pracę dla Ciebie .
        Magdalena

  3. Dziękuję Tobie Małgosiu i Tobie Marku za wpisy .
    Cieszę się że ktoś się zainteresował tym co napisałam .
    Trudno mi coś na to powiedzieć Marku ,że tak się u Ciebie dzieje . Wiem tylko, że Pan Bóg ma swoje plany i nam to ciężko zrozumieć .
    Piszę nie z pozycji tej , która sobie wszystko wymodliła . Miałam nadzieję na radykalną zmianę po Nowennie w sprawie pracy męża , ale tak nie jest .
    Wiele lat miał takie problemy z pracą , że gdyby nie to że ja pracowałam nie utrzymali byśmy rodziny .
    Teraz ja straciłam pracę stałą . Znalazłam tymczsowo pracę na kilka godzin za parę groszy . Nie widzę przd sobą rozwiązania . Wiele lat prosimy by mąż wreszcie normalnie godnie zarabiał . Nie wiem co będzie dalej , ale czekamy .
    Nie poddawaj się mimo wszystko .

  4. Witam wszystkich, którzy odmawiali albo mają zamiar odmawiać Nowennę Pompejańską. Gdybym myślała tak jak Marek, też miałabym wiele pretensji do Boga o to, że jako osoba wykształcona nie mam pracy, jako kobieta 24letnia nie mam męża ani dzieci. Jednak ja od zawsze bałam się Boga, ale nie w tym sensie, że nie modliłam się do Niego, ale w tym sensie, że On może tak naprawdę zrobić wszystko (ciężko mi to jakoś wyjaśnić w sposób zrozumiały). Jednak my ludzie nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo Bóg jest bardzo sprawiedliwy, trzeba poddać się temu, co On dla nas zaplanował. Powinniśmy Bogu dziękować za to, że jesteśmy zdrowi, że możemy oglądać piękno tego świata, że jesteśmy pełnosprawni. Bo cóż mogą powiedzieć ludzie, którzy są niewidomi, przeszli wiele chorób? Z takich ludzi powinniśmy brać przykład, bo oni w takim cierpieniu widzą sens. Bóg chce abyśmy do wiary podchodzili jak małe dzieci, bez zbędnego myślenia i zastanawiania się nad wiarą. Ja też mam takie myśli, ale zaraz sobie myślę, że muszę Mu zaufać. Ja w tym roku wiele przeszłam: śmierć ukochanej mi osoby, kłamstwa i odwrócenie się ode mnie ukochanego, który kiedyś tak bardzo mnie kochał, a potem się ode mnie odwrócił (byłam z nim w związku parę lat), ale Pan Bóg mnie zawsze pociesza, wiem o tym, daje mi czasami małe radości, a czasami duże, wiem, że dzięki Niemu jestem pogodną osobą, z nadzieją patrzę w przyszłość. Dzisiaj jest sylwester, a ja młoda kobieta spędzam go w domu, wiadomo, że jest mi smutno i przykro, że powinnam być na jakiejś imprezie jak wiele młodych ludzi, bo przecież co roku tak było, ale przyjmuje to wszystko z pokorą. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to polecam przeczytać Dzienniczek Św. Faustyny. Dziękuje za przeczytanie moich wypocin 🙂 Wszystkiego najlepszego w nowym roku, a także opieki Bożej.

  5. dla wszystkich osądzających mnie wielce „świątobliwych” osób, zdrajca i jego matka właśnie mi tak pomogli, że wykorzystałem wszelkie możliwości do samego końca i właśnie się dowiedziałem, ze zostało mi już tylko przytulisko, dziękuję ci madoooonnnnnoooo i wam „przyjacile” za modlitwy

    • Marku, nikt Ciebie nie osądzał. Zadawałeś pytania, chciałeś porady i każdy, jak umiał, starał się Tobie pomóc. Twoje słowa są straszne. Kogo nazywasz zdrajcą? Pana Jezusa? Nie chce mi się wierzyć, żeby Pan Bóg czy Maryja dopuścili do tego, aby osoba szukająca u Nich ratunku nie otrzymała pomocy (w taki czy inny sposób). Pan Jezus nikogo nie odtrąca ale przychodzi z łaską w najlepszym dla człowieka momencie. Nie wiem co Ci więcej napisać…

  6. hmmm, niczego nie oczekuję, Ty Gosiu znasz innego boga, a ja znam innego, mam 35 lat i przez brak pracy musiałem wrócić do rodziców, ale nie chcę dłużej im na głowie siedzieć, dlatego zostaje to przytulisko i ulica, zresztą kiedyś już byłem w takiej sytuacji, na tyle lat życia mogę powiedzieć, że Tylko Raz dostałem od niego coś dobrego, a takie miałem życie, że stąd mam taki obraz tego boga, nic z powietrza się nie wzięło,mam takie same podstawy żeby uwierzyć w ufo jak i w opowieści o dobrym bogu, a takich jak ja jest miliony, tylko nikt głośno o tym nie mówi, bo wszyscy nauczeni mówić o nim dobrze, taka hipokryzja, ale to nic, bo sam jestem sobie winny, bo wbrew całemu doświadczeniu życiowemu własnemu i innych, których znam, zacząłem się łudzić, ale on zawsze był, jest i będzie Zdrajcą, już więcej nie chce mi się pisać, zresztą do komputera też już dostępu nie będę miał niedługo, także to tyle mojego świadectwa…

    • Marku, przykro mi się robi czytając Twoją wypowiedź. Ze względu na Twoje doświadczenie życiowe jak i Twój, niestety, nieprawdziwy obraz Boga. Bogu trzeba wierzyć do końca tzn. nie stawiać Mu żadnych granic. Zdaję sobie sprawę z tego, że Twoja sytuacja jest bardzo trudna ale nawet z sytuacji po ludzku bez wyjścia Pan Bóg potrafi człowieka wyprowadzić i dać mu więcej niż ten oczekuje. Ale konieczne jest zaufanie. Ty, Marku, Bogu nie ufasz, nie wierzysz… Nie chcesz zdać się na Niego. Skąd wiesz czy jutro nie dostaniesz dobrej pracy? Ale kto w takiej sytuacji ma Ci pomóc? Zdrajca? Nie znam Twoich rodziców ale czy pozwolą by ich dziecko poszło do przytuliska? Nie wspierają Cię? Pamiętasz przypowieść o wdowie, która nieustannie przychodziła do sędziego (czy adwokata :-)) aby obronił ją przed przeciwnikiem? Przez długi czas nie chciał ale w końcu zgodził się aby go już nie zadręczała. I co Pan Jezus powiedział dalej: Czy Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego? Ale kto ma wziąć Cię w obronę? Zdrajca? Mi też nie jest łatwo, jest ciężej niż kiedykolwiek ale ja Bogu wierzę i zawierzam codziennie swoją przyszłość. Do momentu skończenia studiów wszystko szło jak z płatka. Czułam się noszona na rękach przez Boga. Byłam ulubienicą profesorów, miałam stypendium naukowe, przyjaciół. Od kilku lat jest zupełnie na odwrót. Nic mi po ludzku nie wychodzi. Nie wiem co będzie jutro, z czego zapłacę ratę kredytu za mieszkanie, za co kupię chleb. Przyjaciele się odwrócili, bo po co im ktoś kto do niczego im się nie przyda, nic im nie załatwi, bo sam nic nie ma. Ale tym bardziej zdaję się na Boga, wiem, że w każdej chwili potrafi to odwrócić. Wierzę i czekam, choć czasami brakuje sił. Takie doświadczenia też są potrzebne i ja je cenię. One zbliżają do Boga, uczą większego zawierzenia. Zdaję sobie sprawę, że to, co napisałam, Ciebie Marku, nie przekona. Ale może rozpali się choć iskierka nadziei w Twoim sercu i jednak spróbujesz zaufać prawdziwemu dobremu Bogu a nie zdrajcy (którym tak naprawdę jest szatan).

      • Mam cichą nadzieję, że tym razem mój post zostanie opublikowany. Bo chyba ważna jest prawda, szczerość a nie lukrowanie rzeczywistości? Gosiu, piszesz bardzo mądrze, problem w tym, że to wszystko bardzo trudno zrozumieć. A może właśnie o to chodzi, może właśnie nie można tego obejmować rozumem? Że doświadczenia są potrzebne, że czegoś to uczy.. owszem, na pewno – ale tych silniejszych. Bo nie każdy jest silny do pewnego stopnia. W zasadzie zastanawiam się, znowu rozumowo, dlaczego nie są doświadczani ludzie, którzy mają wiele na sumieniu tylko nikomu nie wadzące szaraki. Ot czytam sobie właśnie książkę o losach byłych nazistów i co… nie dość, że wielu nie stanęło nigdy przed sądem lub dopiero po wielu latach to jeszcze mieli wszystko co im potrzeba, dobrą pracę, jak jedna się skończyła to zaraz pojawiła się inna często nawet lepsza. Nawet doczytałam, że jednemu z nich załatwiono pracę w moim ukochanym zawodzie – przykre, przykre to bardzo. Jestem w tym momencie małostkowa, w końcu akurat w tych historiach to najmniej ważne ale jak zwykły człowiek ma się czuć? I ktoś taki dostaje pomoc a uczciwy człowiek nie wiadomo co ma ze sobą zrobić. Ja kilka lat stawałam na głowie, zostawałam po godzinach, dokształcałam się na własny koszt, moja pracowitość była szeroko komentowana a ja starałam się każdemu pomagać, z każdym żyć dobrze, wedle zasady „żyj tak aby nikt przez ciebie nie płakał” – choć łatwo nie było bo rywalizacja była i wyścig szczurów, starałam się być w porządku wobec wszystkich po czym moja pracodawczyni obietnicy mi danej nie dotrzymała i zatrudniła na stałe 2 osoby po znajomości. To był dla mnie cios. Na dodatek jedna z nich otwarcie chwaliła się, że pracę ma dzięki praktykom new age – rozpisywać się o tym nie będę bo akurat sądzę, że to bujdy – tym niemniej ta osoba pracę dostała a w opinii – nie mojej a innych osób nie przykładała się do pracy. To już mnie skołowało totalnie. Wielokrotnie zastanawiałam się co mogłam zrobić lepiej, więcej i trudno mi było znaleźć odpowiedzi a gryzie mnie to od ponad roku. Wylałam tyle łez bo dla mnie to było coś więcej niż praca. Widzę, że są osoby które dostały się po znajomości lub przypadkiem, miały farta a co gorsza nie szanują swojej pracy i chyba często nie lubią – bo okazują to wprost. I to mnie też boli bo ja kochałam swoją pracę. Na pewno niejedno mam za uszami, mam pełno wad i niejedno przydałoby się naprostować ale naprawdę, nie sądzę żebym aż tak wymagała naprostowania a sądzę, że wielu którzy się kwalifikują naprostowywani nie są wcale. Nie wiem czego ma mnie to nauczyć, póki co moja samoocena galopuje poniżej zera. Zwłaszcza jak słyszę od dalszej rodziny, że „źle szukam pracy” lub też „nie chcę szukać”. I jak tu zachować spokój, zawierzyć – kiedy otoczenie dogryza? Jedni stają na głowie i nie dostają a inni nie zawracają sobie głowy nawet refleksją bo po prostu maja i sądzą, że tak mają wszyscy. Po prostu jestem zbita z tropu bo wiem, że otrzymywałam łaski, między innymi pracę i wiele innych w życiu. Starałam się jak umiałam dane szanse wykorzystywać, bywałam wyczerpana często ale szczęśliwa i bardzo często myślałam, że miałam ogromne szczęście. Ale sposób w jaki się to wszystko potoczyło dalej sprawia, że czuje się jak ogłuszona i trwa to dłuższy czas. Muszę wybaczyć, tak, wiem, bardzo bym chciała i chyba jestem na dobrej drodze – choć pewnie zajmie mi to lata, łatwe to nie jest bo nie usłyszałam nawet słowa przepraszam na koniec. Być może za mało dziękowałam za to co otrzymałam. Ale ciśnie się na usta… inni robią jeszcze mniej. Pojawia się czasem argument, że jesteśmy kimś szczególnym i dlatego mamy takie skomplikowane losy.. ja tam nie chcę być ani lepsza ani gorsza, chcę być zwykłym człowiekiem ze zwykłym życiem. Przyznaję do tej nowenny jeszcze nie przystąpiłam, mam trochę obawy, że „brak odzewu” jeszcze bardziej mnie zdołuje. Wiem, że to niewłaściwe podejście, ta modlitwa nie jest maszynką do spełniania życzeń… ale są osoby, które tak podchodzą do życia i wiary i dostają co chcą. Ja o luksusach nie marzę, chcę żyć normalnie tak jak wielu ludzi, marzyłam o tym,,żeby wykonywać pracę do której czuję się powołana, a nie mogę znaleźć nawet jakiejkolwiek.. Czuje się skrzywdzona, przez ludzi przede wszystkim ale też nie rozumiem czemu tak ma być.

        • Basiu, rozumiem Cię doskonale, także Twoje trudności. Ja też je mam, nachodzą mnie różne myśli ale WBREW TEMU, NA PRZEKÓR TEMU, POMIMO TEGO wierzę i ufam. Nie widzę pomocy z Nieba, nie czuję jej ale dlatego TYM BARDZIEJ zawierzam. Czuję się jakby Niebo było przede mną zamknięte, jakby Maryja miała mnie i moje modlitwy (również NP) w przysłowiowych 4 literach (głupio tak napisać ale tak się czuję) ale wiem, że jest to nieprawda, że to tylko uczucia a Maryja NA PEWNO wstawia się za mną u swego Syna. Pan Jezus NA PEWNO obejmuje mnie swoją łaską i w odpowiednim momencie wkroczy i pomoże. Jestem przekonana, że to samo dotyczy Ciebie, Basiu, i innych. Czasem trudno zrozumieć Boże plany i może właśnie wówczas lepiej nie starać się ich zgłębić tylko po prostu ZAUFAĆ. Postaraj się, Basiu, odmówić Nowennę – różaniec to piękna modlitwa, mówi się, że jest potężniejsza niż bomba atomowa. Życzę wszystkiego dobrego i otrzymania łaski wymarzonej pracy.

          • Gosiu dziękuję za odpowiedź i ciepłe słowa. Staram się ufać mimo, że niewiele rozumiem. Z jednej strony mam wyrzuty sumienia bo miałam przecież dowody w przeszłości, że ktoś na górze o mnie pamięta, z drugiej strony te i inne wydarzenia w życiu sprawiają, że mam w sobie dużo żalu, spieram się z Bogiem, dyskutuję – pewnie nie powinnam ale taka już jestem. Pewne wydarzenia, tragedie w życiu sprawiały, że parę razy poczułam się jak… pacynka i myślałam nieraz rozżalona, że ktoś się mną bawi.I czuję podobnie, że nikt mnie nie słyszy, że kiedyś czułam namacalnie opiekę a teraz coś się dziwnego stało, zablokowało i nie mogę tego odkręcić. Tyle, że to subiektywne odczucie. Chciałabym czuć tę opiekę znów. Przymierzam się do nowenny i na pewno odmówię… tylko nabrałam wątpliwości czy z moim nastawieniem, żalami a może i niedostateczną pokorą ma to sens. Ciągle myślę po ludzku, uczciwie na coś zapracowałam i tego nie otrzymałam a według mnie należy mi się – ciągle myślę o braku sprawiedliwości – po ludzku. Ale na pewno chciałabym spróbować odmówić nowennę, może chociaż poczuję się lepiej. Tobie również życzę wielu łask i również dobrej stałej pracy.

        • Basiu, doskonale Cię rozumiem, też często się tak czuję. Znam wiele osób, które do kościoła nie chodzą wcale albo od wielkiego święta a w życiu im się jakoś powodzi, mają pracę, dzieci. Ale nie wiem, może czegoś im w życiu brakuje… Brat mojej mamy mieszka w wielkim mieście, ma żonę, zdolne dzieci, pracę, wydawałoby się, że jest właśnie takim przykładem człowieka, który ma wszystko, ale niedawno nie wytrzymał i przyznał się mojej mamie, że OD LAT cierpi na depresję i bierze leki. Jak widać czegoś ważnego jednak mu w życiu zabrakło. Może o to właśnie chodzi, że każdy w życiu przyjmuje jakąś maskę i tak naprawdę nie wiemy co w nim siedzi w środku, czy to życie ma naprawdę aż tak udane. Tak się czasami pocieszam, ale miewam też chwile zwątpienia i pytam się Boga, co by się złego stało, gdybym miała dobrą pracę? Nie chodzi mi o wielką kasę, tylko o normalną, dobrą pracę. Ostatnio miałam naprawdę złe dni i specjalnie nie wchodziłam na forum, żeby innych nie dołować swoimi myślami, ale teraz już mi lepiej i doszłam do wniosku, że za mało się staram i chyba czekam na cud, od jutra zaczynam masowo wysyłać moje CV 🙂 Przyznaję, że w intencji pracy NP nigdy nie odmawiałam, a ta którą odmówiłam w intencji mojego zdrowia spełniła się w 100% więc nie mogę się skarżyć i daje mi to jakąś nadzieje na przyszłość. Pozdrawiam Ciebie i innych z podobnym rozterkami, nie dajmy się!!! 🙂

          • Nowenne rozpoczęłam w grudniu .jestem w części dziękczynnej.Już widzę efekty,choć nie chce zapeszać .Znalazlam pracę ,choc nie na caly etat ,ale zawsze coś. Potwierdzam,to co już pisali inni.Dostajemy małe dowody wdzięczności od Maryi za naszą wytrwałość ,spokój wewnętrzny.Zawsze znajduje czas,choć nie siedzę na codzień w domu .Modle sie idąc ulicą lub w autobusie.Modlitwy dodatkowe nadrabiam w domu.Przyznaję ,ze czasami modlę się ostatkiem sił bo jestem zmęczona i trudno sie skupić ,ale chce wytrwać w swoim postanowieniu,Już wiem z cała pewnościa,że będę sie modlić nadal ,oczywiście nowennę.Zaznaczam ,ze w ciągu dnia odmawiam inne modlitwy.Zachęcam bardzo do nowenny ,warto.Pozdrawiam

          • Cytrynko miewam podobne myśli. Wydaje się, że prosimy o tak niewiele a inni nawet nie proszą a otrzymują. To nawet nie zawiść, ja się cieszę, że ludzie mają, dostają pracę – bo to zawsze jakaś nadzieja, że jednak coś się dzieje, że może będę następna. Mnie dołuje to, że nieraz słyszę komentarze, że praca jest tylko trzeba dobrze szukać i to ja coś robię nie tak – pierw się oburzam a potem zaczynam myśleć a może faktycznie mają rację. Ale tylu innych wartościowych ludzi -lepszych ode mnie nie może znaleźć pracy lub ją traci. Ja coraz bardziej czuję się jak pasożyt pomimo, że staram się coś robić, pomagać. Dzisiaj miałam taki depresyjny dzień jakiego dawno nie miałam ale trochę się tu wyżaliłam i jest lepiej. :)Łaską jest też siła, umiejętność podniesienia się po porażce, ja zawsze długo się zbieram, rozpamiętuję, płaczę i tak dalej.. Szczerze podziwiam ludzi, którzy działają, prą do przodu i walczą. Życzę Tobie owocnych poszukiwań i spełnienia wszelkich nadziei.

      • Ja tez odmawiam Nowenne w intencji pracy wlasciwie o cud pracy bo w moim przypadku moze mnie uratowac cud.Moj ojciec jest jest uposledzony psych.od urodzenia i ma ograniczony rozum wiele rzeczy nie rozumie.Boje sie tez bo i ja wiele technicznych rzeczy nie rozumiem a kazdy facet powinien sie znac,mna tez rzadzi strach,moze dlatego ze on mi mowil caly czas ze mam 2 lewe rece i jak mam cos zrobic to wpadam w jakis stres bac sie zaczynam i tak jest do dzisiaj,dlatego prosze o taka prace Maryje ktora zrozumiem do ktorej bede pasowal.Tak jak Gosia pisala potracila przyjaciol ja stracilem jedna chyba jedyna w zyciu ktora poznalem w Rcs.Tez mam wrazenie ze zerwala ze mna kontakt bo sam nic nie mam.czasem taki mnie smutek lapal ze zyczylem jej zeby tez byla sama zeby tez nie miala przyjaciol.Trudno jest wierzyc kiedy nic nie wychodzi kiedy wszystko zdaje sie mowic jestes smieciem,jestes nikim,gdybym mial odwage juz dawno bym sie pozegnal z zyciem brak mi tylko odwagi:( Ale probuje miec nadzieje,bolesne jest odrzucenie od ludzi bo tez jak byla z nia przyjazn bylem szczesliwy a potem precz.Ale najbardziej boje sie uslyszec po smierci od Niego slowa idz precz.Nic nie wychodzi za zycia i nic po smierci,chyba jedynie nadzieja mnie trzyma przy zyciu i strach przed pieklem.polecam tez strone http://www.mimj.pl

        • Na pewno nie masz dwóch lewych rąk, musisz tylko uwierzyć. Zdaj się na Pana Jezusa, z Nim wszystko Ci się uda. Każdą czynność, proś Go o pomoc i prowadzenie, a na koniec dziękuj, że coś zrobiłeś. Jak to ktoś pięknie powiedział. Z Nim wszystko możesz, bez Niego nic:) Pozdrawiam i trzymaj się.

  7. Mam wolne w pracy, to sobie siedzę w domku bo zimno i tak się natknąłem na to forum. Takie różne myśli mnie nachodzą, jak to czytam.
    Jakieś dwa lata temu przez około rok czasu byłem wolontariuszem w takim jednym przytulisku Brata Alberta.
    Moje patrzenie było takie, że to same menele, piją, ćpają to sobie sami winni, że mają takie życie.
    Ale ciekawa jest postawa samego, tu dodam, że świętego Brata Alberta.
    Jak przychodzili do jego przytuliska te różne pijaczki, to bardzo często wyklinali jego i Boga, a co na to Br.Albert?
    A on na to tak: zupełnie inaczej niż wszyscy, którzy uważają się za wierzących i od razu wypadają z tekstami typu: jak możesz tak obrażać Boga, On jest dobry, jest miłością, to szatan jest zły itp, itd…
    Brat Albert ponoć wysłuchiwał tego wszystkiego, nigdy nie pouczał, ani nie wypalał z takimi tekstami jak wyżej, tylko zależnie od tego co trzeba było człowiekowi, to np. dał mu zjeść, wykąpał go, dał czyste ubranie i tu dalej było dla mnie zaskoczenie, bo znów można by powiedzieć, że zrobił tyle dobrego, że jak taki delikwent-pijaczek dalej obraża jego i Boga, to po tym wszystkim na zbity ryj z nim. A Br.Albert nie!
    On dalej do człowieka z dobrocią, nie pouczał, jak możesz, bo Bóg dał Ci niebo, umarł za Ciebie i tak dalej. On, jeżeli tylko taki pijaczek, chciał, to brał go do warsztatów, które sam zakładał, żeby tacy nic niewarci i bez zawodu ludzie, nauczyli się jakiegoś fachu i przez to mogli sami zarabiać na siebie a nie ciągle żebrać i pić. Z tego, co wyczytałem, to różnie z tej pomocy korzystano, ale jak ktoś chciał, to wychodził z bezdomności i już nie obrażał Boga ani Br.Alberta, tylko obojgu dziękował za to, że ktoś wreszcie dał mu szansę. I takim sposobem, czyny, a nie gadanie nawracały wielu oprychów.
    A tak coś ode mnie napiszę, że właśnie wtedy, po takim przykładzie ludzie się naprawdę nawracali, bo nie musieli słuchać o dobrym Bogu, ale go poznawali w dobru, które im wyświadczono.
    Także tego Marka nie znam, nie wiem co mu w duszy gra, ale widzę, że pewnie miał ciężko i widocznie skądś się wziął u niego taki a nie inny obraz Boga. Po tym doświadczeniu w przytulisku wiem, że jak człowiek jest w potrzebie to mu za bardzo nie pomaga gadanie o dobrym Bogu.
    Kurcze, słabo znam pismo, ale pamiętam takie teksty mniej więcej, jakoś tak to idzie:
    Jak przyjdzie do ciebie brat i poprosi o kromkę chleba a ty go odprawisz ze słowami idź w pokoju i coś tam jeszcze a nie dasz mu tego o co poprosił, czego potrzebuje do życia, to co z ciebie za chrześcijanin. Jakoś tak chyba to szło, Ci co znają pismo wiedzą o co chodzi.
    I drugi taki, w nawiązaniu jakim to ten pan Marek, jest faryzeuszem:
    Kiedyś jak Jezus wędrował i nauczał, to spotkał, chyba Filipa i Natanaela. Jak Filip powiedział Natanaelowi o Jezusie to ten się go zapytał:,, Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” i tu zaskakująca jak dla mnie odpowiedź Jezusa, że ,,Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”
    Dziwne, bo powinien go opitolić, albo coś takiego, że go wyśmiał, a on go pochwalił, że jest szczery, pewnie w przeciwieństwie do tych co Jezusa niby ustami chwalili, a w sercu co mieli to tylko on wie.
    No i mnie się tak wydaję, że właśnie może akurat Marek, jest tym celnikiem, który takiego Boga do tej pory poznał, w sumie to nie wiem, a ma przynajmniej odwagę o tym głośno powiedzieć co czuje, może to właśnie on jest szczery a nie ci co go porównują do faryzeusza, może to oni są tymi faryzeuszami…?

    • W tym co napisałeś jest dużo racji.

      Pomimo to myślę, że osoby, które wypowiadały się na tym forum, chciały pomóc Panu Markowi, każdy jak umiał najlepiej i przykre jeśli ktoś to odebrał jako wymądrzanie.

  8. Eee tam, zaraz wymądrzanie, taka odmienna od reszty myśl mi przyszła to napisałem, jak to czytam, to się cieszę, że sam mam pracę. Mój kolega przez rok po szkole nie mógł znaleźć pracy, to wiem jaki był, mało do psychiatryka nie trafił, taka bezczynność jest dobijająca, szczególnie dla zdrowej osoby, która chce pracować a nie może, nie wiadomo nawet co z rękami zrobić, albo o czym myśleć, masakra:-), gościu był jak trup przez rok, nic do niego nie docierało, w końcu znalazł pracę, dają mu czasem wredni ludzie w kość, ale jest zadowolony, odżył.

    • Szukający, szanuję to, co napisałeś, ale nie dopatrzyłam się w żadnej odpowiedzi danej Markowi stwierdzenia kogokolwiek jakoby Marek był faryzeuszem. Mariuszowi tylko skojarzyła się ta przypowieść ale Marka tak nie nazwał. Nikt też nie napisał cyt.: „Jak możesz tak obrażać Boga”. Nie rozumiem też Twojego fragmentu o potrzebującym i kromce chleba. Jak on się ma do sytuacji? Podejrzewam, że każdy z nas kto miałby taką możliwość, załatwiłby Markowi pracę, ale na tym forum jest to praktycznie niemożliwe (na marginesie sama jej nie mam). Forum z zasady służy do tego aby starać się komuś pomóc właśnie słowami czy modlitwą, gdyż innej możliwości tutaj za bardzo nie ma. Każdy pomaga jak umie i na ile warunki zewnętrzne pozwalają. Św. Albert miał możliwość stworzenia warsztatów itp., my forumowicze nie, mamy zaś inne możliwości – zazwyczaj słowne. Każdy jest wolny i Marek może powiedzieć Bogu: „spadaj!” ale czy to coś załatwi? Będzie mu lepiej? Dlatego wszyscy wypowiadający się starali się pokazać, że można inaczej, żeby Marek spróbował zaufać, zawierzyć mimo złych doświadczeń życiowych (też nie wiemy kto jest temu winny). A czy Ty, szukający, spróbowałeś Markowi w jakiś sposób pomóc? Podałeś mu kromkę chleba, o której wspomniałeś? Tyle się napisałeś a nie dopatrzyłam się żadnej pomocy skierowanej w Marka stronę. I kto tu się wymądrza?

      • Mnie się wydaję, że Szukający przez swoją wypowiedź chciał powiedzieć, że Panu Markowi nie są potrzebne dobre rady, tylko praca. Wiadomo, że wszyscy życzymy Mu, aby ją znalazł, jednak nie mamy fizycznej możliwości, aby tak się stało. Bez sensu też będzie, jeśli jeszcze na koniec się pokłócimy o to, dlatego mam propozycje, abyśmy wszyscy się dzisiaj za niego pomodlili. To będzie ta nasza przysłowiowa „kromka chleba” dla niego:)

  9. Pisząc „małe dowody wdzięczności od Maryi” miałam na myśli poczatek Nowenny Pompejanskiej,ze od poczatku coś się zaczyna dziać właśnie od tym małych ,może niezauważalnych przez niektórych,ale są.Nie zaprzeczam też ,ze doświadczyłam kryzysu ,gdzie szatan przeszkadzam w nowennie.

  10. Witam wszystkich !
    Bez względu na to w jaki sposób myślimy o sprawie Marka to jednak pomódlmy się za niego .
    Myślę Marku że jakoś ci pójdzie . Niestety nie możemy znać planów Bożych . Wielu nie ma łatwo . Rozumiem twoje rozgoryczenie . Napewno nie jesteś opuszczony przez Pana Boga .
    Jeżeli w twoim życiu coś drgnie to napisz . Ja jednak myślę że pomimo twojego bólu dalej masz nadzieję ponieważ z nami rozmawiasz . Wytrwaj !!!!!!!!!!!!!!!!

  11. hmm, dzisiaj rano zadzwonili do mnie z jednej firmy, żebym przyszedł na rozmowę kwalifikacyjną, myślałem, że może coś drgnęło, ale lipa, odpadłem. No i skąd tu brać siłę.
    Wcześniej nie było połowy postów widać, ciekawe bo nagle z 16 u mnie zrobiło się 24:-),widzę, że jest kilka osób, które dokładnie to co ja czują i głośną mówią, chodzi o to, jak inni, takie cwaniaki, obiboki a nawet totalni bezbożnicy żyją sobie w najlepsze, a zwykły szarak ciągle ma problemy.
    Nic mi się nie chce. Ostatnie pieniądze wydałem na jakieś kursy, bo miała być praca, a i tak nic z tego. Szkoda słów

    • Marku dopiero teraz przeczytałam Twój wpis .Wydaje mi się ,ze nie wierzysz ,ze jeszcze malo masz wiary w sobie ,Nie obraź sie ,ale choć rozumiem Twoje rozgoryczenie to myśle ,ze wysyłając zle emocje do jak to ich nazwałeś obiboków bezbożników itd ,tak naprawdę szkodzisz sobie.Miłość bliźniego nie polega na tym ,ze kochamy przyjaciół .Mamy kochać i modlić sie za wrogów,Uwierz mi nie sądź ich od tego jest Pan Bóg.Uwierz mi za wszystko w życiu trzeba zapłacić .Dziś tym obibokom ,bezbożnikom wiedzie się lepiej.Ale jak nie w tym życiu to może po śmierci będa musieli za wszystko odpowiedzieć .To,ze czasami mamy po góre nie oznacza ,ze Pan Bóg nas nie kocha ,wręcz przeciwnie ,daje nam szansę na lepsze ,zycie wieczne Pozdrawiam Anna

  12. Fajnie że się odezwałeś !
    Słuchaj brak pracy to problem wielu , mnie też zabrakło pracy . Mam pracęna , kilka godzin w szkole tylko do czerwca . Dalej nie wiem , nadziei nie widać .
    Wiem co to być totalnie załamanym , Ale Tym Większe Słońce może zaświecić . Czasami może być długo za chmurami . Wiem z doświadczenia że idąc przez pustynię Pan nas uczy i wychowuje .
    Znam wielką tragedię koleżanki , ale się nie poddaje i ufa .
    Pan rozumie Twoją gorycz i żal i napewno się nie obraził . Nie trać z nami kontaktu .
    Modlę się za Ciebie .
    Błogosławieństwa Bożego !!!!

  13. Witaj Szymek !

    Wiesz kiedy tak pięknie piszesz to znaczy ,że wcale nie jest z Tobą tak jak piszesz . Trzymaj się .Pięknie powiedziałeś to że nie chcesz od Niego usłyszeć idź precz .
    Cieszę się że ludzie odzywają się na mój wpis. Ja też mam wielkie kłopoty z pracą .
    Musimy zaufać bezwzględnie .
    Pomodlę sięza Ciebie .
    Czasami się odezwij !
    Niech Cię Bóg błogosławi i prowadzi .
    .

  14. Solidne świadectwo! Dziękuję! Owocem jego lektury powinno być zaangażowanie się w tę modlitwę. Dużo dobrego słyszę na temat tej nowenny. Niech to będzie początek mojego nią zainteresowania!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!