Świadectwa związane z nowenna pompejańską

Już wkrótce umieszczę nieco nowych świadectw, a tymczasem zachęcam do przysyłania swoich! 🙂

Uwaga – świadectw można przysyłać do nas przez ten formularz, wtedy trafią na stronę główną, a nie na dole w komentarzach.

318 myśli na temat „Świadectwa związane z nowenna pompejańską

  1. Marzenko nie załamuj się. Powiem Ci tak. Nowenny Pompejskie odmawiam, klepię od prawie dwóch lat, już nawet przestałam liczyć ile ich odmówiłam. Żadna z moich intencji nie została jeszcze wysłuchana. Zaczęłam dwa lata temu jak całe życie mi się posypało w ciągu miesiąca. Straciłam pracę, odszedł koleś który chciał się żenić ze mną, a odwidziało mu się w ciągu kilku dni, tydz po straciłam bliską osobę. Półtorej roku w depresji. Ponad miesiąc temu zaczęło się zmieniać. Mam nadzieję żę na lepsze. Po kilku latach marzeń mam szansę na pracę o jakiej nigdy nawet nie śniłam, w dodatku w wyuczonym kierunku, a studia skończyłam 7 lat temu, już przestałam sobie robić nadzieję że kiedyś mi się papierek po szkole jaką ukończyłam przyda. Nie chcę się rozpisywać za bardzo bo sama boję się uwierzyć że zaczyna mi się powoli układać, wolę sobie nie robić nadziei a umowę mam na razie na czas określony dlatego dalej się modlę. Chciałam tylko powiedzieć że uważam, iż wszystko ma swój czas i na wszystko jest odpowiednia pora. Nie od razu dostaje się to co się chce. Ale kiedyś dostanie się jeszcze więcej. Pozdrawiam i trochę wiary. Kiedyś może napiszę więcej.

  2. A tak w kwestii życia, niekoniecznie zgodnego z naszymi oczekiwaniami, to mam kilka konkluzji…
    Znam wiele osób chorych i cierpiących, a w ostatnim czasie dane mi było osobiście doświadczyć choroby, bo urodziłam chore maleństwo. Moje życie zmieniło się diametralnie, bo dotychczas byłam realizującą się matką, żoną i pedagogiem. Nastawioną na poznanie i doskonalenie siebie, a tu…
    Jak grom z jasnego nieba – wyczekiwane macierzyństwo i upragniona córeczka przyniosła ze sobą rzadką, genetyczną chorobę…Nic wcześniej nie zapowiadało tego, co będzie, miałam plany na dalsze, uładzone życie-wiedziałam, że nikomu jej nie chcę oddać i nie muszę się tak spieszyć, jak przy pierwszym dziecku, żeby wrócić do pracy…Wiele się spełniło z moich pragnień, teraz wszystkie swoje siły skierowałam do walki o życie i zdrowie swojej kruszynki. Widziałam wiele cierpienia i łez rodziców chorych dzieci, sama też przeszłam czas buntu i gniewu-bo, dlaczego ja? Modlitwa do Boga nabrała formę kłótni, a raczej monologu z Bogiem, któremu zarzucałam, że mnie zostawił, że nie zasłużyłam na to, co mnie spotkało! Od strony psychologicznej, to zupełnie naturalna reakcja. Potem był czas wypierania choroby i czekania na wyniki, na cud, który nie przyszedł. Kolejne etapy choroby mojej córeczki niosły ze sobą zmianę we mnie. Z czasem umiałam dziękować za to, że operacja się powiodła, że jest coraz lepiej, że mam siły, by zajmować się dzieckiem.
    Przyszedł też wreszcie czas pogodzenia się z chorobą i wolą bożą, bo choroba mojej córeczki zdeterminowała nasze życie rodzinne, a mnie zatrzymała w biegu. Dzisiaj czuję, że jest to zadanie, które mi Pan Bóg wyznaczył, bo On wie, ile jesteśmy w stanie unieść. Wierzę, głęboko, że właśnie mnie wybrał, bo we mnie wierzy. Ja też mu ufam, cokolwiek się wydarzy, dlatego jest we mnie wiele pokory, teraz proszę tylko o siły i wytrwałość.
    Wszystkim chorym i cierpiącym życzę właśnie wiary i sił, do pokonywania swoich słabości. Nikt z nas nie wie, co jest mu pisane w tym życiu, ale trzeba umieć żyć i każdego dnia dziękować Bogu za to, co nam daje. Jest we mnie wiele optymizmu , bo mam wiarę i każdy dzień, choć podobny do poprzedniego jest dniem szczególnym.

    Choroba jest częścią życia, zwolennicy teorii darwinizmu, powiedzieliby, że „eliminuje słabsze jednostki…” Swego czasu pracowałam z dziećmi autystycznymi, i dane mi było uczestniczyć codziennie w życiu dzieci dotkniętych chorobą, która zniewala umysł i ciało, która wyklucza z normalności…Choroba dziecka, zawsze jest chorobą całej jego najbliższej rodziny, wyzwala w ludziach często strach i brak zrozumienia, ale i akceptacji, niekiedy też porusza pokłady współczucia i empatii. Będąc osobami zdrowymi, nie wiemy co jest nam jeszcze w życiu pisane, a zdrowie jest tylko stanem ciała, który w każdej chwili może ulec zmianie…
    Chore dziecko, to też łaska , którą Pan, nie każdemu daje!
    Wiem, że ktoś zaraz krzyknie w gniewie, że nie chce takiej łaski, bo nie musi w ten sposób być wyróżniony! Też to zrozumiem, ale z perspektywy czasu widzę, że tak właśnie jest…
    Moja nieuleczalnie chora córeczka jest dla mnie wielkim darem, teraz widzę, że daje nam wiele radości i wielką miłość. Wspólnie z mężem i dorastającym synem przetrwaliśmy kolejne szpitale, operacje i zawierzyliśmy Panu Bogu. Wiedziałam, że skoro pozwolił jej się urodzić i przetrwać pierwszą operację w drugiej dobie życia, to nie odbierze mi jej. Prosiłam Go o litość i siły do przetrwania tego czasu, a był to ciężki czas, byliśmy osamotnieni w zmaganiach i modlitwie, nawet słyszałam głosy, że mogłam „wcześniej zrobić porządek”, a nie teraz tak cierpieć, bo są przecież badania prenatalne. Badania prenatalne są, w moim wypadku niczego nie wykazały, więc ciąża przebiegała całkiem dobrze. Widać Pan Bóg miał inne plany w stosunku do naszej rodziny. Nauczył nas poprzez naszą córeczkę miłości bezwarunkowej i bliskości w zmaganiach z codziennymi problemami. Mój syn, stał się bardzo odpowiedzialnym, młodym człowiekiem, który często potrafił osuszać moje łzy swoim dobrym, ciepłym słowem. Moja córeczka zjednała sobie miłość wielu osób, a w szczególności naszych sąsiadek, które zaczęły mi pomagać i wyręczać, bo wiedziały, że mała budzi się kilkakrotnie w nocy, że nikt mi nie pomaga. Są dobrzy ludzie na świecie, dziękuję Bogu za nich!
    Człowiek nie żyje dla siebie i jest tyle wart, ile może dać drugiemu człowiekowi…Te słowa zawsze towarzyszyły i towarzyszą mi w życiu.

    Kochana córeczko!
    Twoje narodziny zmieniły całe moje życie, nauczyłam się inaczej postrzegać świat i dziękować Bogu za to, co mam. Wiem, czym jest pokora i czekanie, nie proszę już o cud, ale o siły dla siebie, żebym umiała każdego dnia zmagać się z naszymi problemami…Nie wiedziałam, ze będziesz chora, żaden lekarz mi tego nie powiedział, nawet w chwili Twojego urodzenia wszyscy myśleli, ze źle mam wyliczony termin porodu, bo może lekarz się pomylił…Byłaś bardzo maleńka, dlatego tak szybko i właściwie bez bólu Cię urodziłam. Od samego początku miałam Cię przy sobie, wpatrywałam się w Twoje lekko skośne, ale jeszcze bardzo zapuchnięte oczka, oglądałam Twoje maleńkie rączki i stópki, byłam bardzo szczęśliwa, do momentu, gdy przyszedł lekarz pediatra i bez żadnych skrupułów powiedział, ze jesteś,” jak szmaciana lalka”. Widziałam, jak bardzo jesteś słaba, wierzyłam, że wyrośniesz z tego wszystkiego, że nabierzesz wagi, miałaś taki apetyt, ciągle umazaną buzię w mleczku. Mimo to, zastanawiałam się, co mogły znaczyć te słowa lekarza… Jakoś szybko zapomniałam o nich, bo pielęgniarki i lekarz z oddziału mnie pocieszali, nawet cechy dysmorficzne uważali- z czasem zanikną… Wtedy nikt nie wypowiedział nazwy choroby, z która przyszłaś na świat, nie wiem, czy personel medyczny nie miał pewności, czy zwyczajnie się bał mojej reakcji. Potem przyszły inne problemy, a już w nocy obudziły mnie pielęgniarki i zażądały podpisania dokumentu potwierdzającego wyrażenie mojej zgody na przewiezienie Cię do szpitala specjalistycznego i do wszelkich zabiegów…Płakałam, nie wiedziałam, co się wydarzy, prosiłam na głos Boga, by mi Cię nie zabierał, pielęgniarki tez miały łzy w oczach…Razem z tatą, którego zbudziłam telefonem czekaliśmy przy inkubatorze, w którym leżałaś na przyjazd lekarzy neonatologów. Zbadali Cię, nas z tatą wyprosili, coś szeptali z tutejszymi lekarzami, w samej pieluszce zawinęli Cię w rożek, pocałowałam Cię mocno na pożegnanie, ale nie mogłam przestać płakać…To już nie był płacz, ale szloch i wielki ból, to jakby ktoś mi rozdzierał serce. Nie chciałam już leżeć w szpitalu sama, tata poprosił, czy może mnie zabrać do domu, była 2 w nocy, pakowałam w pośpiechu nasze rzeczy, pielęgniarka podała mi skarpetki, które miałaś na nóżkach w inkubatorze, mocno zacisnęłam je w dłoni. Poszliśmy szybko spać, by rano móc pojechać do szpitala do Ciebie maluszku. Byłaś na intensywnej terapii, sama w inkubatorze i pod lampą, na środku sali, jedna siostra zajmowała się Tobą,spałaś spokojnie. Tylko 15 minut pozwolono nam popatrzeć na Ciebie, w takim czekaniu upływały nam tygodnie. Podejrzenia były różne, bałam się mukoziscydozy, dopiero po trzech tygodniach wykonali Ci zabieg i wyłonili stomię. Potem też nie było lekko, ale coraz częściej słyszałam od lekarzy, że najprawdopodobniej masz Zespół Downa…Wiedziałam, co to jest za choroba, moja pierwsza praca polegała na opiekowaniu się w przedszkolu dziećmi chorymi na tę chorobę. Nie dowierzałam, dlaczego moje dziecko ma tę chorobę?
    Dbałam o siebie w ciąży, nikt wcześniej nic nie podejrzewał, a tu, tak nagle?Twoje noce w domu były bardzo niespokojne, budził Cię ból brzuszka i nie chcąca się zagoić rana dokoła stomii. Nosiłam Cię na rękach w nocy i odbywałam monolog z Bogiem, miałam do niego żal. W duszy krzyczałam, żeby potem ze łzami w oczach przepraszać i prosić o cud uzdrowienia…Pewnie każdy rodzic przechodzi ten etap. Potem były kolejne szpitale i operacje i wszędzie byłyśmy razem…Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, choć nie wiem, co jeszcze jest nam pisane…Jestem pogodzona z życiem i staram się zrozumieć, ze w Twojej chorobie jest jakiś sens. Zaczynam dostrzegać, jak bardzo zmieniłaś moje podejście dożycia, dzisiaj nie proszę już o cud, ale o siły. Cieszę się każdym Twoim sukcesem i chcę pokazać Ci całe piękno tego świata. Widzę, jak bardzo jesteś radosna i szczęśliwa i wtedy zapominam, ze jesteś chora, tylko czasami spojrzenia ludzi mi o tym przypominają, albo nietrafione wyrazy współczucia. Tak Ty, jak i ja nie potrzebujemy współczucia, ale zrozumienia i akceptacji, bo każdy człowiek ma prawo do życia!Cieszę się, że potrafiłam przezwyciężyć w sobie nieśmiałość i szukać dla Ciebie pomocy i to, właśnie teraz, kiedy jesteś jeszcze bardzo malutka. Teraz wiem, że to był dobry krok. Nie zmienię faktu, ze jesteś chora, ale wiem, że mogę Ci pomóc, byś stawała się bardziej samodzielna.
    Wszystkim rodzicom chorych dzieci życzę, by znaleźli w sobie siłę i zamiast zamartwiać się zrobili pierwszy krok, by pomóc swojemu dziecku się rozwijać i wzrastać. Każdy z nas-rodziców musi przejść te wszystkie etapy, ale ważne jest, by je kolejno zaliczać, głęboko ufać Bogu i nie poprzestawać w działaniu dla dobra własnego dziecka.

    Chciałabym swoimi odczuciami podzielić się z rodzicami chorych maluchów. Mi osobiście bardzo pomogła wiara i Nowenna, choć miałam momenty zwątpienia, żalu i gniewu. Na szczęście zmiany, które następowały w obrazie choroby mojego dziecka pozwoliły mi ufać Bogu i wierzyć, że ta nasza choroba-choć stanowi zespół chorób, nie jest wyrokiem, ale zwyczajnie problemem, z którym sobie poradzimy.

    Udało nam się okiełznać chorobę Hirschprunga, a moja córeczka w zaskakującym tempie rozwija się zupełnie tak, jak zdrowe dzieci. Wiele osób nie wie, ale ZD ma trzy odmiany, więc mojemu dziecku przypadła tzw. mozajka, czyli, podobno najłagodniejsza forma. Tu wielka moja radość i nadzieja, na to, że będzie w przyszłości samodzielna, że skończy szkoły i będzie inteligentną osobą. Mało w naszym społeczeństwie elementarnej wiedzy na temat chorób takich jak autyzm i ZD, mówię to z perspektywy rodzica, ale i pedagoga. Czasami sobie myślałam, że Pan Bóg dając mi dziecko, z tą chorobą wiedział, że od strony merytorycznej jestem przygotowana na ten dar. Wcześniej nigdy nie przypuszczałam, że mnie to może spotkać. Tak, chyba jest z nami, że nie dopuszczamy myśli, że właśnie nas to może spotkać. Sama wiadomość o chorobie dziecka była jak upadek z wieżowca na beton, potem musiałam się pozbierać i było bardzo ciężko, bo wokół nie było ani chęci pomocy, czy nawet akceptacji i zrozumienia.
    Znam wielu samotnych rodziców wychowujących chore dzieci.
    Choroba zawsze jest sprawdzianem z miłości, wytrwałości i sił. My z mężem wytrwaliśmy i nadal trwamy, choć było bardzo, bardzo ciężko. Dziękuję też Bogu, za mądrego, samodzielnego i odpowiedzialnego syna, wbrew wszystkiemu uczył się i bardzo mi pomagał. Też dla niego wiadomość o chorobie jego siostrzyczki była trudna do zaakceptowania. Tu jednak miłość do siostry okazała się najistotniejsza. Staliśmy się bardzo bliscy sobie…Wiara i modlitwa pozwoliła inaczej spojrzeć na to, co nas spotkało…
    W odpowiedzi na tamten list…

    Kochana Mamusiu!
    Jestem jeszcze bardzo maleńka, jest mi tu ciepło, wygodnie i dobrze, ale niedługo skończy się ten czas…Słyszę, jak codziennie do mnie mówisz i czule dotykasz, wiem, że mnie bardzo kochasz. Mamusiu-jestem małą Twoją dziewczynką,więc, to, co mówili lekarze się potwierdziło, ale kochana mamuniu, tylko to się potwierdziło…Wiem, że moje narodziny są sporym zaskoczeniem dla Ciebie, pewnie też dla wielu osób, bo nie jestem taka, jak zdrowe dzieci…Lekarze nie chcieli mówić o mojej chorobie, choć czujesz, że nie wszystko jest tak, jak być powinno, dają Ci nadzieję, że cechy dysmorficzne, które oni widzą może z czasem miną, że ja z tego wyrosnę. Niestety, tak nie będzie, skośne oczka, zmarszczka nakątna, szerokie dłonie z krótkimi paluszkami, wreszcie moja niska waga urodzeniowa i słabe napięcie mięśniowe są symptomami choroby, z którą przyszłam na świat. Obie będziemy się zmagać z nią w samotności i czasami w smutku. Dojdzie do tego sporo innych problemów i różnych chorób, które będą nam towarzyszyć,będzie bardzo ciężko, ale wierzę, że poradzisz sobie ze wszystkim. Ufam Ci i wiem, że mnie nie zostawisz, ja już umiem Cię kochać i nie chcę innego życia, jak z Tobą mamo! Musisz być silna, bo przed Tobą ciężki czas, brak snu i zmęczenie, wreszcie osamotnienie i brak pomocy z zewnątrz. Nie obwiniaj ludzi, że są tacy, jacy są…Ciekawscy, że się boją, że nie akceptują,spotkasz też osoby dobre, które Ci pomogą, a i Pan Bóg nas nie zostawi…Poradzisz sobie z problemami, a ja dam Ci ogrom miłości i swoją radość. Bardzo Cię kocham moja mamo!

    Twoja córeczka.

    Podobno Pan Bóg wie, do jakich rodzin zsyłać chore dzieci.
    Dzisiaj jest mi już łatwo opowiadać o tym, ale pierwszy rok był ciężki. Na szczęście postępy mojej córeczki zrekompensowały wszystko-niedawno skończyła dwa latka, przeszła cztery operacje, w tym resekcję jelita grubego i swoistą rekonstrukcję z tego, co zostało. Dzisiaj jest już dobrze, choć nadal cierpi na bóle napadowe brzuszka i jest na diecie. Cieszymy się z tego, że pokonałyśmy podstępną chorobę Hirschprunga. Podobno na tę chorobę, chorują głównie chłopcy, a zdarza się ona raz na 10 000 urodzeń na świecie. Akurat my zostałyśmy jej beneficjentkami. Najgorszy był czas, kiedy nosiła woreczki stomijne i zaczynała siadać. Teraz jest już lepiej, skoro Pan Bóg pozwolił jej żyć to, teraz ze wszystkich sił staram się, o jej prawidłowy rozwój stymulując go na wszystkich obszarach. Ostatnie moje studia były związane z edukacją wczesnoszkolną dzieci, więc-Pan Bóg wiedział, że sobie poradzę.
    Z ludźmi, to, niestety, nie jest tak, jakbyśmy sobie życzyły…Nawet rodzina męża nie zaakceptowała faktu, że mamy chore dziecko, często słyszałam od matki mojego męża…”a, bo potrzebne wam to dziecko było…” Te słowa bardzo bolą…Inny przypadek, to, kiedy spotkałam znajomego lekarza, zadowolona szłam z malcem, a tu nagle słyszę „to twoje…oj, współczuję…” Moje dziecko ma symptomy ZD, ale nie jest ich tak wiele, a w mozajce są nawet niewyraźne. Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że mogę jej zrobić operację plastyczną(!)…Społeczeństwo mało wie na temat ZD, a przez lata zaniedbań w tej kwestii, nadal pokutuje obraz osoby z ZD, jako głuptaka, czy wręcz…idioty. Mój starszy syn nie wstydzi się faktu, że ma chorą na ZD siostrę i w szkole oficjalnie o tym mówi, nawet zwraca uwagę, gdy słyszy, jak młodzież wyzywa się „ty Downie”, bo zaraz mówi, żeby nie obrażali jego siostry, bo ona ma tę chorobę. Zwykle wtedy zapada cisza…Oj, wiele jest w naszym społeczeństwie niezrozumienia i braku akceptacji, to z pewnością kwestia czasu, ale i rola rodziców i wychowawców, by kształtować w dzieciach postawę empatii.
    Dziwna prawidłowość panuje w nas-ludziach, nie dopuszczamy myśli, że nas to może spotkać…Nas, nie! Dlaczego?! A tu nagle…Osoby chore są potrzebne na tym świecie, dla ludzi zdrowych, a cierpienie…
    „…Cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość. (…)
    Wy, drodzy chorzy, macie ważne miejsce w Kościele, jeżeli swoją trudną sytuację potraficie rozumieć w świetle wiary i jeżeli w tym świetle potraficie przeżywać swoją chorobę z wielkodusznym i mężnym sercem. Każdy z was może stwierdzić za św. Pawłem: ”W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół…”Jan Paweł II – 15.11.1978 r.

    Chciałabym pomóc innym rodzicom przejść kolejne etapy kryzysu, bo to swoisty kryzys-wartości, wiary i idei…Może trudno to zrozumieć, że osoba oddana Bogu może wątpić, ale to zupełnie normalny stan wobec takiego bagażu cierpienia. Najgorsze jest to, że nic nie możesz zrobić, żeby pomóc swojemu dziecku…Nieraz w nocy, kiedy ból nie pozwalał je spać, nosiłam ją na rękach i tuląc ze łzami w oczach prosiłam Boga, by ten ból ofiarował mi, bym mogła przejąć jej cierpienie…Każda matka czuje pewnie to samo, kiedy cierpi jej dziecko..Najgorsza jest niemoc…Sama nie wiem, co jeszcze jest nam dane…było podejrzenie, że moja córeczka jest niewidoma. Tu, dzięki Bogu, pani doktor pediatra się pomyliła…Badania w szpitalu potwierdziły tylko oczopląs poziomy, ale, to da się wyleczyć…Trisomia 21, albo Zespół Downa, to grupa chorób, więc…jest ich kilka. Spotkałam się z brakiem zrozumienia i lekceważeniem ze strony lekarzy , to bardzo boli! Moje dziecko zostało zakwalifikowane, jako gorsze i nierokujące… Dziękuję Bogu, że mam wiedzę i jestem asertywna, więc, pewnie każda matka postąpiłaby podobnie. Usłyszałam od pani doktor, że moje dziecko ma ograniczony umysł i możliwości, a ja,” mogłam wcześniej zrobić porządek”, zamiast się tak męczyć…Są jeszcze tacy lekarze i jest jeszcze takie myślenie, niestety.
    Dzięki Bogu i mojemu proboszczowi-spowiednikowi odnalazłam sens i wartość tego daru i macierzyństwa. Mój starszy syn jest zdrowym i doskonale uczącym się chłopakiem, już niedługo zdaje maturę i ma ścisły umysł, więc nie podejrzewałam choroby drugiego dziecka, a tu…Jak bardzo niezbadane są nasze drogi i wiadome tylko Panu…
    Miałam inne plany, moja córeczka miała być moją radością, miałam mieć uładzone życie…
    A tu…Pan Bóg zatrzymał mnie w biegu i znalazł inną drogę, ja całkowicie się godzę na wszystko, co mi oferuje, skoro przetrwałam czekanie pod salą operacyjną-ostatnio 10 godzin, to i przetrwam wszystko, co mi daje…Pamiętam schody w CZD…w ciągu 10 godzin przeszłam je z góry, na dół kilkakrotnie z modlitwą na ustach, mój mąż tego nie rozumiał i siedział na ławce pod salą operacyjną…Przetrwałam i to! Dziękuję Mateczce, bo bardzo prosiłam, żeby mi jej nie zabierała. Nie proszę o cud uzdrowienia, ale o siły i cierpliwość, od kilku nocy moja córeczka śpi i nie budzi się…Zaczęła chodzić, jak miała14 miesięcy, a była po ciężkich operacjach i po badaniach przez specjalistów wiem, że rozwija się prawidłowo, jak zdrowy dwulatek. Zaczyna mówić, rysuje kółka i mówi, kota woła jego imieniem „Kratka”, liczy dwa i pokazuje ile ma lat, zna kolor zielony i żółty…Jest bardzo pojętna i szybko się uczy! Jest moim światełkiem i radością !

    Wszystkim rodzicom życzę, by swoje rodzicielstwo umieli docenić, to wielki dar i posłannictwo. Dotychczas praca była moim spełnieniem, byłam „mamą”, dla nastolatków, których skrzywdzili rodzice, teraz jednak mam inne zadanie i jestem pogodzona i z Bogiem i z życiem. Z racji swojego zawodu ta choroba jest mi bliska i walczę ze wszystkich sił, na różnych polach o odkłamanie jej obrazu w naszym społeczeństwie…Pozwolę sobie przybliżyć jej obraz…Trisomia 21, albo…Zespół Downa jest chorobą genetyczną, ale w Polsce, gdy przychodzi na świat takie dziecko, to zwykle lekarze uciekają od rodzica, któremu trzeba powiedzieć, ze jego dziecko ma Zespół Downa…Jest to choroba genetyczna, której nazwa jest używana przez ogół społeczeństwa bez poszanowania i w sposób ogromnie szkodliwy-jedynie w złym i niecnym znaczeniu. To stygmat, który już na starcie deprecjonuje człowieka. Często da się słyszeć wyzwisko „Ty Downie…’ wypowiadane w znaczeniu, ty idioto, zwykle, gdy jedna osoba chce druga obrazić… Osoby z tą chorobą rodzą się wbrew swojej woli, naznaczone wyglądem fizycznym: skośne oczy, krótkie palce, płetwiaste stopy, zmarszczka nakątna, często spłaszczona tylna strona głowy, mają też ogromne problemy zdrowotne, z którymi zmagają się przez całe swoje niedługie życie. Zwyczajnie są słabsze i bardziej podatne na wszelkie choroby.
    Gdyby mieć wybór, czy chcesz być zdrowy, czy chory, to każdy z nas wybrałby zdrowie, dzieci z ZD nie decydowały o swojej chorobie, niestety. Społeczeństwo nasze nie jest dojrzałe i tolerancyjne, stygmatyzowanie osób chorych na ZD jest zmaganiem się ich rodzin ze społecznym brakiem akceptacji i choćby chęci zrozumienia.
    Taka sytuacja jest bardzo trudna dla rodziców chorych dzieci, które już na starcie są na straconej pozycji, a społeczny odbiór takich osób to zwykle ironiczne uśmiechy i szepty…Od początku jest naznaczane, najgorszymi epitetami. I chwila refleksji: czy wypowiadając słowa „…ty Downie”, jesteśmy za nie odpowiedzialni…
    Osoba z ZD postrzegana jest społecznie jako „idiota”, czy osoba upośledzona, a wszystko to z niewiedzy i braku elementarnych podstaw wiedzy na temat tej choroby. O ironio, są jeszcze wśród nas osoby, które sądzą, że jest to choroba zakaźna, lub spowodowana konfliktem serologicznym…Wyjaśniam-nie jest to choroba zakaźna, ale genetyczna. I tu przytoczę, jak społecznie odbieramy dzieci chore-obok ZD, współcześnie częstą chorobą jest autyzm. Dzieckiem autystycznym staje się, gdy ma się 2-3 lata, dla rodziców takiego dziecka, to prawdziwy dramat. Dokoła wszyscy współczują rodzinie takiego dziecka, starają się mu pomóc. Inaczej jest w ZD, tu rodzice zostają pozostawieni sami sobie, bo z jednej strony wszyscy już wiedzą, że choroba ta dyskwalifikuje to dziecko na starcie, z drugiej, zaś, kiedy próbują dla 5-6 letniego dziecka z ZD uzyskać pomoc, to słyszą zewsząd, że przecież to dziecko jest fizycznie zdrowe, więc czego jeszcze ono może potrzebować? Tylko rodzice wiedzą, jak bardzo jest im trudno uzyskać kompetentną pomoc i wsparcie dla takiego dziecka, zewsząd spotykają się z brakiem zrozumienia i ustawianiem dziecka na pozycji przegranej…Mimo wszystko niewiele jeszcze wiemy na temat tej choroby, ale zadziwiające, że wszyscy jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie.
    Rodzicom ciężko jest pogodzić się z tym, że choć tak niewiele potrzeba ich dzieciom, to są traktowane, jako gorsze, a oni sami muszą udowadniać światu, że są takimi samymi dziećmi, które mają te same potrzeby, co dzieci zdrowe, choć nie są to potrzeby takie same.
    Na szczęście zmienia się, choć w mozolnym tempie społeczny odbiór takich dzieci i stosunek zdrowego społeczeństwa do osób chorych, a rodzice, choć często narażeni na docinki, czy komentarze mało taktownych osób, starają się żyć i funkcjonować, na co dzień w tym naszym chrześcijańskim społeczeństwie. Jeszcze niedawno rodzice wstydzili się chorych dzieci, byli zaszczuci przez zdrowe społeczeństwo, na szczęście teraz zmienia się podejście i społeczeństwo, choć opornie, ale uczy się tolerancji i szacunku.
    Uważam, że już na lekcjach wychowawczych winno się mówić o odbiorze społecznym osób z tą chorobą, tu rola wychowawców, pedagogów i rodziców. Jakiś czas temu pojawiły się w Polsce filmy opowiadające o życiu w naszym kraju osób z tą niepełnosprawnością: „Downtown” i„Krótki film o Małgosi”. Oba te filmy prezentują życie osoby z ZD i ich rodzin, filmy te poprzez swój przekaz zmieniły wiele rodzin, dały im sporą dawkę optymizmu i wiary w lepszy świat i społeczeństwo, wreszcie w zmianę mentalności ludzi.
    To dobry znak, zbliżamy się do cywilizacji, a jeszcze 10 lat temu, gdy rodziło się chore dziecko z ZD, to był to dramat dla rodziców, którym nikt nie umiał pomóc, pokierować. Dzisiaj jest inaczej, na szczęście-teraz to już nie dramat, ale zwyczajnie problem, z którym muszą się zmagać rodziny chorych dzieciaczków.
    Niestety w tym katolickim kraju osoby chore nie są akceptowane, a niektórym rodzinom zaburzają ich uładzony kształt rodziny sukcesu…Życie z niepełnosprawnym dzieckiem nie jest wyrokiem, czy karą, ale sprawdzianem …
    Brak nam akceptacji społecznej, a dominującym wzorcem, jest niesprawny wzorzec podtrzymywania finansowego bytu takiej osoby, niekoniecznie ważne jest kształtowanie jej losów i angażowanie w to osoby chorej.
    Uważam, że ważne jest, by dać szansę i dostrzec w tych osobach potencjał.
    Tu kilka wiadomości powszechnych, dzień 21 marca jest dniem osób z ZD, data nie jest przypadkowa, gdyż osoby z ZD maja dodatkowy 21 chromosom, który determinuje tę chorobę i jej fizyczne i psychiczne symptomy. Tak, jak nie wszyscy jesteśmy tacy sami i cechujemy się różnym poziomem intelektualnego rozwoju, tak i w tej chorobie, na skutek trzech rodzajów aberracji chromosomalnej mówimy o trzech typach tej choroby. Nie każde dziecko jest takie samo, podobnie i wśród dzieci z ZD, wielka rola jest tu rodziców i ich praca, choć przyznać należy, że i medycyna jest coraz bardziej pomocna w tej chorobie.
    Tak, więc, zamiast bać się nieznanego, lepiej to poznać i „oswoić”, mam tu na myśli wiedzę z dziedziny tej choroby. Wiele jeszcze musi nastąpić zmian w systemie edukacji osób z tą chorobą, bo choć wyzwala ona swoiste ograniczenia w pewnych dziedzinach, to nie ogranicza całkowicie, a osoby z ZD kończą szkoły średnie, a nawet studiują.
    W cywilizowanym świecie ZD jest postrzegany, jak każda inna choroba, którą się pokonuje, u nas niestety poprzez społeczny odbiór i brak akceptacji nadal jest to choroba wstydliwa.
    Najłatwiej jest właśnie dzieciom zaakceptować to, że ktoś jest inny, dlatego uczulam rodziców i wychowawców na kształtowanie w dzieciach szacunku i tolerancji poprzez poznanie mechanizmów tej choroby i jej zwyczajne „oswojenie”.
    Rodzice chorych dzieci nie potrzebują współczucia, ale akceptacji i odrobiny zrozumienia.
    Osoby z trisomią 21, to niezwykle pogodni i prostolinijni ludzie, o bogatych wnętrzach i ciekawych zainteresowaniach, często obdarzone są szczególnymi umiejętnościami i zdolnościami, ale świat nie chce tego widzieć…
    Stopień rozwoju i inteligencji zależy od wielu czynników, dlatego współcześnie oligofrenopedagogika czyni milowe kroki w dziedzinie poznania ludzkiego umysłu.
    Wychowywanie dzieci w grupie, z dziećmi niepełnosprawnymi uczy pokory do życia, tolerancji i akceptacji, ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na dorosłe życie.
    Dzieci wychowywane z dziećmi niepełnosprawnymi wiele otrzymują w zamian od siebie, to wspaniałe i bardzo naturalne!
    Pan Bóg zatrzymując mnie w biegu, którego cel ja sobie wyznaczyłam, skierował mnie na inną drogę, którą teraz podążam dla Niego. To trudne zadanie, ale to właśnie moje życie !
    Chciałabym pomóc innym rodzicom, którzy przeżywają to, czego ja doświadczyłam.
    Jak wiele jest na świecie chorych dzieci, w jak różnym wieku dzieci chorują i na jak różne choroby. Wierzę, że osoby chore są szczególnie umiłowane przez Pana i Matkę Bożą…Macierzyństwo i ojcostwo, to powołanie i najtrudniejsza praca dla każdego rodzica, bo wymaga zawsze właściwego podejścia i zrozumienia…
    Znam rodziców chorych maluszków, którzy świetnie radzą sobie z problemami dnia codziennego, ale też znam osoby, które na twarzy maja przyklejoną maskę bólu, cierpienia i wołanie o współczucie i litość. Różne są nasze postawy życiowe wobec tragizmu ciężkiej choroby, która dotknęła nasze dziecko, a tym samym nas samych.
    Pamiętam też postawy rodziców w Stowarzyszeniu, bardzo różne i odbiegające od siebie.
    Była mama autystycznego chłopca, która samotnie zmagała się z wychowywaniem dziecka, bo jej męża przerosło to zadanie, osoba niezwykle pogodna i radosna. Inna mama, która nie akceptowała faktu choroby syna i nie potrafiła mówić o tym. Kolejna, której było wszystko jedno…
    Były też wspaniałe rodziny, pełne, gdzie dziecko chore znalazło swoje należne miejsce, otoczone bezgraniczna i bezwarunkową miłością.
    Sama wiem, jak wiadomość o ciężkiej chorobie dziecka potrafi zburzyć całą przyszłość.
    W ferworze troski o życie i zdrowie dzieci wszyscy robią wszystko dla chorego dziecka, a nikt nie myśli o rodzicach! Nie spotkałam się z jakakolwiek formą pomocy, czy terapeutycznego wsparcia!To przykre, ale nasze społeczeństwo nadal problemy natury psychicznej odbiera jako symptom choroby wstydliwej, bo…nie radzi sobie ze sobą…Depresja to najczęstszy stan, w jaki popadamy, w obliczu ciężkich przeżyć, ale niewielu z nas się do tego przyznaje, bo choroba ta ukazuje nasze słabości i nieprzystosowanie, a po części jest oznaką niedojrzałego podejścia do świata.
    Cóż za mylne i błędne przekonanie!
    Brak społecznej akceptacji, zrozumienia i wstydliwości wielu chorób jest przejawem lęku przed nieznanym. Niski poziom wiedzy społecznej o mechanizmach chorób mających podłoże psychiczne wynika z ogólnego przekonania osób zdrowych, że „mnie to nie dotyczy…”
    Wiele grup społecznych i zawodowych narażonych jest współcześnie na lęki i ogrom stresu, przejawiający się właśnie zaburzeniami psychicznymi, do których niechętnie się przyznajemy.
    W obliczu kryzysu, jaki nas spotyka w życiu, często nie potrafimy sobie poradzić z natłokiem myśli, czujemy się bezradni i bezbronni. Owszem, są osoby, które reagują bardzo emocjonalnie na stres. Jeśli w tym oczyszczaniu ze zbędnego balastu nie krzywdzimy innych, czy też nasz gniew nie przeradza się w agresję, to wszystko jest dobrze, ale…Nie każdy potrafi sobie radzić z nadmiarem emocji i złych myśli, zwykle mężczyźni w używkach szukają ucieczki, czy chwili odprężenia. To prosta droga, do uzależnienia i chwilowa ucieczka od problemu. Ważne jest wsparcie duchowe i zwyczajne trwanie obok w gotowości do niesienia pomocy. Ważne, by osoba w kryzysie wiedziała, że jest ktoś obok, niekoniecznie, żeby radzić i nakazywać, ale, żeby trwać w milczeniu.
    Dla mnie taką osobą jest Pan Bóg, bo rozmowa z nim mnie umacnia. Wierzę, że Jego plan w stosunku do mojej osoby przewiduje dobre zakończenie.

    …Śpisz spokojnie dziecinko moja…
    Każdy nasz wspólny dzień przybliża nas i rozbudza naszą wielką miłość. Córeczko, właśnie skończyłaś dwa latka. Pierwsze lata swojego ciężkiego życia…
    Większość z nich upłynęła Ci w szpitalach, ale zawsze byłam przy Tobie. Gotowa przyjąć Twoje cierpienie i tulić Cię w bólu do serca z modlitwą w myślach, (…)Boże, dziękuję, że ona żyje…Zawierzyłam wszystko Panu, zaufałam, że teraz, kiedy przeszłyśmy te operacje i czekanie, teraz musi być dobrze…Ofiarowałam Twoje życie Bogu, a Mateczkę poprosiłam, by była też dla Ciebie wspaniałą mamą…Tak bardzo chciałam usłyszeć z Twoich ust słowo „mama”,na które czekałam blisko rok, zupełnie inaczej było, kiedy wołałaś tatę, to słowo jakoś wymówiłaś natychmiast…Pamiętam Twoje spojrzenie tam, na intensywnej terapii, tę miłość w oczach i wielki grymas bólu.
    Nie zapomnę nigdy, jak bardzo cierpiałaś, jak blisko tydzień po operacji czuwałam przy Tobie…
    Ostatnia operacja niech już będzie ostatnią w Twoim życiu.
    Z okazji Twoich urodzin pragnę, by świat był dla Ciebie przyjazny, byś czuła się jego cząstką, a nikt, nigdy, by Cię nie piętnował za Twoją odmienność i inność. Masz tyle miłości w sobie, tyle ciepła i radości w spojrzeniu.
    Umiesz już tak wiele, choć lekarze nie dawali nam nadziei…
    Na przekór sceptykom i niedowiarkom, życzę Ci, byś rozwijała się na chwałę Pana i świadczyła światu, że nie jesteś nikim gorszym., ale troszkę innym…
    Córeczko moja, wiesz-Pan Bóg stworzył cały świat i stworzył też ludzi, ale każdy z nas jest inny i wyjątkowy. Ty też jesteś dla Niego kimś ważnym, szczególnym i wyjątkowym i zawsze staraj się pamiętać o tym, że jesteś dzieckiem bożym i masz prawo, jak każdy do życia na tym świecie.
    Bądź córeczko moją opoką, gdy już starość pomarszczy moje serce.

    Lenka jest taka pojętna i rezolutna, mam za co dziękować Bogu, choć, nie zmienię faktu, że jest chora na tę wstydliwą dla wielu osób chorobę, o której wiele osób mówi pogardliwie…Jeszcze niedawno mój świat był w rozsypce, ale dzięki Bogu, modlitwie i wierze, wszystko mam poukładane i na swoim miejscu.
    Swego czasu, usłyszałam wiele przykrych słów od lekarzy, a moja córeczka w ich osądzie nie powinna się urodzić, bo…z pewnością nie skończy studiów i nie będzie powodem do chluby, czy radości, a tylko przyniesie mi kłopoty i troski…Dziękuję Bogu za te troski i kłopoty, bo w tym malutkim ciałku, jest wielkie serduszko, które bezgranicznie kocha życie i świat…W oczach jest ciekawość i blask radości, a w dotyku czułość i oddanie…Jestem z niej dumna i bardzo szczęśliwa, choć często bardzo zmęczona i przygaszona spojrzeniami i szeptami ludzi…Moje dziecko nie będzie fizykiem jądrowym, czy innym ścisłym umysłem, nie wstąpi też do MENSY, ale dla mnie zawsze będzie moim, ukochanym dzieckiem, z którego sukcesów będę się radowała…Drobnymi kroczkami odkrywamy wspólnie świat, nie przyspieszamy, by gonić innych, ale w swoim rytmie podążamy za słońcem i blaskiem codziennego dnia…Moje dziecko nie musi mieć tytułów naukowych i wielkich osiągnięć w dziedzinach wiedzy elementarnej…chcę, by było samodzielne i przewidujące, by potrafiło radzić sobie w życiu. To tak niewiele, a jednocześnie dużo…Spotkałam się ze stwierdzeniem, że pewnie ja w przyszłości pochowam swoje dziecko…Jeśli nawet tak będzie, a to jest w rękach Pana, to proszę o siły wytrwania. Matka Boża też cierpiała, więc mam z kogo brać wzorzec prawdziwej matczynej miłości i cierpienia. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość, ale staram się, by każdy dzień był wartością w naszym, wspólnym życiu….

    Mój smuteczek ma skośne oczka
    i całkiem niewiele waży
    mój smuteczek z rzadka popłakuje
    a ciemną nocą sennie marzy…
    Mój smuteczek ma maleńkie rączki
    i stópki jak płetwy kaczuszki…
    Mój smuteczek jest najwspanialszy
    w osobie maleńkiej dziewczynki
    downuśki…
    W maleńkim smuteczku
    szczęście się skryło
    oczka ma jak iskierki
    w mym sercu rozpala
    miłości płomień wielki
    Rozdaje uśmiechy od rana
    i „apa”całuje każdego
    jest przy tym taka kochana
    moja maleńka
    córeńka.

    Tak w istocie jest, że wielu spośród nas kieruje się tylko wzrokiem w ocenianiu innych, a taki obraz jest niepełny i niewartościowy. Lekko skośne oczka jeszcze o niczym nie świadczą.
    Jako pedagog, nauczyciel i wychowawca staram się szczególnie, by poznać młodzież, zanim zacznę wydawać jakąkolwiek opinię na jej temat. Choć moja młodzież była zagubiona, często z wyrokami sądowymi za przeróżne sprawy karne, a w wyglądzie chciała zaznaczyć swoją odmienność,to ja z perspektywy osoby dorosłej, starałam się zrozumieć i w jakiś sposób usprawiedliwić jej postępowanie. Nikt nie rodzi się zły! Wierzę w ludzi, mimo wszystko, a szczególnie wierzę w młodzież, nawet w tą zdemoralizowaną, bo ona właśnie potrzebuje mądrych i kompetentnych osób w swoim życiu. Skoro, często rodzice zawiedli, to potrzeba im kogoś, kto zaakceptuje ich takimi, jacy są…Nie mam tu na myśli ich wyczynów, które często były formą buntu i swoistym krzykiem, bo tylko w ten sposób te dzieciaki mogły na siebie zwrócić uwagę rodziców…Inną sprawą jest też fakt,że panuje powszechne przyzwolenie dla wielu rzeczy, dlatego jest , jak jest…Brak wartości, autorytetów, wszechobecne wygodnictwo i życie tu i teraz-często bez konsekwencji swoich czynów…Znowu się rozgadałam, a to inny temat, choć, czasami myślę, że od zawsze pracowałam z osobami potrzebującymi pomocy…Może wychowywanie chorego dziecka, jest kontynuacją mojej misji, tu, na ziemi? Chciałabym przede wszystkim pomóc rodzicom chorych dzieci, bo wiem doskonale przez co przechodzą na początku swojej drogi.
    Wychowywanie, to proces, który trwa przez całe życie, a jego efektem tylko po części jest wykształcenie, istotniejszą sprawą jest nauczenie zasad i norm ogólnie przyjętych w społeczeństwie. Mówiąc o wychowaniu swojej córeczki, pragnę, by była w przyszłości samodzielna, oczywiście wykształcenie to, dla mnie również cel istotny, ale zależny też od zdolności i możliwości, ufam, że moja córeczka będzie dobrze się rozwijała.
    Brak akceptacji wynika często z niewiedzy i błędnej oceny. Rodzina mojego męża całkowicie się odwróciła od nas, sporadycznie zjawia się babcia z prezentem z okazji…To przykre, ale nie mam wpływu na ich postępowanie, nie wiem, czym jest ono podyktowane…Nie wszyscy potrafimy trwać w trudnej sytuacji, bo-ja urodziłam chore dziecko, a oni mają chorą wnuczkę, przypuszczam, że ich postawa wynika z braku akceptacji. Pierwszy rok życia mojego dziecka był ciężki, ale byliśmy zdani tylko na siebie, oni stali z boku, w niczym nie pomagali…Dzięki temu mój starszy syn jest bardzo samodzielny, potrafi wszystko zrobić-wyprać, posprzątać , a nawet umie ugotować obiad-nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…
    Staram się wyzwolić z mojej córeczki wszelkie jej możliwości i zauważyć jej zdolności. Jestem gotowa na pracę z nią i dla niej…Jej nie można nie kochać! Jest wspaniała i śliczna, a jej oczka są równie piękne, jak oczy zdrowych dzieciaczków. Doceniam jej szczególną osobowość i wagę daru, który otrzymałam od Pana. Tak sobie myślę, że chore dzieciaczki powinny trafiać tylko do rodzin, w których będą w pełni akceptowane i kochane, pomimo swojej choroby…Niestety, to tylko moje pobożne życzenie…Często nie umiemy się zachować w obliczu tragedii i uciekamy daleko, by nie uczestniczyć w traumatycznych zdarzeniach. Nie trwamy obok, bo boimy się konfrontacji z tragedią, smutkiem, przygnębieniem. Osoby potrzebujące wsparcia i pomocy są obok nas…czasami potrzebują tylko rozmowy i trwania obok. To, tak niewiele, a jednocześnie tak dużo!
    Wszystkiemu winny jest egoizm, który jest przeciwieństwem miłości. Z różnych powodów jest, jak jest…wrażliwość i empatia to dar, ale i wartość obnażająca ludzką słabość. Współczesny świat promuje ludzi silnych, przebojowych i dążących do spełnienia wyznaczonych celów, którymi zwykle są materialne przedmioty. Daleka jestem od ferowania wyroków, czy kompleksowej oceny, ale mam prawo odnieść się do tego wycinka życia, jakim jest wychowanie. To wychowanie jest kluczem do sukcesu, bo kształtuje w nas postawy, motywy i wartości. Rozmowa jest drogą do poznania, dlatego rozmawiajmy z własnymi dziećmi, okazujmy im zainteresowanie ich sprawami i nie mylmy wolności z brakiem miłości.
    Zbyt dużo w ludziach buty, by z pokorą przyjmowali to, co Bóg im daje. Moje życie zawsze toczyło się wokół osób potrzebujących pomocy, wsparcia, czy opieki, dlatego mam troszkę inny ogląd rzeczywistości, bo wiele widziałam i doświadczyłam. Osobiste doświadczenia są prawdziwą lekcją życia i pokory.
    Tak sobie myślę, że w przypadku wszelkich nieszczęść zawsze możliwa jest cudowna interwencja Boga, dlatego w każdej trudnej sytuacji trzeba modlić się o cud. Biblia wskazuje nam takową możliwość, ale i wielowiekowa tradycja Kościoła. Być może wielu z nas może wskazać przykład z własnego życia, lub kogoś bliskiego, doświadczenia sytuacji, o której bez wahania powie: „to był cud”.To jednak dla nas, zwykłych śmiertelników, nadal jest ogromna tajemnicą…. Przecież zdarza się, że ktoś gorliwie modlący się o cudowną ingerencję Boga, nie otrzymuje tej łaski… Trudno też nam , ludziom ogarnąć rozumem boskie dzieło. Dokoła da się też słyszeć słowa smutku, nawet wyrzutu, kiedy ktoś modlił się o uzdrowienie, o uratowanie od śmierci dziecka, a nie został wysłuchany… Nie zawsze jest tak, jak sobie tego życzymy. Choroby, śmierć, to ciężkie emocjonalnie przeżycia i doświadczenia. Cierpienie dziecka, to zawsze cierpienie jego rodziców, ale i cierpienie Boga, który jest Ojcem Naszym.

    Nie jest Mu obojętny los małych niewinnych istot, umierających na oddziałach klinik pediatrycznych. Rodzice chorych dzieci modlą się i pielgrzymują do sanktuariów, więc, dlaczego nie otrzymują daru uzdrowienia? I to jest wielką tajemnicą . Owszem, możemy powiedzieć, ze Bóg lepiej wie, co jest dla człowieka najlepsze, ale w przypadku dziecka nie można mieć wątpliwości, że jego śmierć jest zawsze wielkim złem. Wielokrotnie czytamy w Słowie Bożym, że warunkiem wsparcia, ratunku jest wiara proszącego, ale znajdziemy też przykłady, kiedy ktoś otrzymał tę łaskę, mimo, że nie prosił, a stan jego wiry nie był najlepszy. Czasami łaskę cudu otrzymuje osoba, która się o to nie modliła, nie prosiła. Musimy zgodzić się z naszą bezsilnością i zaufać bezgranicznie Jezusowi, oddając mu swoje cierpienie. Słowa św. Pawła: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” ( Rz 5,20) dobitnie świadczą o bożej łasce.
    Inaczej rzecz ujmując, tam, gdzie rozwija się zło, tam jeszcze obficiej rozlewa się dobro. Zło jest konsekwencją grzechu, czyli efektem negatywnych wyborów człowieka. Wszelkie dobro czynione przez ludzi ma swoje źródło w Bogu. Człowiek, będący blisko Boga, jest w stanie uczynić wiele dobra w sytuacji największego zła.

    W przypadku każdego z nas chyba jest podobnie… Nadzieja jest tym, co nam pozostaje, jeżeli dzieje się coś złego, wtedy Bóg jest blisko nas, a Jego łaska zawsze jest potężniejsza od zła. Najważniejsze jest tylko zwrócenie się do Dobrego Ojca, ofiarowanie swojego cierpienia Jego Dobroci. Na wiele spraw i rzeczy, niestety nie mamy wpływu, ale możemy się bardzo starać, by uczynić wszystko dla zmiany tej sytuacji. Czuję podobnie, kiedy muszę wyjaśniać, że Pan Bóg nie jest mścicielem i nie karze nikogo, gdy zsyła mu cierpienia i choroby. Zwyczajnie sprawdza nasza wiarę i siłę, a wokół czyha tyle zła. Moja dobra znajoma, zawsze mówiła, że tych, których Pan Bóg kocha, doświadcza wielokrotnie. To ludzie interpretują sobie cierpienie, jako karę, zupełnie błędnie, bo, za co ma karać bezbronne dzieci?
    Każdy z nas ma swoja drogę do przejścia na tym świecie i ja wierze, że Pan Bóg kroczy obok nas tym szlakiem, asekurując nasze upadki, jest obok, razem ze swoja matką…
    Nikt nam nie gwarantował życia na tym świecie, jako sielanki i uładzonych dni w szczęściu, a wręcz przeciwnie, mówił nam, że będzie tu dużo łez, bólu i cierpienia. Ciężko z tym stanem się pogodzić i zaakceptować to, ale, kiedy już poprzez ojcowską miłość zrozumiemy cel i sens istnienia tu, na tym świecie, to będziemy umieli żyć. Wierzę też, że nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko czemuś służy. Poprzez chorobę mojej córeczki odnalazłam miłość bezgraniczną i bezwarunkową, wiem czym jest poświęcenie i oddanie, umiem prosić o wszystko, co jest konieczne dla jej dobra. Potrafię zrozumieć, że fizyczne zmęczenie nie jest takim wysiłkiem, jak ból psychiczny.
    Chciałabym, aby rodzice chorych dzieci potrafili, jak ja spojrzeć na swoje posłannictwo i dar dany od Boga…To trudne, ale wykonalne…
    Współczesny świat i czasy, w których żyjemy nie są przychylne katolikom. Wielu młodych ludzi deklaruje ateizm, bo tak jest łatwiej żyć, by nie narażać się na szyderstwa, docinki i śmiech. Mam wrażenie, że ten nasz katolicki kraj pogrąża się w marazmie, wygodnictwie i komercji. Trudno mi przyjąć te zasady, a raczej ich brak, za normy współczesności. Sama niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że dzieci chore genetycznie, czy nieuleczalnie, powinno się, jeszcze w stadium płodu poddawać aborcji, bo mamy wolną wolę i nie musimy się męczyć. Jejku, jak łatwo ferujemy wyroki i wydajemy opinię! Ostatnio nawet usłyszałam od młodzieży, że powinno być u nas, tak, jak w Holandii-wolność wszechobecna. Prawo do posiadania narkotyków, aborcji i eutanazji. Przerażenie mnie ogarnęło, bo takie rozumowanie, to tylko dowód na odrzucenie przez wielu wartości chrześcijańskich, albo zwyczajne wygodnictwo. Jesteśmy krajem katolików, więc ufam, że nam nie grozi to zniewolenie umysłów, mylnie nazywane wolnością.
    Kilka dni w tygodniu chodzimy z córcią na zajęcia rewalidacyjne i do logopedy, tam w poradni codziennie mijamy chore dzieci i ich rodziców. Różne są choroby i problemy tych dzieciaczków, wielu spośród tych rodziców jest zupełnie osamotnionych i zagubionych.
    Rodzina męża nie była przychylna narodzinom naszej córeczki, nawet słyszałam, że po co im ten problem był-mieli już wszystko poukładane : spłacony kredyt mieszkaniowy, zrobione różne fakultety i syna prawie dorosłego, więc nie rozumieli, dlaczego…Ja, bardzo chciałam, to była moja nawowa i mój pomysł…Sądziłam, że nasza córeczka odmieni nasze życie i może w jakimś sensie „uleczy” nasze życie… Pewnie trudno to zrozumieć…

    Moi dziadkowe, oboje już nie żyją, ale byli wspaniałymi osobami i szanującym się małżeństwem, Pan Bóg obdarzył ich siedmiorgiem dzieci…Nauczyli mnie tak wiele, a kiedy po śmierć ojca pomagali mojej mamie nas wychowywać, to wiedziałam, że to są najważniejsze osoby w rodzinie. Zawsze pamiętam o moim dziadziusiu i babuni, wspaniali i bardzo pobożni ludzie. Potem pracowałam w szpitalu, a kiedy wchodziłam na oddział internistyczny, to w każdej starszej osobie widziałam swoją babunię i dziadunia…Żal mi bardzo, że niektórzy są osamotnieni przez swoje rodziny. Zawsze powtarzałam, że wpierw rodzice mają dzieci, a potem, to dzieci mają rodziców-tak mnie wychowano. W rodzinie męża, niestety nie funkcjonuje ta maksyma, tu każdy żyje dla siebie, nawet nie utrzymuje się wzajemnie kontaktów, a wszystko opiera się o stan posiadania…Żal mi moich dzieciaków, że nie poznali prawdziwej miłości babci i dziadka, którzy mieszkają tuż o krok. Pamiętam też, jak umarł mój dziadziuś, a mój synek miał wtedy siedem lat i bardzo przeżywał jego śmierć. Mój dziadziuś nauczył go grać w szachy, miał zawsze czas dla niego i dużo z nim rozmawiał. Potem synek mój spierał się ze mną, że to był jego dziadziuś, bo ja jestem dorosła i nie mogę mieć dziadziusia. W pamięci mam obraz swoich dziadków i wiem, że kiedyś chcę by taką babunią, jak moja była…
    Świat pełen jest sprzeczności i absurdów, a nasze życie często nas zaskakuje stawiając przed faktem i wymuszając podporządkowanie się zastanemu stanowi…
    Sprawdzianem dla nas jest zawsze cierpienie. Często osoba cierpiąca zastanawia się, dlaczego mnie to spotkało, zarzuca Bogu, nie godzi się na to wyróżnienie. Wiele wokół cierpienia i bólu fizycznego, wiele chorób, w których musimy trwać. Cierpienie jest częścią tego świata i tego życia.
    Zauważmy, że ono towarzyszy nam od zawsze, bo rodzimy się w bólu i często w bólu umieramy…Choroba, która nas dotyka bezpośrednio wyzwala w nas niekiedy bunt, gniew, ale i często zmusza do refleksji i szukania sensu. Dzisiaj wiem, że sens jest w cierpieniu i chorobie. Nikt z nas, bez względu na stan posiadania nie jest odporny i wyłączony z kręgu potencjalnych cierpiętników i chorych. Pokora jest podstawą zrozumienia, akceptacji i pogodzenia się z losem. Czas szybko przemija, więc nie trwońmy go na rozważania, ale w zgodzie z wolą bożą żyjmy i świadczmy światu swoją postawą o miłosierdziu bożym. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i spraw nierozwiązywalnych! Należy tylko Mu zaufać, zawierzyć swoje życie Jego woli i trwać w modlitwie. Zaraz usłyszę głosy o dewocji i ascezie…To nie tak…Nie zakładajcie masek smutku i przygnębienia, umiejcie żyć i funkcjonować nie stając się przykrymi dla innych…Świat wokół boi się cierpienia, izoluje się, bo zwyczajnie nie umie się zachować wobec takich zdarzeń.. Wiem, co to znaczy pozostać w osamotnieniu z chorobą…Jednak widzę, że jest to forma obrony i ucieczki od problemu. Chyba lepiej nie szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego mnie tak doświadcza?…Przypuszczam, że każdy z nas ma jakieś swoje ciężkie, życiowe doświadczenia, a jak mawiał Ojciec Św. Jan Paweł II- każdy ma swoje „Westerplatte”…
    I jeszcze jedna refleksja…Przypomnijmy sobie, jak Pan Jezus w Ogrójcu się modlił… Wiedział, że nie uniknie cierpienia, ale wiedział też, że Jego nadzieją jest Jego Ojciec. Prosił o oddalenie kielicha goryczy, jak każdy człowiek bał się bólu i cierpienia…Następnie we łzach i z pokorą przyjął swój los-„Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Ojcze, jeżeli trzeba, chcę Twoją wolę wypełnić”. Dał nam wskazówki, jak postępować i jak przyjąć cierpienie. To trudne, pogodzić się z tym faktem, ale nie do nas należy nasze życie, jesteśmy tylko narzędziem w ręku Boga, więc -za wzorcem Jezusa, umiejmy przyjąć cierpienie i w oparciu o wiarę i wzmocnieni siłą bożą trwajmy. Pan Bóg nas nie opuści, jeśli sami nie odejdziemy od Niego…
    Tak sobie myślę o tym przeżywaniu cierpienia i bólu…
    Najgorsza w tym wszystkim chyba jest samotność. Osoby starsze i chore często przez swoich najbliższych są traktowane przedmiotowo i umieszczane w szpitalach, czy domach opieki. Nie komponują się do wnętrza, czy planu spędzenia wolnego czasu. Przykre, że nie szanujemy tych, którzy nas ukształtowali, poświęcili nam swoje życie i swój czas. Oczywiście mamy wytłumaczenie dla takiego postępowania…bo, mamy za małe mieszkanie, albo,… no przecież wszyscy pracujemy, czy… tam jej będzie lepiej-cisza, spokój. Właśnie ta cisza i ten spokój potrafią jeszcze bardziej działać destrukcyjnie na człowieka, który ma poczucie bezsensu swojego życia.
    Każdy z nas, kiedyś będzie stary i niedołężny, jeśli dożyje tego wieku, więc życzę wszystkim, by wychowali tak swoje dzieci, by potrafiły one w tym, trudnym czasie ofiarować swoim rodzicom cząstkę siebie, to i tak namiastka tego, co rodzice ofiarowali nam przez całe swoje życie.
    I tak w kwestii przemyśleń. Czy samotność bierze się z braku miłości? Czy też, brak miłości może zrodzić samotność?
    Nie wszystkie rodziny uczą dzieci miłości i szacunku, niestety. Zwykle jednoczymy się w obliczu traumatycznych zdarzeń i przeżyć, ale na co dzień, niekoniecznie pamiętamy o tym, co jest wartością w życiu.
    Brakuje mi postaci Błogosławionego Ojca Św. Jana Pawła II. Brakuje mi tej mądrości i atmosfery pielgrzymek do ojczyzny. Wtedy, potrafiliśmy być ze sobą i dla siebie, pomimo odmiennych poglądów, czy przekonań, ale i statusu społecznego. Pamiętaliśmy wtedy o bliźnich, chorych i cierpiących. Ufam jednak, że niebawem Ojciec Św. zostanie ogłoszony Świętym i na nowo rozpali serca Polaków dla żywej wiary.
    W okół jest wiele osób cierpiących, ale nie zamierzam się licytować z nikim, czy nowotwór jest cięższą chorobą… a może niedowład. Każda choroba jest codziennym zmaganiem się człowieka z jego ułomnościami i dyskomfortem. Zawsze najbardziej szkoda dzieci, bo one są bezbronne, ale właśnie one potrafią pięknie znosić ból. Widziałam, właśnie w CZD, jak bardzo te maluchy są dzielne, moja maleńka córeczka też była bardzo dzielna. Jej chorobę przyjęłam, jak dar, choć na początku był gniew i bunt, ale szybko się otrząsnęłam z tego i zrozumiałam, że to jest moje posłannictwo w tym życiu. Chcę też świadczyć wszystkim chorym i cierpiącym, że Pan Bóg jest miłosierny i opiekuńczy, że jeśli my nie zapomnimy o Nim, to On, nas nie zostawi samych z bólem. Każdy rodzic chorego dziecka, bardzo przeżywa jego ból i cierpienie, dlatego najlepiej zawierzyć wszystko Bogu i ofiarować Jego woli i opiece.
    I kolejne przemyślenia. To, co spotyka nas w życiu, nie jest zależne od nas, to Pan Bóg ma swój plan w stosunku do każdego z nas, a od nas zależy, czy będziemy umieli wypełnić swoje posłannictwo. Nikt z nas nie zna przyszłości, więc pokora jest kluczem do tego, co może nas spotkać w tym życiu. Właśnie kolejny raz dzięki życzliwym opiniom ludzi, uświadomiłam sobie, że ludzie są bezwzględni i nie mają szacunku dla ludzkiego cierpienia. Przykre, ale tak poczułam. Wczoraj był dzień osób z tą chorobą. Nikt, nikomu nie składa życzeń z tej okazji, zupełnie inaczej, jak w Dniu Dziecka. Już potrafię radzić sobie w trudnych sytuacjach, już nie zadaję sobie tych samych pytań: Za co? Dlaczego? Po co? Zrozumiałam, że tam „po drugiej stronie”,nie ma znaczenia ile kto ma chromosomów, czy jakie wykształcenie zdobył. Istotne jest tylko to, jakim jest się człowiekiem! Moja córeczka skończyła niedawno dwa latka, a ja dopiero teraz ją poznaję, jej upodobania i zwyczaje, ulubione kolory i bajki. Dużo czasu straciłyśmy, zmagając się wzajemnie z Downem i moim smutkiem, z beznadzieją i samotnością wokół. Wpatruję się często w śpiącą twarzyczkę swojej córeczki i widzę dwie osoby w jednej…Ona i Down…
    Moja córeczka i ten nierozerwalny towarzysz Down. Wobec wielu spraw jesteśmy bezradni-jak ja nie zmienię nigdy koloru skóry, czy długości nóg, tak ona nie pozbędzie się nigdy tego Downa. Możemy albo go polubić, albo z nim walczyć! Walka ta jest z góry skazana na porażkę, więc pozostaje nam polubić go i z nim trwać, bo jeśli zniszczymy jego, to zniszczymy też moją córeńkę. Skoro Pan Bóg naznaczył ją takimi stygmatami, to musimy dzielnie stawiać życiu czoła i wbrew wszystkiemu trwać! Świat nie jest zły, choć zdarzają się ludzie, którzy ranią słowem , czy gestem, cokolwiek mówią, to dla mnie moja córeczka jest najwspanialszym dzieckiem, maleńkim aniołkiem z trisomią 21 chromosomu …
    Wspieram jej rozwój i ciągle poszukuję nowych dróg, zawsze jednak ufam Bogu, że On jest miłosierny i kocha nas najbardziej, więc wszystko poukłada się w naszym życiu, bo On nam zawsze pomoże. Widzę, jak jest szczęśliwa moja córcia, bo wbrew światu i złym opiniom, ja też jestem szczęśliwa!
    Maluszku-uczysz nas wszystkich pokory i cierpliwości, a Twoje wychowanie, to nieustanna praca, której efekty cieszą niezmiernie. Teraz mogę powiedzieć sceptykom i tym, którzy stają na początku drogi wspólnego życia z chorym dzieckiem, że-życie z chorym dzieckiem może być normalnym, rodzinnym życiem, to, nie jest koniec świata, tylko początek czegoś bardzo ważnego.
    Współczesność, to szeroko rozumiana wolność, więc i Prawa Człowieka. Feministki domagają się legalizacji prawa do aborcji, bo obecny stan jest dla nich godzeniem w wolność osobistą i ograniczeniem tej wolności. Niestety, zdewaluowało się ludzkie życie poprzez liberalizm i właśnie, tę wolność rozumianą, jako brak ograniczeń. Aborcja to zbrodnia przeciwko Bogu i sobie, bo, jak żyć potem ze świadomością popełnienia takiego grzechu? Nie ma spraw i rzeczy nierozwiązywalnych! Często spotkałam się z pytaniem: czy robiłam badania prenatalne? Więc, tak-robiłam, ale niczego nie wykazały, a nawet jeśli, by wykazały, to cóż powinnam zrobić? Zabić upragnione dziecko, tylko dlatego, że jest chore?!Cóż za wygodnictwo i przedmiotowość w podejściu do najcenniejszego daru, jaki Bóg nam daje?!Oczywiście, w stosunku do mnie, Pan Bóg miał taki, a nie inny plan, więc moje przerażenie jest już okiełznane, moje złudzenia, że to pomyłka, też już są mrzonką. Oczywiście, że, nie tak miało być! W marzeniach widziałam swoją córeczkę, jako zdrową dziewczynkę… A teraz… Co? Na początku są łzy, całe morze łez i ból w sercu, ciężko patrzeć na uśmiechnięte matki zdrowych dzieci, gdy w każdej chwili możesz stracić swoje dziecko. Tak sobie myślę, że ten płacz był konieczny. Musiałam opłakać swoje dziecko, właśnie to, które było w moich marzeniach: zdrowe, idealne, rokujące, a które się nie urodziło. Skoro urodziło się inne, takie, które mi Pan Bóg ofiarował, chore z ZD, to muszę dla niego zrobić miejsce w swoim sercu. Każda matka i ojciec musi sam przez ten czas przejść,czasem kłócąc się z Bogiem. Kiedy już znajdzie się to miejsce w swoim sercu, to jest coraz łatwiej żyć, to zupełnie , jak z żałobą, po kimś. Skoro straciłam wymarzone dziecko, to teraz jest czas pogodzenia się z tym faktem i oswojenia tej choroby. Pewno, że na początku jest wypieranie jej faktu i zaprzeczanie. Tłumaczenie i wyjaśnienie sobie, że w naszych rodzinach nie było takich przypadków, że jesteśmy zdrowi…To, też jest oswajanie tej choroby. Potem są wyniki, które, niestety potwierdzają chorobę i nie dają nadziei. Każda rodzina przeżywa wtedy kryzys i to na różnych płaszczyznach, ale potem jest już łatwiej.

    Ta mała istotka, bardzo krucha i drobna, jest drogocennym darem od Boga dla mnie, niezależnie od tego, jak postrzegają to inni, nieświadomi i butni. Ten dar daje ogromną szansę, bym mogła pokonać jeden z grzechów głównych-moich i tego świata-pychę.
    Moja córeczka nie ma w sobie pychy, dostrzegam to i widzę również, że ona czuje już, że „jest trochę inna”. Wie, że nie dobiegnie pierwsza do piłki, ale za to z zaangażowaniem i determinacją do tego będzie dążyła. Wszystko to dostrzegam w jej mądrych oczkach. I, tak sobie myślę, że ona wcale nie mus mi udowadniać, że dorówna innym dzieciom, bo kocham ją, taką, jaka jest. Ona to czuje i odwzajemnia tę miłość, każdym gestem, czy spojrzeniem. To ona bardzo chce robić wszystko ze mną, cho bardzo nieporadnie i niezręcznie jeszcze, jest wszędzie i chce brać udział we wszystkim, co dzieje się w domu…Jest pełnoprawnym uczestnikiem każdej wielkiej i małej rzeczy w naszym domu. Życie nie mus toczyć się wokół niej, ona nie musi stać na piedestale, jest za to częścią życia zwyczajnego, odświętnego, małego i dużego, a nasze rodzinne życie dzięki tej istotce jest pełne ciepła. Choć choroba naszej córeczki jest nowością dla otoczenia i dla nas, to dla niej jednak, to naturalny stan. Prosto z nieba bajeczka spłynęła i małej dziewczynce do snu nuciła…
    Nad ziemią wysoko, unosi się niebo, tam dzieci czekają na przyjście na świat…Aniołowie się nimi opiekują i do snu bajeczki opowiadają…Jest anioł rozsiewający śmiech, całymi dniami dzieci rozśmiesza, żeby przyszedłszy na ziemię, były radosne i umiały się śmiać…Inny, anioł je przytula, otacza miłością i przyjaźnią, by skoro się narodzą, na ziemi miały otwarte serduszka i umiały kochać… Anioł krawiec-szyje ubranka…Anioł-kucharz, pysznie gotuje… Jest też anioł spacerowicz, ten ostatni, jest bardzo roztargniony i czasem pośród chmurek, nie upilnuje jakiegoś dzieciaczka, a ono ze strachu, że się zgubiło staje się dzieciątkiem wymagającym więcej uwagi…To dziecko, na Ziemi będzie miało etykietę niepełnosprawnego, a w niebie jest po prostu dopieszczane… Z czasem w tym dziecięcym niebie robi się tłoczno i wtedy najważniejszy anioł zwołuje dziec gotowe do wyjścia do wielkiej komnaty, na środku, której stoi luneta. Dzieci kolejno podchodzą spoglądają na Ziemię i wybierają sobie rodziców. „O…Ta drobna blondynka i ten łysawy pan-będą moimi rodzicami…A moimi, ta pani, co tak ładnie śpiewa i ten pan, który, jak śpi, to chrapie…A moimi, ta para, oni zawsze są razem…”
    Gdy, już każde dziecko wybierze rodziców, anioł kolejno prowadzi je do łona mamy, ale zanim je sprowadzi na ziemię, to kładzie palec na ustach każdego dziecka i mówi-”ciiiiiii, nie mów nikomu na Ziemi, jak tu jest”. Po palcu anioła, między nosem, a górną wargą pozostaje blizna, w postaci małego dołka. Czy moje dziecko ma taki dołek? Ma, oczywiście, że ma!!!
    Urodziło nam się dziecko z zespołem Downa…Nasze dziecko, to ono nas wybrało!
    Obiecałam sobie, że dla mojej córeczki przetrwam wszystko i nie poddam się! Znowu ludzkie gadanie i nietaktowne słowa o mojej córeczce sprawiły, ze miałam ochotę krzyczeć światu, że nie można w ten sposób! Spacerowałam z nią po Rynku, gdy usłyszałam, jak matka do syna i męża mówi, żeby spojrzeli na moją córeczkę, „o…ona chyba ma Downa?! „
    W głosie było zdziwienie i wielkie odkrywcze spostrzeżenie! Wszyscy obejrzeli się w stronę mojej córeczki, a ona z uśmiechem, przecudnym na buzi robiła im „papa”.Przykre są takie sytuacje, ale tego akurat nie uniknę, a z czasem muszę się do tego przyzwyczaić…Wydawało mi się, że jestem odporna na ludzie gadanie i szepty, czy wpatrzony wzrok ludzi w moje dziecko, a jednak niekoniecznie potrafię radzić sobie z tą nachalnością spojrzeń i nietaktownymi komentarzami.
    Tak sobie myślę, że zachowanie ludzi można porównać do sposobu ubierania się. Niektórzy mają swój styl: śmieszny, niemodny, nawet brzydki. Z pewnością widzieliście na ulicy dziwaka, jak napotykam taka osobę, to zastanawiam się, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, że z nią jest coś nie tak? Chyba nie, bo skąd miałaby to wiedzieć? Podobno, o gustach się nie dyskutuje, jak mawiali starożytni Rzymianie, ale czasami zdziwaczenie jest zbyt duże, żeby nad tym przejść do porządku dziennego. Reakcja ludzi jest różna, bo: jedni wyśmiewają, inni udają, że nie widzą, współczują,cieszą się, że ich to nie dotyczy lub nie interesują się tym, bo to nie ich sprawa. Ale nikt życzliwie nie da znać, że coś nie gra. Wobec ludzi innych, nasze zachowanie właśnie jest takie…Zwykle nikt nic nie mówi wprost, ale zachowuje się właśnie tak, jak wobec tego wspomnianego dziwaka. Tak sobie myślę, że gdyby ten dziwak zaczął pytać ludzi, co z nim jest nie tak, to może spotkałby życzliwą osobę, która podniesie ją na duchu w kwestii mody, która doradzi w co się ubrać, a może szczodrą osobę, która kupi mu nowe ubranie…Tak się pewnie dzieje tylko w bajkach. Zwykle ludzie nie wiedzą, jak się zachować wobec inności, bo jej nie znają i nie rozumieją. Boja się też o swoje dzieci, żeby się nie zaraziły…Ktoś powie, że te szepty i te spojrzenia nie bolą, więc, cóż się stało?!
    Otóż stało się! Boimy się nieznanego i mówimy, choć niewiele wiemy.
    Podobno, aby zapalić ogień, trzeba samemu płonąć. My-rodzice chorych dzieci każdego dnia płoniemy dla swoich dzieci, bo tak bardzo zależy nam na zapaleniu ognia. Każdy z nas ma pewnie złe dni wżyciu, ale to od nas zależy, czy ten czas będzie tylko chwilą w naszym życiu, czy wiecznym trwaniem w smutku. Skoro choroba ta jest już wpisana w nasze rodzinne życie, to nie musimy nadawać jej szczególnego znaczenia poprzez swoje zachowanie.
    W końcu choroba jest tylko zadaniem do wykonania, choć wpisanym w życie, ale zadaniem, można więc po takich sytuacjach zaczynać na nowo dostrzegać i postrzegać, że w końcu-nic się nie stało!Jest takie proste działanie matematyczne, które warto zastosować: „dzielone radości, są podwójną radością, a dzie

  3. W końcu choroba jest tylko zadaniem do wykonania, choć wpisanym w życie, ale zadaniem, można więc po takich sytuacjach zaczynać na nowo dostrzegać i postrzegać, że w końcu-nic się nie stało!Jest takie proste działanie matematyczne, które warto zastosować: „dzielone radości, są podwójną radością, a dzielone smutki są połową smutków”.
    Narodzenie dziecka niepełnosprawnego w rodzinie można przyrównać do podróży, której cel okazał się inny niż planowany. Mieliśmy właśnie odbyć piękną podróż do urokliwych Włoch, gdzie planowaliśmy zwiedzanie, mnóstwo atrakcji każdego dnia. Kupiliśmy przewodniki i książki o przepięknej Italii, ale nasz samolot zmienił kurs i niestety wylądował w Holandii… Zupełnie, nieoczekiwanie dowiedzieliśmy się, że teraz już zawsze będziemy żyć właśnie tu- w Holandii. To zupełnie inny kraj, choć malowniczy i z mnóstwem wiatraków, ale zimny i nieznany nam całkowicie. Inni nasi znajomi będą wracać z wycieczek do Włoch i opowiadać nam o wrażeniach, ale my już zawsze będziemy trwać w tej Holandii… Z czasem dostrzeżemy też jej piękno ukryte w malowniczych widokach pól tulipanów i wiatrakach, no i poznamy zwyczaje i trudny język rodaków Rembrandta… Czasem tylko, w samotności i ciszy serca będziemy tęsknili za widokami przepięknej Italii.
    Wiem, jak bardzo mi było trudno wypowiedzieć słowa „moje dziecko ma zespół Downa”, nawet w myślach. Wiem, jak bardzo boli widok zdrowych dzieci z roześmianymi rodzicami na spacerze.
    Ja, to wszystko przeszłam i doświadczyłam, odmierzając łzami spływającymi po policzkach dnie i noce. Teraz jest mi już łatwiej, dzięki miłości bożej i opiece Mateczki wiem, że można tak kochać dziecko, ze fakt, ze ma ZD, nie ma znaczenia. Przyszedł ten moment, że zrozumiałam to poprzez te rozmyślania, modlitwę i łzy. Śmiech mojej dwulatki, rezolutnej i sprytnej dziewczynki, rozbrzmiewa w całym domu, jakby ktoś porozrzucał maleńkie dzwoneczki po podłodze.
    Dzisiaj umiem się na nowo śmiać, nie pogrążam się w smutku, ale dzięki Mateczce poukładałam na nowo swoje życie, wierzę, że wspólnie poradzimy sobie ze wszystkim, a ludzkie gadanie z czasem nie będzie miało żadnego znaczenia. Moja mała córeczka nauczyła mnie tak wiele-umiem już cieszyć się chwilą i dostrzegać szczegóły. Każdego dnia uczę się mojej córeczki. Teraz widzę, że właściwie, to różnię się troszkę od rodziców zdrowych dzieci, bo ja w pewnym sensie, znam przyszłość swojej córeczki już dzisiaj…Mimo wszystko myślę, że, ten plan, wcale nie jest taki zły.
    Nasza córeczka rozkochała nas w sobie, a każdy jej gest, uśmiech, spojrzenie, sprawia, ze jesteśmy szczęśliwymi rodzicami.

  4. Odmawiam NP drugi raz i ciesze sie, ze tym razem przychodzi mi to latwiej. Za pierwszym razem bardzo sie nameczylam, ale z pomoca Boza ukonczylam.
    Mam teraz inne nastawienie, a mianowicie zgadzam sie na Wole Boza w tej intencji. Bedzie tak, jak Pan Bog zechce.
    Intencja mojej pierwszej nowenny nie zostala wysluchana i potem czulam gorzkie rozczarowanie. Teraz jest inaczej: moja intencja nie musi byc spelniona i ciesze sie, ze mam takie nastawienie.
    Biore sobie jako przyklad slowa Matki Bozej: „Oto ja sluzebnica Panska, niech mi sie stanie wedlug Woli Twojej”. Zwiastowanie jest jedna z moich ulubionych tajemnic 🙂

  5. Szukajaca prawdy! Ciesze sie ze podjelas sie drugiej nowenny mimo ,nie spelnionej intencji.Matka Boza napewno nie zostawi Ciebie samej .

  6. Dawno tu nie zaglądałem. Właśnie kończę druga nowennę. Sprawa o która się modlę pogorszyła się. Przyznaje ze w tej drugiej nowennie dodałem pewną dodatkowa prośbę, która też była powiązana z główną sprawą. o dziwo spełniła się bez wpływu na pierwsza rzecz. Mnie martwi jednak co innego. Boję się ze moja nowenna jest pewną monotonią, odmawiam, ale niemal „automatycznie”. Mam wrażenie ze cała moja wiara oparta jest na tej mojej trudnej sprawie, gdyby jej nie było, może nawet w ogóle bym się nie modlił? Gdy odmawiam modlitwę, próbuję się skupić, nie myśleć o byle czym, jednak wychodzi mi to dopiero, kiedy sobie przypomnę co mnie boli i o co proszę Boga . Staram się być wdzięczny Stwórcy za wiele spraw, aby moja modlitwa nie składala się jedynie ze słów „proszę, błagam”. Ale w całej modlitwie albo górę bierze ta moja intencja albo przysłowiowe”niebieskie Migdaly”. Nawet na Pielgrzymce do Częstochowy, czy bez tego problemu doszedłbym w ogóle do końca?
    Druga rzecz, to właśnie ta moja sprawa, o która się modlę. Gdy czytam posty innych odmawiających nowennę, trochę głupio się czuje, ze stworzyłem sobie problem z tak idiotycznej sprawy, w porównaniu do problemów pozostałych użytkowników. Może po prostu mam za lekko w życiu? Nie miałem jeszcze prawdziwych kłopotów? Mam 17 lat więc wiem ze jeszcze sporo mnie czeka. Jednak takie przemyslenia nie dają mi otuchy, nadal raz zaciskam zęby a raz zalewam Się łzami i modlę się o pomoc.
    Boję się gdy odczuwam ulgę, gdy przez chwile nie martwi mnie ta sprawa. Bo właśnie wtedy w modlitwie brakuje mi skupienia…

    Chciałbym aby moja modlitwa nabrała trochę… Barw. Nie chodzi teraz o spełnienie intencji, ale o to żeby ta modlitwa miała wnetrze, głębsze podparcie…
    Z Bogiem

    • Witaj! Niepotrzebnie się obwiniasz i porównujesz z innymi. Na ten czas i na tu i teraz Twoje problemy są właśnie takie, co nie znaczy, że mniej istotne niż innych osób. Piękne jest to, że modlisz się, że jesteś zdeterminowany i wytrwały. Tęsknisz za wielkim przeżywaniem i emocjami i obwiniasz się, że Twoja modlitwa jest odmawianiem zdrowasiek. To naturalne, ale też nie zawsze jest tak, jak sobie życzymy. Staraj się wyciszyć emocje i nie czekaj na gromy z nieba i fajerwerki, modlitwa, to cisza, skupienie, trwanie i rozmowa, czasem monolog…Zapraszam Cię na stronę forum, tam będzie możliwość pogadania z innymi, nie tylko Ty masz taki problem, nie tylko Ty, tak odczuwasz. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wytrwałości w modlitwie.

  7. Do Ziuta, odmówiłam kilkanaście w różnych intencjach i też nic nie wyprosiłam. Wierzę ciągle że to nie ten czas. 🙂 Chociaż ostatnio jest iskierka nadziei, moje życie wychodzi jakby na prostą ale strasznie wolno to trwa a latka lecą.

  8. Moja intencja tez sie nie spelnila, ale wierze w to, ze moja modlitwa zostala wysluchana. Pan Bog dal mi to, co jest dla mnie lepsze, niz wysluchanie mojej intencji. Nie wiem, co to jest, ani nie wiem, co On uznal za lepsze od wysluchania tej intencji. Modlilam sie o uwolnienie z alkoholizmu mojej mamy…
    Bog wie, co jest dla nas dobre i trzeba mu zaufac. Jezeli w naszej intencji nie ma zmian na lepsze, nie nalezy sie zrazac, lecz uwierzyc w Boza dobroc i w Jego niezbadane drogi. Intencja moze byc pozornie niespelniona, ale za to dostajemy inna łaske. Nawet jezeli wydaje sie, ze zupelnie nic sie nie dzieje, uwierzmy w niewidzialne dobro, ktore otrzymujemy poprzez nasza modlitwe.

    • „Uwierzmy w niewidzialne dobro” – nie widzialne dobro nie istniej, to tak jak by powiedzieć dostałam coś ale nic nie dostałam, zostałam uzdrowiona ale nadal jestem chora, mam coś ale tego nie mam. Oszukiwanie samego siebie. Może lepiej stanąć w prawdzie i powiedzieć, nie ma skutecznej modlitwy, a nowenna Pompejska nie jest gwarancją, że zostaniesz wysłuchany. Zamiast wmawiać wszystkim, że to nowenna nie do odparcia i że nie znane są przypadki by ktoś nie został wysłuchany. Jest tyle ludzi, którzy w to uwierzyli, a to nie prawda. Nie jestem przeciwko Matce Bożej ani Świętemu Różańcu, ale sianiu propagandy, że to taka skuteczna modlitwa. Nie czuję się oszukana przez Matkę Bożą ale przez tych, którzy w ten sposób rozszerzają informacje o tej nowennie. Pozdrawiam

      • Droga Ziuto, pełno w twoich słowach goryczy i zalu skierowanego do ludzi. A przecież obietnica zwiazana z nowenna pmpejanska to słowa Matki Bożej, nikogo innego. Dała Ona taka obietnice światu: ktokolwiek będzie prosić o łaski poprzez odnowienie trzech nowenn dziekczynnych i wcześniej trzech blagalnych, otrzyma je.

  9. Droga Szukająca prawdy!
    Bardzo podziwiam Twoja postawę ,masz rację ,my nie wiemy tego co dla nas lepsze ,modlitwa moze nie jest od razu wysluchana tak jak my to sobie wyobrazamy ,ale Pan Bóg nas kocha i napewno nie zostawi . Wierzę głęboko ,że uwolni Twoja mamę ,tylko trzeba zaufać .
    Pamietam o Tobie w moich modlitwach cały czas .
    Pozdrawiam

  10. Wczoraj zakonczylam swoja druga nowenne. Ciesze sie, ze wytrwalam, choc bylo pod koniec bardzo ciezko. Nawet ostatniego dnia mialam pokuse, zeby zrezygnowac. Podczas tej nowenny nie bylam taka skrupulatna, jak przy pierwszej, tzn. staralam sie odmawiac ja poprawnie, ale nie zawsze to sie udalo. I nie martwie sie tym. W moim przypadku to nawet dobrze – zazwyczaj jestem zbyt dokladna, taka perfekcjonistka.

  11. I jeszcze powiem przekornie i zadziornie, ale pol zartem pol serio, ze skoro Matka Boza czasem tez nie jest dokladna w spelnianiu prosb, to ja moge byc niedokladna w odmawianiu nowenny 😉

  12. Witam. Wasze słowa wywołują u mnie łzy wzruszenia. Dziękuję za wszystkie świadectwa. U mnie sprawa wygląda nietypowo, a mianowicie modliłam się o poznanie woli Boga, lecz niestety dalej jej nie rozeznałam. Odmówiłam Nowennę w intencji szczęśliwego życia u boku pewnego chłopaka, który niestety nie mieszka w moim mieście. W pierwszym dniu części dziękczynnej tenże chłopak podpisał umowę z pewną firmą, dzięki której będzie częściej w moim mieście. To było dla mnie zaskoczeniem, ale później nie działo się nic. Pogubiłam się. Z jednej strony Bóg dał człowiekowi wolną wolę a z drugiej Nowenna ma być zgodna z wolą Boga. Już nie wiem co mam o tym myśleć. Mógłby ktoś mi pomóc? Błagam.

    • Witam Magda. Wolą Dobrego Boga Ojca jest byś Ty była szczęśliwa, więc zrób wszystko żeby spełnić swoje marzenia. Kto by poznał wolę Boga wobec siebie to tak jak by poznał swoją przyszłość, tak łatwo nie ma, zawsze istnieje ryzyko, że się pomylimy. Nawet jak ktoś czuje powołanie np. do kapłaństwa, podejmuje decyzje nie będąc pewnym na 100% czy to jest to i co się po drodze wydarzy. Bóg za nas nie podejmie decyzji bo mamy wolną wole, On tylko może czuwać nad nami, zdarza się, że interweniuje w ostateczności kiedy człowiek za bardzo się pogubi. Po pierwsze musisz wiedzieć czego Ty chcesz, po drugie czy to co chcesz jest dobre (zgodnie z przykazaniami, zgodne z wolą Bożą), a potem to Ty musisz podjąć decyzje tak albo tak i wziąć za tą decyzje odpowiedzialność. Niech Bóg Ci błogosławi 🙂

  13. Błagam czy ktos moze mi wytłumaczyc jak odmawiac nowenne,
    sprawdzałam na internecie trwa 54 dni. Każdego dnia przez te 54 dni odmawiamy trzy części Różańca Świętego (Radosną, bolesną i chwalebną)
    czy mogłby mi ktos wytłumaczy jak sie modlic na rozancu
    czy trzeba odmawiac 5 dziesiatek na rózancu czy 15
    bardzo dziekuje

  14. Przez przypadek dowiedziałam się o Nowennie Pompejańskiej. Zaintrygowała mnie, wobec czego postanowiłam dowiedzieć się m.in. w jaki sposób trzeba odmawiać tę Nowennę. Po przeczytaniu modlitw (w szczególności modlitwy części dziękczynnej Nowenny) wyczułam bardzo dobre, miłe, pełne dobroci wrażenie. Postanowiłam więc odmawiać NP. Nim jednak zaczęłam ją odmawiać, miałam obawy i wątpliwości, że nie podołam, że nie wytrwam do końca (tj. do 54. dnia). Lecz jednak coś mnie ponaglało, żebym już – w ten konkretny dzień – zaczęła ją odmawiać. I tak też uczyniłam. I przyznam szczerze, że odmawianie tejże Nowenny nie było dla mnie szczególnie trudne (potrafiłam się skupiać na rozważaniu tajemnic Różańca; jakkolwiek jednak miałam też i takie momenty, kiedy miałam rozproszone myśli, ale starałam się je jakoś odganiać).
    W międzyczasie wspomniałam moim znajomym i krewnym o NP, niejako zachęcając ich do jej odmawiania.
    Przyznam szczerze, że Nowenna ta ma ogromną moc. Np. mojej koleżance już po kilku dniach od odmawiania Nowenny niespodziewanie ziściło się pewne długo oczekiwane marzenie (mimo że modliła się w innej intencji) 🙂 Z kolei moja babcia odmawiając Nowennę czuje – tak jak ja – ogromny spokój, a także otrzymuje siłę do znoszenia choroby.
    Co do mnie, to NP skończyłam odmawiać ponad tydzień temu. Odmawiałam ją w pewnej intencji. Modlitwa w dużej mierze została wysłuchana, lecz dopiero w niedługim czasie wszystko w pełni się wyjaśni co i jak. A choćby nawet, gdyby nie spełniło się to o co prosiłam Matkę Bożą podczas odmawiania Nowenny, to i tak nie zniechęciłabym się. Ona wie, co jest dla mnie teraz pożyteczniejsze. Poza tym jestem Jej ogromnie wdzięczna za łaski, które otrzymałam podczas odmawiania Nowenny, a w szczególności za ten spokój, który odczuwam w mojej duszy…
    Od kilku dni znów zaczęłam odmawiać NP; tym razem nie w mojej intencji, lecz w intencji za kogoś.

    Mam takie wrażenie, że odmawianie codziennie wszystkich tajemnic Różańca jest tak jakby magnesem przyciągającym ku Matki Bożej i Panu Bogu. Dzięki Nowennie można czerpać taką radość wewnętrzną, ciszę i spokój. I ta świadomość, że Oni są wśród nas, mimo że w rzeczywistości Ich nie widzimy, ale dzięki wierze i ufności możemy odczuwać Ich obecność i opiekę nad nami.
    Chciałam tu jeszcze dodać, że łaski zawdzięczam również dzięki świętym, do których się zwracałam (oprócz NP odmawiałam również modlitwy i nowennę do św. Rity i do św. Josemarii Escrivy), a oprócz tego często się zwracam do Pana Jezusa słowami: „Jezu ufam Tobie. Jezu, Ty się tym zajmij.”
    Kiedyś byłam trochę wątpiąca, lecz teraz zauważam, że z biegiem czasu nabieram większej ufności i wiary, i coraz bardziej kocham Pana Boga i Matkę Boską.

    Z Panem Bogiem

  15. Odmówiłam 3 nowenny: pierwsza w intencji budowy domu, i dwie o uporządkowanie spraw zawodowych. Pierwsza intencja została spełniona po 7 -u dniach, Chodziło o to, że Urząd Miasta zaplanował budowę szkoły na naszej działce przeznaczonej pod budowę domu . Kiedy się o tym dowiedziałam zaczęłam odmawiać Cudowną Nowennę pompejską, bowiem w tym dniu przez przypadek dowiedziałam się od znajomej o NP. Po 7 -u dniach doszło do spotkania z panem Prezydentem i okazało się że już wszystkie plany zagospodarowania terenu są zmienione. Dwie następne nowenny zostały spełnione po I ej części odmawiania. Jena osoba otrzymał alepszą pracę, a druga nie została zwolniona, pomimo, że była na wypowiedzeniu. Obecnie odmawiam czwartą Nowennę w o to, aby mój syn wybrał żonę w katolickiej wierze.Bardzo wierzę w odmawianie Nowennę Pompejską i polecam wszystkim. Jeśli nie od razu to na pewno kiedyś Matka Boża Pompejska spełni nasze prośby. Ufam jej, bo ona wie najlepiej co nam potrzeba. Dziękuję bardzo kochanej Mateńce Pompejskiej za wszystkie otrzymane łaski, bo i codziennie różne mi zsyła. Takie, że czasem sobie , bym nie poradziła, a z jej pomocą wszystko idzie mi łatwiej. Pojawia się problem. Myślę i wzdycham o pomoc i ostatecznie problemy znikają. Czuję się lepiej, spokojniej. Zapomnę czegoś. Obywa się bez tego. Spotykam różnych ludzi, którzy mi dobrze radzą. Jeszcze raz dziękuję Ci bardzo kochana Mateńko Pompejska. Nie jestem godna Twoich łask.
    Agnieszka

  16. Chciałam podzielić się swoim świadectwem. O nowennie dowiedziałam się rok temu. Natrafiłam na nią zupełnie przypadkiem w internecie i postanowiłam ją odmówić. Nie wiedziałam czy podołam bo modlitwa ta jest trudna. Modliłam się w intencji pracy. Wtedy pracowałam, ale moja umowa miała się kończyć. Otrzymałam łaskę w postaci kolejnej umowy o pracę na kolejny rok. I sytuacja znów się powtarza a ja znów postanowiłam odmówić nowennę. Moja umowa się kończy, nie wiem co będzie dalej, ale w trakcie odmawiania nowenny Matka Boża sprawiła, że czuję spokój, którego nie czułam wcześniej. W trakcie odmawiania pierwszej nowenny stało się tak samo. Mimo iż nie wiem jak sytuacja się rozwinie, wierzę, że Matka mi pomoże. Jestem bardzo wdzięczna za wszystkie dotychczas otrzymane łaski, modlę się dalej i mam nadzieję, że wszystko wędzie dobrze.

  17. Witam!
    O Nowennie Pompejanskiej dowiedzialam sie ze strony Pudelka. Troche to dziwne, ale skuteczne. Wydaje mi sie, ze natknelam sie na nia w odpowiednim momencie zycia. Dlatego, ze brakowalo mi wiary, nie tylko w Opatrznosc Boza, ale takze i wiary w siebie. Kiedy zaczelam odmawiac modlitwe bylam naprawde w wielkiem dolku. Martwilam sie o mojego brata, ktorego zycie osobiste nie nalezy do udanych a ja nie moglam mu w zaden sposob pomoc. Postanowilam modlic sie w jego intencji. Juz na samym poczatku odmawiania modlitwy poczulam ogramna ulge, doslownie tak, jakby kamien spadl mi z serca. Dowiedzialam sie takze, ze w zwiazku mojego brata coraz lepiej sie uklada. Jednakze w polowie odmawiania modlitwy rozpoczely sie problemy w pracy. Czulam sie przez to coraz gorzej i chcialam odejsc. Zaczelam watpic w moc modlitwy, ale nie poddalam sie. Zaczelam nawet chodzic do kosciola ( nie chodze do kosciola od 4 lat) i rozpowszechniac Nowenne Pompejanska. I nawet, jesli znajomi sie ze mnie smieja ( o co ja sie tak modle itd.), nie obchodzi mnie to. Nie mam sie czego wstydzic i kontynuuje modlitwe. Jestem szczesliwsza i wiem, ze nie mozna sie poddawac. Nawet, jesli rezultat mojej modlitwy nie jest taki jak oczekiwalam (byc moze jeszcze nie teraz) to otrzymalam od Matki Boskiej dodatkowe Laski, a mianowicie czeka mnie awans w pracy. Nie sadzilam, ze to nastapi, bo naprawde chcialam odejsc. Jak widac, nie zawsze dzieje sie tak, jak chcemy. Bog ma dla nas jakis plan, niekoniecznie zgodny z naszymi oczekiwaniami. Wierze w moc modlitwy, inawet jesli jest mi ciezko stawiac opor przeciwnosciom losu, zawsze moge zwrocic sie do Matki Boskiej o pomoc. Dziekuje.

  18. Gorąco zachęcam do odmawiania nowenny. Kiedy byłam w bardzo trudnej sytuacji życiowej właśnie ta modlitwa różańcowa pomogła i problem rozwiązał się we wspaniały sposób. Pozdrawiam.

  19. Chwala, Czesc Uwielbienie Matce Pompejanskiej !
    Kilka razy odmawialam Nowenne Pompejanska i doswiadczylam cudownych uzdrowien.Zostala uzdrowiona moja siostra z nieuleczalnej choroby dla medycyny depresji i tez ja doswiadczylam cudu uzdrowienia w moich problemach zdrowotnych.Wiecej dostalam prace o ktora prosilam na ktora troche czekalam, ale warto i kilka innnych…Maryja zawsze wysluchuje wiara, pokora i cierpliwosc jest wazne w odmawianiu tej nowenny.Z Maryja wszystko a tym bardzej modlitwa tylko checi.

  20. Witam!
    O tej nowennie dowiedzialam sie wczoraj i od razu ja zaczelam. Jestem w bardzo trudnej sytuacji, dwa lata temu maz wyprowadzil sie z domu i nasze malzenstwo wlasciwie sie skonczylo. Wpadlam w straszna depresje, chcialam poprostu umrzec. Modlilam sie bardzo bardzo duzo, dawalam na msze i chodzilam do kosciola. Po roku czasu, jakos sie tak niby „zeszlismy”, ale on nadal mieszkal osobno, i ja osobno, taki dziwny uklad. Bardzo mi zalezalo, wiec na wszystko przymykalam oczy bo bardzo mi zalezy zeby to malzenstwo uratowac. Bylo nawet „ok”, oczywiscie nie to jakbym chciala, ale jakos tam to akceptowalam. On odwrocil sie od kosciola, jest bardzo zestresowany, zamkniety w sobie, zdystansowany do wszystkiego. Nikt by nawet nie uwierzyl jak bardzo sie staralam zeby go jakos otworzyc, zmienic, zebysmy znowu byli rodzina. Od 3 tygodni znowu zmienil sie nie do poznania (na gorsze). Wczoraj znalazlam ta nowenne. Czytalam duzo komentarzy, jedni pisza ze otrzymali laski i od razu mam nadzieje inni ze zuplenie nic i nadzieja odchodzi. Ale napewno wiem ze wytrwam do konca tej nowenny.
    W pewnym momencie wpadlam w taki dol, ze biegalam od wrozki do wrozki, wiem ze to nie jest dobre ale kiedy mialam moment zalamania poprostu musialam isc. Obiecalam sobie teraz ze w czasie tej nowenny chocby sie walilo, nie pojde, ze naprawde sprobuje zaufac Maryji. Prosze o modlitwe w mojej intencji. Bog zaplac.
    Pozdrawiam

    • wszystko sie ulozy. zobaczysz 🙂 modlitwa nazywa sie nowenna nie do odparcia wiec wystarczy sie modlic i zaufac Matce Bozej 🙂

    • Dobrze by było, żebyś poszła na mszę świętą o uwolnienie lub zgłosiła się do najbliższej Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym na omodlenie od zniewolenia przez wróżki. Niech Maryja wysłucha i zaniesie do swojego syna Twoja intencję a Ty jej zaufaj bezgranicznie. Polecam Cię opiece o. Pio.

  21. Witajcie, chciałabym zaświadczyć o skuteczności tej Modlitwy. Dziś spotkała mnie miła niespodzianka, którą zawdzięczam wstawiennictwu Matki Bożej 🙂

  22. Chciałabym się z Wami podzielić moim doświadczeniem podczas odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Pierwszy raz przeczytałam o niej w internecie ponad miesiąc temu kiedy rozstałam się z chłopakiem, którego bardzo kocham, ponieważ pęd za pieniędzmi zupełnie go zaślepił. Byłam załamana. Na tę stronę trafiłam przypadkiem. Teraz jestem pewna, że to nie był przypadek. Pomyślałam, że poproszę Maryję, jeśli to możliwe, żeby pomogła nam odnaleźć na nowo drogę do siebie, obdarzyła nas piękną i mądrą miłością. Zawierzyłam jej całkowicie.
    Nowennę rozpoczęłam 27 października. Z dnia na dzień modląc się odczuwałam coraz większy spokój w sercu. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale pomimo bólu po rozstaniu czułam, że Maryja nas nie zostawi, że nam pomoże, a modląc się odczuwałam spokój. Prosiłam Maryję by pokierowała mną, bym potrafiła postąpić mądrze wobec tego rozstania. Dałam czas mojemu chłopakowi na przemyślenie sytuacji, bo czułam w sercu ze tak właśnie powinnam zrobić. Po 3 tygodniach od rozstania mój chłopak odezwał się do mnie, powiedział wtedy że przestał pracować na 2 etaty. Dziękowałam Maryi za to ze się opamiętał i zrozumiał ze pieniądze nie są najważniejsze i modliłam się nadal. Po kilku dniach poczułam że teraz ja powinnam wyciągnąć do chłopaka rękę. Nosiłam się z tą myślą jeszcze trochę ale modlitwa utwierdziła mnie w przekonaniu że tak właśnie powinnam zrobić. Zadzwoniłam. Poczułam jak mój chłopak bardzo ucieszył się, że wyciągnęłam do niego rękę, umówiliśmy się na spotkanie za kilka dni… Czuję, ze Maryja prowadzi nas, ufam, ze to dzięki Niej on potrafił zrozumieć co jest ważne w życiu, że to dzięki Maryi czuję taki spokój w sercu, Że nie czuję żalu do mojego chłopaka za to jak postąpiła a tylko miłość do niego, to Ona sprawiła ze wiem co robić i dzięki niej małymi kroczkami znów z chłopakiem zbliżamy się do siebie. Nie wiem jak będzie wyglądało nasze spotkanie, ale ufam ze Maryja ma nas w swojej opiece i czuwa nad nami.
    Warto się modlić, warto zaufać, bo Maryja nas kocha i nam pomaga

  23. nowenna działa cuda!! Maryja pomogła mi w odzyskaniu miłości, dała spokój w sercu i nadzieje na lepsze jutro. mam nadzieje, że i tym razem mnie nie zawiedzie bo znowu się posypało, ale wiem, że głęboka wiara może zdziałać wiele! trzeba być wytrwałym, bo może nie dziś czy jutro, ale na pewno jeśli to o co prosimy jest dobre to za wstawiennictwem Maryi Bóg nas tym obdarzy.

  24. Witajcie!
    O Nowennie Pompejanskiej slyszalam juz jakis czas temu, ale szczerze mowiac nie rozwazalam na powaznie jej zaczecia, choc mialam pewna intencje. Jestem samotna matka, mam dwoje malych dzieci, prace, wiec odstraszalo mnie to, ze trzeba odmawiac rozaniec 3 razy dziennie. Bylam przekonana, ze nie znajde czasu. W chwili obecnej dopadla mnie straszna choroba, fibromialgia, lekarz zdignozowal mi ja wczoraj, nie jest to choroba smiertelna ani powodujaca jakiekolwiek szkody w organizmie, ale charakteryzuje sie chronicznym bolem calego ciala, boli doslownie wszystko 🙁 Jestem zalamana, nie wiem, jak bede funkcjonowac przy dwojce malych dzieci i pracy 🙁 I wlasnie dzis przypomnialam sobie o tej Nowennie i w niej jedyna nadzieja! Bede sie modlic od jutra, zrobie wszystko, aby znalezc czas, musze byc silna i zdrowa dla moich dzieci, one maja tylko mnie! Mam nadzieje, ze Matka Boza nie odmowi mi pomocy i wyslucha mojej prosby, bo bede sie modlic o uzdrowienie. Wierze, ze Matka Boza moze uprosic u Swojego Syna wszystko to, co dla nas ludzi wydaje sie niemozliwe.Jezeli ktos z Was tu zajrzy, bardzo prosze o modlitwe w mej intencji, Bog zaplac!

  25. Witam!
    Bardzo prosze o pomoc. Od 7 dni odmawiam Nowenne Pompejanska, odmawiam ja dodatkowo z Tajemnica Swiatla ale niestety dopiero dzis, po 7 dniach zorientowalam sie, ze choc odmawiam ja wg wzoru to jakos umknelo mi to trzykrotne westchnienie do Matki Bozej „Krolowo Rozanca Swietego, modl sie za nami!” Jest ma ibardzo przykro, czy to znaczy, ze moja Nowenna jest niewazna i musze zaczynac od nowa ;( ? Przyznam, ze przy dwojce dzieci, pracy i byciu samotna matka nie jest latwo znalezc czas na czterokrotne odmawianie rozanca, dlatego chce zapytac, czy moge kontynuowac moja Nowenne dolaczajac westchnienie, czy powinnam zaczac od nowa? Z gory dziekuje za odpowiedz, pozdrawiam!

  26. Witam!
    Bardzo prosze o pomoc. Od 7 dni odmawiam Nowenne Pompejanska, odmawiam ja dodatkowo z Tajemnica Swiatla ale niestety dopiero dzis, po 7 dniach zorientowalam sie, ze choc odmawiam ja wg wzoru to jakos umknelo mi to trzykrotne westchnienie do Matki Bozej „Krolowo Rozanca Swietego, modl sie za nami!” Jest mi bardzo przykro, czy to znaczy, ze moja Nowenna jest niewazna i musze zaczynac od nowa ;( ? Przyznam, ze przy dwojce dzieci, pracy i byciu samotna matka nie jest latwo znalezc czas na czterokrotne odmawianie rozanca, dlatego chce zapytac, czy moge kontynuowac moja Nowenne dolaczajac westchnienie, czy powinnam zaczac od nowa? Z gory dziekuje za odpowiedz, pozdrawiam!

    • Twoja nowenna jest ważna . Oczywiście dobrze jest starać się zawrzeć w codziennej modlitwie wszystkie wskazane modlitwy ,ale myślę ,że słuchająca nas Matka Pompejańska nie ma kalkulatora w ręce , ja na przykład zostałam wysłuchana w trakcie nowenny w ten sam dzień oblałam to winem i zasnęłam ,ale Ona wiedziała ,że chciałam odmówić w tym dniu nowennę , bardzo się martwiłam ale łaskę otrzymałam.

  27. Nawet nie myślałam, że odważę się na ten krok.Pragnę zdrowia dla córki ma boczne skrzywienie kręgosłupa proszę tą modlitwą o zdrowie dla niej.Wytrwam…mam nadzieję.

  28. Mam pytanie czy można się modlić w kilku intencjach naraz( bo ja mam wiele intencji i próśb bardzo dla mnie ważnych i potrzebnych bo moje życie się wali. proszę o odpowiedz. dziękuje

    • Intencja może być tylko jedna w czasie całej nowenny ale od Ciebie zależy jak ją sformułujesz może dotyczyć jednej osoby albo całej rodziny itp. Najlepiej napisać sobie tę intencję zanim się rozpocznie nowennę a potem ją odczytywać w trakcie odmawiania NP.

  29. Odmówiłam Nowennę i Matka Boża z dniem zakończenia Nowenny uwolniła mnie od ucisku w pracy, zmieniły się całkowicie stosunki międzyludzkie i nastąpił przewrót, będę teraz mogła spokojnie pracować, odmawiajcie tę nowennę, mimo, że zły będzie wam utrudniał, przez tan czas żle się działo ale efekt końcowy był niesamowity, Chwała Panu

    • Aniu zazdroszczę Ci oczywiście w pozytywnym znaczeniu że Twoja modlitwa przyniosła dobre owoce i potrafiła odmienić ludzkie serca, u mnie jest gorzej. Ludzka nienawiść na razie przewyższa siłą moje błagania i modlitwy o zmianę serc moich prześladowców.

      • Mam prośbę do Was o radę oczywiście decyzję będę musiała podjąć sama ale chciałabym Was zapytać. Mam możliwość zabrać się z kimś na pielgrzymkę do Włoch (naprawdę okazja jest miejsce w samochodzie, miejsca odwiedzin to między m.im. San Giovanni Rotondo, Sant Angelo i Pompeje oczywiście. Nawet o takiej łasce nie marzyłam ale będę musiała opłacić sobie noclegi i jedzenie( ale teraz to malutko jadam). Jak na taki wyjazd nie jest to duża kwota,ale ja za dwa miesiące stracę dochód a nie mam na oku żadnej pracy i nie wiem czy powinnam narażać rodzinę na takie koszty zwłaszcza że przyszłość jest niepewna. Ale z drugiej strony zastanawiam się czy nie spróbować okazać zaufania Maryi i pojechać. Od tygodnia już się zastanawiam i nie wiem czy jadąc popełnię głupotę, a może oddać to wszystko Bogu zaryzykować i pojechać.

        • Myślę Kasiu,że nawet dla oderwania się od problemów i kłopotów warto wybrać się w taką podróż.Poza tym to są naprawdę święte miejsca – ofiaruj ten wyjazd w intencji rozwiązania Twoich trudnych problemów.Weź ze sobą jak najwięcej suchego prowiantu(zupki, suchary,konserwy itd.)bo tam jedzenie strasznie drogie.
          Ja radziłabym jechać,jeżeli masz okazję.Kiedyś też zaryzykowałam podróż do Italii,chociaż kosztowało to niemało,ale nie żałuję,bo warto było.A teraz nieprędko pozwolę ssobie na podobny wyczyn.Ale to co przeżyłam to bezcenne, wspomnienie na całe życie.Wykorzystaj okazję,trzymam kciuki!

        • Na jedzenie nie musisz dużo wydawać jeśli będziesz skromnie jadła i będziesz mogła zabrać do samochodu trochę suchego prowiantu. Tylko musisz wcześniej uzgodnić z osobami które mają Cię zabrać że nie będziesz np. z nimi stołować się w restauracjach. I dowiedz się w jakich hotelach będą nocowali żebyś nie była przykro zaskoczona już w czasie podróży. Przemyśl również czy dobrze znasz tych ludzi bo córka moich znajomych tak pojechała ze swoimi „znajomymi” do Włoch i już nigdy nie wróciła. Policja tamte osoby odnalazła ale stwierdziły że się posprzeczali we Włoszech i ona odjechała z bagażami z jakimś tam poznanym chłopakiem.

        • Nie, to jest na prawdę pielgrzymka do kilku sanktuariów, te osoby to naprawdę porządni ludzie, żadne podejrzane towarzystwo. Ja już wszystko sprawdzałam i policzyłam. Mój dylemat polega tylko na tym czy nieroztropnością z mojej strony jest wydawanie pieniędzy nawet w najwspanialszym celu jakim jest modlitwa w tych wielu cudownych miejscach. Jeśli wiem że za trzy miesiące się okaże że nie mam za co żyć(chyba ze zdarzy się cud i ktoś zaproponuje mi pracę). Zastanawiam się tylko czy ten niespodziewany wyjazd to wielka łaska czy trochę „pokusa”. Szukam jakiegoś światła w tej sprawie bo muszę w tym tygodniu dać odpowiedź. Bardzo dziękuję za każdą sugestię 🙂

        • Kasiu, w takim wypadku mógłbym tę pielgrzymkę o chlebie i wodzie odbyć i spać w samochodzie ale chciał bym pojechać. Wczoraj na mszy o uzdrowienie duszy i ciała odprawianej przez ks. Cieleckiego z Rzymu modliłem się na różańcu między innymi o spełnienie intencji wszystkich osób występujących na tym forum które odmawiają Nowennę. Jedź na tę pielgrzymkę i przy okazji pomódl się za nas i o to aby nasze modlitwy zostały wysłuchane.

        • Droga Beato i Jerzy bardzo dziękuję za odpowiedź, bardzo mnie ucieszyła bo ja myślę podobnie. Oczywiście jak tylko pojadę to będę się modlić za wszystkich nas którzy modlimy się za Nowenną Pompejańską.(zresztą robię to codziennie – już się chyba uzależniłam od tej strony i świadectw które są tu składane). To bardzo ważne że możemy się wzajemnie wspierać w tym trudzie modlitwy i walki o wiarę, nadzieję i miłość w każdym dniu naszego życia. Niech nam wszystkim Bóg błogosławi a Maryja otacza nas Swą opieką 😉

  30. Od niedawna zaczełam spotykać sie z wspaniałym chłopakiem. Zakochałam się bardzo on również, ale pojawił się problem w postaci pewnej osoby ktora wpływa na niego. Jest mi bardzo trudno ponieważ boje się że wszystko się popsuje. Będąc na mszy dowiedziałam sie o nowennie pompejańskiej i jestem po pierwszym dniu jej odmawiania. Ufam Matce Bożej że mnie wysłucha i pozwoli nam ułożyć sobie wspólnie życie.
    czy ktoś z was też prosił o taką łaskę?

  31. Około 3 miesięcy temu straciłam pracę. Niestety jak bym ją chciała odzyskać wiązałoby się to z utratą pracy przez kolegę. Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana .Bardzo chciałabym wrócić do tego miejsca pracy pomimo , że szefowa mnie naprawdę nie trawi i ma o mnie złe zdanie choć bardzo się starałam. Zaczęłam odprawiać nowennę pompejańską. Zdarzyły się cuda :
    1. wytrwałam już 17 dzień – chociaż często trudno skupić myśli bo mam małe dziecko, myślę o pracy itd…
    2. pierwsze trzy dni były jakbym z kimś walczyła lub zdobywała Berlin; po modlitwach padałam jak mucha taka byłam zmęczona;ale powiedziałam sobie NIE PODDAM SIĘ CHOĆBY NIE WIEM CO; a rzadko mi się to zdarza
    3. delikatnie uzyskuję poznanie , że mam w sobie nie załtwione sprawy żalu, poczucia niesprawiedliwości, pretensji – ale nic na siłę – taka delikatność to musi być sprawa Maryi;

    Jak sie skończy moja nowenna to dam znać ; na razie dochodzą jeszcze lęki i nie przespane noce i koszmary;
    Ale od Maryi i Boga pochodzi moja wytrwałość . Czasem tracę nadzieję i ufność , ze uda mi się tam podjąć pracę ale wtedy staram się myśleć ,że nie zależnie od rozwiązania Maryja znajdzie dla mnie najlepsze. I choć boję się zaufać Bogu bo to wielka niewiadoma a ja lubię ciepełko pewności i pewności bezpieczeństwa to jednak wiem , ze ten kto zaufał Panu nie będzie zawiedziony i kto jak kto ale Pan Bóg i Maryja ZAWSZE DOTRZYMUJĄ SŁOWA. POZDRAWAIAM I ŻYCZĘ WYTRWAŁOSCI W MODLITWIE I OTWARTOŚCI NA NOWE ROZWIĄZANIA .

  32. Witajcie kochani… W niedzielę skończyłam moją 1NP, która była w intencji mojego męża. Byłam szczęśliwa że mimo przeszkód wytrwałam… Niestety w tym samym dniu spadła na mnie tragiczna wiadomość, że moja przyjaciółka ma złośliwego guza mózgu glejaka. Tak więc ostatni dzień 1 nowenny stał się jednocześnie pierwszym dniem następnej nowenny o łaskę zdrowia dla Kasi… Obie mamy małe dzieci.. Proszę każdego znajomego o modlitwę, dałam intencję dla księdza ruszającego jutro z pielgrzymką na Jasną Górę… Błagam również o chociaż 1 Zdrowaś Maryjo każdego kto przeczyta mój wpis tutaj…

A Ty co o tym myślisz? Napisz!