Szczęśliwa obrona pracy magisterskiej po 2 latach pisania

Niniejszym świadectwem chciałabym gorąco podziękować Królowej Różańca Świętego za otrzymanie daru dobrej obrony pracy magisterskiej, której pisania nie mogłam w żaden sposób doprowadzić do końca. KRÓLOWO RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO DZIĘKUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA! Męczyłam się z jej pisaniem całe 2 lata, nie potrafiłam się zmobilizować, by usiąść raz a porządnie i ją skończyć. Cały czas coś mnie odciągało od pisania, po napisaniu części przerywałam pisanie na długi czas. Wynajdywałam sobie różne zajęcia zastępcze typu sprzątanie, pranie itd. Czułam, że nie jestem w stanie napisać dobrze tej pracy, przerażała mnie ilość rzeczy, które trzeba było przeczytać, przeanalizować i to, że zajmowało to tak wiele czasu. Ciągle odkładałam zajmując się wszystkim innym, tylko nie pisaniem. W końcu doszło do tego, że mając wyznaczony ostateczny termin oddania pracy do 30 września aż do 5 września nic nie napisałam (brakowało mi  niecałych 2 rozdziałów, wstępu, zakończenia i bibliografii) – moje lenistwo osiągnęło apogeum.

Czułam że muszę się w końcu za to zabrać, ale nijak nie mogłam, ciągle odkładając na później. Wiedziałam już że sama nie jestem sobie w stanie ze sobą poradzić. 5.09 byłam przerażona ilością jaka została jeszcze do zrobienia. Kiedyś już raz odmawiałam NP., na którą trafiłam przypadkiem w internecie i tak oto 6.09 zaczęłam ją odmawiać w intencji dobrej obrony mojej pracy. Już w chwili postanowienia odczułam spokój, że zdążę oddać pracę na czas i ten spokój towarzyszył mi przez cały czas pisania. Nie było mi jednak łatwo   się modlić – przez pierwszy tydzień zaraz po rozpoczęciu modlitwy dostawałam duszności i łomotania serca, musiałam bardzo głęboko oddychać co nie było przyjemnym uczuciem. Po tygodniu dolegliwość ta ustąpiła całkowicie, razem z silnym bólem kolan, który odczuwałam (modliłam się na klęcząco, bo przyszła mi myśl, że skoro proszę o tak wiele to powinnam ofiarować więcej wysiłku ze swojej strony Matce Bożej). Mimo 2-u godzinnej modlitwy na kolanach nie czułam żadnego bólu, co bardzo mnie zdziwiło (pomyślałam że Matka Boża wkłada mi poduszkę pod kolana, co bardzo mnie rozczuliło). Ból kolan powrócił po chyba tygodniu przerwy, z różnym natężeniem.

Pracę oddałam półtora tygodnia przed końcem września i byłam pewna, że obrona będzie w okolicach 28. Jestem w szoku, że tak dużą ilość jaka mi została, napisałam w 2 tygodnie! Promotor nie wnosił zastrzeżeń do tego co przesyłałam mu na maila, więc nie musiałam wprowadzać żadnych zmian treściowych. Nie sprawdzał już połowy jednego rozdziału oraz wstępu i zakończenia, bo uznał, że to bez sensu ze wzgl. na brak czasu – bałam się czy to co napisałam jest dobrze. Poprawki końcowe i przygotowanie do wydruku, były bardzo stresujące. Musiałam drukować ją 2 razy, bo źle ustawiłam marginesy  a po wydrukowaniu okazało się, że są usterki edytorskie, których nie mogłam już usunąć z powodu braku czasu. Promotor powiedział, że obrona będzie w 2-gim tygodniu października. Zrozumiałam dlaczego nie 28 (mimo że wszyscy znajomi czekali tylko tydzień po oddaniu pracy na obronę) będę się bronić – otóż część błagalna kończyła się 2.10.

Obroniłam się szczęśliwie 2 dni temu, tzn. 11.10. Koniec części dziękczynnej przypada 29.10. Byłam zdumiona cierpliwością Matki Bożej do mnie, bo mimo, iż wiedziałam tydzień wczesniej o terminie (a czasu na naukę było prawie 3 tygodnie), znowu dałam się zwieść złemu i odciągałam naukę do ostatniego dnia przed obroną. Skutek tego był taki, że nie odpowiedziałam na 1 pytanie dotyczące pracy. Dostałam nagle takiego zaćmienia umysłu, że nie potrafiłam wybrnąć i podać definicji swoimi słowami, mimo że sama to opracowywałam i wiedziałam o co chodzi. Coś mnie wstrzymywało przed tym, żeby to powiedzieć swoimi słowami, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Byłam w stanie to zrobić dopiero po wyjściu na korytarz… Byłam pewna, że obrona będzie na dostateczny, bo zdenerwowanie jakie mnie dopadło  przy egzaminatorach (mimo że byli dla mnie przemili i bardzo, bardzo życzliwi) a którego nie czułam przed wejściem do sali, sprawiło, że bardzo ciężko było mi pozbierać myśli i nie odpowiadałam tak wyczerpująco jak sobie zakładałam. Królowa Różańca Świętego bardzo mnie zaskoczyła swoją ogromną łaskawością…praca została uznana za bardzo dobrze napisaną i otrzymała ocenę bardzo dobrą, moja odpowiedź została oceniona na ocenę dobrą i na dyplomie będzie widniała ocena dobra  Wszak modliłam się o d o b r ą obronę.

Wielka jest czułość Matki Bożej: 2 koleżanki przyjechały specjalnie, mimo bardzo wczesnej godziny, by mi towarzyszyć w tym ważnym momencie. Postanowiłam już wcześniej, że pierwszym miejscem w jakie pójdę po obronie  będzie kościół, by podziękować Matce Najświętszej. Tymczasem przyjechał znajomy ksiądz jednej z koleżanek i kiedy przechodziliśmy koło kościoła do którego miała zamiar wstąpić, coś mnie od tego odwiodło i poszliśmy najpierw coś zjeść. Było mi przykro, że mam tak słabą wolę i zamiast iść najpierw do Matki Bożej to poszłam świętować ze znajomymi a nie z Nią. W czasie spaceru koleżanka powiedziała, że jesteśmy niedaleko kościoła dominikanów. Kiedy weszłyśmy do środka zamurowało mnie…wisiał tam w wyeksponowanym miejscu obraz Matki Bożej Pompejańskiej! Zrozumiałam dlaczego nie weszłam do tamtego kościoła – Matka Boża chciała bym podziękowała jej przed wizerunkiem do którego się modliłam i sama mnie tam przyprowadziła. Jest to dla mnie szczególny znak od Matki Bożej, za który serdecznie Jej dziękuję. Koleżanka również była zaskoczona tym „zbiegiem okoliczności”, bo mimo że dobrze zna ten kościół i wiedziała, że odmawiam NP.,  to nie znała tego wizerunku. Byłam bardzo wzruszona klęcząc przed obrazem Królowej Różańca…Dziękując jej za tak wielką hojność i miłosierdzie, prosiłam by i moja koleżanka wezwała Jej pomocy (nie udało się jej oddać pracy do końca września, Pani Dziekan zgodziła się jej wydłużyć termin, też pisze 2 lata jak ja i jest bardzo zrezygnowana).

W czasie odmawiania tej nowenny uzyskałam jeszcze inne łaski: podczas rozważania tajemnic różańca zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem zła i niewdzięczna Panu za wszystko co dla mnie zrobił, jak bardzo boli Go moje lenistwo i niewierność Mu. Zdałam też sobie sprawę z tego, że swój krzyż trzeba dźwigać do końca i wytrwale a nie porzucać jak ja to robiłam ciągle odkładając pisanie pracy. Pan Jezus mimo skrajnego wyczerpania biczowaniem, bólem korony cierniowej i ciężarem krzyża nie rzucił nim i nie powiedział,  że dosyć się już nacierpiał, że to w zupełności wystarczy, że już nie da rady bo tak bardzo, bardzo Go boli a na dodatek ci za których cierpi tak okrutnie widząc Jego męczarnie śmieją się z Niego, nie ma w nich odrobiny współczucia. Szedł wytrwale i do końca.

Jeśli masz taki problem z sobą jak ja, że lenistwo rozkłada cię od środka, nie jesteś nic w stanie zrobić i żyjesz w próżni, w zawieszeniu, nie umiesz sobie zorganizować dnia – pomódl się proszę Nowenną Pompejańską. Z pomocą Matki Bożej będziesz w stanie dokonać rzeczy wydawałoby się niemożliwych. Nie będzie łatwo,  mimo to WARTO podjąć ten wysiłek, bo Z PEWNOŚCIĄ zostaniesz wysłuchany. Ten leń, który w tobie siedzi, nie znalazł się tam bez powodu…mnie Matka Boża chciała złamać, żebym mogła uznać, że bez Boga sama nie dam rady, bo jestem zbyt słaba – wcześniej wydawało mi się że można sobie poradzić samemu.

Nie śmiejcie się z osób, które nie mogą sobie z sobą poradzić – ich krzyżem jest zmaganie się z samym sobą. A z krzyża przecież nie wolno się śmiać.

8 myśli na temat „Szczęśliwa obrona pracy magisterskiej po 2 latach pisania

  1. Piękne świadectwo, ja właśnie kończę nowenne pompejańską, mam nadzieję , że i ja będe mogła dodać swoje świadectwo. Królowa różańca świętego dała mi już wiele, widzę to dopiero teraz. Uświadomiła mi wiele rzeczy, otworzyła moje serce i umysł. Zrozumiałam co tak naprawdę w życiu jest ważne, życie bez Boga jest puste, smutne. Ludzie źle mnie traktowali, sprawiali mi przykrość, upokarzali lub też traktowali jak powietrze, byłam na nich wściekła, nie potrafiłam im tego wybaczeć. Ale teraz wiem , że nie moge trzymać w sobie gniewu. Każdgo dnia staram się być lepszym człowiekiem, choć to długa i wytrwała droga, droga do nieba 🙂

    • Zadziwiające, bo mam tak jak Ty. Dodatkowo zrozumiałam sens słów Pana Jezusa, że gdy ktoś w ciebie rzuca kamieniem, ty oddaj mu chlebem. Zrozumiałam, że nie warto zachowywać gniewu, bo wtedy on nas zżera od środka i tak naprawdę szkodzi nam. tamci już dawno zapomnieli, co nam złego uczynili, a my dalej o tym pamiętamy i zatruwamy tym sobie życie. Dlatego teraz staram się nie wchodzić w kłótnie, czasem czegoś nie dopowiem (chociaż nieraz korci), a czasem po prostu przyznaję rację, mimo że się z tą osobą nie zgadzam. Nawet nieraz pomyślę, niech Pan Bóg ma cie w opiece. Wiem, że rozwiązuje to żadnych problemów, ale ja jestem spokojniejsza i nie roztrząsam tego wieczorem w domu, tylko zdaję się na Pana Jezusa (słynne „Jezu, ufam Tobie, Ty się tym zajmij”). Czego wszystkim życzę:)

  2. dziekuje za swiadectwo. mam ogromny problem z pisaniem mojej pracy. jutro zaczne sie modlic do Matki Bozej. Juz dawno wiedzialam, ze bez Bozej pomocy za nic mi sie nie uda obrona dyplomu.
    Kiedys juz sie modlilam do Matki Bozej Pompejanskiej i zostalam wysluchana. Minely mi bole w stawach, ktore mnie meczyly przez bardzo dlugi czas i nic na nie nie pomagalo. Dziekuje Ci Matko Boza.
    Ci, ktorzy watpia albo maja problemy z modlitwa: nie poddawajcie sie. Nowenna nie jest latwa i kazdy z nas ma trudne chwile z jej odmawianiem. Ja czasami sobie nowenne dzielilam na 3 czesci i odmawialam rano, po poludniu i wieczorem albo odmawialam w myslach jadac do pracy pociagiem.

    • Dziękuję za Twoje świadectwo!! Pomogło mi podjąć decyzję , żeby spróbować modlić się nowenną, bo mam ten sam problem z zakończeniem napisania pracy.

  3. Witam serdecznie.
    Gdyby ktoś z Was, kto ma podobny problem z pisaniem pracy jaki ja miałam przez te 2 lata, potrzebował psychicznego wsparcia, niech napisze: ilona132@gmail.com
    Życzę wszystkim opieki Matki Bożej Pompejańskiej 🙂
    Szczęść Boże!

  4. Witajcie, oprócz wiary w Boga, wraca wiara w samego siebie, wiedząc, że nie tylko mnie spotyka ta niemoc. Chcę napisać pracę magisterską od 2 lat, ale nijak nie mogę. Identyczne wymówki jak u Autorki. Mimo, że post znalazłam we wrześniu, dopiero teraz postanowiłam zacząć odmawiać Nowennę.. Odmawiam pierwszy raz. Szczęść Boże !

A Ty co o tym myślisz? Napisz!