Kasia: Uzdrowienie duszy

Teraz nie ustaję w odmawianiu nowenny,jest częścią mojego życia.Zachęcam też do niej wszystkich.
Read More

Liubov: gdy tylko bierzecie Różaniec do ręki to ładujecie karabin na złego ducha.

Odmawiajcie Nowennę Pompejańską, bo gdy tylko bierzecie Różaniec do ręki to ładujecie karabin na złego ducha. Każdy koralik różańca to kula na demona.
Read More

Szczęśliwa obrona pracy magisterskiej po 2 latach pisania

Niniejszym świadectwem chciałabym gorąco podziękować Królowej Różańca Świętego za otrzymanie daru dobrej obrony pracy magisterskiej, której pisania nie mogłam w żaden sposób doprowadzić do końca. KRÓLOWO RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO DZIĘKUJĘ CI Z CAŁEGO SERCA!Przeczytaj Szczęśliwa obrona pracy magisterskiej po 2 latach pisania
Read More

Świadectwo: Bóg dotyka naszego życia

Bóg jest pierwszym źródłem radości i nadziei człowieka! Choć nie jestem osobą wielkiej wiary i zazdroszczę jej mojej Mamie, która całą nadzieję pokłada w Bogu, to wiem, że On- Jezus żyje.Przeczytaj Świadectwo: Bóg dotyka naszego życia
Read More

Marcin: 41 dzień…

Witam. Dziś jest 41 dzień kiedy odmawiam Nowennę Pompejańską. Chciałem podzielić się z wszystkimi dotychczasowymi przeżyciami. Otóż moją intencją jest powrót dziewczyny. Odkąd zacząłem odmawiać Nowennę wszystko zaczęło podążać w kierunku odwrotnym niż się modliłem. Dziewczyna związała się z innym, powoli traciłem więzi ze znajomymi. Miałem różnego rodzaju załamania, nie...
Read More

Cud w Dolinie Pompejańskiej

W majowym dodatku do „Rzeczpospolitej” (Bitwy i wyprawy morskie) Krzysztof Masłoń opisał jeden z cudów Pompejańskiej Pani. Ciekawa lektura!

Cud w Dolinie Pompejańskiej

25 września 1892 roku z   włoskiego   portu w Gaeta de Santa Maria della Grota przy zatoce Policastro wypłynęły dwa statki: „Piccolo Mariuccia” i „Carlo Primo”. Tym pierwszym dowodził pochodzący z Torre del Greco kapitan Giovanni della Gatta, który później sporządził krótkie sprawozdanie z tego, czego był świadkiem podczas dramatycznego rejsu.

Z portu statki wypłynęły przy pięknej pogodzie, ale po trzech dniach niebo okryły chmury, zaczęło padać i morze się wzburzyło. Wiatr wiał z południowego wschodu. Taka aura utrzymywała się do 4 grudnia, kiedy to rozpoczęła się nawałnica. Kapitan Giovanni della Gatta pisał: „Przewidując niebezpieczeństwo zatonięcia obciążonego towarem statku, wyrzuciliśmy część ładunku w morze. Następnie udaliśmy się na pokład, by walczyć z żywiołem. Przez ten czas morze burzyło się coraz bardziej. Padał grad, a fale tak bardzo rzucały statkami, że istniało zagrożenie życia obu załóg w najwyższym stopniu. Marynarze, widząc nieuniknioną zgubę, płakali i modlili się o pomoc. Wszyscy byli rozebrani do koszuli i spodni, gotowi rzucić się w morze, aby ratować życie”.

Wtedy kapitan drugiego statku, „Carlo Primo” Nicola Coscia wezwał głośno o pomoc Matkę Boską Pompejańską.

Giovanni della Gata zgromił go w pierwszej chwili, prosząc, by umilkł i nie odbierał załodze odwagi. Kiedy jednak wezwanie zaczęli powtarzać inni marynarze, ślubując przy tym, że w razie ocalenia wszyscy boso i z gołymi głowami, czyli tak, jak stali na pokładach, odprawią pielgrzymkę do cudownego miejsca w Pompejach, również i kapitan statku „Piccolo Mariuccia” przyłączył się do modlitwy.

O cudach w Dolinie Pompejańskiej głośno było w tamtym czasie. Nie minie rok, a bazylika w Pompejach, wzniesiona przez Bartolo Longo, niegdysiejszego satanistę, potem konwertytę, społecznika i gorliwego sługę Maryi, dziś błogosławionego (proces kanonizacyjny w toku), uznana zostanie za naj ważniejsze sanktuarium różańcowe na świecie i odtąd proboszczem będzie tam każdy kolejny papież.

Wróćmy jednak na miotane przez fale statki. „O północy, gdy nie mogliśmy już dłużej utrzymać kursu, morze zepchnęło nas na niezwykle ostre skały – relacjonował Giovanni della Gata.

– Rozkazałem wsiąść do szalup i wiosłować ile sil ku pobliskiej kamienistej wyspie. Wyspa nie była wcale daleko, ale fale uderzały o jej skały z takim impetem, że ewakuacja była bardzo niebezpieczna. (…) Ledwo zaczęliśmy się wspinać na brzeg, burza znowu uderzyła z całą mocą, a oba statki i szalupy rzucane falami roztrzaskały się o skały. Ten widok nas zatrwożył i przygnębił, lecz zarazem pocieszaliśmy się, że Najświętsza Panna cudownie nas ocaliła”.

Rozbitkowie byli kompletnie przemoknięci od deszczu i morskiej wody. Nie mieli niczego do jedzenia, nie znaleźli też na wyspie, mimo poszukiwań, źródła wody. O dziwo, zapaliły się zapałki znalezione przez jednego z marynarzy, a wyglądające na zupełnie zamokłe. Mogli więc wzniecić ogień, który – mieli tę nadzieję – dostrzeżony zostanie w mieście Santa Maria della Grota odległym o kilometr na północny wschód od wyspy. Tak też się stało, ale na przyjście nieszczęśnikom z pomocą nie pozwalał sztorm. „Tak minęły trzy dni i cztery noce – czytamy w sprawozdaniu kapitana statku „Piccolo Mariuccia” pomieszczonym w książce bł. Bartolo Longo „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach” (Wydawnictwo Rosemaria, Poznań 2011).

– Przyszedł dzień 8 grudnia, święto Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny. Ku własnemu zdziwieniu czuliśmy się jeszcze na siłach i wolni od wszelkiego niedomagania, choć powinniśmy już być wyczerpani przez głód i pragnienie. Żaden z nasniemiał gorączki ani na nic nie chorował. W ciągu dnia podwoiliśmy modlitwy w nadziei, że Matka Boska w Swoje święto udzieli nam pomocy”. Choć wysokie fale jeszcze utrzymywały się, około godziny 21 kilka łodzi wypłynęło z portu po rozbitków. Z jednej z łodzi udało się dorzucić na skały kilka bochenków chleba, a po północy inna łódka jakoś dobiła do wyspy i zabrała 14, bo tylu ich było, marynarzy.

Po radosnym powitaniu w porcie, brygadier zapytał kapitana delia Gatta:

– Kapitanie, była z wami jakaś kobieta. Gdzie ona jest teraz?

– Nie było z nami żadnych kobiet ani na statku, ani na lądzie. Było 14 marynarzy i tylu nas ocalało.

– Nie mogłem się pomylić, wszyscy tu obserwowaliśmy was przez lunety i widzieliśmy rozbitków z jedną kobietą – odparł stanowczo brygadier.

Kapitana poddano regularnemu przesłuchaniu, zachodziło bowiem podejrzenie, że zdarzyło się jakieś nieszczęście lub zbrodnia. Inni marynarze potwierdzili jednak jego słowa, a na swoje szczęście della Gatta, opuszczając statek w noc świętej Barbary, zabrał ze sobą dokumenty okrętowe, wśród nich listę zaokrętowanych osób, na której nie było żadnego kobiecego imienia. Załoga została więc wypuszczona na wolność, a gdy marynarze pytani o to, co robili podczas tych czterech dni, powiedzieli, że wzywali pomocy Matki Bożej z Doliny Pompejańskiej, zagadkę tajemniczej kobiety uznano za rozwiązaną.

2 lutego 1893 r. 14 ocalonych marynarzy, zgodnie ze złożonym ślubowaniem, udało się na pielgrzymkę do Doliny Pompejańskiej. Poszli jak stali, boso i z gołymi głowami. Mimo mroźnego wiatru wszyscy wrócili do domu zdrowi.

Pod sprawozdaniem kapitana Giovanniego della Gatta podpisali się również: kapitan Coscia Nicola, majtkowie Giovanni Battista Paolillo, Cirillo Sante, Giovanni Paolillo. Reszta załogi nie umiała pisać.

—Krzysztof Masłoń

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

4 komentarzy do "Cud w Dolinie Pompejańskiej"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Kasia
Użytkownik

Też chciałabym zostawić świadectwo. Modliliśmy się z Mężem Nowenną Pompejańską w intencji poprawy mojego zdrowia i rzeczywiście Pan Bóg nas wysłuchał przez wstawiennictwo Matki Bożej Różańcowej. Jest nieporównanie lepiej! Cześć Maryi!

all
Gość

A ja sie modle 12 dzien o zdrowie dla mojej mamusi.
Jesten pelen nadziei, chociarz rokowanaia medyczne nie sa pomyslne.
bardzo chcialbym zamiescic podobnae swiadectwo jak te wyzej.
Kroluj nam Maryjo !

Tomek P.
Gość
Tomek P.

Artykuł cudny!!! Pomoc Maryi niezastąpiona!!! :)))

ADAM
Gość

A ja zaczynam 16 dzień i widzę i odczuwam zmiany,Chwał tobie PANIE.

Obrazki z nowenną pompejańską?