Elvis Presley śpiewa piosenkę o cudzie różańca

Mało kto wie, że Elvis Presley, choć nie był katolikiem to  zaśpiewał piękną katolicką piosenkę o różańcu.

Oh blessed mother we pray to thee
Thanks for the miracle of your rosary
Only you can hold back
Your holy son's hand
Long enough for the whole world to understand
Hail, Mary full of grace
The Lord is with thee
Blessed are thou among women
And blessed is the fruit of thy womb, Jesus
Oh holy Mary dear mother of God
Please pray for us sinners
Now and at the hour of our death
And give thanks once again
For the miracle of your rosary

8 myśli na temat „Elvis Presley śpiewa piosenkę o cudzie różańca

  1. Może E.Presley nawrócił się ,bo przecież tak naprawdę tego nie wiemy.
    Gdy słucham tej piosenki,to łzy same płyną i modlę się …

  2. Moi kochani, Elvis był zagorzałym chrześcijaninem! Chciał nawet wstąpić do klasztoru w 1965 (po pewnym zdarzeniu). Za piosenki religijne dostał trzy razy nagrodę Grammy (odpowiednik muzyczny Oskara). Codziennie żarliwie się modlił i czytał Biblię – każdego dnia, bez wyjątku, czy był zdrowy, czy chory, koncertował, czy nie, po prostu zawsze! Nie było takiej pieśni religijnej w USA, której by nie znał. Bardzo dużo czytał, zwłaszcza o Bogu. Przed każdym koncertem i nagraniem rozgrzewał się i koncertował przy pieśniach religijnych. Zawsze na jego szyi wisiał krzyż i gwiazda Davida (gwiazda Davida przez Żydów została zaadaptowana do ich religii, ale symbol ten istniał wcześniej i jest związany też z religią chrześcijańską).
    Śpiewał też kilka kolęd, które i my śpiewamy, np. Cichą Noc. Link do clipu poniżej:

    https://www.youtube.com/watch?v=yZUZ_twxVwY

    P.S.
    Przepiękna pieśń i przepięknie przez niego odśpiewana.

    Pozdrawiam

  3. Przepraszam, ale w zdaniu „Przed każdym koncertem i nagraniem rozgrzewał się i koncertował przy pieśniach religijnych.” oczywiście miało być „KONCENTROWAŁ się”, a nie „koncertował”.

    Jak już pisze drugi raz, to wrzucę opis tego zdarzenia, po którym chciał wstąpić do klasztoru. Zawsze też mówił, że gdyby nie został artystą, to zostałby duchownym.

    Opis:

    W marcu 1965 roku, wraz ze swoim orszakiem, przemierzał pustynię Arizony w drodze do Hollywood, gdzie miały się rozpocząć zdjęcia do filmu „Harum Sacrum”. Zwykle rozmowny, tym razem nie mówił dużo, jak sam powiedział „Muszę pobyć z dala od wszystkich, by rozważyć coś ważnego w sobie”. Byli w okolicy Flagstaff i zbliżali się do wzniesień sławnego San Francisco, leżącego na ziemiach Indian Hopi. Już zmierzchało. Kiedy Elvis spojrzał w niebo niespodziewanie zawołał do Larrego, który mu towarzyszył: „Patrz człowieku! Widzisz to co ja?! Co Józef Stalin robi w tej chmurze?”. Faktycznie, twarz Stalina uformowana z chmur była bardzo wyraźna, tak bardzo, że nie szło pomylić jej z nikim innym. Zjechali na pobocze. Elvis ruszył w głąb pustyni wołając by Larry podążył jego śladem. Gdy Geller go dogonił, Elvis wpatrywał się w chmury, a łzy toczyły się po jego policzkach.”To się wydarzyło.” – stwierdził obejmując przyjaciela i dodał: „Myślę, że Bóg próbował mi coś powiedzieć o mnie samym i pamiętam jak kiedyś powiedziałeś: »To nie jest coś w głowie. To ma związek z sercem.«”, po czym zwrócił się do Boga słowami „Boże, zrzekam się mego ego. Oddaję całe moje życie Tobie”. I wtedy stała się rzecz znamienna, twarz Stalina rozmazała się, a chmura przekształciła się w oblicze Jezusa. Różnie można sobie to tłumaczyć, rzecz wydaje się nieprawdopodobna. Być może był to niezwykły zbieg okoliczności, albo … Bóg faktycznie w ten sposób przemówił do Elvisa. W każdym razie wydarzenie to miało miejsce bezsprzecznie. Potwierdziła to cała jadąca wtedy z Presleyem ekipa (jechali kilkoma samochodami, w pierwszym Elvis z Larrym), a było w niej także dwóch niewierzących ludzi, mocno stąpających po ziemi, zwłaszcza Joe Esposito (jak określił biograf).

    P.S.
    No niestety, u nas ciągle popularny jest skrzywiony obraz Presleya, jakim raczono nas w czasach propagandy komunistycznej w latach 50. i 60. ubiegłego wieku. Wtedy propaganda odsądzała od czci i wiary wszystkich wykonawców zza żelaznej kurtyny, a zwłaszcza takich jak Elvis Presley. W Polsce nigdy nie zdjęto z niego tego odium.

  4. wiem na pewno że Bóg obdarzył Elvisa niezwykłym talentem artystyczym i niewykłym wnętrzem co składa się na całiość jego osobowości .Elvis był wyjątkowy ,czuli to inni i on to czuł,
    .Mogę powiedzieć,że przez Elvisa
    można odczuć jak cudowny i kochany jest Bóg.Elvis jest moim aniołem,daje mi wiele dobrych ,radosnych chwil ,czerpię energię z jego obecności mentalnej i wtedy kiedy go słucham..Pomagam mu swoją modlitwą i sama odnoszę korzyść duchową z jego energii duchowej

A Ty co o tym myślisz? Napisz!