Joanna: Zrozumiałam, że MB mi pomogła

O Nowennie dowiedziałam się rok temu i zaczęłam się modlić. Niestety po kilkunastu dniach zrezygnowałam i zapomniałam o niej, aż do kwietnia tego roku:) Cały czas modląc się w tej samej intencji: o to, aby ojciec się przemienił, żeby przestał pić- tak brzmiała moja intencja za każdym razem. Nie wiem, czy była idealnie sformułowana, ale jestem pewna, że Matka Boża wszystko rozumie, rozumie o co się modlę i co jest moim bólem. Modlitwa przebiegała czasem bardzo ciężko. Przez czas odmawiania zdążyłam przeanalizować cały dzień, wszystkie inne problemy, zapominając o intencji. Zauważyłam jednak, że mimo iż czasem rozdzielałam myśli, zawsze wiedziałam, że Maryja jest blisko i że mimo mojej nieudolnej modlitwy, docenia każde słowo i czas poświęcony dla Niej. Po drodze zgubiłam również Różaniec, znalazł się w dniu, w którym to miałam już się poddać. Nie zauważałam tego co Maryja dawała mi w czasie Nowenny, ale z perspektywy tych kilku miesięcy mogę powiedzieć, że na pewno dawała mi spokój, że nawet kiedy ojciec przychodził pijany, patrzałam na niego z miłosierdziem, cierpliwością. W czasie nowenny ojciec nie pił też 2 tygodnie, co u niego praktycznie się nie zdarza. Cieszyłam się każdym dniem, kiedy przychodził trzeźwy. Zakończyłam Nowenne i pojechałam do pracy nad morze. Tam trochę się pogubiłam. Jednak miałam jeszcze gdzieś w sercu to, że muszę odmówić Nowennę jeszcze raz, żeby wszystko się dopełniło. Nie wiedziałam, jaka tym razem ma być intencja, z jednej strony chciałam znów modlić się za ojca, a z drugiej o to, aby siostra  przestała być samotna lub żebym to ja znalazła swoją miłość. Wczoraj leżąc w łóżku dotarło do mnie, że Matka Boża mi to dała, bez odmawiania…Jestem pewna, że dała mi to,po to, abym jeszcze raz pomodliła się za tatę. Jestem taka szczęśliwa, bo dostałam to, co o co prosiłam gdzieś w sercu na dnie..Ruszam od dziś. Chcę się bardziej skupić, robić to porządnie. Wierzę, że znów będzie tak blisko, że będzie się uśmiechać i wspierać każdego dnia w modlitwie:) Nie poddawajcie się! Ludzie zostawią Was w potrzebie,ale nie Ona:)

9 myśli na temat „Joanna: Zrozumiałam, że MB mi pomogła

  1. Matka Boża wie jak trudno jest się modlić, gdy czasem wszystko wydaje się sprzeciwiać nadziei, dlatego głowa do góry..Na pewno będzie dobrze:) pozdrawiam

    • dzieki Kornelio ze podtrzymujesz innych na duchu bo ja wlasnie mam taki dolek i czasami juz nie moge ,bo wszystko zdaje sie byc przeciwko nadzieji jakby sie wysmiewalo z glupoty tego kto wbrew zdrowemu rozsadkowi jeszcze ta nadzieje chce miec ,ale wtedy wystarczy takich kilka zdan jak twoje i znowu nowenna toczy sie dalej

  2. Potrzeba może i jest ale ja doszłam do punktu w którym wszystko jest mi obojętne, przestaję wierzyć w Boską interwencję, nie mam depresji, ale choruję chyba z braku nadziei. Nie mogę już czekać, a mam wrażenie, że Bóg mnie nie słyszy niestety.

  3. Obejrzyj koniecznie ten film :Ewangelia wg św. Jana – Opowieść o Zbawicielu-You Tube -odzyskasz wiarę -już nigdy nie zwątpisz. Będziesz tylko nieustannie zadawać sobie pytanie ” Dlaczego jeszcze nie wszyscy w Boga wierzą ?” I co zrobić, oprócz modlitwy o to, by tak się stało, uwierzyli-wszyscy, byśmy mogli oglądać przyjście Zbawiciela na nasz świat, jeszcze za naszego życia, wkrótce, za rok, może dwa lub pięć, ale niebawem. Jak byłoby pięknie na świecie bez zła chorób itp.

  4. Im więcej przeszkód na drodze tym większe szczęście na nas czeka z ręki Boga.Nie trać wiary i śmiało módl się ,wszystko się kiedyś pięknie ułoży.Bo to jest obietnica naszej Mamy dana w pompejance ,że będzie dana łaska.Z całego serca życzę.Pozdrawiam

  5. Ja juz nie wiem co o tym myslec,zaczelam odmawiac modlitwe w czwartek,dzien po tym w piatek moja babcia juz nie zyla. zmarla nagle. dzis sie dowiedzialam ze moja tesciowa ma raka,lekarze daja jej 1-2 lata zycia! czy tak wyglada pomoc Matki Boskiej?????????? nie sadze!!! dlaczego tak jest ??? czemu ??? czasem nachodzi mnie mysl ze po co ja zaczynalam to odmawiac??? moze gdybym nie zaczela,nie bylo by tych przykrych zdarzen!!!

  6. A może bez Nowenny nie byłoby w ogóle rozpoznania choroby u teściowej, lecz dziwne objawy. A tak jeszcze mocniej i ufniej powinnaś się modlić. Gdzieś czytałam, że rak jest szansą, człowiek i rodzina ma czas, nie tak, jak w przypadku nagłej i niespodziewanej śmierci. Wybacz, że tak piszę, lecz również po mojej pierwszej Nowennie okazało się, że tata jest chory na nowotwór złośliwy płuc. Modlę się Koronką do Miłosierdzia Bożego i cały czas Nowenną w różnych intencjach.Mój tata przeszedł leczenie, żyje, trzyma się mimo trudnych chwil. A co najważniejsze, MA SZANSĘ…..z Bogiem

A Ty co o tym myślisz? Napisz!