Monika: Hojność Matki Bożej

Polecam gorąco odmawianie nowenny! W mojej trudnej sprawie, po ludzku już nie do rozwiązania, Matka Boża zdziałała cud i to jeszcze przed ukończeniem części błagalnej nowenny 🙂 Teraz modlę się i dziękuję jej za pomoc i matczyną interwencję u Boga. Od teraz zawsze będę się uciekać do różańca, sami nic nie możemy zdziałać, bez Boga ani do proga! Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, nie traćmy  nigdy nadziei…

8 myśli na temat „Monika: Hojność Matki Bożej

  1. Ja modliłam się cztery razy i ani razu nie zostałam wysłuchana. Ostatnia prośba dotyczyła pomyślnego zdania egzaminu licencjackiego (miałam spore problemy żeby podejść, bo nie zapisałam się na fakultet, ale jakoś w końcu się udało. 10 minut przed dowiedziałam się, że jestem dopuszczona). Dodam, że w tej intencji modliłam się również nowenną do Św. Judy Tadeusza i Św. Rity, gdyż sprawa naprawdę wyglądała beznadziejnie. Podczas egzaminu wylosowałam dość łatwe pytania i byłam pewna, że egzamin zdam. Niestety moja nadzieja okazała się płonna – przewodniczący komisji miał zupełnie inny pogląd na świat niż ja i gdy się nie zgadzał z moim zdaniem wybuchał śmiechem. Nie powiem, było to bardzo budujące zważywszy, że ja się bardzo denerwuję podczas odpowiedzi ustnych. Przez to wydarzenie dosłownie obraziłam się na Boga, nie potrafię mu zaufać, przestałam uczestniczyć w mszach niedzielnych i w ogóle się nie modlę. Po prostu straciłam wiarę. Aha, i przy okazji jeszcze się dowiedziałam, że mój były chłopak(byliśmy ze sobą ponad dwa lata) którego wciąż darzę uczuciem, chciał zgwałcić dziewczynę na imprezie, ale na szczęście mu się nie udało. Tak więc moje plany na życie rozpadły się jak domek z kart i na razie nie widzę światełka w tunelu. 🙁
    P.S. podczas odmawiania ostatniej nowenny miałam nerwicę lękową, bałam się zasypiać bez zapalonej lampki. Budziłam się w nocy z krzykiem, że coś mnie dusi, przez co moi domownicy nie mogli spać. To był po prostu koszmar, ale do końca wierzyłam, że warto się starać. Teraz wiem, że wysiłek okazał się daremny. Pomimo wszystko nikogo nie zniechęcam do odmawiania nowenny, bo niektórych Bóg wysłuchuje, tylko ja niestety nie należę do grona Jego wybrańców. Pozdrawiam.

    • Daisy, wiesz w czym problem ? Miałaś zbyt mało wiary i mimo tego wszystkiego zwątpiłaś, Bóg Cię zna lepiej niż Ty sama, próbowałaś z nim handlować to tak jak” Jeśli mi tego nie dasz to się odwrócę od Ciebie Boże” Nie zaufałaś mu, powinnaś wierzyć, nie bać się i iść dalej…

  2. takich jak Daisy jest więcej, jakby każdy widział sens mówienia o tym to możliwe, że negatywnych wpisów byłoby dużo więcej niż pozytywnych, olać te głupoty, w życiu liczą się tylko ,,mocne plecy”!!!

    • Masz rację „mocne plecy”-można sobie je załatwić, każdy z nas może. Mam oczywiście na myśli Najświętszą Maryję, która o wszystko może uprosić dla nas u Swego Syna, wszystko, to co dla nas będzie dobre, bo Bóg spełnia tylko nasze dobre życzenia.
      Ale czy jest w nas wystarczająco dużo pokory i otwartości na to co Pan Bóg próbuje nam dać, jeśli to nie jest dokładnie, to o co prosimy. Dlaczego na egzaminie nie potrafimy skupić się na tym, co według nas jest najważniejsze, tylko dajemy się sprowokować niekulturalnemu profesorowi. Jakiż byłby twój tryumf, gdybyś patrząc mu w oczy, myśląc sobie, że robi z siebie błazna, mówiła na temat i skromnie powierzała się opatrzności Boskiej. Czasem jest tak, że jeżeli chcemy sobie udowodnić, że nic nam się nie uda, to spełniają się nawet takie, nasze tylko pozornie upragnione prośby. Sami się oszukujemy i oczekujemy, że Pan Bóg da nam to, co najlepsze, nawet jeżeli w to nie wierzę, że się tak stanie. Dlatego zawsze lepiej jest, w moim odczuciu, przywoływać dobre rzeczy i pragnienia dla nas samych, naszych bliskich, a nawet, choć to najtrudniejsze dla naszych wrogów i ludzi grzesznych, żeby móc się przekonać, że na miarę naszej wiary Pan Bóg obdarza nas hojnie. Im wszyscy będziemy dla siebie życzliwsi, uszczypliwości, czy wyśmiewania z nas nie będziemy odbierać, jako cios, ugodzenie w nasze serce, tylko taką „wredną” osobę obdarzymy tym bardziej miłym uśmiechem, ale nie obłudnym, tylko życzliwym, współczującym, dającym tej osobie odczuć, że jej zachowanie jest nie na miejscu, ale każdy ma prawo do drobnych błędów w swym życiu i że każdy ma prawo do uczenia się na swoich błędach,i obrócimy pewne słowa, czy zachowania w żart, sugerując osobie w naszym odczuciu niekulturalnej, że chyba nie było jej zamiarem mnie obrazić, choć pozornie można taki wniosek wysnuć, żeby nie zamykać jej drogi do poprawy. Spróbujmy czasem doprowadzić do konfrontacji danej sytuacji, żeby danej osobie dać do myślenia, że nie do końca zachowała się właściwie, ale żeby miała poczucie, że się na nią nie obraziliśmy, żeby nie stawiać między nią, a nami na przyszłość muru. Żeby docenić jej intencje, starając się dostrzec dobro z jej punktu widzenia. No ten profesor, co on chciał udowodnić swoim aroganckim śmiechem, że Cię obleje, że nie skupisz się wystarczająco na meritum sprawy i Ty dałaś mu tą satysfakcję. Jeszcze chwilę wcześniej byłaś pewna, że na łatwe pytania dasz sobie radę, a za chwilę jakiś zły śmiech Cię rozproszył i udowodniłaś sobie i Panu Bogu, że Go nie ma? W czym była większa Twoja wiara, że Pan Bóg Ci pomoże, czy że masz alibi, żeby nie dać sobie sama rady, bo nie masz warunków, żeby się skupić i że w związku z tym musisz oblać?
      Ile świadectw, tyle oprócz konkretnych spełnionych w niektórych przypadkach próśb, zawsze przebija się dar spokoju. Im więcej zawierzenia, że Pan Bóg kieruje naszym życiem i Matka Boska ma nas w swej opiece, tym więcej w nas spokoju. I to tak powinno działać. Wierzysz i ufasz – dostajesz, ale tylko to co jest dla Ciebie dobre na ten moment. Czasami trzeba oblać maturę, czasami trzeba poronić, czasami musi w nas uderzyć piorun, żebyśmy dostrzegli właściwą wartość życia i zawierzyli się całkowicie Panu Bogu bez stawiania warunków. Obraziłam się na Pana Boga-to się odbraź, bo Pan Bóg czeka na Ciebie i chce z Tobą rozpocząć nową przygodę, ale na Jego warunkach, żeby tym razem już Ci się wszystko udawało.
      Powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  3. Daisy, wracaj do Boga, szkoda czasu na dąsy.
    Z egzaminami tak to bywa, że czasami się zdaje a czasami oblewa. Podejdziesz kolejny raz i może będzie lepiej. Sama pisałaś, że sprawa wyglądała beznadziejnie, więc może nie ma co rozpaczać,
    Powinnaś za to moim zdaniem podziękować Panu Bogu i Maryi za opiekę i obronę przed związaniem się na całe życie z chłopakiem, o którym wspomniałaś. Owszem, masz zranione uczucia i to boli ale czas goi rany, może właśnie o to, o ukojenie i spokój po stracie chłopaka powinnaś się modlić… A chłopaka nie masz co żałować, widzisz sama co wyrabia. Gdybyś z nim była nadal, kto wie, co by Ci mógł nawywijać, być może jeszcze bardziej byś cierpiała. Nie żałuj, co to za facet, który musi się uciekać do gwałtu, żeby „zdobyć” dziewczynę?! Nie obrażaj się więc, dziękuj…
    Może teraz nie potrafisz, ale zobaczysz, przyjdzie moment, że dostrzeżesz, jak Pan się o Ciebie troszczy, w tym przypadku również

  4. Ja tez sie modle Nowenna Pompejanska w sprawie po ludzku niemozliwej do rozwiazania. Ale dla Boga nie ma nic niemozliwego, wiec wierze i modle sie …

A Ty co o tym myślisz? Napisz!