Świadectwa związane z nowenna pompejańską

Już wkrótce umieszczę nieco nowych świadectw, a tymczasem zachęcam do przysyłania swoich! :)

Uwaga – świadectw można przysyłać do nas przez ten formularz, wtedy trafią na stronę główną, a nie na dole w komentarzach.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Świadectwa o nowennie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

270 odpowiedzi na „Świadectwa związane z nowenna pompejańską

  1. Wavatar wdzięczna pisze:

    Mam opisać łaski, jakie mi wyświadczyła Matka Boża….Trudno – nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że było ich na przestrzeni tego półtora roku (tyle czasu odmawiam Nowennę ) bardzo wiele…
    Od której zacząć? Może wspomnę o osobie z rodziny, która borykała się z problemem alkoholizmu i była w złym stanie psychicznym…Odmówiona nowenna…problem zniknął. Przypadek?
    Inny przykład? Moja znajoma na krawędzi rozpaczy i po wielu próbach samobójczych. Odmówiona przeze mnie nowenna w jej intencji i przemiana wewnętrzna znajomej…Drugi przypadek?
    Moje sprawy: stagnacja w życiu zawodowym brak perspektyw . I nagle po odmówieniu Nowenn ( nie jednej ) przypomina sobie ktoś o mnie i proponuje pracę. Gdyby to była jakaś tam sobie praca… Ale to jest praca wymodlona: bo akurat w niej mam przełamać własne lęki, ograniczenia ( dodam że o to też się modliłam – by Matka Boża pozwoliła mi przemienić sporo rzeczy w sobie).Trzeci przypadek ?Nie tu już nie ma mowy o przypadku… Nikomu tyle nie zawdzięczam, nikt tak się o mnie nie troszczył tak jak Matka Boża.
    Co by jeszcze napisać ? Może o Nowennie odmówionej w intencji rodziny… Zauważyłam po odmówieniu jej, że ktoś z bliskich zbliżył się do Boga.
    Teraz modlę się by Matka Boża przebudowywała moje własne życie. Od podstaw. Bo bardzo dużo tam bałaganu… I już czuję że zaczął się poważny remont :)

  2. Wavatar Alicja pisze:

    Pragnę podziękować Królowej Różańca Świętego za wszystkie łaski które otrzymałam dzięki odmawianiu nowenny pompejańskiej . Nowenną tą modliłam się w intencji syna który przeżywał duże trudności i odszedł z domu nikomu o tym nie mówiąc . Moja rozpacz była ogromna ,jednak dzięki odmawianiu nowenny syn wrócił do domu . Wrócił dwa dni przed jej ukończeniem i wszystko się zaczyna układać . Moja wdzięczność dla Królowej Różańca Świętego jest ogromna trudno jest mi ją wyrazić słowami . Zachęcam każdego do odmawiania nowenny pompejańskiej jest to bardzo skuteczna modlitwa .

  3. Wavatar Alicja pisze:

    Jest to cudowna nowenna którą powinien każdy odmawiać na cześć Królowej Różańca Świętego .

  4. Wavatar ufna pisze:

    Przede wszystkim odmawianie tej nowenny daje wiele radości i spokoju, nawet, jeśli nie lubi się modlić różańca. Pierwszy raz odmawiałam nowennę w pewnej intencji, z zamysłem, że następną odmówię w intencji mojej siostry, która starała się z mężem o dziecko. Matka Boża nas uprzedziła. Już podczas tej pierwszej nowenny poczęło się dziecko, więc kolejne odmawiam w innych intencjach. Dodam, że siostra starała się o dziecko od 2 lat. Zachęcam absolutnie wszystkich do jej odmawiania, łaski są niezliczone, ile pokoju, ile radości daje nasza Matka! Nie ma skuteczniejszej modlitwy do Maryi. Wszyscy z trudnymi problemami, sytuacjami przekraczającymi siły – idźcie do Matki, nie zwlekajcie, jeśli dowiedzieliście się o tej nowennie, to nie przypadek! Chwała Panu!

  5. Wavatar pawel281989 pisze:

    Zgadzam z wypowiedzią „ufnej” , a najbardziej z fragmentem : „Wszyscy z trudnymi problemami, sytuacjami przekraczającymi siły – idźcie do Matki, nie zwlekajcie, jeśli dowiedzieliście się o tej nowennie, to nie przypadek! Chwała Panu!”
    Ja jestem właśnie jedną z osób , która przez przypadek dowiedziała się o tej Nowennie i która zaczęła ją odmawiać. Dzisiaj mija 3 dzień odmawiania przeze mnie Nowenny i powiem szczerze , że zaczynam odczuwać spokój ufając , że moje prośby zostaną spełnione . Zachęcam wszystkich do odmawiania Nowenny !!!

  6. Dziekuje Niepokalanej a przez Jej Niepokalane Serce Najswietszemu Sercu PANA Jezusa :)

  7. Wavatar aneta pisze:

    Odmawiam juz 3 raz nowenne pompejanska. Jest dosc trudna. Czasami nie moge sie skupic. Mysli uciekaja. Nie poddaje sie jednak i ufam, ze Matka Boska wyslucha mnie w mojej trudnej sprawie. Za pierwszym razem modliam sie o wiare. Mysle, ze zostalam wysluchana. Pozniej modlilam sie o swoja rodzine. Tez ufam Matce Boskiej, ze wysluchala mojej modlitwy. Teraz modle sie o zdrowie. Czasami dopadaja mnie watpliwosci ale zaraz sobie mysle, ze skoro ufam swojej mamie jakbym mogla nie zaufac Matce Boskiej? Jakbym mogla nie ufac jej obietnicom?

  8. Wavatar Karol pisze:

    Zmówiłem Nowennę Pompejańską i zostałem wysłuchany. Moja intencja nie została spełniona tak, jak ja tego chciałem, ale tak jak chciał tego nasz dobry Bóg. Jestem pewien, że tak będzie dla mnie lepiej. Chwała Panu i Matce Pompejańskiej na wieki!

    Bóg zapłać!

  9. Wavatar ania pisze:

    Odmawiam Nowennę już któryś rok z kolei – ponad 20 odmówionych. Kocham te modlitwę, odmawiam bez przerwy – w różnych intencjach, czasem nawet po dwie lub trzy:) Maryja jest przekochana – wszystkie nowenny zostały wysłuchane. Czasem, po odmówieniu którejś nie działo sie nic, ale dopiero po jakimś czasie zaczynało sie układać – tak jak Ona chciała, o wiele lepiej, niz mogłam sobie wymarzyć.

    • Wavatar ;) pisze:

      Jestem w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Wydaje się, że wszytko sprzysięgło się przeciwko mnie, a wszystko co robię nie wychodzi. Przyjaciele byli jak były pieniądze, a rodzina się rozsypała. Nie mam nikogo, czuje że nikt mnie nie kocha i nie mogę zrozumieć dlaczego, nikomu nic złego nigdy nie zrobiła. Nowennę odmawiam po raz pierwszy. Ufam Matce Bożej, przecież obiecała, już jest lepiej bo nie jestem taka załamana, wbrew wszystkiemu mam nadzieję. Matka Boża ustaliła sobie, że część nowenny błagalną zakończyłam 8 września w święto Narodzenia Najświętszej Mari Panny, a nowennę zakończę 5 października w dniu śmierci bł. Bartolo Longo. Dopiero po jakimś czasie się zorientowałam, że to tak:). Czasem pojawiają się wątpliwości, np. że gdyby Pan Bóg chciał to by mnie już dawno wysłuchał, więc po co tyle modlitwy, że szkoda czasu bo to i tak przypadek beznadziejny, że tym co się nie modlą i nie liczą się z Bogiem wiedzie się bardzo dobrze, itd. Wiem jedno na Matce Bożej i Jezusie Chrystusie nigdy się nie zawiodłam. Bardzo bym chciała dokończyć nowennę, zostało mi jeszcze 25 dni, bardzo wierze w to, że otrzymam łaskę o którą proszę, przecież Matka Boża obiecała. Dziękuje wszystkim za świadectwa, bardzo pomagają w chwilach zwątpienia.

    • Wavatar Julka pisze:

      Pomodlisz się za mnie. Błagam

    • Wavatar Julka pisze:

      Pomodlisz się za mnie, za moje zdrowie. Błagam. Jestem zrozpaczona:(

  10. Wavatar ania bukowska pisze:

    Jestem w bardzo trudnej sytuacji życiowej, na prawdę, nie przesadzam, przeżyłam już nie jedną próbę, ale teraz jest najgorzej… spotkało mnie najwieksze cierpienie jakie moze spotkać matkę: straciłam najstarszego syna ( mam jeszcze dwoje młodszych dzieci), mąż ma inna kobietę, grozi mi bankrudztwo, a moje sprawy zawodowe ( moja pasja) zupełnie sie nie mogą przebić… odmówiłam juz trzy razy nowennę i bardzo głeboko wierzę, jedynie wiara trzyma mnie przy życiu, niestety mam wrażenie, że albo ja coś źle odmawiam ;) albo to jest taka długa i bardzo dramatyczna próba dla mnie ( mój syn zginął kiedy byłam w trakcie odmawiania nowenny właśnie za bezpieczeństwo moich dzieci) mimo to nadal wierzę i będe wierna tej modlitwie i Matyji bo tylko ona mi została i tylko w Bogu jest swiatło… tylko czasem bardzo mi trudno nieść samej mój krzyż… jesli ktos miałby jakies słowo dla mnie, wsparcie, doswiadczenie to by mnie bardzo pokrzepiło… ja się nie poddam tylko czasem boję sie bardzo że po prostu moj organizm moja psyhika nie da rady po prostu…
    Z Bogiem

    • Wavatar aneta pisze:

      Droga Aniu,

      Obiecuje, ze bede Ciebie i Twoja rodzine wspominala w moich modlitwach. Mam nadzieje, ze juz wkrotce Matka Boska spelni Twoja prosbe.
      Przy Nowennie Pompejanskiej zawsze przytaczany jest przyklad chorej dziewczyny z Neapolu (?). Dopiero na tej stronie przeczytalam, ze Matka Boska kazala jej odmowic Nowenne az 3 razy zanim udzielila jej laski zdrowia. Nie trac odwagi i ufnosci w milosc Matki Boskiej

  11. Wavatar ania pisze:

    Jestem w bardzo trudnej sytuacji życiowej, na prawdę, nie przesadzam, przeżyłam już nie jedną próbę, ale teraz jest najgorzej… spotkało mnie najwieksze cierpienie jakie moze spotkać matkę: straciłam najstarszego syna ( mam jeszcze dwoje młodszych dzieci), mąż ma inna kobietę, grozi mi bankrudztwo, a moje sprawy zawodowe ( moja pasja) zupełnie sie nie mogą przebić… odmówiłam juz trzy razy nowennę i bardzo głeboko wierzę, jedynie wiara trzyma mnie przy życiu, niestety mam wrażenie, że albo ja coś źle odmawiam albo to jest taka długa i bardzo dramatyczna próba dla mnie ( mój syn zginął kiedy byłam w trakcie odmawiania nowenny właśnie za bezpieczeństwo moich dzieci) mimo to nadal wierzę i będe wierna tej modlitwie i Matyji bo tylko ona mi została i tylko w Bogu jest swiatło… tylko czasem bardzo mi trudno nieść samej mój krzyż… jesli ktos miałby jakies słowo dla mnie, wsparcie, doswiadczenie to by mnie bardzo pokrzepiło… ja się nie poddam tylko czasem boję sie bardzo że po prostu moj organizm moja psyhika nie da rady po prostu…
    Z Bogiem

    • Wavatar Kasia pisze:

      Piszesz , że Twój Syn zginął podczas gdy byłaś w trakcie odmawiania nowenny o bezpieczeństwo Twoich dzieci-może to właśnie było wysłuchanie Twojej nowenny? Chodzi mi o to , że może gdyby Twój syn nie zginął jego dusza na tym świecie nie była bezpieczna, może gdyby nie zginął straciłby szansę na życie wieczne. Każda matka tak kocha swoje dzieci , że zamiast życia ich tu na ziemi w ciężkich grzechach i skazaniu na wieczne potępienie w piekle wolałaby aby żyły na ziemi krócej ale na pewno zasłużyły na życie WIECZNE w Niebie. Choć na pewno bardzo Ci Go brakuje to pomyśl, jak krótkie jest ziemskie życie -pewnie wieczność będziecie spędzać blisko siebie. Niech Bóg ma Ciebie i całą Twoją rodzinę w opiece.

  12. Wavatar małgorzata pisze:

    Nie poddawaj się i nie załamuj w wierze. Przeżyłam bardzo trudny czas w swoim życiu, wtedy wydawało się , że wszystko jest przegrane. Powierzyłam tę bardzo trudną sprawe Bogu, bo ja nie widziałam żadnych możliwości ratunku. Nie zawiodłam sie. Śmierć syna ma głębszy sens, którego pewnie teraz nie dostrzegasz, ale na pewno kiedyś się stanie dla Ciebie zrozumiały.
    Z Bogiem

  13. Odmawianie 3 części różańca zajmuje mi 1 godzinę. Wiadomo, że nikt nie zmusza mnie do modlitwy i zawsze można przerwać. Jednak silniejsze było przeświadczenie o tym, że Matka Jezusa, Maryja obiecała każdemu, kto odmówi tę nowennę udzieli potrzebnej łaski. Tak! to właśnie Jej obietnica sprawiła, że uwierzyłam i wytrwałam w modlitwie.

    Pierwszą intencją była łaska o przebaczenie tym, którzy mnie skrzywdzili i tym, których ja skrzywdziłam. Łaskę otrzymałam zaraz po dwóch tygodniach odmawiania nowenny. Jednak skrupulatnie odmawiałam modlitwy, aby skończyć to co zaczęłam pomimo otrzymanej wcześniej łaski. Królowo Różańca Świętego – dziękuję Ci!

    Drugą intencją była łaska nawrócenia mojego taty. Ach! Tak bardzo przeżyłam ten czas, ponieważ to ze mną zaczęło się coś dziać. W czasie trwania nowenny niemalże przez cały czas miałam wrażenie, że zdarzy się coś ważnego. Mój żołądek ze stresu skurczał się i rozluźniał. Myślałam, że oszaleję. Zawsze tak czułam się jak szłam do szkoły, kiedy w danym dniu miał odbyć się ważny egzamin lub miałam być wywołana przez nauczyciela do odpowiedzi. Potwornie nie lubiłam tego uczucia i codziennie molestowałam Boga pytaniem: „co to jest?”. Tak, to Bóg chciał, abym pozwoliła Mu działać w moim życiu. A ja chciałam, ale się bałam. Ha! Jak bardzo naiwnie to brzmi! Moje życie to było coś co znałam, a więc coś dla mnie bezpiecznego. A to co Bóg dla mnie przygotował było nieznane, dlatego tak bardzo się bałam. Na czas odmawiania nowenny stałam się Jonaszem. Chciałam zagłuszyć głos Boga, jednocześnie modląc się o łaskę dla taty.

    W końcu nie wytrzymałam już uczucia coraz mocniejszego ściskania żołądka i tego stresu. Kiedy powiedziałam Bogu: „ TAK” – łuski spadły mi z oczu…

    Tak bardzo płakałam. Tak głośno płakałam. Tak bardzo głośno płakałam przez 7 dni! Pan otworzył mi oczy i dał poznać prawdę o sobie. Poznałam jaka naprawdę jestem. Była u mnie w domu Marzena, która była świadkiem mojego prawdziwego otwarcia. Już nie pamiętam co do niej mówiłam, ale pamiętam jak wyglądała, kiedy słuchała mnie z otwartą buzią, a potem powiedziała: „chcesz mi powiedzieć, że cały czas miałaś maskę? O jejciu, ja ciebie tak naprawdę nie znam, dopiero teraz będę poznawać cię na nowo.”

    Właśnie, spadła maska z którą żyłam przez 30 lat! A ja myślałam, że z tą maską się urodziłam! Nie mogłam w to uwierzyć! Skontaktowałam się z moim ojcem duchowym i poprosiłam o spowiedź i trochę dłuższą rozmowę. Ja przyszłam do spowiedzi i powiedziałam: „nie chcę płakać, nie chcę, żeby ojciec widział jak płaczę… wstydzę się płakać”. A on mi tylko powiedział: „nareszcie” J. I żebym pamiętała, że najpierw łaski otrzymują ci, którzy się modlą za kogoś, a dopiero później ci drudzy. Ciekawe dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam.

    Potem poszłam do mojej siostry i opowiedziałam jej o wszystkim. A jaka jest prawda? Że moi rodzice nie nauczyli mnie okazywania uczuć. Nie mogłam płakać ponieważ rodziców to denerwowało. Jąkałam się, ale mama zakazała mi mówić jak miałam zamiar się jąkać. Miałam siedzieć cicho i najlepiej nigdy się nie odzywać (chyba, że zostanę o coś zapytana) i wykonywać wszystko co mi rodzice nakażą. Pamiętam, że jako dziecko ZAWSZE czułam, że coś jest nie tak, ale tłumiłam to ponieważ bezgranicznie ufałam moim rodzicom i robiłam wszystko co mi powiedzieli. Uczucie, że coś jest nie tak, nie odstępowało mnie przez 30 lat! Rodzice nie pozwalali okazywać uczuć! Ja miałam być perfekcyjna. Żadnego płaczu, żadnej radości, żadnego gniewu. Idealne dziecko.

    W wieku dojrzewania zaczęłam się buntować, ale rodzice szybko doprowadzili mnie do porządku. Nie okazywali miłości, a ja o nią wiecznie zabiegałam. Nawet rozrabiałam, żeby rodzice zwrócili na mnie uwagę. Ach, i zwracali uwagę karząc i upokarzając do granic możliwości. Święcie wierzyłam, że na tym polega życie, a ja nie zasługuję na miłość.

    Podczas nowenny doznałam łaski prawdy o sobie. Jak bardzo bolesna to była lekcja. W wieku 30 lat dowiedzieć się, że ma się uczucia! Że mogę płakać, że mogę się głośno śmiać, że mam prawo czuć gniew jeśli coś mnie zezłości, że mam prawo czuć sfrustrowanie, że mam prawo…

    Ach, że w ogóle mogę czuć…

    Moje związki z mężczyznami nigdy nie były udanie ponieważ ja nie pozwalałam siebie kochać. NIGDY NIE POZWALAŁAM SIEBIE KOCHAĆ, ponieważ wierzyłam, że ja nie zasługuję na miłość.

    Obecnie jestem w trakcie nowenny, błagając Maryję o łaskę nawrócenia Darka…

    • Wavatar Sykomora pisze:

      Kiedyś pisałam świadectwo na rekolekcjach i zawarłam takie samo zdanie jak Ty: „czułam, że zawsze było nie tak” oraz wielka radość z tego, że „mam prawo” bać się, złościć, śmiać się.. jakie to było uwolnienie gdy to po raz pierwszy ktoś mi powiedział.. Łączę się z tobą duchowo.

  14. Wavatar Justyna pisze:

    Różańca z ręki nie wypuszczaj …

    Człowiek już taki jest, że w swoim życiu po różaniec sięga dopiero kiedy ogarnie go rozpacz, zwątpienie i beznadzieja. Kiedy wszystkie dostępne środki już zawiodą a ludzie pomóc nie mogą. Dopiero wtedy przypominamy sobie, że Bóg jest tym, który ocala ufających mu.
    Wiem, że Ty Panie dozwoliłeś abym upadła najniżej jak tylko człowiek może, aby później szybko się przekonać, że mocno trzymasz mnie za rękę. Ty Panie nigdy nie zostawiasz człowieka samego w jego beznadziei, ale anioły do niego wysyłasz. Takie ludzkie anioły pod postacią człowieka. I mi dane było spotkać takiego anioła, kiedy mój świat runął, a oczy zalały się łzami. Kiedy nie widziałam szans na ratunek Ty byłeś blisko mnie mocno trzymając moją dłoń i podtrzymując mnie kiedy potykałam się o przydrożne kamienie, a czasami nawet upadałam.
    Kiedy wzięłam do ręki różaniec nie wiedziałam już czy coś to zmieni czy uratuje wszystko to co zniszczyłam. Na początku cóż szkodziło spróbować skoro już wszystko stracone? To podłe ale na początku właśnie tak na to patrzyłam. Kiedy miałam wszystko to co dla mnie najważniejsze i najbliższe mojemu sercu to siedziałam sobie w tym moim kokonie obojętności.
    Dopiero po kilku miesiącach modlitwy różańcowej – Nowenna Pompejańska – zobaczyłam jak przemienia moje życie… Jak Matka Najświętsza ratuje to co ja zniszczyłam. Z czasem zaczyna się dziać trochę lepiej i ja wiem komu to zawdzięczam. To wszystko dzięki tej niezwykle prostej modlitwie. Wierzę, że jeśli Najwspanialsza Matka jest ze mną to nic złego się nie wydarzy. To Ona uprasza u swojego Syna i jego Ojca potrzebne łaski.
    Bardzo często upadam i zapominam kto może przemieniać moje życie i uczynić z niego coś pięknego. Jednak wtedy bardzo często nadciągają ciemne chmury, a wtedy z wiarą i ufnością chwytam się różańca i proszę Matkę Bożą o ratunek. Ona nigdy nie zostawia mnie samą i przepędza z mojego życia ciemne chmury. Wiem, że nie jestem sama i nawet kiedy upadam to Ona mocno trzyma moją dłoń i wyciąga mnie z otchłani. Każdy dzień życia chcę przeżyć z Maryją i odmawiać do niej modlitwę różańcową, która ma moc zmienienia naszego życia na lepsze.
    Wziąć do ręki różaniec i dobrze go odmawiać to otworzyć skarbiec Bożych łask. Nieustanna, wytrwała i cierpliwa modlitwa różańcowa czyni cuda. Bóg słucha uważnie szmeru tych modlitw gdyż przesuwają się w rytm bijącego serca wypełnionego po brzegi wiarą, nadzieją i miłością.
    W mojej beznadziei zwracałam się także o pomoc do patronów od spraw trudnych, beznadziejnych – św. Judy Tadeusza i św. Rity. Odpowiedz przyszła wręcz natychmiast dlatego warto świętych także prosić o uproszenie dla nas łask. Ja wybrałam ich, gdyż moja sprawa była i jest znowu beznadziejna. W dużej mierze z mojej winy. Jednak nadal proszę … Życie jest trudne i pogmatwane dlatego należy pokładać ufność w Bogu i naszych sprzymierzeńcach u Niego (św. Juda Tadeusz i św. Rita), ale również samemu starać się przemieniać swoje życie.

  15. Wavatar wdzzięczny pisze:

    Różaniec obecny był w moim życiu od zawsze. Od dawna miałem przekonanie o dużej mocy tej modlitwy, ale nigdy jej tak naprawdę nie lubiłem. Chwytałem się jej, w ramach hasła „jak trwoga to do Boga”, wtedy gdy naprawdę potrzebowałem łaski od Boga, np. przed egzaminami. Znacząca zmiana nastąpiła wówczas gdy poznałem Nowennę Pompejańską.
    Kilka lat temu, przeżywałem trudny czas. Generalnie waliło mi się wszystko i w życiu osobistym i zawodowym. Wtedy także, niemal równocześnie pewna bliska mi osoba popadła w, nazwijmy to -złe towarzystwo. Zupełnie straciłem z nią kontakt. Nie mogłem nic zrobić. Postanowiłem wtedy, że jedyne co mogę zrobić to prosić Boga o łaskę dla niej i o to, że jeśli faktycznie to co się u tej osoby dzieje jest złe, (bo tak to wyglądało) to żeby Bóg nie dopuścił, że zepsuje sobie życie. Postanowiłem, że w tej intencji zamówię Msze Świętą- bo w końcu, jest to najwspanialsza z wszystkich modlitwa. Tak też zrobiłem. Mimo to, ciągle coś nie dawało mi spokoju i mówiło, że powinienem jeszcze w jakiś sposób się za tamtą osobę się modlić. Nie wiedziałem, co jeszcze mogę zrobić, skoro zamówiłem już Mszę. Pewnego dnia wałęsałem się po mieście, w myślach prosiłem Boga by jakoś tą całą sytuacje rozstrzygnął Wtedy też- „przypadkiem”- wszedłem do pewnego Kościoła, na krótką modlitwę. W gablocie zobaczyłem informacje o Nowennie Pompejańskiej i sposób jej odmawiania.
    Przeraziłem się tym, jak bardzo wymagająca jest ta modlitwa. Trzy części różańca przez 54 dni, codziennie. Pomyślałem, że ja to bym nie dał rady. Z drugiej jednak strony, coś nie dawało mi spokoju, w mojej głowie coraz bardziej wyraźniej pojawiała się myśl by spróbować odmówić tą modlitwę w intencji tej mi bliskiej osoby. Później poczytałem w Internecie trochę o dokładnym sposobie odmawiania nowenny o jej sile. Zaczynając ją, ufałem że Matka Boża pomoże.
    W trakcie odmawiania miałem różne chwile. Czasem wątpiłem, czasem wydawało mi się że moja modlitwa jest taka marna, a ten różaniec to tylko takie klepanie zdrowasiek, zupełnie niczym dewotki w Kościele. Mimo wszystko jednak dotrwałem, do końca. W dniu w którym zaczynałem część dziękczynną, w opisie gg osoby za którą się modliłem pojawiło się sformułowanie „Czas na oczyszczenie” Nie wiedziałem co to znaczy, straciłem z nią kontakt, od chwili gdy zacząłem być przeciwny jej nowemu towarzystwu. Ufałem jednak że to za sprawą Matki Bożej. W jakiś czas po skończeniu całej Nowenny, gdy rozmawiałem z tamtą osobą na gg, po zapytaniu co u niej słychać, odpisała praktycznie dokładnie w taki sposób w jaki ja formułowałem intencję modlitewną, każdego dnia odmawiając Nowennę. To bardzo mnie zaskoczyło. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, jak w kilka godzin po tej rozmowie na gg sprawdziłem datę w kalendarzu. Okazało się wtedy, że w tym dniu było Święto MB Różańcowej. Wiem, że Matka Boża mnie wysłuchała i że oprócz wysłuchanej modlitwy spotkało mnie bardzo wiele innych łask – nie jako przy okazji. Jeszcze jak dziś wspomnę ten moment, gdy zobaczyłem tą datę w kalendarzu to czuje ciary na plecach. Jestem strasznie wdzięczny Matce Boskiej i wiem że ta Nowenna, Nowenna nie do odparcia i sama modlitwa różańcowa ma wielką moc. Jest bardzo skuteczna. Ot tamtego czasu, jeszcze kilkakrotnie odmawiałem tą Nowennę. Zawsze zostałem wysłuchany, choć czasem nie od razu i czasem w sposób zaskakujący, czy nawet zadziwiający.
    W tej Nowennie, jest jeszcze coś. Gdy się Ją odmawia człowiek otrzymuje wiele łask. Zupełnie niezależnych od intencji w jakiej się tą modlitwę odmawia. Człowiek dostaje takiego duchowego kopa. Dla mnie te okresy gdy odmawiałem tą Nowennę to takie osobiste rekolekcje. Za każdym razem, gdy zaczynam tą Nowennę, w jej trackie Bóg zsyłał mi łaski, o jakie nawet nie śmiałem prosić, ba nawet nie wiedziałem, że są mi potrzebne. Nawet powiem więcej, Bóg za przyczyną Matki Bożej pomaga walczyć z swoimi słabościami, także z grzechem nieczystości. Wiem że to wielka łaska od Matki Bożej .
    Różaniec też, otwarł mi drogę do bardziej osobistej relacji z Bogiem. Dawniej myślałem o Nim jako o Kimś, kto jest gdzieś daleko w Niebie, w
    Różaniec też, otwarł mi drogę do bardziej osobistej relacji z Bogiem. Dawniej myślałem o Nim jako o Kimś, kto jest gdzieś daleko w Niebie, w Kościele. Kimś mitycznym, dalekim, surowym. Dziś wiem, że jest z Nami, jest blisko i jest konkretną, choć niepojętą, realną Osobą, która działa w naszym życiu, jeśli tylko Mu na to pozwolimy i zechcemy by to On miał nas w swojej opiece.

    Wszystkim bardzo polecam tą Nowennę i Różaniec.

  16. Wavatar Kasia pisze:

    Ja odmawiam nowennę pompejańską, bo czuję się bardzo samotna. Już mi się wydawało, że prośba została wysłuchana, ale chyba jednak nie… Poznałam chłopaka i zaczęłam sobie myśleć ” Boże spraw, by się ze mną poznał i poprosił o namiary” Poznaliśmy się, gadało się super, był wyjątkowy, przystojny, fajny, przyjacielski, ale pomimo iż zna moje namiary, a mianowicie fb, nie skontaktował się ze mną, a ja głupia liczyłam na randkę. Teraz nie wiem, czy warto wierzyć w te cudowne nowenny. Bardzo boję się samotności i tego że pójdę na studia, gdzie ludzie nie są mi zbyt przychylni i znów będę cichutko łkać. Przechodziliście może przez coś takiego odmawiając nowennę?? Liczę, że to może jest okres próby, czy coś…

    • Wavatar annn pisze:

      Hej Basia…

      Odmaiwałem nowenne w podobnej intencji co Twoja. Chodziło mi by poznać kogoś wartościowego, ale też by była to taka pewna upatrzona osoba. Odmówiłem i nic się nie zmieniło. Nadal byłem sam. Dopiero po jakimś czasie może kilku m-cach, a może nawet roku, wszystko w moim życiu odwróciło się do góry nogami. Poznałem dziewczynę…, nie była to ta którą miałem w głowie modląc się, ale Ktoś zupełnie inny. Teraz z tym kimś zupełnie innym jestem już ponad rok. Wiem, że ten Ktoś jest po porstu dla mnie… czasem aż trudno mi uwierzyć że spotkałem Kogoś kto tak bardzo ma podobne cechy charakteru i śwaitpogląd do osoby z moich marzeń. Wiem też, że pojawienie się tej dziewczyny w moim życiu zawdzęczam właśnie tej modlitwie. Dlatego Basia, módl się, ufaj i zobaczysz że zostaniesz wysłuchana. Czasem na to wysłuchanie po prostu trzeba trochę poczekać,… być może nie jesteś jeszcze gotowa na tą osobę… Bóg wszystko może i Bóg wie co dla Ciebie najlepsze. Warto Mu zaufać!
      Zobaczysz, będziesz wysłuchana Ty także…

    • Wavatar agawa70 pisze:

      odmawiam nowennę już 37 dzień, mam naprawdę sytuację masakryczną, nawet w tej chwili się pogorszyła, ale nie tracę wiary, modlę się nadal. Tak się zastanawiam, czy Maryja sprawdza mnie, czy mimo wszystko wytrwam czy się poddam. Nie poddaję się. Jeżeli otrzymam łaskę o którą proszę Najświętszą Panienkę w nowennie, dam znać i powiem o co chodziło. Nie trać wiary:)

  17. Wavatar Basia pisze:

    Bogu w Trójcy Jedynemu, Ojcu, Synowi, Duchowi Świętemu i Królowej Różańca Świętego składam dziękczynienie za łaskę zdrowia.

    Na przełomie stycznia i lutego tego roku zachorowałam na zapalenie tarczycy. Miałam bardzo złe wyniki i nietypowe objawy. Na wizytę u endokrynologa czeka się długo, pojechałam więc do innego miasta gdzie lekarz postawił diagnozę i zapisał leki. W jednej aptece brakło części leków więc poszłam do drugiej. Tam pani mgr spojrzała na receptę i zaproponowała, żeby przed podjęciem leczenia poradzić się choćby lekarza rodzinnego. Tak zrobiłam. Pani doktor miała poważne wątpliwości z uwagi na skutki uboczne i długość kuracji, doradziła by zaczekać na wizytę u innego specjalisty. Tak zrobiłam. Trafiłam na dobrego lekarza, potwierdził diagnozę poprzednika ale i on odradził leki sterydowe. Odesłał mnie do domu bez żadnej recepty jedynie z zaleceniem robienia wyników z krwi.
    Po kilku tygodniach dolegliwości ustąpiły zupełnie.
    Jestem po kontrolnych wynikach, są idealne. Nie pozostał ślad po chorobie, której leczenie miało trwać rok-półtora i przynieść poważne szkody w moim organizmie.

    Jednak to nie ja wyprosiłam sobie tę łaskę.

    To moja mama podjęła modlitwę w mojej intencji – o czym nie wiedziałam jeszcze po jej zakończeniu.
    Nie znałam tej nowenny, nie słyszałam o Mateńce Pompejańskiej. Poznałam ją dzięki mojej mamie, dzięki potężnej sile jej matczynej miłości,która poruszyła Niebo i wyprosiła mi łaskę przez ręce Maryi.

    Bogu Niech będą dzięki!

  18. Wavatar giligili pisze:

    Nowennę odmawiam pierwszy raz w życiu, zostało mi 9 dni z 54 i jest bardzo trudno. Bardzo ufam Matce Bożej i Jezusowi, ALE czasami przemknie myśl, że to o co proszę nie będzie zgodne z Wolą Bożą, a ja nie będę wstanie się z tym pogodzić. O łaskę, o którą proszę Matę Bożą w tej nowennie, modliłam się już wcześniej bardzo długo za przyczyną wielu Świętych i odmawiając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ta nowenna naprawdę jest dla mnie ostatnia deska ratunku. W czasie trwania nowenny, nie jetem już tak bardzo załamana jak przedtem bo jest nadzieja i wielka wiara w to, że w końcu zostanę wysłuchana a Bóg sprawdza, albo daje mi samej sprawdzić, czy naprawdę tak bardzo mi na tym zależy. Najbardziej boję się, że kiedy skończę nowennę i nic się nie stanie znowu się załamie. I tutaj pojawia się poczucie winy, że nie ufam tak mocno jak trzeba i moja modlitwa jest nic nie warta. Nie wiem już sama. Rozmawiam o tym z Matka Bożą i bardzo na nią liczę. A może coś lub ktoś próbuje mnie zniechęcić i zmusić do tego, żebym się poddała? Już nic z tego nie wiem. Ta modlitwa dała mi siłę w najtrudniejszych dniach i za to bardzo dziękuję Jezusowi, Matce Bożej i Aniołom.

    • Wavatar agawa70 pisze:

      mam to samo, przeszłam nowenny do Św. Rity, Św. Judy, i innych i nic, to też moja ostatnia deska ratunku, ale wierzę, że otrzymam tą łaskę i Tobie też tego życzę

  19. Wavatar kersten pisze:

    Witam, odmawiałam NP kiedy byłam w ciąży z moją córcią i miałam poważne problemy oraz częste skurcze od połowy ciąży. Bardzo bałam się o moje maleństwo, które było wymarzone i wyczekiwane. Odmawiałam wtedy NP i Mateczka pozwoliła urodzić mi zdrowe dzieciątko. Odmawiałam tą modlitwę już kilka/kilkanaście razy i za każdym razem moja prośba została wysłuchana. Z całego serca dziękuję Mateczce za łaski, jakich pozwoliła mi doznać. Teraz jestem znowu w ciąży i od jutra planuję zacząć modlitwę w tej właśnie intencji.
    Uwierzcie w moc Nowenny, ona jest magiczna. Czasem być może trzeba troszkę więcej czasu i wytrwałości, ale ona działa, zapewniam.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich i życzę dużej wytrwałości w modlitwie. Prawda jest taka, że dziennie poświęcamy więcej czasu na telewizję czy internet, a łaska wychodząca z modlitwy jest niemiarodajnie większa od chwili przyjemności przy ulubionym serialu.
    Z Bogiem…

    • Wavatar Ania pisze:

      Kersten,

      i tutaj napisałaś bardzo mądrą rzecz. Wszyscy się martwią, że nie są w stanie poświęcić tyle czasu na modlitwę, że to przecież tak długo… ale nikt nie zdaje sobie sprawy, ile czasu marnujemy codziennie na bezużyteczne sprawy, na głupoty, które żadnych korzyści nam nie przyniosą… a tutaj, nie dość, że otrzymujemy łaski, o które prosimy, to jeszcze pracujemy na dobrą „emeryturę”, tam, na górze :-) .
      Kochani, za każdym razem, kiedy pomyślimy, że nie da rady poświęcić tyle czasu, przypomnijmy sobie, ile go zmarnowaliśmy na gry, buszowanie po necie, czytaniu plotek itp, a jak mało poświęcamy Bogu, który chce nam pomagać w tej ziemskiej niedoli. Może to nas zachęci do poprawy:-)

  20. Wavatar bezradna pisze:

    Potrzebuje pomocy!!! Nowennę zakończyłam ponad tydzień temu. Bardzo ufam i wierzę, że zostanę wysłuchana. Jak do tej pory nic się nie wydarzyło. Następnego dnia po zakończeniu pierwszej nowenny zaczęłam drugą w kolejnej intencji. Mam problem żeby ją skończyć. Powiem w prost, czuja się zawiedziona. Może ja się źle modle. Do tego wszystko mi się w życiu zwaliło, można powiedzieć, że nie mam nic. Jeśli ktoś może to niech mi powie jak mam się modlić żebym została wysłuchana???? Moja intencja nie jest związana z grzechem więc jest zgodna z wolą Bożą. Dzięki

    • Wavatar k pisze:

      Nie denerwuj sie. Mialem bardzo podobne doswiadczenie. Bylem w 1 klasie liceum i w nowym roku chcialem isc do lepszej szkoly. Zlozylem dokumenty do jednej ze szkol i czekalem. Nie modlilem sie o to wprawdzie NP ale koronka. Wakacje, czas zadzwonic do szkoly i zapytac czy zoztalem przyjety. Nie zostalem. Bylem wtedy bardzo zawiedziony, szczerze pragnalem sie uczyc i mialem zal do Boga za to ze mnie nie wysluchal. Zlozylem dokumenty do innej szkoly, do ktorej szedl moj kolega, bardziej z podejsciem ‘a noz’ niz ‘oby’. Bum dostalem sie, do szkoly, ktora byla duzo lepsza niz ta, ktora nie przyjela mnie na poczatku. Strasznie mi bylo wtedy wstyd po tym jak zarzucilem Bogu ze mi nie pomogl i po zalu, ktroy do niego mialem.

    • Wavatar Jola pisze:

      Witam…nie wiem ile masz lat,ale z tego co piszesz,to wydaje mi sie,ze ta modlitwe trzeba odmawiac z wielka wiara ,poboznoscia ,pragnieniem i przedewszystkim w skupieniu i rozwazaniu kazdej tajemnicy.Ja tez odmawiam Nowenne Pompejanska za zdrowie mojej Mamy,ktora jest po wylewie.Odmawiam juz czesc dziekczynna.Jestem mocnej wiary,ze ta laske otrzymam od Matki Bozej Pompejanskiej.Bardzo tego pragne.Z tego co wiem to w mojej rodzinie,pewna osoba juz modli sie 3 raz w roznych intencjach i 2 razy juz sie spelnily.Wiec i Ciebie Matka Boza nie opusci,moze to nastapic w dluzszym okresie czasu,albo potrzebuje od Ciebie wiecej modlitwy z wieksza poboznoscia.Zycze wytrwalosci,Zostan z Bogiem.Jola.

  21. Wavatar Julka pisze:

    Pomodlisz się za mnie, za moje zdrowie. Błagam.

    • Wavatar bezradna pisze:

      Cześć Julka. Pomodliłam się za Ciebie dzisiaj. Żeby nie było tak ogólnie to odmówiłam w intencji Twojego zdrowia Koronkę do Miłosierdzia Bożego i przy okazji poprosiłam o wstawiennictwo św. Siostrę Faustynę, Koronkę do Najświętszych Ran Pana Jezusa i o wstawiennictwo św. Apostoła Jana, Koronkę do Najświętszego Serca Pana Jezusa i o wstawiennictwo św. Ojca Pio, Koronkę do Matki Bożej Miłosierdzia, Różaniec Święty, modlitwę o wstawiennictwo bł. Jana Pawła II i św. Teresy od Dzieciątka Jezus a w Godzinie Miłosierdzia również modliłam się za Ciebie rozważając Drogę Krzyżową. Wiem, że nie chodzi tutaj o ilość ale miałam czas. Jutro będę go mieć mniej ale postaram się o Tobie pamiętać.
      Pozdrawiam:)

  22. Wavatar ona pisze:

    Ja też rozpoczęłam dziś tę nowennę. Obym wytrwała do końca.

  23. Wavatar Karolina pisze:

    Bezradna, musisz uzbroić się w cierpliwość. Nie wszystko jest ‘na hurra’ i już. Módl się. Pokażesz Bogu, że nie złamią Cię niepowodzenia, że będziesz przy Nim choćby się waliło i paliło. A On za to oddanie odpłaci łaskami, zapewniam.
    Skąd to wiem? Na własnym przykładzie tego doświadczyłam. Trzeba czasu i uporu. Jest to tajemnica, jedni otrzymują od razu, drudzy modlą się 10 lat i więcej. Na to nie ma reguły.
    Proponuję Ci jednak zrobić przerwę na „ochłonięcie” od nowenny. Daj sobie czas, ciągłe odmawianie jednej modlitwy nuży a i denerwuje po pewnym czasie. Zastosuj zamiennik a później wróć do Nowenny. Pomoże, na pewno. Powodzenia. :)

    • Wavatar Bezradna pisze:

      Dokończę tą Nowennę, którą zaczęłam i dam Matce Bożej i Pan Bogu święty spokój. Już nie wierzę, że się coś zmieni na lepsze, jak najszybciej muszę się z tym pogodzić, bo nadzieja mnie jeszcze bardziej dobija. Widocznie nie zasługuję na łaski.Pozdrawiam

      • Wavatar ala pisze:

        nie mow tak. czasami jest trudno wytrwac w modlitwie i wydaje sie, ze zle sie modlimy albo nie zaslugujemy na laske , o ktora prosimy. Ja tez dlugo sie modlilam. Przez pare lat bolaly mnie bardzo kolana. Czasami mialam klopot zeby usiac lub wstac. To byl koszmar. Ale Matka Boska mnie wysluchala. Pewnego dnia obudzilam sie rano i stwierdzilam, ze nic mnie juz nie boli. Wszystko przeszlo. Czasami jeszcze mnie zabola ale tylko troszczeczke. Mysle nawet, ze to dobrze , bo czasami zapominam o lasce, ktora otrzymalam. Ufaj Matce Boskiej. Ona nigdy Cie nie zawiedzie nawet jak bedzie Ci sie zdawac, ze nad T0ba gromadza sie same czarne chmury.

        • Wavatar Bezradna pisze:

          Wiem, że są ludzie, którzy bardziej cierpią niż ja, wiem że zawsze może być gorzej. Niestety nie mam już siły, każdego ranka wmawiać sobie, że dzisiaj będzie lepiej albo otrzymam łaskę o którą proszę 2 albo 3 lata (nawet nie pamiętam) i modlić się byle by nie było gorzej, a pod koniec dnia zastanawiać się dlaczego nie dzisiaj. Kiedy obserwuję ludzi to widzę, że mają poważne problemy, ale one kiedyś się im kończą. Jak to mówią „raz lepiej raz gorzej” i tego bardzo im zazdroszczę. U mnie naprawdę od jakiegoś czasu cały czas gorzej, a problemy się nawarstwiają i żadnego nie mogę rozwiązać. Kiedyś moja wiara czyniła cuda, prosiłam coś cierpliwie, głęboko w to wierzyłam i otrzymałam to o co prosiłam. Jestem Bogu za to bardzo wdzięczna. Ale od jakiegoś czasu limit się wyczerpał i z tym muszę się pogodzić. Nie mam żalu do Boga ani do Matki Bożej.

          • Wavatar Bezradna pisze:

            P.S. Dwa lata temu otrzymałam, pewną łaskę od Boga, mimo moich starań nie udało mi się jej rozwinąć i wykorzystać, być może dlatego tak się teraz dzieje.

          • Wavatar marko pisze:

            NIE załamuj się tym ale pomyśl racjonalnie, choć myślenie rachonalne o sprawach duchowych to trochę abstrakcja ;-)
            Kiedy uczniowie byli z Jezusem, widzieli Jego dzieła i cuda, uwierzyli, że jest Synem Bożym. Kiedy Jezus umarł na krzyżu, pojawiła sie pustka i zwątpienie. Szli do Emaus i mówili sobie: „A myśmy się spodziewali, że…”. Wtedy nie poznali Jezusa, nie ujrzeli go dotąd po zmartwychwstaniu. Zwątplili. Ale kiedy im się objawił w chwale, uwierzyli z wiekszą mocą. Kiedy doświadczyli Zesłania Ducha Świętego, otrzymali łaski i poszli w swiat głosić Ewangelię.

            No i ty chyba jesteś na drodze do Emaus. Doświadczyłaś łask Boga, ale kiedy On na moment odsunął się na bok (bo On nie limituje łąsk!), poczułaś samotność i zwątpienie. Czy nie tak? – Bo jeśli tak, to może odnajduj Zbawiciela w Eucharystii tak, jak rozpoznali go uczniowie w drodze do Emaus. A potem proś o światło Ducha Świętego.

          • Wavatar ala pisze:

            Bede Cie wspominac w moich modlitwach i prosic o laske, ktorej potrzebujesz

  24. Wavatar Kasia pisze:

    Ja o nowennie dowiedziałam się od koleżanki z pracy. Mieliśmy wtedy problemy żeby zostać rodzicami. Lekarze nie dawali nam praktycznie żadnych szans i wtedy to się stało :) W dniu którym zaczynałam odnawiać część dziękczynną okazało się, że jestem w trzecim tygodniu ciąży :) Zawsze wierzyłam, ale nie przypuszczałam, że zrobi to na mnie takie wrażenie i będzie miało taki ogromny wpływ. Będę miała dziewczynkę, o której tak bardzo marzyłam :) Dziękuję Mateńce Najukochańszej za ten CUD. Teraz modlę się o kolejny. Okazało się, że nasza Żabka jest chora :( i właśnie czekamy na wyniki badań. Modlimy się wszyscy, cała rodziną żeby nasza Mała Żabka była z nami, cała i zdrowa. Nie powiem, że nie mam chwil zwątpienia i że się nie boję, bo bardzo się boję, ale jeszcze mocniej wierzę i czekam na CUD.

  25. Wavatar as pisze:

    Witam. O nowennie dowiedziałam się na tegorocznych rekolekcjach. Moc tej modlitwy wywarła na mnie wielkie wrażenie. Nie od razu zdecydowałam się na rozpoczęcie modlitwy. Minęło kilka tygodni jak rozpoczęłam swoją pierwszą nowennę. Było dość ciężko. Wytrwała. Owoce intencji są. Obecnie razem z mężem jesteśmy w 3 dniu nowenny. Wspólna modlitwa nas jednoczy, daje nam tyle radości, naprawdę odmawia się nam ją lekko. Trochę się boimy że idzie tak dobrze. Ale może ,że RAZEM i we wspólnej intencji modlimy się to, to daje nam taką siłę, spokój i wiarę. Jesteśmy wdzięczni naszej Matce Bożej ze jej obecność w naszym życiu.

  26. Wavatar czcicielka MADONNY pisze:

    Madonna Pompejańska stoi na moim biurku już 27 dzień, począwszy od części dziękczynnej. A dzisiaj – moje święto ukończyłam 54 dzień modlitwy, równocześnie zaczynając drugą nowennę – 1 listopada, aby zakończyć w Wigilię Bożego Narodzenia. Wypełnia mnie wdzięczność i radość, iż pragnę modlić się dalej, zbieram łaski, ale jescze nie potrafię odczytać ich owoców. Modlitwa płynie sama z siebie, różaniec jest zawsze ze mną, zasypiam i budzę się do modlitwy różańcowej. Chwała Panu!

  27. Wavatar mam nadzieję pisze:

    Bardzo proszę o modlitwę za mnie, dziękuję

  28. Wavatar Wietrzna pisze:

    Do Bezdradnej i innych wątpiących…
    To nie tak! Przestańmy tak łatwo, tak automatycznie zwalać pozorny brak działania modlitwy na brak woli Bożej. Jesteśmy wszyscy jak nieumyte naczynia, przez lata zbieramy w sobie brud, którego nie usuwamy, który zasycha i do usunięcia staje się coraz trudniejszy… nasze grzechy, żale, roszczenia, urazy… kto chciałby wlać do niego świeżej wody? Przecież zaraz się zepsuje, jeśli zostały tam jakiekolwiek resztki. A tym bardziej – Kto chciałby wlać w tak brudne naczynie łaskę? Tymczasem każda modlitwa jest jak kropla wody, która powoli nas napełnia, odkleja to, co nieczyste, rozmiękcza to, co zatwardziałe. Musimy się najpierw całkowicie nią napełnić, nie oczekujmy cudu po pierwszej kropli. Każdy z nas jest inny, nie porównujmy działania modlitwy u innych do tego u siebie. Widocznie ciągle się „napełniamy”, widocznie to jeszcze nie brzeg szklanki. Ale zamiast narzekać na znużenie, dziękujmy Bogu za jedno, co jest pewne – każde „kółko” Różańca to jak jedno błędne kółko w naszym życiu do tyłu, to wycofywanie się z brudu na powrót w stan łaski. Dlatego nie liczmy wyłącznie na to, że uzdrowią nas modlitwy innych za nas. Jak to ma się stać, jeśli wciąż jesteśmy brudni? Owszem, modlitwy innych pomagają, bardzo, ale to naprawdę nie wszystko. Trzymajcie się dzielnie i uwierzcie: w tym, że wszystko dzieje się w swoim czasie, jest po prostu sens! Poszperajcie w sobie i bądźcie spokojni.

    • Wavatar Bezradna pisze:

      Bardzo wszyscy mądrze piszecie i macie racje. Ale kiedy nie ma się siły i tak bardzo boli to trudno się trzymać dzielnie i wierzyć. Kiedy odnalazłam informacje o Nowennie Pompejskiej myślałam, że stał się cud, że Królowa Różańca Świętego coś zmieni, muszę jej tylko zaufać – tak też zrobiłam, nikt z nudów nie modli się na Różańcu przez 54 dni. Nie zauważyłam, żeby łaski otrzymywali tylko święci „czyste naczynia”, nieraz ktoś bardzo grzeszny otrzymuje łaskę od Miłosiernego Boga i to jest bardzo piękne, takie coś tylko Bóg mógł wymyślić, a ludzie którzy wyrządzą drugiemu krzywdę otrzymują od tej osoby przebaczenie lub pomoc, bez względu na to co zrobili, to też jest łaska – chyba że źle myślę.
      Chciałabym tylko, żeby to tak nie bolało. Może mnie Pan Bóg obdarzyć tą łaskę, może mi zabrać to pragnienie, może mnie zabrać na tamten świat, albo dać jakieś inne cel do zrealizowania, cokolwiek. Bo ja szukałam i ciągle wracam to tego jednego.
      Kolejną NP kończę w Wigilię Bożego Narodzenia, tym razem moja intencja jest bardziej ogólna, żeby nie mówić Panu Bogu co ma robić, ale żeby zrobił to co uważa za właściwe, całkowicie się zdaję na Jego wole. Jeżeli nic się nie zmieni to koniec.

      • Wavatar Bezradna pisze:

        P.S. Do osoby, która wymyśliła te spadające liście, bardzo to ładne, mała rzecz a cieszy:)

        • Wavatar Wietrzna pisze:

          „Wszyscy bardzo mądrze piszecie”… bo wszyscy przeszli swoją drogę, swoje zwątpienia i w końcu – najczęściej – zwycięstwo, i chcą Ci pomóc… ale chyba nie chcesz na to pozwolić…
          Nie „piszę mądrze”. Nie mogę pisać mądrze, bo nie znam zamysłów Boga, bo nie mam odpowiedzi na miliony pytań. Sama jestem w bardzo trudnej sytuacji, jestem młodą kobietą, której być może grozi najgorsze, której być może nie będzie pisany ślub z mężczyzną, którego kocham, i posiadanie dzieci. Ale nie chcę tu rozwodzić się nad swoim problemem, Bóg go zna. Usiłuję jedynie zrozumieć, po co odmawiać nowennę z przeświadczeniem, że „jeśli nic się nie zmieni, to koniec”. Czy nam o tym decydować, kiedy koniec?Szczera modlitwa może zakończyć się na dwa sposoby – zgodnie z wolą Bożą, co ZAWSZE jest dla nas najlepsze, lub jako rezultat naszego walkowera – fiaskiem, na które godzimy się wyłącznie z naszej woli nie czekając na to, co może przynieść przyszłość. Dlatego ja stawiam na ufność do końca. I Ciebie proszę o to samo – wierz, nie popadaj w zwątpienie, bo zły tylko na to czeka. Wierząc, modląc się do samego końca, nie możesz przecież niczego stracić, wyłącznie zyskać! Z kolei wątpiąc i bojąc się, możesz tylko pogorszyć swój stan, staje się to dla Twego umysłu i ciała stanem normalnym. To są też rzeczy znane już medycynie, nie tylko w sferze ducha! Zastanawiam się czasem, myśląc również o sobie – czemu tak mało w nas wiary? Co tracimy, wierząc bez końca? Czemu popadamy w czarną rozpacz nie wierząc w to, że nasz problem to może jedynie pstryczek w nos na opamiętanie od kochającego Ojca? Wszystko jest tak straszliwe, jak wielką rangę sami temu nadajemy. Co Bóg dał, może i odebrać. Skoro nami potrząsnął, to nie chce naszego zmarnowania – i już samo to powinno nas napawać nadzieją! Bóg chce, byśmy przewartościowali nasze życie, byśmy wyciągnęli jakieś wnioski z sytuacji, w której strach zagląda nam w oczy. A nie wyciągamy tak często żadnych. Historia naszej wiary pokazuje tysiące, setki tysięcy ludzi uzdrowionych z przypadków po ludzku beznadziejnych, tysiące nieoczekiwanych zwrotów akcji, a my dalej nie wierzymy, że to się dzieje i że Bóg daje nam dokładnie taką samą możliwość. Uznajemy tych szczęśliwców za wybrańców, a nie przychodzi nam do głowy, że to swoją przemianą zapracowali na drugie życie. Bezradna, piszesz też o tych, którzy dostąpili miłosierdzia mimo, że byli grzesznikami. Prawdę mówiąc, albo nawrócili i odmienili się całkowicie na chwilę przed otrzymaniem łaski, albo natychmiast po niej. Ja wolę nie czekać, wolę zrobić wszystko, co w mojej mocy, by udowodnić Bogu, że jestem godna pomocy. Przemianą jest też całkowite zaufanie i odrzucenie lęku. A przecież to też mi nie daje żadnej gwarancji – ale czy mam przez to przestać…???

          Nowenna Pompejańska jest wymagająca. Ale to przecież właśnie daje pewność, że będziemy mieli dużo czasu na wewnętrzny remont. Każdy „sprząta” w innym czasie, inny chaos. Zdrowy rozsądek mi podpowiada, że jeśli „klepiemy zdrowaśki” z poczuciem, że „targujemy się” w ten sposób z Bogiem, że teraz to już musi nam coś dać za poświęcony czas, może lepiej nie męczmy się, zarzućmy nowennę od razu. Bezradna, piszesz: „nikt z nudów nie modli się na Różańcu przez 54 dni”. Z nudów chyba nikt, to byłoby kuriozalne. Różaniec odmawia się z chęci przybliżenia do Maryi i oddanie Jej czci. Wybacz, ale już to zdanie mówi trochę o Twojej postawie. „Nikt”…? Moja babcia modli się codziennie na różańcu 60 rok życia, nie opuściła ani jednego dnia, poza nią znam takich ludzi naprawdę bardzo wielu. Dla nich to nie jest heroiczny wyczyn, nie robią tego w ramach cierpiętniczej ofiary dla Boga, to mistyczna chwila dla nich samych. Ja też nie wiem, jaki będzie skutek po zakończeniu tej nowenny. Wiem jedno – o inne rzeczy modliłam się blisko 10 lat, zanim je otrzymałam. A otrzymałam je w czasie, w sposób i w okolicznościach, kiedy byłam na to w pełni gotowa, by to przyjąć i docenić. O inne też modliłam się latami, i ich nie otrzymałam. I Bogu dzięki, bo z perspektywy czasu widzę, że sprowadziłyby mnie na dno. Jest takie zdanie: na końcu zawsze jest dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec. Wierzę w to głęboko. Wszystko się ułoży, zobaczysz, będzie dobrze. Wierzą w to chyba wszyscy na tym forum, ale to nie zdziała niczego, jeśli razem z nami nie uwierzysz i Ty:) Uszy do góóóry!

  29. Wavatar Bezradna pisze:

    Nikogo nie chcę zniechęcać do odmawiana tej nowenny. Zawsze modlę się z wiarą, zaufaniem i miłością do Boga, „zdrowaśków nie klepię” bo uważam, że to strata czasu, poza tym modlitwa to rozmowa, więc nie można z kimś bezmyślne rozmawiać, zwłaszcza z Panem Bogiem i Matką Bożą i taka jest moja modlitwa. Ja wiem, że wiara czyni cuda i tego doświadczyłam. Już wspominałam, że modlę się w tej intencji długo i nie tylko się modlę, nie siedzę i nie czekam na cud. „Usiłuję jedynie zrozumieć, po co odmawiać nowennę z przeświadczeniem, że jeśli nic się nie zmieni, to koniec”. Bo nie jestem kamieniem, który może stać w jednym miejscu wieki i nic go nie rusza i jest mu wszystko obojętne co się dzieje dzisiaj jutro i za rok, a bardzo bym chciała nim być, kamień nie musi mieć serca ani marzeń, które ja mam, chce je zrealizować to takie złe? Mogę je zrealizować nawet dzisiaj idąc po trupach do celu, ale oglądam się na ludzi i na Boga, to też jest złe? Teraz jestem już zmęczona tak bardzo jestem zmęczona jak bym miała 100 lat. Panie Boże zamień mnie w kamień.

  30. Wavatar Anna Weronika pisze:

    Witam
    Jestem w bardzo trudnej sytuacji życiowej, po ludzku kompletnie nie zrozumiałej. Półtora roku po ślubie mąż chciał się ze mną rozstać. Zawsze byliśmy blisko Boga oboje. Nie tylko Msza św była dla nas ważna, oboje byliśmy zaangażowani w życie religijne i działalność diecezji. Odmówiłam pierwszy raz nowennę i wtedy po ludzku patrząc nastąpił cud w tej sprawie. Niestety po 4 miesiącach sytuacja wróciła do złej „normy”, w dodatku mąż wyprowadził się ode mnie do rodziców. Zaczęłam odmawiać drugą nowennę po 2 miesiącach od jego wyprowadzki, zakończyłam i wtedy wydawało się, że nie ma owoców. Ostatnio dopiero zdałam sobie sprawę, że wtedy odnowiłam kontakt z Teściami, którzy chcą uratowania naszego małżeństwa a mąż zaczął przynajmniej chodzić do kościoła. Może jeszcze stało się coś o czym nie wiem… Od tamtej pory minęło ponad 3 miesiące a między nami jest wręcz coraz gorzej. Mąż wciąż mieszka u rodziców i nie chce próbować ratować naszego małżeństwa. Niedawno podjęłam nowennę po raz trzeci. Czuję się trochę spokojniejsza ale wciąż myślę o tym, boję się, co z nami będzie. Przecież jesteśmy małżeństwem sakramentalnym, mąż jest dobrym i wartościowym człowiekiem. Wciąż pytam Boga o co chodzi… Proszę Maryję o wyproszenie cudu, przecież ona wie jak się czuję. Ufam, że cud nastąpi, chociaż patrząc po ludzku wszystko jest już przegrane. Co robić, jak żyć…?

  31. Wavatar kasia pisze:

    Ja jedną nowenne już odmówiłam w intencji powrotu chłopaka,który mnie zostawił,mija już 7miesięcy a ja nie potrafie o nim zapomnieć,kocham go,chce,aby był moim mężem i ojcem moich dzieci,W tej intencji zaczełam odmawiać nowenne.Jestem trochę zawiedziona,że Mateczka nie wysłuchała mej prośby,ale odpędzam te złe myśli od siebie i odmawiam już 18dzień drugiej nowenny w tej samej intencji.Wierze,że nastąpi cud,że Mateczka wysłucha moich próśb.W tej samej intencji odmawiałam nowenne do św.Judy Tadeusza,św.Antoniego,Ojca Pio.Byłam w Częstochowie prosząc Matkę przed jej obrazem,żeby wrócił do mnie.Chwytam się wszystkiego.Jutro są jego 31urodziny.Proszę Was,abyście wspomnieli mnie w swoich modlitwach.Bóg zapłać.

  32. Wavatar Renata pisze:

    Odmawiam teraz po raz trzeci Nowennę Pompejańską, w intencji stałej pracy dla męża. Pierwszą odmówiłam w intencji rzucenia palenia papierosów. No i nie palę od ponad 2 lat, po około 15 latach nałogowego palenia. A stało się to z dnia na dzień, na dodatek otrzymałam wiele innych łask, o których nawet nie marzyłam. Drugą odmówiłam w intencji stałej pracy dla mnie i ją dostałam, ale nie od razu, musiałam trochę poczekać. Tym razem, też będzie dobrze, bo będzie taj jak Bóg zechce. Zyskałam wielkie nabożeństwo do naszej Matki, kocham ją bardzo. Moja wiara się pogłębiła. Maryja zaprowadziła mnie do Jezusa. Jestem Jej bardzo wdzięczna.

  33. Wavatar Grazyna pisze:

    Witam wszystkich .Ja za tydzien koncze nowenne i ciesze sie ze wytrzymalam ,modle sie za moich dzieci .Nowenne odnalazlam na jakies strone spodobala mi sie odrazu ale nie podjelam sie jej odrazu bo balam sie ze nie dam rady ,wciaz wracalam na ta stronke i mowilam sobie …od jutra ….az w koncu zaczelam.Zauwazylam ze trzymanie rozanca sprawia mi przyjemnosc zaczelam go lubiec choc rozaniec odmawiam od wielu lat ale teraz on stał mi sie nie wiem jak to nazwac on mi daje cieplo serca moglabym go wcale nie wypuszczac stal mi sie przyjacielem.Ale szatan tez uderzyl on nie lubi rozanca ,syn mial wypadek mogl byc grozny ale trzy dni przed wypadkiem nalozylam mu na szyje szkaplerz Matki Boskiej Bolesnej ,maz lecąc mu na pomoc naderwał miesien ale ja byłam spokojna uklekłam i modlac sie poprostu mowilam Matenko badz przy nim ,szpital a ja wciaz spokojna ale szatan uderzyl znowu przez tydzien gnebil mnie bylam nerwowa byl niepokój nawt moj syn mnie denerwowal ktory byl okaleczony ,ale wytrwalam.To wspaniala modlitwa ,teraz jak skoncze zaczynam nastepna nowenne i dokladam tajemnice Swiatła.

  34. Wavatar ten pisze:

    O nowennie także dowiedziałem się niedawno. Od ponad roku modlę się o pomoc w moich problemach sercowych. Może nie wydają się one tak poważne, jak wcześniej wspomniane przez innych intencje, jestem bardzo młody i zapewne niedoświadczony. Tą sprawą jest nieodwzajemniona miłość. Pewnie każdy by mi poradził „nie przejmuj się, otwórz się na drugą miłość” jednak nie jest to dla mnie takie łatwe. Nie dość, że cała historia jest długa i skomplikowana, to ta ważna dla mnie osoba jest kimś, z kim widze się dzień w dzień. To nie pozwala mi zapomnieć, skupić się na nauce, w szkole i w domu. Może dzięki temu dokonałem w sobie pewną odmianę religijną, większą uwagę przywiązuje do modlitwy. W tym roku poszedłem na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Odmawiałem także kilka razy nowenne 9cio dniową do św. Judy, jej opisy o skuteczności były bardzo podobne do tej nowenny. Sytłacja się jedynie pogorszyła. Staram się, choć z trudem, modlić się o spokój na duszy, ponieważ modlitwa o konkretną osobę może być wbrew woli Bożej. Nowenna do Najświętszej Panny Pompejańskiej może przyniesie mi spokój, harmonię. Od dzisiaj zaczynam. Mam nadzieję, że dotrwam do końca. Szczęść Boże!

  35. Wavatar Gabi pisze:

    Odmawiam nowennę, którą zakończę w Wigilię Bożego Narodzenia, część błagalną zakończę w pierwszą niedzielę Adwentu, a potem będzie czas oczekiwania, aby się zdarzył dla mnie cud, mam ogromną nadzieję, że Matka Boża Pompejska, poprzez Różaniec Święty, znajdzie rozwiązanie mojego problemu. Myślę, że moja wiara przeniesie góry. Obym wytrwała, bo od kiedy rozpoczęłam zaczęły się mnożyć przeciwności, życzę wszystkim wytrwałości.

  36. Wavatar Grazyna pisze:

    Ja do Ten …..Fantastyczny chłopak jesteś ,uciekasz w modlitwę urzekłeś mnie .Ja mam syna w Twoim wieku chciałabym żeby był taki jak Ty.Nie wiem gdzie mieszkasz ale zainteresuj się Mszą o Uwolnienie i Uzdrowienie w Twoim miejscowości.Może uzyskasz Spoczynek w Duchu Świętym jest to piękna msza wielu ludzi po takim spoczynku czuja pokój duszy .Ja spoczęłam już 4 razy to niesamowite uczucie wracam odmieniona spokojna lekka szczęśliwa .Kocham Boga ,kocham wszystkich ludzi .Wytrwaj nie jest trudno ..ale pamiętaj ze szatan będzie ci przeszkadzał….Alleluja i do przodu

    • Wavatar ten pisze:

      Cóż, niewiele powiedziałem o sobie, ale dziękuje za miłe słowa. Szczeże mówiąc nie słyszałem jeszcze o tego rodzaju mszach… Dziękuje za sugestię, postaram się czegoś dowiedzieć o nich :) Z Bogiem!

  37. Wavatar samasam pisze:

    Hmmm i ja mam podobną intencje. Odmowilam juz 3 nowenny pompejańskie za bycie z ta osoba, tylko każda inaczej sformulowalam. Pierwsza za to zeby był moim chłopakiem to w trakcie nowenny poznalam innego chłopaka i pomyslalam ze moze taka wola Boza ze mam byc z tym innym. Jednak okazalo sie ze mimo iz probowalam okazalo sie to kompletnym niewypalem. Potem zaczelam odmawiac druga za to zeby został moim męzem. Co prawda w trakcie tej nagle sie odezwal i sie umowilismy nawet , ale potem juz kolejnego spotkania nie chcial. :( No i calkiem niedawno skończylam odmawiac 3 nowenne w intencji aby miec z nim dziecko. Efekt dwa przypadkowe spotkania i na tym koniec. Teraz jestem w trakcie odmawiania 4 juz nowenny w intencji zeby chociaz jeszcze na jedno spotkanie go miec, chociaz na godzine pojsc z nim gzdies na kawe :( A od czasu odmawiania pierwszej nowenny minie nieldugo rok. Niestety nadal jestem samotna tak samo jak bylam i nie widze juz chyba nadzieji na to ze kiedykolwiek moze sie to z mienic.

  38. Wavatar kasia pisze:

    ja do samasam.Nie trać wiary i trwaj na modlitwie.Ja odmawiam drugą nowenne w takiej samej intencji.Najważniejsze to się nie załamywać i wierzyć.

    • Wavatar samasam pisze:

      No właśnie to jest tak, że raz mam siłe i wierze ze jeszcze nie wszystko stracone i w końcu zostane wysłuchana i będę szczęsliwa, ale są chwile, ze juz nie daje rady. :(

      • Wavatar bezradna pisze:

        Może najlepiej dać sobie spokój i pogodzić się z tym jak jest, nigdy nie jest tak jak chcemy, takie życie

        • Wavatar Takajedna pisze:

          Ludzie, patrzcie na to racjonalnie. Wiem, że to piękne wymodlić sobie kogoś, ale pomyśl, że może ta osoba po prostu nie jest Tobie pisana. Żadną modlitwą nie wzbudzisz miłości nikogo do siebie. Jeśli czujesz taką potrzebę odmów raz, dwa i zapomnij. Jeśli będziecie mieli się zejść to zejdziecie się po 10 latach. Przykładem mogę być ja i mój chłopak. Mieliśmy się ku sobie, nie wyszło, może dlatego, że byliśmy szczeniakami, zeszliśmy się po 7 latach. I też byłam zaślepiona w takim jednym, który wydawał mi się ideałem… I ciesze się, że z nim nie jestem. Olej typa.

  39. Wavatar zauroczony-porwany-uniesiony pisze:

    świadectwo moje jest proste: odmawiając Nowennę Pompejańską z dnia na dzień rozumiałem więcej, niż moje życie dotychczasowe. Dusza moja otwarła się poprzez Maryję i skierowała się na oddanie serca Jezusowi ku i przez chwałę Najwyższego Boga Jedynego. Zrozumiałem, że marność życia jest siłą i nadzieją życia w Chrystusie i poprzez Chrystusa. Intencja Nowenny została wypełniona w dniu zakończenia Nowenny. Nie jest to przypadek, ale działanie Maryi, która wybłagała łaski dla mnie i mojej rodziny. Siła jest w odmianie serca a poprzez odmianę serca w odmianie rzeczywistości.

  40. Wavatar zauroczony-porwany-uniesiony pisze:

    Zacytuję jeszcze za Mike’iem Yaconelli z „Modlitwy do Ducha Św.”: „(…)Nie otrzymałem niczego, o co prosiłem, Lecz otrzymałem wszystko, Czego pragnąłem.” . Ducha nie zatwardzajcie, ale otwórzcie się na Słowo! Życie Wasze się odmieni!

  41. Wavatar tinella pisze:

    Już dawno nie byłam na tej stronie…..Ja również odmawiałam Nowennę Pompejańską.Odmówiłam dwie po sobie,każda w innej intencji.Minęło prawie 3 miesiące od zakończenia drugiej nowenny i na razie jeszcze łąski nie otrzymałam.Trochę zaczynam wątpić,bo sprawa o którą się modliłam komplikuje się i bez Matki Boskiej po prostu nic nie mogę.Sama nic nie mogę a martwię się,że może jeszcze nie czas łąski a konskwencji nie dam rady udzwignąć…Modlę się dalej o to samo ale już nie NP.Może to jesst oznaka niewiary?

    • Wavatar do tinelli pisze:

      Też nie otrzymałam łaski, o którą prosiłam w nowennie, nie przejmuj się tak czasem bywa, trzeba czekać i nie tracić nadziei. Dasz radę udźwignąć wszelkie konsekwencje, bo jeżeli one się pojawią to będą tak ciężkie, że „w sam raz” dla Ciebie. Cierpienie uszlachetnia, oczyszcza, daje miłość największą siłę, jeżeli ufasz to wszystko przetrzymasz. Ale może tak w ogóle nie będzie i otrzymasz łaskę o którą prosiłaś. Czy będzie dobrze czy źle pamiętaj, że Matka Boża stoi obok Ciebie i czuwa nad Tobą, tego możesz być pewna i nie miej o to wątpliwości, ponieważ jest różnica kiedy się wątpi w otrzymanie łaski, a kiedy w Tego, który tej łaski ma udzielić. Nie pozwól, żeby zły odciągnął Cię od Boga szepcząc Ci do ucha „zobacz jaki Pan Bóg jest obojętny na twoje modlitwy, tak się starasz a On nic, zostaw Go, po co ci to, to w ogóle nie dział” albo jeszcze sprytniej „za mało ufasz, za mało wierzysz, źle się modlisz, nie zasłużyłeś, taka jest Jego Wola, poddaj się”. Módl się tak jak by wszystko zależało od Boga, ale działaj tak jak by wszystko zależało od Ciebie. Powodzenia :)

  42. Wavatar ten pisze:

    najbardziej bolesne jest zaakceptowanie woli Bożej. Ale właśnie w tym musi się objawiać nasza wiara… Przyznaje ze sam nie potrafię sobie poradzić z tą sprawą. Gdy podczas modlitwy, wymawiając intencje, mowie „niech będzie wola twoja, Boże” to do oczu napływają mi łzy i znowu powtarzam, na czym i na jakiej łasce mi zależy, jakbym mowił to dopiero pierwszy raz (a modlę się o to samo już półtora roku…). Trudną sprawą jest także to, jak powinniśmy oczekiwać na łaskę, gdy odmawiamy wciąż modlitwę w tej samej intencji. Czy myślenie „Bóg da ci to czego pragniesz, liczy się cierpliwość” jest najwłaściwsze? Z jednej strony niby tak, w końcu to jest to ufność wobec Boga. Jednak z drugiej strony może „nie wymagajmy za dużo, nie czuj się taki pewny bo może nie zasługujesz”. Staram się ufać Bogu pomimo wszystko i wierzyć, ale także boje się, że „im bardziej ufam, tym większy kryzys religii mogę przeżyć w przyszłości”
    jestem w 9 dniu nowenny. Boje się że Maryja stała się już moją… Jedyną nadzieją… Z bogiem.

    • Wavatar ala pisze:

      hej! kazdy z nas ma takie obawy i uczucie niepwnosci a pozniej winy, ze moze zbyt malo ufamy. najwazniejsze jest to aby sie nie przestawac modlic. nie wiemy jak dziala Bog ale jestem pewna, ze nas wysluchuje.

  43. Wavatar Bezradna pisze:

    Długo zastanawiałam się czy to napisać, właściwie to nie wiem co robić. Ja już chyba nie wierze, że ta nowenna i Bóg coś zmieni. Można gorąco modlić się na Różańcu bardzo długi czas i przestać wierzyć, to jest przerażające. Nie rozumiem dlaczego Matka Boża się za mną nie ujęła. Zrobiłam bardzo wiele ale nie dałam rady.

    • Wavatar ten pisze:

      Też mam takie obawy. Trudno jest wierzyć w sukces, gdy wszystko układa się w inny sposób. Nie jest wykluczone, że nie poukłada sie wszystko tak jak chcemy (aż z trudem przychodzi czytanie pierwszych wypowiedzi na tym forum mówiące o sukcesie osób odmawiających nowennę). Wszystko zależy od woli Boga… Maryja jedynie wstawia się za nami… Wiem, że to wcale nie jest pocieszające, ale można modlić się z myślą „modlitwa nigdy się nie marnuje, zawsze coś da, czy na tym czy na drugim świecie” Taka jest prawda. Jeżeli tak staramy się trwać w modlitwie, to na pewno zostanie to nam wynagrodzone… Tylko nie wiadomo kiedy, gdzie, i… jak…

  44. Wavatar Arkady pisze:

    Ja też zastanawiałem się długo, czy to napisać… Czytam to forum od bardzo, bardzo dawna. Bezradna – uwierz mi, nie tylko Ty miewasz kryzysy wiary, oczekujesz od dawna upragnionej łaski i masz chwilę zwątpienia, ale tylko Ty dajesz ciągle upust swojemu niezadowoleniu z tego, że Bóg nie działa co do joty według Twojej myśli, że każe Ci czekać, czuć, doświadczać cierpienia. Z Twoich słów przebija nie wiara, ale defetyzm i roszczenie – modlę się, więc mi daj! A jak nie, to zamień mnie w kamień albo przestane odmawiać nowennę. Aniele, gdyby wystarczyło do tego tylko klepanie zdorwasiek przez 54 dni, robiłby to cały świat i wszyscy ludzie mieliby to, o czym by pomarzyli, nawet, jeśli spełnienie ich modlitw dla innych miało by katastrofalne skutki. Na szczęście ten świat jest urządzony mądrze, Bóg czasem nie spełnia w danym czasie marzeń jednego człowieka po to, by nie przyniosło to zguby jemu i innym. Ileż to razy nie znamy się sami, nie wiemy, na ile wytrwamy w poprawie, we wdzięczności za łaskę! A Bóg to wie. Jeśli się temu NAPRAWDĘ zaufa, to mimo cierpienia można poczuć spokój i ulgę, ale to zależy OD NAS, od naszego nastawienia i wiary, całe nauczanie Jezusa na Ziemi jest o tym. Kilka osób na forum próbowało już łagodnie wlać w Ciebie ten spokój, bo sami przeżyli podobne dramaty. Życzę i Tobie, i wszystkim wysłuchania ich łask, ale czasem łaską jest jej POZORNY brak. Zmusza do wzięcia się garść, zmiany stylu życia na nowy, podjęcia wysiłku, spokornienia. Ciągłe manifestowanie swojego zwątpienia w siłę Słowa Bożego raczej nie zachęci Go do pomocy. Wierzyć trzeba do ostatniego oddechu. I niejednokrotnie zdarza się, że cud przychodzi właśnie wtedy, kiedy człowiek odda już wszystko, jest na granicy śmierci i rozpaczy, ALE WIERZY. Może potrzebujesz mocniejszego bodźca? Poczytaj inspirujące książki, poszukaj kogoś, kto przeszedł przez podobną sytuację, wybierz się do jakiegoś sanktuarium, poszukaj wsparcia w Odnowie w Duchu Świętym, pójdź na mszę o uzdrowienie… Nie wiem, co Ci dolega, ale nie stój w miejscu, kołacz, szukaj i proś, a w końcu się doprosisz, wiem to i modlę się gorąco o to dla Ciebie ! :) Ale skoro Bóg póki co ma wobec Ciebie inne plany, choć jeszcze ich nie widzisz, to może nie zniechęcaj do nowenny innych, którzy pojawili się tu, by utwierdzić się w przekonaniu i wierze, że jest sens odmawiać tę modlitwę, bo może ich wiara byłaby w stanie ich ocalić. Powinniśmy nawzajem budować się w wierze, nie na odwrót.

    • Wavatar Bezradna pisze:

      To bardzo przepraszam, już nie będę nikomu w niczym przeszkadzać

      • Wavatar ala pisze:

        przeciez Arkady nie napisal, ze przeszkadzasz.Twoje komentarze sa bardzo przygnebiajace a wszyscy, ktorzy zagladaja na to forum reguralnie lub przypadkiem robia to bo szukaja wsparcia i zachety. Czy naprawde nic pozytywnego nie wydarzylo sie w Twoim zyciu poprzez ta nowenne? Matka Boska wysluchala mojej prosby. Ale oprocz laski w zyciu doczesnym, nauczylam sie lepiej modlic. Nowenna pompejanska choc trudna i wymagajaca daje mi wiele radosci

        • Wavatar Bezradna pisze:

          To bardzo przepraszam nikogo już nie będę przygnębiać

          • Wavatar ten pisze:

            nie tylko tobie jest ciężko. Jednak skoro odmawiamy tą nowennę to starajmy się wierzyć. Ja zacząłem myśleć na taki chłopski prosty sposób: póki odmawiam-wierzę w otrzymanie łaski, a to, że skończę i dalej jest mi źle, to będzie potem, jeszcze nie teraz. Więc będę rozmyślał nad tym później. Trochę ten tok myślenia jest przyziemny, wiem, jednak na pewno lepszy niż zamartwianie się na zapas co prowadzi do utraty wiary…

  45. Wavatar sama pisze:

    Znam nowennę od 2 lat. Nigdy nie modliłam się , żebym ja otrzymała jakiekolwiek łaski. Wierzę, że Bóg czuwa nademną i żaden włos z głowy mi nie spadnie bez jego zezwolenia. Jeśli mnie doświadcza to dla mojego dobra, ktore zaowocuje w przyszłości. Modlę się za inne osoby bliskie mojemu sercu. Te osoby nie wiedzą , że ja ich ogarniam modlitwą. Może kiedyś im powiem. Otrzymałam dla nich bardzo dużo łask za przyczyną NP. Widocznie modlitwa wstawiennicza ma bardzo dużą moc. Pozdrawiam Wszystkich. Odwagi.

  46. Wavatar Arkady pisze:

    Bezradna, dlaczego przekręcasz moje słowa? Nie powiedziałem, że komuś przeszkadzasz. Widzisz, co chcesz, i może w tym tkwi problem… Zastanówmy się: po co jest forum? By dzielić się swoimi odczuciami, ok. Ale skoro dzielimy się i rozterkami, logicznym jest, że ktoś na nie zareaguje, zechce pomóc. Piszę tylko, że starało się to zrobić wiele osób, ale negujesz każdą jedną wypowiedź, nie dajesz sobie pomóc, nie wydajesz się być zainteresowana niczyimi słowami otuchy. Więc odpowiedz tylko na spokojnie: czego oczekujesz? Wydajesz się słuchać tylko siebie. Ale skoro nie życzysz sobie wsparcia, jeśli nie szukasz pomocy w umocnieniu swojej wiary, wystarczy powiedzieć, nie będziemy się narzucać ze słowami otuchy. Bo jeśli szukasz po prostu miejsca, w którym możesz dać upust niezadowoleniu z tego, że Bóg nie działa po Twojej myśli, że taaaaaka długa nowenna na darmo, to weź pod uwagę, że wiele dusz po przeczytaniu tego może na starcie z niej zrezygnować. A przecież tak modlitwa nie jest nieskuteczna tylko przez to, że Ty jeszcze czekasz na swą łaskę. Zwrócenie uwagi, że siejesz defetyzm, nie jest od razu sygnałem: przeszkadzasz komuś, idź sobie, tylko prośbą : zastanów się na spokojnie, czego oczekujesz? Jeśli wsparcia, to spróbuj zaufać tym, którzy z serca radzą Ci się wyciszyć, zawierzyć całkowicie Bogu i zmienić troszkę postawę. Nie dlatego, że są mądrzejsi. Dlatego, że każdy przeszedł swoją drogę i spostrzeżenia końcowe są takie same u wszystkich: WARTO WIERZYĆ MIMO WSZYSTKICH PRZESZKÓD. Na początek radziłbym zmienić nick z Bezradnej na np. Ufająca, Wytrwała, etc. Już sam nick mówi wiele o Twojej postawie do siebie, o szufladce, do której się wrzuciłaś i nie chcesz pomóc się z niej wyciągnąć… A Ty już zrób z tym, co uważasz.

    • Wavatar Bezradna pisze:

      Czego oczekiwałam od tego forum? – że znajdzie się chociaż jedna osoba, która zapyta wprost „czy mogę ci jakoś pomóc?”. Nikt się nie odważył, bo jeszcze trzeba by było zrobić coś konkretniejszego niż napisać kilka słów o Bogu, a teraz jest za późno mimo wszystko dziękuje wszystkim za słowa otuchy, są dla mnie naprawdę cenne. Nie jestem „Wytrwała”, taka prawda, nie znam Woli Bożej, a swoich marzeń nie jestem wstanie zrealizować, dlatego jestem bezradna. Chciałam swoimi słowami na tym forum zwrócić uwagę, że są na świecie ludzie nieszczęśliwi z różnych powodów, naprawdę nieszczęśliwi i na Miłość Boską, nie zwalajcie wszystkiego na Boga i Jego Wolę, nie każcie im wierzyć i ufać w Boga, bo im jest potrzebny człowiek, osoba fizyczna, którą widzą i w bardzo trudnej chwili nie musza się wysilać, żeby wierzyć w niewidzialnego Boga, przecież jesteśmy do Niego podobni i On nami się posługuje aby sobie wzajemnie pomagać. Nikt nie może powiedzieć, że kocha Boga jeżeli nie kocha drugiego człowieka i nikt nie uwierzy że Bóg go kocha jeżeli czuje że żaden człowiek go nie kocha. Kończę moje pisanie na tym forum, najlepiej będzie jak te słowa nie będą już komentowane. Wtedy strona się zapełni licznymi radosnymi świadectwami, to moje nie będą takie przygnębiające i zniechęcające. Zawsze pisałam szczerze co czułam, nikogo nie miała zamiaru urazić ani zniechęcić. Życzę wszystkim powodzenia i wytrwałości.

      • Wavatar Wierząca pisze:

        Ja nie chcę Ciebie krytykować. Nie znam ani Ciebie, ani Twoich problemów. Sama nie mam zbyt wielu powodów do uśmiechów. Wiele rzeczy nie układa się po mojej myśli. Kiedyś byłam podobna do Ciebie. Cały czas niezadowolona, że wszystko jest nie tak. Pewnego dnia jednak zrozumiałam, że może tak właśnie ma być, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Może dzisiejsze cierpienia są po to, abyś doceniła w większym stopniu późniejsze szczęście. Myślę, że nikt na tym forum nie życzy Ci źle, bo tutaj trafiają wszyscy, którzy mają duże problemy. W końcu poświęcone jest Nowennie Nie Do Odparcia. Ja w pewnym momencie zaczęłam próbować na koniec dnia wyliczać i dziękować Bogu, co dobrego mnie w danym dniu spotkało. I uwierz mi wcale nie były to rzeczy, o które prosiłam Pana Boga, tylko np. że wróciłam bezpiecznie do domu (przecież wielu ludzi wychodzi rano z domu i nie wraca do niego wieczorem), że mogłam zjeść ulubione ciasto (przecież wielu ludzi nie stać na to aby jeść to co chcą, niektórzy przecież głodują umierają z głodu), nawet za to że weszłam po schodach na 5 piętro (przecież niektórzy są przykuci do wózka inwalidzkiego i marzą o tym, co dla nas jest uciążliwe). I może to głupie, ale naprawdę pomaga, bo nagle okazuje się, że jednak jest coś dobrego w naszym życiu. Staram się być również uprzejmiejsza dla innych ludzi, nawet jeśli widze, że to wykorzystują i nie odpłacają mi podobnym w potrzebie, wychodzę po prostu z założenia, że ich osądzi Bóg, a ja pomagając innym również czuję się szczęśliwsza widząc ich uśmiech na twarzy.
        Tak więc nie poddawaj się i również nie narzekaj, bo złe myśli przyciągają złe wypadki. Spróbuj postawić się w miejscu Matki Boskiej i powiedzieć: „Oto ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego”. Może jeśli nie będziesz liczyć nie nic, to wszystko co otrzymasz – docenisz, bo wydaje mi się, że teraz po prostu jesteś zaślepiona tym czego pragniesz, nie widzisz wszystkiego innego co być może jest dobre w Twoim życiu.
        Mimo wszystko życzę Ci, aby wszystkie Twoje pragnienia się spełniły i abyś w końcu mogła opowiedzieć nam na forum swoje świadectwo Nowenny Pompejskiej:)

  47. Wavatar Ruda pisze:

    Kurczę, Bezradna, troszkę już przyhamuj. „Nikt się nie odważył, bo jeszcze trzeba by było zrobić coś konkretniejszego niż napisać kilka słów o Bogu”. Oczekujesz, że wszystko zrobi za Ciebie albo Bóg, albo domyślni ludzie… co robisz sama w tym kierunku? Padło z Twoich ust”dziękuję”, „proszę”…? Zarzucasz brak zainteresowania choć od dłuższego czasu większość wypowiedzi na forum kręci się głównie wokół wspierania Ciebie… i takie słowa teraz.. Nikt nie spytał wprost nie z braku odwagi, którą zarzucasz, tylko dlatego, że po 1. – nigdy sama nie kwapiłaś się do opisania swojego problemu, więc nikt nie chciał wchodzić z butami, 2- faktycznie bez pardonu negowałaś każde łagodne wyciągnięcie ręki, więc po co ryzykować więcej?, 3 – nowenna jest od spraw beznadziejnych, czyli głównie dla tych, którzy nie szukają już pomocy ludzkiej, tylko chcą zawierzyć całkowicie Bogu, więc to chyba normalne, że o TYM tu się pisze i zakładaliśmy, że Tobie też już może pomóc tylko Bóg… jeśli można Ci jeszcze pomóc na sposób ludzki, wystarczyło napisać albo poszukać pomocy na forum chrześcijańskim temu poświęconym. Faktycznie nie zaśmiecajmy już tego forum… inni też mają problemy i potrzebują wsparcia.

  48. Wavatar kasia pisze:

    Proszę Was o radę,bo nie wiem co mam robić.Chodzi o byłego chłopaka,którego dalej bardzo mocno kocham,mimo iż minęło już 7 m-cy od momentu,gdy mnie zostawił.Może wyda Wam się to błahy problem,ale nie radze sobie z tym.Zaczęłam się bardzo mocno i gorliwie modlić w intencji jego powrotu,zawierzyłam to Matce Bożej,św.Ricie iśw.Judzie Tadeuszowi.Trwam dalej na nowennie i bardzo wierze,że stanie się cud i wróci do mnie.Jednak rzeczywistość nie jest tak piękna,chciałam odnowić z nim kontakt,ale najwyraźniej On tego nie chce.Jedno jest pewne nie przerwie nowenny,wierze jeszcze bardziej,ale z drugiej strony nie wiem,czy przypadkiem nie robię źle skupiając się tylko na Nim.Czasem mam kryzys,bo jestem zła na Matkę,że mnie nie kocha i nie wysłuchuje moich próśb,zazwyczaj pojawiają się gdy zaczynam się modlić,jakby jakiś glos we mnie mówił”prosisz i tak nie otrzymasz,daj sobie spokój”,ale odpędzam te myśli.Dzięki tej nowennie(a mowie już drugą) czuję się silniejsza,wczesniej gdy mnie zostawił miałam mysli samobójcze,dzięki Bogu skierowałam swoje myśli na modlitwe.Teraz czuję,że naprawdę mocno wierzę,moja wiara się pogłębiła.Pamiętam,gdy znalazłam kartkę z tą nowenną w kościele,to pierwsza myśl była,że nie dam rady,że trzy części różańca to za dużo,a jednak dałam rade,mało tego czasem zdarza mi się odmówić nawet dwukrotnie.Chciałabym,żeby ta wiara nigdy nie minęła,żebym się znów nie załamała i żeby stał się podwójny cud,bo modlę się w intencji jego powrotu a także jego powrotu do Boga poprzez sakrament pokuty,który tak zaniedbał.
    Czy ja dobrze robię prosząc Boga o jego powrót,nie grzeszę tym?Proszę o radę i modlitwę.
    Z Bogiem.

    • Wavatar tinella pisze:

      żaden problem,nie jest błahy Kasiu. Ciężko jest pogodzić się z odejściem kogoś,kogo się kocha.Przedstawianie Bogu swoich pragnień nie jest grzechem. Panu Bogu podoba się udzielanie nam łask.Owoce Nowenny już widać.Jesteś silniejsza,wiara się pogłębiła,jesteś wytrwała.Bóg wie lepiej co jest dla nas dobre i kiedy nam to o co prosimy dać.Złości nas to,że nie mamy już ,teraz.Ja tez mam z tym problem.Nie rezygnuj z modlitwy i nie wątp w Matkę Bożą.Może powinnaś zmienić intencje np. o przemianę serca tego chłopaka?

      • Wavatar kasia pisze:

        Bardzo dziękuję za dobre słowo.Wczoraj ukończyłam nowennę.Czy coś się zmieniło?Przede wszystkim mam większą i mocniejszą wiarę,poza tym odnawia się małymi kroczkami kontakt z tym chłopakiem,mimo,iż wcześniej to była sytuacja beznadziejna teraz widzę dzieki wierze i Matce Boskiej światełko w tunelu.Ufam,że Mateńka przemieni serce tego chłopaka,żeby znów zagościła w nim miłość i w tej intencji odmawiam kolejną nowennę.Ta modlitwa daje tak wielką siłę,działa cuda,także zachęcam wszystkich do jej odmawiania,wystarczy zaufać i powierzyć Mateńce swe problemy.Różaniec ma wielką moc.

  49. Wavatar tinella pisze:

    Chciałabym podziękować za wsparcie.Czytam Wasze świadectwa i komentarze (Arkady,Ruda,Ten,Sama) do Bezradnej i myślę,że nie zaśmiecacie forum. Odpowiadacie przy okazji na problemy innych osób,które nie ujawniają się na forum . Ja również czytając je wyciągam wnioski dla siebie.Pozdrawiam

  50. Wavatar as pisze:

    To 35 dzień nowenny. Nadal z mężem wspólnie się modlimy. Nadal z radościa klękamy do modlitwy różańcowej. Pierwsze 27 dni były cudowne, ale teraz zaczynają się schody :( różaniec nie sprawia mi problemów, ale uciekła gdzieś wiara w intencje. Przeczytałam ww wpisy z jednej strony jestem przerażona, że piszecie o wszystkich moich problemach( tzn wasze słabości, waszae obawy są mi dobrze znane) ,a z drugiej strony nie umiem ,nie chce zrozumieć , że jest aż tak ciężko….. tak bardzo się boję, bo za dużą nadzieję pokładam w nowennie…. Wiem, że mam siłe na dalszą modlitwę, ale nie wiem czy poradzę sobie ze strachem, z tą słabą wierę….. Przeprszam…..

    • Wavatar Marek pisze:

      Próba! Trwajcie.

    • Wavatar ala pisze:

      mi tez czesc dziekczynna zawsze ciezko idzie ale skoro wszyscy mamy takie same doswiadczenia to moze ta druga czesc wlasnie ma taka byc? najwazniejsze to sie nie poddawac i nawet jak przyjdzie zwatpienie to nie przerywac nowenny. Powodzenia :)

  51. Wavatar as pisze:

    Serdecznie dziękuję za te wszystkie piękne słowa, które dodają siły by wierzyć… modlitwo trwaj….

  52. Wavatar Izka89 pisze:

    Witam wszystkich:)

    Zacznijmy od tego, ze o nowennie dowiedziałam sie od koleżanki w momencie gdy zrozumiałam, ze nie
    jestem do końca szczęśliwa ze swoim chłopakiem…
    Prawie dwa lata temu rozstalismy sie z Michałaem moją wielką miłością powodem bylo głupie nieporozumienie:( Przez ten czas nie było dnia, żebym o nim nie pomyślała, nie płakała…
    Jesienią tego roku zaczełam odmawiac tę nowenna razem z mamą i przyjaciółką, która została niedawno świerzo upieczoną mążatką, ale jest nieszcześliwa…
    Uniej w ostatnim dniu nowenny maż wyprowadził sie z domu i powiedził, że chcę rozwodu (dodam,
    że to ten związek nie nalażał igdy do udanych, a ona do końca nie była pewna tego ślubu).
    I do niej odezwała sie jej wielka miłość, ona go kocha od zawsze i jak sie okazuje ona też nie jest mu do końca obojętna.
    Do mnie Michał napiał po roku i 8 miesiacach na nk i prosił o odpowiedz na jego numer…
    Byłam w szoku a jednocześnie śmiałam się na głos;)))
    Pisalismy, on też jest w zwiazku ale jak to mi odp miłosć miłoscią… Wiedziałam, że nie jest zakochany… Ale był widocznie był zazdrosny o mojego chłopaka ja o nią w si\umie też i skończylismy pisać i uznaliśmy, ze nie będziemy juz ze sobą pisać.
    W ten pt znów się odezwał, bardzo mnie to zdziwło- to był ostatni dzień czesci błagalnej.
    Dzis dowiedziałam się , ze się rozstali kolejny CUD to było niewiarygodne dla mnie i nierealne A JEDNAK.
    Mówię teraz cześć dziękczynną i chcę by Bóg mi pomógł to wszystko poukładać…
    Jak narazie jestem miło zaskoczona bo to co sie stało było niesamowite zarówno u mnie
    jak u mojej przyjaciółki Soni;)
    Niech się dzieje wola Boża:)

    • Wavatar ten pisze:

      Izka, dziękujemy ci za to, że poprzez własne doświadczenia pokazujesz nam jak wiele zaskakującego potrafi zdziałać nowenna :-) Dziękujemy ci za to moralne wsparcie! To właśnie daje nam wiarę, pomaga wierzyć w wielka moc modlitwy do Maryii! Dlatego nie załamujmy się w 9, 15 czy nawet w 40dniu nowenny, w części dziękczynnej! Wiara przede wszystkim! Z bogiem!

  53. Wavatar Beata pisze:

    Odmawiam nowenne pompejska ,dzien przed wigilia koncze ,mam problemy zdrowotne ,a najbardziej dokucza mi nerwica lekowa i depresja ,prosze Matke Boza o ratunek ,biore leki ,ale nie wiele daja ,cala ufnosc pokladam w nowennie, wierze ze Maryja Najlepsza Matka pozwoli mi Swieta Bozego Narodzenia spedzic radosnie ,bez napadow lekow ,ktore sa koszmarne ,narazie widze poprawe bo lepiej spie i bez lekarstw i wierze ,ze przyjdzie jeszcze dla mnie promyk radosci i bede normalnie mogla zyc ,bo narazie jest to trudne ,zawsze bylam osoba wierzaca i wydawalo mi sie ,ze ufam Bogu i nie myslalam ,ze ta podla choroba jest w stanie mnie dopasc ,jednak dopadla ,moze to dla mnie proba wiary ,ale wierze że Maryja wyciagnie mnie i bedzie wszystko dobrze ,chociaz czasami trudno mi sie modlic ,ale Ona przeciez widzi moje zmagania i napewno mnie nie opusci ,bo przeciez mnie i kazdego z nas kocha i chce naszego dobra moze czasami mam chwile zwatpienia ,bo te lęki pojawiajace sie co chwila ,ale w glebi duszy wiem ,ze nie jestem z tym sama i wierze ,ze bardziej mi pomoze niz te leki przepisane przez lekarza i psychoterapia prowadzona przez przypadkowego psychologa ,bo Maryja mnie kocha i napewno chce mi pomoc.

  54. Wavatar do Beaty pisze:

    Droga Beato na potwierdzenie twoich słów: „W nocy odwiedziła mnie Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus na ręku. Radość napełniła duszę moją i rzekłam: Maryjo, Matko moja, czy Ty wiesz jak strasznie cierpię? – I odpowiedziała mi Matka Boża: Wiem, ile cierpisz, ale nie lękaj się, ja współczuję z tobą i zawsze współczuć będę, Uśmiechnęła się serdecznie i znikła. Natychmiast powstała w duszy mojej siła i wielka odwaga.” (Dzienniczek Świętej siostry Faustyny wers 25)

    • Wavatar Beata pisze:

      Dziekuje serdecznie za piekne slowa pociechy.Wierze ,ze Maryja i do mnie przyjdzie z pomoca i ,ze kiedys te lęki przestana mnie dreczyc ,ze w moim sercu zapanuje spokoj ,ze obudze sie rano szczesliwa i z radoscia wielbic bede Boga i Matke Boza za wielkie laski ,ze obedzie sie bez lekow ,ktore niewiele pomagaja ,ze bede sie smiac tak jak kiedys i z ufnoscia patrzec w przyszlosc i moja rodzina przestanie cierpiec z mojego powodu ,bo kochaja mnie ale nie umieja mi pomoc.

  55. Wavatar Anna Weronika pisze:

    Witam
    Nie jestem w stanie pojąć i już nie próbuję jak Maryja wstawia się za nami. Odmawiam nowennę 3 raz, teraz część dziękczynną. Sprawa, która z ludzkiego punktu widzenia była przegrana i zakończona jednak nie jest skreślona. Pan Bóg posługuje się ludźmi, po których nie spodziewałam się wcześniej pomocy. I pojawia się konkretna nadzieja, że moje małżeństwo jednak przetrwa. Nie wiem co mnie czeka. Mam oczywiście swoje pragnienia ale wiem, że nie muszę się już martwić. To jest po prostu niewiarygodne! Chwała Panu.
    Ufajcie!

  56. Wavatar ten pisze:

    dzisiaj ostatni raz odmawiam część błagalną, od jutra część dziękczynna. Dziękuję za słowa otuchy, nadziei. Dziękuję, ze wszyscy starają się aby to forum nie wymarło i dalej pomagało wszystkim, którzy poszukują pomocy u stóp Maryi poprzez nowennę pompejańską.
    Z Bogiem!

  57. Wavatar Nancy11 pisze:

    Witam. Również i ja chciałam podzielić się z Wami swoim świadectwem. Otóż pierwszy raz Nowenne Pompejańską zaczęłam odmawiać ponad rok temu. W moim życiu działo się źle z powodu pewnej sytuacji, która dla mnie samej była nie do rozwiązania. Pewnego razu natrafiłam właśnie na tę nowennę (wydaje mi się, iż nie był to przypadek ). Na początku miałam różne myśli z nią związane.. Mimo iż czasami odmawiałam różaniec, podjęcie się tej pięknej a jakże wymagającej modlity rodziło u mnie pewne obawy. Nie wiedziałam czy temu podołam. Lecz cały czas coś mnie do niej ciągnęło i w końcu postanowiłam ją odmówić. Początkowe dni były dla mnie bardzo trudne. Wydaje mi się,że zły działał i zniechęcał mnie do tej Nowenny. Ja jednak uparcie i cierpliwie modliłam się o pomoc do Ukochanej Mateńki. Całym sercem wierzyłam, że zostanę wysłuchana, mimo,że nic ku temu nie wskazywało, a wręcz było coraz gorzej. Po ludzku bałam się, lecz moja wiara i ufność przewyższały mój strach. Po zakończonej Nowennie miałam wielką radość w sercu,że wytrwalam do końca.. Dwa dni później zaczęło się dziać coś niesamowitego. Matenka wyjednała mi łaskę u Boga, o którą tak bardzo prosiłam. Dla mnie był to wielki cud. Wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze :) Oprócz łaski, o którą prosiłam, otrzymałam również wiele innych tj. wewnętrzny spokój, łaskę wytrwania w tej przepięknej Nowennie i wiele innych. Teraz jest ten czas, kiedy odmawiałam ją po raz drugi, dziś 10 dzień błagalnej. Jest ciężko, wiele przeciwności, ale ufam, że także tym razem Nasza Ukochana Mateńka pomoże mi wytrwać. Choć sprawa jest także po ludzku nie do rozwiązania głęboko wierzę,że Maryja mnie nie opuści…
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

  58. Wavatar maria pisze:

    Zaczęliśmy odmawianie Nowenny prawie 3 miesiące temu. Odmawiamy czasami razem ale każde z nas swoją nowennę i swoje intencje. Po pierwszych dniach , tysiącach myśli, pokus, podszeptów złego, nowenna stała się częścią dnia , każdego dnia. Intencja – jest ważna, ale najważniejsze co się dzieje w nas, co Pan Bóg w nas czyni , co Maryja nam daje. Żałuję, że na bieżąco nie piszę tego , co się w nas dzieje a było wiele Łask. Z każdym dniem nowenny , z każdym różańcem czuję, wiem , że Łaską jest to że się Modlę,, że moje myśli biegną do Pana Boga, do Maryi a Oni wypełniają mi duszę moją – tym co jest dobre dla mnie o czym nie wiem , że jest dobre teraz dla mnie.
    Kiedyś jedna dziesiątka różańca była problemem , dzisiaj Bóg sprawił , że i dwie nowenny dziennie są w ludzkich możliwościach – ale tylko dzięki Panu Bogu i Jego Łasce.
    Nowenna pokazała nam , że można się Modlić Nieustannie.
    Teraz jesteśmy w trakcie drugiej nowenny, w intencji zdrowia bliskiego nam dziecka, wierzymy że Maryja nas wysłucha.
    Amen
    Maria z mężem

  59. Wavatar Anna pisze:

    Marysiu, masz rację możliwe jest odmówienie dwóch Nowenn dziennie, od półtorej roku to robię dwie Nowenny dziennie, 8 różańców, bo odmawiam razem z tajemnicami światła. Sama nie wiem skąd mam tą cierpliwość i czas, (mam dużo pracy), jeszcze żadna z nich nie została wysłuchana, mam nadzieję że to tylko nie ten czas. Wciąż mam nadzieję.

    • Wavatar maria pisze:

      Aniu, dziękuję Ci za Twoje świadectwo. To jest duża Łaska aby przy pracy i obowiązkach podołać i odmawiać dwie nowenny.
      To prawda, że to co się w sercu, w duszy dzieje , w czasie nowenny, jest nie do wypowiedzenia.
      Intencja …. ile myśli, pragnień z tym się wiąże, czasami cisza , czasami kotłowanina myśli ….. a na końcu jeśli się zasłuchamy to może czasami słyszymy co mówi do nas Pan Bóg…. i to może być najważniejsza ŁASKA nowenny…
      Z Panem Bogiem
      M i S

  60. Wavatar nancy11 pisze:

    Witam. Również i ja chciałam podzielić się z Wami swoim świadectwem. Otóż pierwszy raz Nowenne Pompejańską zaczęłam odmawiać ponad rok temu. W moim życiu działo się źle z powodu pewnej sytuacji, która dla mnie samej była nie do rozwiązania. Pewnego razu natrafiłam właśnie na tę nowennę (wydaje mi się, iż nie był to przypadek ). Na początku miałam różne myśli z nią związane.. Mimo iż czasami odmawiałam różaniec, podjęcie się tej pięknej a jakże wymagającej modlity rodziło u mnie pewne obawy. Nie wiedziałam czy temu podołam. Lecz cały czas coś mnie do niej ciągnęło i w końcu postanowiłam ją odmówić. Początkowe dni były dla mnie bardzo trudne. Wydaje mi się,że zły działał i zniechęcał mnie do tej Nowenny. Ja jednak uparcie i cierpliwie modliłam się o pomoc do Ukochanej Mateńki. Całym sercem wierzyłam, że zostanę wysłuchana, mimo,że nic ku temu nie wskazywało, a wręcz było coraz gorzej. Po ludzku bałam się, lecz moja wiara i ufność przewyższały mój strach. Po zakończonej Nowennie miałam wielką radość w sercu,że wytrwalam do końca.. Dwa dni później zaczęło się dziać coś niesamowitego. Matenka wyjednała mi łaskę u Boga, o którą tak bardzo prosiłam. Dla mnie był to wielki cud. Wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze :) Oprócz łaski, o którą prosiłam, otrzymałam również wiele innych tj. wewnętrzny spokój, łaskę wytrwania w tej przepięknej Nowennie i wiele innych. Teraz jest ten czas, kiedy odmawiałam ją po raz drugi, dziś 10 dzień błagalnej. Jest ciężko, wiele przeciwności, ale ufam, że także tym razem Nasza Ukochana Mateńka pomoże mi wytrwać. Choć sprawa jest także po ludzku nie do rozwiązania głęboko wierzę,że Maryja mnie nie opuści…
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

  61. Wavatar czcicielka MADONNY pisze:

    Ukończyłam właśnie drugą Nowennę. Chwała Panu! Trwam równocześnie w trzeciej – już drugi dzień.

  62. Wavatar Beata pisze:

    Skonczylam odmawiac ta piekna nowenne ,narazie nic sie nie wydarzlo ,a nawet jakby pogorszylo ,choruje na nerwice lekowa ,ataki mam jeszcze gorsze jak mialam ,jednak ufam ,ze Matka Boza mnie nie opusci ,chociaz jest mi bardzo ciezko z tym zyc ,zaczelam odmawiac jeszcze raz ,ufam,ze zostane wysluchana ,ze w moim sercu zapanuje spokoj ,ze skoncza sie ataki ,boje sie bardzo leczenia farmakologicznego ,ktore jak narazie nie pomaga ,bardzo boje sie uzaleznienia od tych lekow ,tak bardzo wierze ,ze Matka Boza Rozancowa uratuje mnie ,po swietach ide do lekarza ,pewnie nowe tabletki przepisze i tak w kolko ,tylko w rozancu moja nadzieja.

    • Wavatar marzena pisze:

      Pan Jezus mnie od tego uwolnił. On jest najlepszym lekarzem duszy. Przezdługi czas miałam okropne stany lękowe wręcz paraliże chroniczną depresję nie mogłam spać myśli samobójcze myślałam,że wariuję i wtedy zaczęłam czytać ewangelię Św Jana i pomyslałam,że skoro Jezus zyjąc na ziemi 2000 lat temu uzdrawiał i wypędzał demony to może pomóc i mnie. Bardzo prosiłam o uwolnienie mojego umysłu i emocjii od ataków złego dosłownie zwracałam się do Niego ” Panie tak bardzo Cie proszę uwolnij mnie od demona depresji, demona smierci,demona lęku…proszę Cięprzez Twoją Świetą Krew wylaną za mnie na Krzyżu dla mojego zbawienia uwolnij mnie od tych złych rzeczy, obmyj mnie swoją Świętą Krwią, proszę Cie o pokój Boży napełnij mnie pokojem duszy proszę o ochronę dlamnie. Panie ufamTobie,że mnie uzdrowisz …” wypowiadając te i podobne słowa cały wieczór i pół nocy i czytając Śłowo Boże następnego dniapo przebudzeniu wszystko odeszło obudziłam sie juz spokojna a nie z falą gorącego leku jak dotychczas. Choroby emocjonalne niestety maja podłoże działania złego ducha. W tej chwili nie biore żadnych tabletek jest dobrze. Modlę się do Pana Jezusa ( chociaż obecnie w innych sprawach )i czytam biblię ,kiedy zaczynam czytać momentalnie wyciszam się i uspokajam i to jest najlepsze lekarstwo . W tamtej sprawie Pan błyskawicznie mnie wysłuchał wprost uczynił cud a wydarzyło sie to w grudniu ubiegłego roku. Zaufaj PanuJezusowi a wierzę że i Ciebie uzdrowi.Chwała Panu.Pozdrawiam.

      • Wavatar marzena pisze:

        przepraszam,wydarzyło się to w grudniu 2010 roku a nie ubiegłego jak napisałam a wiec ponad rok. Jednak w innej sprawie( powrót mojej miłosci ) Pan jak dotychczas nie wysłuchał a modlę się o to także rok ale wierzę, że wszystko w swoim czasie. Zamierzam w tym tygodniu rozpocząc Nowennę do MBP ale tez będę modliła się o to do mojego Pana Jezusa Chrystusa. Oj przez ten rok troszke sie pogubiłam tez miałam chwile załamania jak inni tutaj piszący że to już tak długo trwa ale w moim przypadku pozostało tylko czekanie na interwencję niebios sama nic nie jestem w stanie uczynić i wierzę, że kiedyś zostanę napewno wysłuchana. Będę modliła się w tej sprawie dopóki zyją moje uczucia do tej osoby jesli odejdą tzn żeBóg tak chciał i to też będzie dobre rozwiązanie mojej prosby.

  63. Wavatar jolanta pisze:

    Ukończyłam czwartą nowennę. Wszystkie Różańce tego roku ofiaruje Dzieciątku Jezus z prośbą o udzielenie łask, o które prosiłam. Można powiedzieć, że ja swoją część pracy wykonałam jak umiałam, teraz czas na Boga, czas na łaski.

  64. Wavatar as pisze:

    23 grudnia skończylismy nowenne. Może na łaski należy oprócz modlitwy zasłużyć. Niestety od wigilii moje życie zalane jest łzami, bałam się jakiej sytuacji….. mam nadzieje,że z Nowym Rokiem pojawi się siła do dalszej wielkiej modlitwy i do życia……

    • Wavatar Anna Maria pisze:

      Na łaski nie trzeba zasłużyć, one są całkowicie darmowe… samo odmawianie nowenny jest już pewną łaską, bo uczy wytrwałości, przyzwyczaja do różańca (kiedyś myślałam, że to straszliwie nudna modlitwa starszych pań, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez tego (ponieważ wcześniej też odmawiałam, ale tylko kilka dziesiątek dziennie, a odkąd zaczęłam Nowennę (wszystkie cztery cześci, aby różaniec byl pełny) czuję pozytywny wpływ tej modlitwy na mnie, chociaż nie modlę się o łaski dla siebie, ale o zdrowie dla pewnej osoby… ale zaczęłam odczuwać niesamowity spokój, i aby go nie utracić, każdego dnia chętnie przystępuję do tej modlitwy, chociaż też lenistwo mi podpowiada, że zdażę, że najpierw to, potem tamto, a na nowennę mam jeszcze czas do końca dnia… ale wiem, że muszę i wiem, że jak skończę pierwszą nowennę, zaraz zaczynam następną, ponieważ ona przyciąga… Nie wiem, czy moja prośba zostanie wysłuchana, bo trzeba też brać pod uwagę Bożą wolę w tej sprawie. Ale pokój, który odczuwam, to znak wskazujący, że modlitwa jest wysłuchiwana, a to już wiele znaczy.

  65. Wavatar wdzięczna pisze:

    Hmmm… podoba mi się minka, jaką mi przypisano . Okularki przeciwsłoneczne, zielona buzia. No faktycznie, zielona w wielu sprawach jestem :) to się akurat zgadza . Stronka od strony wizualnej i każdej innej super.
    Chciałam napisać o skuteczności kolejnej odmawianej przeze mnie Nowenny. Trudna, ale oczyszczająca. No cóż, sama się prosiłam – zawarłam w nowennie intencję – o przemianę życia , uzdrowienie wewnętrzne. No i mam co chciałam. Krzywię się, tupię nogami , burmuszę, ale i tak pozwalam Matce Bożej wyciągać ze mnie kolce. Kolec niezaleczonej przeszłości, kolec nieprzebaczenia innym, kolec ciągłego popełniania tych samych błędów. Zachwyca mnie, jak Pan Jezus i Maryja traktują na serio, co im mówimy. Jeśli o coś prosimy, musimy być przygotowani na przyjęcie tego, o co się modlimy. Dokonują się w moim życiu niesamowite przemiany. Nie wiem, jak mogłam kiedyś żyć bez różańca… Żyłam wtedy w ogole?

  66. Wavatar wierząca pisze:

    Nowennę zakończyłam 23 grudnia.Początki były bardzo trudne,często pojawiały się chwile zwątpienia,wszystko psuło się jeszcze bardziej.Wprawdzie nie otrzymałam jeszcze łaski o którą prosiłam,ale czuję wewnętrzny spokój.Z większą pokorą znoszę wszystkie cierpienia,które na mnie spływają.Dzięki tej nowennie zrozumiałam,że czasami należy się pogodzić z wolą Boga,ale też wierzę ,że otrzymam to o co proszę,ponieważ zaczęłam już drugą nowennę w tej samej intencji,z tą różnicą,że teraz nie jestem nastawiona na ściśle określony cel tak,jak przy pierwszej,a bardziej proszę o takie rozwiązanie sprawy,które będzie dla mnie najlepsze,które da mi szczęście.Odmawiając nowennę zrozumiałam,jaki jest naprawdę sens życia.Czuję wewnętrzną przemianę.Zastanawiam się nad rzeczami ,których wcześniej nie zauważałam.Zrozumiałam,że rzeczy materialne to nie wszystko,a także doszło do mnie to czego najbardziej pragnę,co jest dla człowieka najważniejsze i mam nadzieję,że Bóg mi pomoże to otrzymać.Na końcu dodam,że ważne jest to aby nas nic nie złamało podczas modlitwy,bowiem każde cierpienie czegoś nas uczy,uszlachetnia nas i mam nadzieję,że kiedyś te cierpienie będę wspominała,jak zły sen.Polecam tą nowennę,ponieważ w moim przekonaniu łaski są ogromne.

  67. Wavatar mariusz pisze:

    Witam
    Mam propozycję dla wszystkich tu obecnych, którzy otrzymali łaski, o które prosili w czasie tej cudownej nowennie, aby pomodlili się za tych, którzy nie zostali wysłuchani.
    Bóg zapłać

  68. Wavatar Karolina pisze:

    Dobrze Mariuszu, będę modlić się w tej intencji podczas Koronki do Bożego Miłosierdzia, bo na razie proszę o inną sprawę w nowennie, ktorą niedlugo kończę. Odmawiam ją po raz drugi i chciałabym opisać to, co zdziałała Maryja.
    Już od wakacji słyszałam o Nowennie, jednak nie odmawiałam jej – po przedumaniu sprawy uznałam, że nie wyrobię się z czasem. Pamiętałam o modlitwie, ale nie rzucałam się z motyką na słońce uważając, że realnie oceniam swoje możliwości. Niedługo miała zacząć się szkoła, a to oznacza full zajętego czasu. Miałabym wyrzuty, gdybym nagle z braku czasu przerwała nowennę. To drogą wstępu.
    W połowie października,gdy próbowałam zasnąć przypomniała mi się ta modlitwa i poczułam silną motywację, aby zacząć ją odmawiać. Dzień później rozpoczęłam. Chciałam modlić się w swojej intencji, aby do końca zerwać z grzechem, który mnie męczył. Jednak Bóg miał inny plan.
    20 października mój dziadek, cieszący się wyśmienitym zdrowiem dostał udaru. Nigdy nie był zbyt praktykującym chrześcijaninem. Nie modlił się, choć w Boga wierzył. Natychmiast zmieniłam intencję (chociaż wiem że to niedopuszczalne, musiałam to zrobić…) z prośba o zdrowie dla mojego dziadka. Bywało różnie. Raz był pełen życia (mimo że lewa strona była sparaliżowana) a innym razem lekarze przygotowywali nas na najgorsze… Odmówiłam 27 dni modlitwy błagalnej, a noc która miała przynieść dzień pierwszej modlitwy dziękczynnej, przyniosła zapaść dziadka. Wybudził się z niej i z OIOMu przeniesiono go na zwykłą salę. Opowiedział mi i mamie o spotkaniu z Jezusem,którego miał doświadczyć tej nocy. Mówił, że Pan ‘tchnął w niego życie’ i kazał wracać do żywych. Od tego momentu dziadek nawrócił się, modlił żarliwie i śpiewał pieśni religijne.
    Skończyłam Nowennę i spokojna (stan był stabilny) wróciłam do poprzedniej intencji – o zdrowie duszy i ciała dla mnie. I znów powtórzyło się to samo : stan dziadka się pogorszył. I to bardzo. Łaską od Boga jest to, że dzień przed śmiercią wyspowiadał się i przyjął Komunię. Płakał, wołał Jezusa. Chciał już odejść. Teraz Nowenną dziękczynną odprowadzam go do Nieba. Modlę się o Niebo dla niego chociaż czuję, że już w nim jest.
    Bardzo ważna lekcja wypłynęła z tej modlitwy dla mnie, 17 – letniej dziewczyny : że nie można być egoistą w modlitwie oraz że Bóg może wszystko. Nawet kiedy dzień miałam bardzo pracowity i dużo lekcji, Bóg „przedłużył” czas, bym zdążyła wszystko zrobić. Semestr kończe z doskonałymi wynikami. Bóg i Maryja przez wszystkie łaski, nawet te, o ktore nie prosiłam stali się moimi przyjaciółmi. I z modlitwy nie zrezygnuję, bo pokochałam ten różaniec. Z Bogiem, polecam w modlitwie i dziękuję za prowadzenie tej strony.

  69. Wavatar Anna Weronika pisze:

    Karolino, to piękne co piszesz. Dzięki Twojej modlitwie, Maryja przyprowadziła Twojego Dziadka do Boga przed jego śmiercią. Wiem, że to musi być bolesne, ale pomyśl sobie, chyba nic lepszego nie mogłaś zrobić dla Dziadka.
    Ja dziś kończę Nowennę, trzecią, w której modliłam się w intencji mojego małżeństwa, które przechodzi poważny kryzys. Zaczynając, nie wiedziałam już o co się modlić bo sprawa wyglądała na przegraną. Zawierzałam Maryi nas, i prosiłam o siłę, żebym umiała przyjąć wolę Bożą w swoim życiu, bo naprawdę wątpiłam… Kiedy zaczynałam w listopadzie, mąż chciał definitywnego rozstania, a nie mieszkamy razem już od 10 miesięcy. Dziś rano obudziłam się przy nim :-) pomyślałam, że to jeden z wielu cudów, bo już wątpiłam, że to kiedykolwiek się wydarzy. Spektakularnego przełomu na razie nie ma, ale spotykamy się i mąż rozważa podjęcie próby ratowania naszego małżeństwa :-) Wiem, że pewnie oprócz cudów, które są widoczne, i zadziwiają większość osób z mojego otoczenia, Maryja wyprosiła mi wiele innych, których być może nie dojrzę w tym życiu. Wierzę, że z takim wsparciem pokonamy wszystko co stoi na naszej drodze i będziemy rodziną na chwałę Pana. Moc Sakramentu Małżeństwa jest tak ogromna! I pewnie jeszcze nie raz w życiu mnie zadziwi.
    Chwała Panu! Zachęcam do ufnej i wytrwałej modlitwy. Walczcie z pokusami zaniedbania nowenny. Ja kiedy miałam napięty dzień, modliłam się w pracy, lub w czasie prac domowych. Maryja wysłuchuje zawsze, jak dobrze, że ją mamy :-)

  70. Wavatar kasia pisze:

    Bardzo proszę o modlitwę w intencji przemiany serca Wojciecha i jego powrót.Sama trwam na modlitwie,ale czuję potrzebę wsparcia.
    Z Bogiem.

  71. Wavatar Katarzyna pisze:

    O Nowennie Pompejańskiej dowiedziałam się przypadkiem w chwili mojego wielkiego załamania, odmawiałam ją wtedy pierwszy raz i doznałam wielkiej odmiany duchowej muszę powiedzieć, że dokonał się cud w moim rozwoju duchowym. Później odmawiałam nowennę za kobietę zniewoloną przez złego ducha, mimo iż wewnętrznie czułam, że wolą Boga jest by jeszcze nosiła ten krzyż uznałam, że Maryja da jej to co jest jej najbardziej potrzebne. Już w trakcie nowenny widać było u niej poprawę, zaczęła rozumieć istotę swego krzyża, więcej się uśmiechać i bardziej otwierać się do ludzi, widać było po niej że jest silniejsza, sama w trakcie tej nowenny otrzymałam łaskę oczyszczenia mojej duszy z naleciałości grzechowych jakie jeszcze na mnie zalegały. Mój ojciec nie był osobą głęboko wierzącą ciężko było namówić go do modlitwy, sam się nie modlił nie pamiętał nawet o tym żeby trzymać Różaniec blisko siebie. Zaczęliśmy z rodzeństwem i mamą mówić za niego nowennę pompejańską i doznał wielkiego uzdrowienia Maryja dopuściła byśmy ponieśli krzyż jego wenwnętrznej rany która była blokadą. Nowenna kończyła się w Wigilę Bożego Narodzenia od tego momentu stał się otwarty, zaczął jeść pobłogosławione jedzenie, odmawia dziesiątkę Różańca z grupy Żywego Różańca, a także co wieczór odmawia razem z mamą Różaniec, sam chętnie uczęszcza na Msze św. i dba o modlitwę. Dzięki Ci Panno Najsłodsza za Twą litość, łaskawość, matczyną miłość, miłosierdzia! Dzięki Ci Niepokalana że JESTEŚ!

  72. Wavatar Magdalena pisze:

    Pomodlę się w twojej intencji dziś wieczorem. Wiem jak Ci ciężko, sama się modlę w podobnej intencji. chociaż mieniło już 4 miesiące od naszego rozszastania

  73. Wavatar ten pisze:

    Wczoraj skończyłem odmawiać tą nowennę… Z Bogiem!

  74. Wavatar karolina pisze:

    dzis 14 dzien błagalnej i mam kryzys… moja sprawa jest troche skomplikowana, bo w zasadzie nie wiem co robić, a przeciez manna z nieba nie spadnie bez dzialania, tylko nie wiem jak działać więc sie modle ale dopadły mnie wątpliwości, jak to Matka może rozwiazać przecież mi nie powie zrob to i to …

    • Wavatar xik pisze:

      Karolino :) Nie powie ale podpowie, po długim i dogłębnym rozważaniu problemu znajdziesz rozwiązanie, proś Matkę Bożą, żeby ci podpowiedziała co zrobić, pewnie nie przyjdzie i nie powie zrób tak albo tak. Powiem banał – posłuchaj swego serca, jeśli kocha Matę Boża i Boga to będzie wiedziało co robić :) . Nic tak nie pomaga w rozważaniu nad sobą ja Różaniec, jest w nim wszystko, z poszczególnych tajemnic możemy czerpać rozwiązanie dla swojego życia, ale jak sama nazwa wskazuje to „tajemnice” i je trzeba odkryć. Jeżeli masz jakiś plan to poważnie się zastanów czy jest właściwy, a jeżeli w ogóle nie wiesz co robić, to dalej się zastanawiaj, aż przyjdzie odpowiedź właściwa. Zostało ci jeszcze 4o dni nowenny, to dużo czasu, żeby dowiedzieć się jak działać, pomalutku:)

      • Wavatar karolina pisze:

        Xik bardzo Ci dziekuje za słowa otuchy, niby banał ale jakże pomocny, dziękuje serdecznie bardzo mi pomogłeś. Plan jakiś w głowie sie tli ale jest to takie ogromne wyzwanie że sobie myśle gdzie ja to udźwignę…40 dni to dużo na przemyślenia i rozważania, dziękuje bardzo :)

        • Wavatar xik pisze:

          Poradzisz sobie, życzę wiary w siebie i w Boga takiej żeby góry przenieś, zbieraj siły przez te 40 dni :) A jak będzie ciężko to kolejny banał (ale nie wiem kto to powiedział), że „walka jest ważniejsza od zwycięstwa” :) więc w życiu nie ma nic do stracenia, ale najważniejszy jest człowiek i tu trzeba uważać :) i jeszcze słowa Pana Jezusa do św. Siostry Faustyny „za wytrwałość i cierpienie nagradzam, nie za wyniki” , powodzenia :)

          • Wavatar karolina pisze:

            Xik dzieki raz jeszcze, „Dzienniczek św Faustyny” to moja ulubiona lektura.
            pozdrawiam

  75. Wavatar meggy pisze:

    Witajcie..dziś ostatni dzień Nowenny. Modlę się o dziecko. Naprawdę bardzo wierzę, ale zaczęłam się też bardzo bać. Jestem osobą, która od wielu lat ma kryzys wiary. Nie przyjmuję sakramentów, nie chodzę do Kościoła. Sprawy duchowe zupełenie mnie nie obchodziły. Moje życie kręciło się do tej pory woków pracy, znajomych, zarabianiu pieniędzy. Na Nowennę trafiłam przypadkiem, tak bardzo już skonana kilkuletnią walką o macierzyństwo. Na razie – w ciąży nie jestem, ale Mama pomogła mi bardzo w innej sprawie. Mianowicie – codziennie..powtarzam codziennie po przyjściu z pracy (pracuję w wielkiej korporacji, która daje b. dobre pieniądze, ale odziera ze wszystkiego…ze spokoju, radości, wolengo czasu) itd. nie potrafiłam „wyluzować się” bez szklanki lub 2 zimnego piwka, lampki wina…Ciągle wmawiałam sobie, że to nie alkoholizm, bo przecież nie upijam się, robię to tylko dla przyjemności…Robiąc rachunek sumienia – bardziej jednak związny z takim rozliczeniem: proszę Matkę o łaskę, czy jednak sama zrobiłąm wszystkio w kierunku posiadania dzieciątka…? Uzmysłowiłam sobie, że od kilku lat sama się podtruwam, sama wypłukuję z siebie witaminy, minarały etc….to jak mogę zostać zdrową mamą???!!! A teraz najlepsze…już nie piję (oczywiście bez skrajoności ; ) – pozwalam sobie na nasiadówkę z dobrym winem w weekendy z mężem, przyjaciółką ! ), zaczęłam zdrowo się odżywiać, bardziej świadomie dbać o zdrowie..Niedowiarki nie uwierzą – ale to naprawdę dzięki tej Nowennie! Do tej pory odmówienie sobie codziennej przyjemności z wytrawnym Cabernet..graniczyło z cudem :) ! Będę się modliła dalej, a w najbliższą niedzielę pójdę, po chyba 10 latach, na mszę do Kościoła..Trzymajcie za mnie kciuki! Dam znać, jeśli Pani spełni nasze największe marzenie!Pozdrawiam Wszystkich i dziękuję za tę stronę!

    • Wavatar Agnieszka pisze:

      Po dziesięciu latach nieobecności w Kościele, przede wszystkim trzeba udać się do spowiedzi świętej i od niej zacząć swoje nawrócenie.

      • Wavatar Anna Weronika pisze:

        Każdy z nas ma swoją drogę nawrócenia, Meggy cieszę się z Twojego powrotu. Jestem przekonana, że Maryja poprowadzi Cię do swojego Syna. Na pewno fajnie by było dla Ciebie, żebyś mogła pogadać z kimś, żeby jakiś inny człowiek pomógł Ci w tej drodze. Jeśli tak ma być, to ktoś taki się znajdzie. Trzeba jednak pamiętać, że zły też nam podsyła ludzi i na swoją stronę przekabaca. Nie dajmy się. Jeżeli Bóg z nami, to któż przeciwko nam :-) Oczywiście zachęcam Cię do udziału we Mszy św. i również szczerego spotkania z Panem i z Jego Miłosierdziem w konfesjonale. Pozdrawiam :-)

  76. Wavatar meggy pisze:

    Agnieszka – dziękuję za uwagę..:) Zabrzmiało jednak strasznie mentorsko. Jestem pewna, że napisałaś swoją sugestię z życzliwości i tak ją potkraktuję. Trochę mi jednak zabrakło w Twojej wypowiedzi ciepła i zjeżyłam się. Pozwol , że poproszę Cię o niekomentownaie więcej moich wypowiedzi. Traktuję tę stronę jako miejscie, w którym wypowiadamy się dla dodania otuchy, nie dla uwag i napomnień..Od tego mam własne sumienie i spowiednika..Wszystkiego dobrego.

    • Wavatar Bezradna pisze:

      Witaj meggy, niestety w tym miejscu nie znajdziesz otuchy, ja nie znalazłam, ale nie zniechęciłam się do nowenny;) Agnieszka oczywiście ma rację ALE słowa „przede wszystkim trzeba” zabrzmiały jak rozkaz.
      Ja bardzo się cieszę, że napisałaś:) Matka Boża przyprowadziła Cię do Jezusa,to pierwszy cud, po 10 latach poszłaś na mszę św. to kolejny cud, Pan Jezus na Ciebie czekał i pewnie się bardzo ucieszył. Niczego się nie obawiaj, nic nie masz do stracenia, a zyskasz baaaaaardzo wiele. Na tej drodze nie jest łatwo, ale warto. Czasami się wydaje, że Bóg milczy (albo udaje, że go nie ma), to taki test wiary (jak tak sobie to tłumacze). Będę trzymać za Ciebie kciuki (tzn. pomodlę się za Ciebie), żebyś wytrwała do końca „kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony”:)

  77. Wavatar meggy pisze:

    Dziękuję „Bezradna”..choć wcale nie brzmisz jak Bezradna :) Trzymam za Ciebie kciuki i również się pomodlę…Tyle myśli się kotłuje, taka amplituda odczuć..Jednego dnia mega entuzjazm, drugiego dół i zwątpienie..a właśnie chyba nastąpił nawrót choroby, przez którą nie mogę mieć dziecka. Staram się trzymać. Pozdrawiam i jeszcze raz wielkie dzięki.

    • Wavatar Bezradna pisze:

      W tej nowennie bardzo często jest tak, że następuje znaczne pogorszenie sprawy, o którą się modlisz, nie wiem dlaczego tak się dzieje, czy to Matka Boża czy jakaś siła próbuje zniechęcić do modlitwy, jedynym rozwiązaniem jest wytrwać do końca. A odczuciami się nie przejmuj, one są i mijają, jeżeli entuzjazm mija to zwątpienie też i będzie ci to towarzyszyć do ostatniego dnia, a może i dłużej. Zaskoczyłaś mnie tym, że nie brzmię jak Bezradna:), widocznie czas leczy rany i człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, nawet łzy. Dzięki za modlitwę:)

      • Wavatar Bezradna pisze:

        P.S. Kiepską mi minkę przypisali, w ogóle do mnie nie pasje, zrobili mnie złą, ale niech im będzie :) Dorysujcie mi jeszcze rogi ;)

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Meggy, ja ci odpowiedzialam ponizej, ale nie wiem, czy ty to widzisz?

  78. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Dobry wieczor wszystkim,
    niestety nie mam polskiej czcionki, wiec z gory przepraszam za moje czasem nieczytelne pisanie.
    Tobie Meggy chcialabym powiedziec, ze bardzo ciesze sie, ze odnajdujesz droge do Jezusa. To On jest jedynym Bogiem i Zbawicielem i Miloscia. Wiem, jak trudno jest zmienic swoje zycie. Sama to przechodzilam i zajelo mi to 10 lat a moze dluzej. Powoli wychodzilam z problemow, z grzechow. Lata mijaly, a ja raz odchodzilam od Boga, raz do niego wracalam i tak w kolko. To na prawde wiele kosztuje. Mysle, ze jak zly duch raz kogos zlapie, to potem nie chce puscic i dlatego trzeba sie duzo nameczyc.
    Zycze ci wytrwalosci i zaufania w Nieskonczone Milosierdzie Boze. Dobrze by bylo, gdybys spotkala dobrych wierzacych ludzi, ktorzy moga pomoc i wrecz zainspirowac. I jeszcze chcialam ci powiedziec, ze radosc Boga z nawrocenia grzesznika jest wielka. Ale pewnie pamietasz historie o zagubionej owieczce :) Wiec wyobraz sobie, jak niebo sie cieszy z ciebie i ja tez :) Wszystkiego dobrego!

  79. Wavatar Karolina pisze:

    Meggy, cieszymy się że wróciłaś do Kościoła i witamy! :) jestem szczęśliwa, że jest nas więcej. :)

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Dobry wieczor wszystkim,
      niestety nie mam polskiej czcionki, wiec z gory przepraszam za moje czasem nieczytelne pisanie.
      Tobie Meggy chcialabym powiedziec, ze bardzo ciesze sie, ze odnajdujesz droge do Jezusa. To On jest jedynym Bogiem i Zbawicielem i Miloscia. Wiem, jak trudno jest zmienic swoje zycie. Sama to przechodzilam i zajelo mi to 10 lat a moze dluzej. Powoli wychodzilam z problemow, z grzechow. Lata mijaly, a ja raz odchodzilam od Boga, raz do niego wracalam i tak w kolko. To na prawde wiele kosztuje. Mysle, ze jak zly duch raz kogos zlapie, to potem nie chce puscic i dlatego trzeba sie duzo nameczyc.
      Zycze ci wytrwalosci i zaufania w Nieskonczone Milosierdzie Boze. Dobrze by bylo, gdybys spotkala dobrych wierzacych ludzi, ktorzy moga pomoc i wrecz zainspirowac. I jeszcze chcialam ci powiedziec, ze radosc Boga z nawrocenia grzesznika jest wielka. Ale pewnie pamietasz historie o zagubionej owieczce :) Wiec wyobraz sobie, jak niebo sie cieszy z ciebie i ja tez :) Wszystkiego dobrego!

  80. Wavatar kasia pisze:

    Bezradna masz rację,że w tej nowennie” następuje znaczne pogorszenie sprawy, o którą się modlisz, nie wiem dlaczego tak się dzieje, czy to Matka Boża czy jakaś siła próbuje zniechęcić do modlitwy, jedynym rozwiązaniem jest wytrwać do końca”.Wczoraj ukończyłam kolejną nowennę,chociaż w ostatnim tygodniu byłam totalnie zniechęcona,nie chciało mi się odmawiać,coś mnie odciągało,ale wytrwałam.Dziękuję Mateńce,że dała mi siłę.

  81. Wavatar Bożena pisze:

    Ja również odmawiam NP i to rozpoczęłam 21 drugi raz. Po pierwszej Nowennie czułam się lepiej,pełna wiary i radości.Teraz kiedy zaczęłam drugi raz wszystko zaczyna mi się walić.Jestem pierwszy raz na tej stronie i bardzo Was proszę o modlitwę,bardzo jej potrzebuję.

  82. do Kasi to prawda jestem w trakcie odmawiania nowenny i od samego poczatku sytuacja sie pogarsza. mam jeszcze 3 dni do zakonczenia NP,napewno wytrwam,ale zastanawiam sie nad rozpoczeciem nowej.Boje sie rozczarowania.Bylam w Skoczowie gdzie jest kopia cudownego obrazu Matki Boskiej z Pompeji.Nabozenstwo Rozancowe ogromne przezycie.Ale teraz kiedy kazdy dzien przynosi pogorszenie sie sprawy,nie wiem co myslec o tym.Choc pierwsza moja nowenna ktora odmowilam 3 lata temu zostala wyslychana . Pozdrawiam

  83. Wavatar Bezradna pisze:

    Mam następujące pytania: po jakim czasie otrzymaliście łaskę od zakończenia nowenny, od razu? po miesiącu? kilku latach? Ja zakończyłam kilka miesięcy temu i nic, oczywiście to nie znaczy, że inni nie mogą otrzymać laski od razu po zakończeniu. Pytam orjętacyjnie i dzięki za wszystkie odpowiedzi:)

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Ja nie dostalam jeszcze laski, o ktora prosilam, a nowenne zakonczylam pol roku temu. Modlilam sie o uwolnienie z alkoholizmu osoby z rodziny. Jest jednak pewien pozytywny rozwoj – m.in. inna osoba z rodziny zaczela chodzic na terapie dla osob wspoluzaleznionych. Mam nadzieje, ze intencja bedzie jeszcze wysluchana, ale chyba dane jest mi czekac. Ta osoby tkwi w alkoholizmie od 30 lat, nie jest to latwa sprawa.

  84. nowenne,ktora odprawilam 3 lata temu laske otrzymalam w ostatnim dniu czesci blagalnej. Zycze wszystkiego dobrego.

  85. Wavatar Berta pisze:

    dzień dobry forumowicze i forumowiczki, odmawiam już 3 nowennę od wakacji
    w różnych intencjach, ostatnią skończę za parenaście dni i jestem już strasznie zmęczona tym codziennym odmawianiem, mimo że wcześniej po każdej zakończonej, po paru dniach zaczynałam następną bo czegoś mi brakowało. Tym razem chyba będzie dłuższa przerwa. Intencje były różne, pierwsza dot. wydarzenia z wakacji i dopiero w tym roku okaże się czy coś się odmieni (przepraszam, ale nie chcę pisać w szczegółach). Ostatnia dot. „drugiej połówki”.

  86. Wavatar Wietrzna pisze:

    „Witaj meggy, niestety w tym miejscu nie znajdziesz otuchy, ja nie znalazłam(…)” – Z tego, co pamiętamy, wszyscy długo tę otuchę usiłowali w Ciebie bezskutecznie i bezinteresownie wlewać, mimo Twojej postawy, Bezradna… ale nawet, jeżeli nikomu z nas to się nie udało, to serce się raduje widząc, że po dłuższej przerwie piszesz już jak zupełnie inny człowiek, potrafisz dodać otuchy innej forumowiczce słowami, które onegdaj Ciebie samą irytowały:) Coś się zmienia, są owoce – Bóg więc czuwa!:) I coś mi mówi, że to wielki krok w stronę łaski. Do przodu!

    • Wavatar Bezradna pisze:

      „Coś się zmienia, są owoce” Nic się nie zmienia ale nie chce już wracać do poprzedniej dyskusji, nic to nie zmieni A otucha typu „taka jest Wola Boża, mnie nie pociesza”. Osobiście uważam, że jeżeli do Pana Jezusa przychodzili różni ludzie po pomoc, nikomu nie odmówił, każdego uzdrowił np. paralityka, wskrzesił Łazarza, wyrzucał złe duchy, nikomu nie powiedział, że wolą Bożą jest żebyś był chory, twój brat był martwy, masz być opętany, bo taka jest wole Boża, nikomu, dlatego modlitwa ma sens, trzeba tylko o ten cud poprosić. Nie rozumiem dlaczego nie otrzymałam łaski, ale już nie ważne, pozostaje mi jedynie czekać i cierpieć, a otuchy będzie łaska, o którą proszę, tylko ona może mnie pocieszyć, żadne słowa nie pomogą.

  87. Wavatar Wietrzna pisze:

    A te avatary faktycznie trochę straszne dajecie, zgadzam się z przedmówcami:] Lepiej by chyba było, gdyby były po prostu neutralne, jeśli nie mogą być uśmiechnięte:)

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      No rzeczywiscie. Mi sie akurat dobrze trafilo, ale to jakis wyjatek. Nie chce nikogo urazac, ale nie podobaja mi sie te wasze mordki ;)

  88. Wavatar czcicielka pisze:

    Chcę Ci Mateczko z Pompeji bardzo podziękować za wszystkie cuda jakich dokonałaś w moim życiu, za moją przemianę, za chłopaka, którego mi zesłałaś gdy Cię prosiłam o to :-) Bądź uwielbiona!!!

  89. Wavatar Bezradna pisze:

    Jeżeli ktoś chce mi pomóc niech się za mnie pomodli, proszę o nią.

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Czesc Bezradna,
      pomodlilam sie chwilke w twojej intencji. Poczulam pokoj w sercu, kiedy zwrocilam sie do Jezusa wstawiajac za toba slowami: „O Krwi i Wodo, ktoras wytrysnela z Serca Jezusowego jako zdroj milosierdzia dla nas – ufamy Tobie”. Moze to jest dobra modlitwa dla ciebie? Czy ty masz problem moze z jakims grzechem? Nie wiem, co cie meczy, ale wspolczuje i zycze poprawy :)
      Jeszcze jest taka modlitwa „Jezusie, Synu Dawida, ulituj sie nade mna grzesznikiem”. To potezne zawolanie do nieba.
      Mi osobiscie w zmartwieniu bardzo pomaga „Akt oddania sie przeciw niepokojom i zmatrwieniom”. Oto link:
      http://naszaoaza.tnb.pl/viewpage.php?page_id=19
      Odmawiajac ja bardzo sie uspokajam i przestaje tak bardzo martwic.
      Pozdrawiam cie serdecznie i mam nadzieje, ze twoj problem sie rozwiaze.

  90. Wavatar Karolina pisze:

    Proszę, doradźcie mi co mam robić.
    Zaczynam już trzeci raz nowennę. Nigdy nie miałam trudności z odmawianien/niechęci/braku czasu. Tym razem zaczęłam modlić się za przyjaciółkę. I chyba w naszej przyjaźni jest kryzys… Nie wiem, co mam robić, jest najbliższą osobą jaką mam i ogarnia mnie strach, że ja stracę. Od początku nowenny zaczeły się kłótnie, milczenia, pretensje o byle co. I to z jej strony. Ja cierpię. Modlę się Nowenną ale z wielkim bólem w sercu, ze łzami w oczach. Czy to dlatego, że Bóg uważa, że ona nie potrzebuje modlitwy, bo wszystko ma i próbuje mnie „odciągnąć” od modlitwy za nią? Może chce zwrócić uwagę na inne problemy które są na świecie (głód, wojny,cierpienia)? A może chce nas rozdzielić? Czy mam zmienić intencję? Błagam pomóżcie bo już nie wiem co mam robić… Modlę się m.in.o to, by była szczęśliwa, by pewien chłopak w końcu na nią zwrócił uwagę… A jeśli okaże się, że to nie był ten i w złości zerwie przyjaźń obwiniając mnie o wszystko? Naprawdę potrzebuję pomocy, bo czuję że kryzys ogarnął nie tylko nas obie, ale i moją sferę uczuć wobec Boga, nie potrafię się do niego uśmiechnąć, być szczęśliwą… Moje życie to jeden wielki smutek. Właśnie minął 5 dzień nowenny i od jej początku tak się czuję. Co robić?

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Czesc Karolina,
      te trudnosci w modleniu sie sa moim zdaniem dzialaniem zlego ducha. Zaczelas dobre dzielo i on przeszkadza. Nie podoba mu sie to, stad te trudnosci i to, ze sie klocicie. Jest on klamca i moze te mysli, ze ” Bog chce cie „odciągnąć” od modlitwy za nią” to sa jego podszepty. Nie sadze, zeby Bog chcial cie odciagnac od modlitwy za przyjaciolke. Ale moze ta intencja jest nieodpowiednia? Zeby byla szczesliwa – ok, ale zeby ten konkretny chlopak zwrocil na nia uwage – moze z tym jest cos nie tak. Moze lepiej modlic sie o to, zeby odnalazla swoje powolanie lub zeby spotkala swoja druga polowke, ktokolwiek to ma byc.
      A swoja droga to takie wzruszajace, ze modlisz sie „z wielkim bólem w sercu, ze łzami w oczach”. Zeby kazdy mial taka przyjaciolke…

  91. Wavatar Karolina pisze:

    Dziękuję za to słowo wsparcia. Bardzo dużo mi ono daje, wiem że muszę się modlić chociaż to tak trudne… Jeszcze raz dziękuję i pamiętam w modlitwie. :)

  92. Wavatar Bożena pisze:

    Witaj Karolina.Ja też jestem tego samego zdania co Szukająca prawdy że to zły próbuje odciągnąć Cię od modlitwy.Pan Bóg dał człowiekowi wolną wolę więc możesz prosić w intencji jakiej pragniesz.Jeśli wolą Pana Boga będzie to udzieli takich łask a jeśli nie to otrzymasz inne zgodne z Wola Bożą.Życzę Tobie aby dobry Bóg udzielił łask jakich pragniesz dla swojej przyjaciółki i wytrwałości w modlitwie.Ja drugi raz zaczęłam odmawiać NP i też mam trudności ale trwam i mam nadzieję że Królowa Różańca Świętego uprosi mi łaski u Pana Jezusa których tak pragnę i potrzebuję.Z Panem Bogiem.

  93. Wavatar Kłaczek pisze:

    Cześć Karolina.
    Jak już pojawiają się problemy w modlitwie to wszyscy zwalają na tego „złego”. A kto to jest?? Jakiś skrzat?? Myślę, że nie. Skąd się bierze wątpliwość? „Zły” szepcze do ucha? Myślę, że nie. Wątpliwość rodzi się w Twoim sercu i z serca pochodzi. Pytania dlaczego? Tylko Ty Karolino znasz odpowiedź „Od początku nowenny zaczeły się kłótnie, milczenia, pretensje o byle co” – Kto te kłótnie prowokuje, kiedy i o co, dla jednych byle co to „byle co” dla innych coś bardzo ważnego? „Czy to dlatego, że Bóg uważa, że ona nie potrzebuje modlitwy, bo wszystko ma?” – a ma wszytko?, czy ma coś co Ty byś chciała mieć?, za kogo się modlisz?, „A może chce nas rozdzielić?” – a nadal chcesz być jej przyjaciółką?, „Modlę się m.in.o to, by była szczęśliwa” – co to znaczy dla twojej przyjaciółki szczęście????????? Dla każdego to coś innego. Zapytaj ją co dla niej oznacza szczęście, jeśli ci podpowie to będziesz wiedzieć w jakiej intencji masz się modlić za swoją przyjaciółkę. Modlitwa da ci radość jeżeli będziesz pewna, że o to co się modlisz jest dobre i Twoja przyjaciółka właśnie tego pragnie. Być może nie potrzeba, aż takiej modlitwy bo sama będziesz mogła jej pomóc?? Za często zwalamy wszytko albo na Boga albo na złego, a za mało znamy siebie i swoje możliwości. Zobaczmy jakim inteligentnymi osobami stworzył nas Bóg, jesteśmy jedynymi jego stworzeniami na ziemi zdolnymi do miłości, trzeba nam z tego korzystać, a modlitwa jest po to żeby nam Bóg w tym błogosławił, jest to naszym dowodem, że pamiętamy o stwórcy. Nie wywołujmy tak często złego z lasu, bo jeszcze się zjawi. Wątpliwości to wątpliwości, to nic złego, czy grzechem jest mieć wątpliwość? – nie, ale nie szukać odpowiedzi to grzech. Takie jest moje osobiste zdanie, Życzę wszystkiego dobrego :)

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Klaczek, ta czesc twojej wypowiedzi dotyczaca pytan, jakie Karolina moze sobie zadac, jest bardzo pomocna. Badanie swojego serca, szczera rozmowa z przyjaciolka itd. sa dobre i pozyteczne i mysle, ze Karolina po przeczytaniu twojego komentarza zastanawia sie nad tym wszystkim. Kazdy zreszta powinien lepiej poznac siebie i glebie swojego serca.
      Niewidzialny swiat duchowy tez jest jednak wazny. Skad wiesz, ze nie ma w tym konkretnym przypadku dzialania zlego ducha? Moze jest a moze nie. Kilka innych osob na tym forum wspominalo o tym, ze kiedy zaczely modlitwe to sytuacja ulegla pogorszeniu. To przypadki?
      A odnosnie: „Nie wywołujmy tak często złego z lasu, bo jeszcze się zjawi.” – tu nikt nie wywoluje zlego ducha – to nie jest seans spirytystyczny.

  94. Wavatar Karolina pisze:

    Dziękuję wszystkim za wypowiedzi a zwłaszcza Klaczkowi, który rzucił nowe światło na całą sprawę. :) Dziękuję Wam naprawdę i ciągle pamiętam w modlitwie. :)

  95. Wavatar alejestem pisze:

    dziś rozpoczęłam tę nowennę. Długi czas ciągnie mnie w kierunku tej modlitwy, ale ze względu na jej czasochłonność nigdy nie zaczynałam.
    Mam nadzieję, że wytrwam.

    • Wavatar Szukająca prawdy pisze:

      Powodzenia :)
      Tez dlugo sie zastanawialam i myslalam, jakie to trudne. Ale jak juz zaczelam, to jakos poszlo. Trzymam za ciebie kciuki.

      • Wavatar Wierząca pisze:

        A mnie sprawia ogromną przyjemność odmawianie tej nowenny. Wyciszam się wtedy i ogrania mnie wielki spokój oraz wiara, że wszystko będzie dobrze, nawet jeśli moja prośba nie będzie spełniona. I nawet kiedy odmawiam ją późno w nocy, bo nieraz i tak bywa, to zmęczenie odchodzi momentalnie.
        Tak więc trzymam kciuki:)

  96. Wavatar lenas pisze:

    Całkiem niedawno moja przyjaciółka napisała do mnie, że właśnie odmawia nowennę…Zaintrygowała mnie ta modlitwa i też pragnę ją odmówić w całości, choć dla mnie, to spore wyzwanie, bo mam maluszka, który absorbuje sporo uwagi i poświęcenia czasu, a do tego jest bardzo chorym dzieckiem. Nie chcę prosić o cud uzdrowienia, bo to choroba genetyczna , z którą się żyje do kńca swoich dni, a właściwie, to zespół chorób…Pragnę prosić o siły i opiekę nad moja rodziną, która przeżywa trudny czas. Jesteśmy już po etapie walki o życie naszej kruszynki, ale teraz też jest ciężko…Wiem, że Pan Bóg nie każdemu daje chore dziecko, a skoro nas wybrał, to ma w tym swój cel. Ufam, że dam radę, bo mam za co dziękować, moja córeczka żyje…Przeszłyśmy razem przez te wszystkie szpitale i operacje…Dałyśmy radę, teraz mogę tylko dziękować i prosić o łaski dla córeczki, by dobrze sie rozwijała i pokonywała kolejne etapy swojej choroby. Już jest dobrze.
    Kiedy w nocy wyła z bólu i płakała, nosiłam ją na ręcach i odbywałam monolog z Bogiem, miałam żal, że mnie tak doświadcza, teraz jest we mnie dużo spokoju, nie proszę o cud uzdrowienia, czy wyleczenia, ale o siły do wychowania swojej córeczki. Proszę poradźcie mi, jak sprostać temu wyzwaniu, jakim jest nowenna.
    Czasami jestem bardzo zmęczona, nie mam pomocy z nikąd, a rodzina męża zda się stoi z boku i chyba nie do końca jest pogodzona z faktem, że mamy chore dziecko…Nie chcę się żalić, proszę tylko o dobre wskazówki, żebym mogła sprostać zadaniu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, a szczególnie osoby chore i cierpiące:)

  97. Wavatar Beata pisze:

    Droga Marzeno !Dziekuje za Twoje swiadectwo umocnilo mnie w przekonaniu ,ze mozna wyzdrowiec z nerwicy i depresji ,wciaz mnie jeszcze drecza lęki ,ale wierze ,ze Pan Jezus wyslucha mojego wolania o ratunek ,ze Matka Boza przyjdzie mi z pomoca.Zycze Ci wszystkiego dobrego ,zeby Twoje sprawy poukladaly sie pomyslnie ,zebys doznala opieki Bozej.

  98. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas ! Podziwiam Ciebie za ten wielki trud jaki podjelas wychowania chorego dziecka ,napewno nie jest Wam latwo ,ale milosc do tej kruszynki wszystko pokona ,Pan Bog Was nie opusci ,rodzina meza moze jest troche przestraszona choroba ,ale z czasem pogodza sie i mam nadzieje ,ze pomoga ,bo napewno potrzebujecie pomocy i wsparcia .Nowenne napewno dasz rade odmowic ,wbrew pozorom ,ze jest czasochlonna,mozna wygospodarowac na nia czas ,sprobuj ,a sie przekonasz .Zycze Ci wytrwalosci i Bozej opieki dla Twojej rodziny ,wiele sil ,milosci ,zeby corcia pokonywala chorobe .

  99. Wavatar lenas pisze:

    Dziękuję Droga Beatko-to piękne co piszesz i bardzo budujące. Już zaczęłam odmawiać nowennę-moja córcia śpi około 1.5 godzinki w ciągu dnia. Wczoraj położyłam ją spać i poszłam do kuchni, miałam kilka rzeczy do zrobienia…obiad, porządki…Wyciszyłam się i mechanicznie wykonywałam swoje czynności, a na głos odmawiałam nowennę, łzy same napływały mi do oczu…Ciąg dalszy dnia też był ciekawy, bo poszłyśmy z malusią na spacer, włożyłam do kieszeni płaszcza różaniec, po drodze moja córcia zaczepiła usmiechem pewną, starszą panią…Chwilę rozmawiałam z tą nieznajomą mi osobą, dowiedziałam sie od niej, że jest chora na raka i jutro jedzie do lekarza specjalisty, ja trzymałam w dłoni różaniec, ona zapytała, czy mi to pomaga…Opowiedziałam jej o nowennie. Obiecałam jej tez pomodlić się w jej intencji i poradziłam, żeby zamiast chodzic do jakiejś tam wróżki, zaufała Bogu i zaczęła odmawiać nowennę…Modliłam się wieczorem w intencji tej pani, mam nadzieję, że Matuchna Najświętsza wysłucha mojej modlitwy. A, co do mnie, to ja nie wiedziałam, że moje dziecko urodzi się chore, była bardzo wyczekiwana, bo ma starszego 0 17 lat brata-tegorocznego maturzystę. Miałam żal do Pana Boga, ale to normalna reakcja w takiej sytuacji, gdy spotyka nas coś, na co nie jesteśmy gotowi. Choroba mojego dziecka spowodowała wiele zmian w moim zyciu, ale i zmian w moim srecu…Minęły dwa lata odkąd moja córeczka jest na świecie, widziałam w szpitalach wiele ciężko chorych dzieci i dzisiaj dziękuję Bogu za to, że moje dziecko dobrze się rozwija, że chodzi, zaczyna mówić i być samodzielne. Było bardzo ciężko, też w nocy, kiedy ona budziła się z bólu, kilka razy, wstając do niej, często nie miałam sił-nie prosiłam o nic poza siłami fizycznymi i cierpliwością do opiekowania się nią…Dzisiaj jest już dobrze-dałam radę z modlitwą i wiarą. Mam za co dziękować Bogu i chcę swoją rodzinę zawierzyć ze swoimi problemami, (teraz problemem jest alkoholizm mojego męża), ufam, że może za sprawą Mateczki coś się odmieni, że on zrozumie, że niszczy w ten sposób siebie i naszą rodzinę… Pozdrawiam serdecznie i dziękuję…

  100. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas!Ciesze sie ,ze podjelas sie odmowic nowenne ,jestem pewna ,ze duzo zmieni sie w Twoim zyciu na lepsze,Matka Boza napewno zaopiekuje sie Twoja rodzina .Wyobrazam sobie co przeszlas ,choroba dziecka ,szpital,nie przespane noce ,ale jestes dzielna i masz wiare ,a to bardzo duzo .Promieniujesz tez miloscia do swojej rodziny i do innych ludzi ,malo znam takich ludzi jak Ty ,przewaznie narzekaja,przeklinaja zamiast pomodlic sie i oddac Panu Bogu trudne sprawy .W moich modlitwach bede pamietala o Tobie i twojej rodzinie . Moj syn w tamtym roku zdawal mature ,teraz studiuje ,wlasnie zalicza sesje. Jak Twoje dzieci maja na imie ?Pozdrawiam i mysle o Tobie.

  101. Wavatar lenas pisze:

    Tyle ciepła i tyle empatii odnalazłam w Twych słowach Beatko, dziękuję.
    Dzisiaj kolejny dzień, odkąd mam córeczkę, moje dni płyną w codziennym tempie, jeszcze niedawno goniłam za karierą, zdobywałam kolejne dyplomy, kończąc kolejne fakultety. A teraz jest we mnie sporo ciszy wewnetrznej i spokoju, decyzja o pozostaniu z dzieckiem w domu była jedynym, własciwym postanowieniem w tej sytuacji. Każda matka postapiłaby podobnie, ufam, ze wszystko się poukłada i bedzie dobrze. Dzisiaj juz nie patrzę w odległą przyszłość, ale staram się żyć każdym dniem i we wszystkim upatrywać sensu. Skoro tak Pan Bóg zadecydował, to widocznie stwierdził, że jestem tego warta, by mi ofiarować dziecko tak bardzo chore. Nie od razu się z tym pogodziłam, w myslach kłócilam się z Bogiem, obwinialam za to wszystko, zeby potem ze łzami w oczach przeprawszać i prosic o wybaczenie i opiekę. Teraz jestem już pogodzona i z Bogiem i z chorobą mojej córeczki…Jakoś nawet szybko się to dokonało, a ja ze swojej strony postanowilam, ze zrobię wszystko, zeby pomóc swojemu dziecku się rozwijać. W szpitalach spotkałam wielu rodzicow chorych dzieci i często osoby te były samotne, niestety…Mój mąż też nie do końca jest pogodzony z faktem choroby naszej córeczki, to ja bardzo ją chciałam mieć, to ja namawiałam go, żeby ją mieć…Kiedy co noc budziła nas swoim płaczem, wychodziłam z nią z sypialni, nosiłam calymi nocami, a mąż wtedy krzyczał do mnie, że „to wszystko moja wina i moje głupie pomysly…”To bardzo boli. Wczoraj, kiedy mala nie mogła spać, on wykrzyczal mi, że przecież moglam ja zostawić w szpitalu i nie mieć problemow…Wierzę, że on tak nie mysli, tylko zwyczajnie, nie ma sił tyle co ja i nie ma wiary…Jego kościół, to piątek po pracy, sobota od rana i niedziela do wieczora stanowi knajpa…Dobrze, że na syna zawsze mogę liczyć, sadzę, że dobrze go wychowałam…Moje dzieciaki to Helenka i Jakub.Dziękuję za modlitwę, odwdzięczę się tym samym:)
    Oj, rozpisałam się troszkę-pozdrawiam serdecznie i zyczę synowi pomyślnej sesji:)

  102. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas!Napewno ciezko Ci slyszec takie slowa od osoby ,ktora powinna byc dla Ciebie wsparciem ,ale widocznie mąż nie umie sie jeszcze pogodzić z choroba córeczki ,traktuje to jak karę ,a nie blogoslawienstwo ,jest mu pewnie z tym ciężko ,swoj ból próbuje utopić w alkoholu co do niczego dobrego nie prowadzi ,ani dla Ciebie ani dla niego ,a ni dla Waszych dzieci,dlatego trzeba powierzyc ta sprawe Matce Bożej ,a na pewno wszystko sie uloży. Ciesze sie ,że masz wsparcie w synu ,bo to bardzo dużo. Zycze Ci wytrwałości w modlitwie ,ufaj Panu Bogu i Matce Najswietszej,ja polecam Was wszystkich w modlitwie . Pozdrawiam Was serdecznie ,caluski dla Helenki ,niech jej usmiech wynagrodzi Ci Twoj trud ,jestem myslami i modlitwa z Tobąi Twoja rodziną.

  103. Wavatar lenas pisze:

    Droga Beatko-czytam Twoje listy ze łzami w oczach, to bardzo budujące słowa i pełne życiowej mądrości. Na tym portalu powinno powstać forum dla osób, które chorobę traktują, jako karę za grzechy, osobiście uwazam, że to błędne myslenie i ma się nijak do miłosierdzia bożego. Pan Bóg nie karze ludzi chorobami, ale doświadcza ich człowieczeństwo, troszkę wystawia na probę, jak Hioba, czy Abrachama…Teraz jest mi łatwiej to zrozumieć, bo przeszlam etapy wypierania, niedowierzania, czekania na cud uzdrowienia, buntu i pogodzenia się z losem i z wolą Boga. Kolejny dzień i kolejna modlitwa…nie prosze o nic konkretnego, zawierzam całkowicie bogu, że on będzie wiedzial, co jest dla mojej rodziny własciwe, proszę o sily i duchową odmianę…

    • Wavatar Wierząca pisze:

      Droga lenas, strasznie Cię podziwiam. Twoja miłość do dziecka, jest niewiarygodna. Nawet miłość do męża,, który chyba trochę się pogubił. Najwyraźniej nie wszyscy mają tak silny charakter ja Ty, ale on na szczęście ma mądrą żonę i wierzę, że w końcu zrozumie, że źle postępuje. Wierzę również, że twoja mądrość i ta niewiarygodna miłość doprowadzi do tego, że Twoja rodzina będzie szczęśliwa, czego z całego serca Ci życzę:)

      Trzymam mocno kciuki.

      • Wavatar lenas pisze:

        Droga moja Wierząca-wychowała mnie i moich dwóch braci moja mama, która w wielu 27 lat została wdową z trójką dzieci, często było nam ciężko, ale mama samotnie zmagała się ze wszystkim, przepracowała 35 lat jako pielęgniarka. Starała się, jak umiała nas wychować, teraz-jako pedagog, wiem, że samotne rodzicielstwo wymaga wiele wyrzeczeń i poświecenia, ale pamietam, że wpajała nam miłość do Boga-powtarzała zawsze, że „kto z Bogiem, Bóg z nim”…Tego też uczę swojego syna, choć to już zaraz będzie dojrzaly mężczyzna (w tym roku ma maturę, a jutro studniówkę:). Wychodząc za mąż, spotkałam zupełne zaprzeczenie pokory i życia na chwałę Pana, bo rodzina mojego męża żyje dniem dzisiejszym i często też potrafią dobitnie mi powiedzieć, że jestem zbyt wierząca, czy praktykująca… z szyderczym uśmiechem na twarzy… Ja jednak mam wrażenie, że i w tym jest jakiś głębszy sens, że to ja muszę doprowadzić mojego męża do Boga…To bardzo trudne, gdy nie ma w tej osobie podstaw, a jedynie tradycja, bo „co ludzie powiedzą…” Przez 20 lat małżeństwa udało mi się wiele wypracować na tym gruncie-mamy taką tradycję, już od kilku lat, że co roku jedziemy do sanktuarium w Licheniu. Od czegoś trzeba zacząć. Rozpisałam się bardzo, ale wierz mi, nie jestem nikim szczególnym, bo też miałam chwile zwątpienia, dlatego bardzo chcę pomóc osobom chorym i rodzicom chorych dzieci. Sama przez to przechodziłam i wiem, że dla wszystkich najważniejsze jest chore dziecko,czy sama choroba, a nikt nie myśli, co przeżywają rodzice chorych maluchów, czy sama osoba chora. Rodzice i osoby chore,często obwiniają siebie, (czy nawet wzajemnie), tak nie można, bo życie jest zbyt krótkie, żeby je tak marnować. Są też rodzice, którzy w obliczu takiego kryzysu odchodzą od siebie i rodziny, albo pozostawiają chore dzieci w szpitalach, czy ośrodkach, byłam świadkiem, jak matka i ojciec pozostawili w szpitalu jedno z dwojga dzieci-bliźniąt, które po porodzie, okazało się mieć mukowiscydozę. To było straszne, ale to ich decyzja i ch dziecko, choroba dziecka przerosła ich. Nie oceniam tych rodziców, bo może nie mieli wyjścia, może uważali, że tak będzie lepiej dla ich dziecka…Osobiście też wiele doświadczyłam i widziałam, kiedyś, zanim zostałam pedagogiem i wychowawcą trudnej młodzieży, to byłam pielęgniarką i widziałam ludzkie cierpienie. Nikogo mi nie żal, tak bardzo, jak ludzi chorych i cierpiacych, ale nikt tak bardzo, jak oni, nie jest blisko Boga. Patrzę na swoją nieuleczalnie chorą córeczkę i widzę ogrom miłości.
        Mam tez jeszcze jedną teorię, której jestem wierna, że Pan Bóg daje nam tyle, ile jesteśmy w stanie unieść, więc wie, że ja poradzę sobie z tą chorobą, zaufał mi i mnie wybrał, więc nie mogę Go zawieść! Tego też uczyłam swoje dzieciaki w ośrodku, że, nic w naszym życiu nie dzieje się bez celu, a Pan Bóg wie, co jest dla nas dobre i własciwe. Odmawiając nowennę, nie czekam na cud, to nie jest losowanie w lotto:) Nie można tak przedmiotowo traktować modlitwy! Modlitwa ma nas złączyć z Bogiem, sprawić, że będziemy wyciszeni i duchowo zjednoczeni z Bogiem. Modlitwa jest rozmową, a nie monologiem. Moja modlitwa swego czasu i teraz też, jeszcze czasem, jest nawet kłótnią z Bogiem, ale to jest mi potrzebne, bo przybliża mnie do Niego i do tajemnic tego życia…W końcu, nikt z nas nie żyje dla siebie. Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za tak piękne i budujące słowa, pełne otuchy i wiary…

        • Wavatar Wierząca pisze:

          Mówisz, że nie jesteś nikim szczególnym. Mówisz tak z własnej perspektywy, a ja Cię oceniam z własnej. W swoim otoczeniu mam ludzi w 99% może i wierzących, ale niepraktykujących i wyśmiewających tych, którzy choćby do Kościoła chodzą. Dla nich istnieje tylko to co teraz, zabawa i picie i jasno tak stawiają sprawę. A kogoś, kto szuka czegoś więcej wyśmiewają i uważają za dziwaka. Można powiedzieć, że mogłabym zmienić towarzystwo, ale oni w większości są z mojej pracy, więc nie takie to łatwe. Oczywiście staram się im stawiać pytania, w czym ten ich styl życia jest taki super i że czasem ważniejsze są inne wartości. No ale raczej to do nich nie trafia i generalnie wiem, że mnie wyśmiewają za plecami. Tak więc spotkanie kogoś, kto w podobnym stopniu traktuje wiarę i modlitwę jest czymś szczególnym. W ogóle całe to forum jest niesamowite. Daje dużo sił i czytanie go stało się moim codziennym rytuałem. :)

          • Wavatar lenas pisze:

            Droga Wierząca-całkowicie Cię rozumiem, ten nasz cały wolny i komercyjny świat zniewolil umysly wielu ludzi, też mnie tak traktują ,nawet rodzina męża, bo oni też są wierzący, ale zwykle pojawiają się w kościele z okazji…ślubu czyjegoś, czy pogrzebu…Żyją chwilą i tylko dla siebie, wiele osób lansuje taki styl, a i media propagują wszelką rozwiązłość i dają przyzwolenie dla wielu działań. Dzisiaj media są wyrocznią i motorem działań wielu ludzi…
            Masz rację, gdy piszesz, że większość tak postępuje, bo ja też tak czuję, to czysta hipokryzja, ale uświadamia nam wierzacym , że te osoby jednak, mimo wszystko się lękaja i tak na zapas…wierzą…To podobnie jest, gdy widzę wózek z niemowlęciem , a nad dzieckiem czerwoną kokardkę-podobmo, żeby nie zauroczyć…Czasem też obok kokardki jest medalik- a, co to za kombinacja? Otóż…Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek…I tak właśnie jest, kiedy pewna kobieta zapytała mnie, czemu nie mam czerwonej kokardki w wózku, to odpowiedziałam jej, że moje dziecko jest ochrzczone i wystarczy mu opieka Pana Boga, na co ta kobitka-ale tak na zapas, żeby nie zauroczyć…Jejku-XXI wiek, a nadal ludzie wierzą w zabobony i do tv telefonują z prośbą „o uzdrowienie drzewa…”, zamiast się pomodlić i zawierzyć Bogu i Matce Bożej swoje problemy…Widzę, że wiele osób bardzo przedmiotowo traktuje wiarę , a z jej przykazań wybiórczo dostosowuje sobie to, co jest dla nich do przyjęcia…
            Osobiście mam przyjaciółkę, którą przypadkowo spotkałam rok temu, a która dla mnie jest wzorem pobożności, to ona dała mi tę nowennę i dzięki niej zaczęłam się modlić, nie proszę o cud uzdrowienia dla mojej córci, bo to choroba genetyczna, ale moja przyjacióla powiedziała mi jedną, mądrą rzecz, „że dla Pana Boga, nie ma chorób nieuleczalnych…”
            Dała mi znowu krztę nadziei…
            Droga Wierząca-mam nadzieję, że na forum będziemy mogły więcej sobie pogadać – masz rację tu są wyjątkowi ludzie, a ten portal daje mi dużo sił i więcej wiary na każdy dzień. Pozdrawiam Cię i jesteś w moich modlitwach obecna…Wszystkiego dobrego życzę:)

  104. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas! Wiele przeszlas ,dzieki Bogu te doswiadczenia wzbogacily Ciebie ,Pan Bóg jest z Toba w tych trudnych chwilach ,Twoja wiara mnie ubogaca .nie znam wielu osob ,ktore tak podchodza do choroby ,bardzo sie ciesze ,ze Ciebie poznalam ,uwazam ,ze Matka Boza tego chciala,zebysmy sie wspieraly.

    • Wavatar lenas pisze:

      Beatko, dobrze, że Cię spotkałam i mogę z tobą wymienić myśli, masz rację, głęboko wierzę w sens wszystkiego, co nas w życiu spotyka…Choroba mojej córeczki sprawiła, że jest we mnie wiele pokory w stosunku do wszystkiego, co nas spotyka. Nigdy nie zabiegałam o dobra materialne, ale teraz jeszcze bardziej widzę, co w zyciu jest ważne i najważniejsze. Wiele osób pogubilo się w życiu, wiele osób przerosła sytuacja, czy zadania…Swego czasu pracując z trudną młodzieżą widziałam, jak bardzo rodzice skrzywdzili swoje dzieci, jak bardzo zaniedbali ich sumienia i nie zauważyli, że dzieci potrzebują miłości…Wspólczesny świat produkuje masowo egoistów i snobów, a komercyjny styl zycia wyzwala tylko złe nawyki i przyzwyczajenia…Tu mogłabym się rozpisywać o wychowaniu i braku autorytetów…Dzięki modlitwie przetrwałam czas próby, siedzac przy łóżeczku mojej chorej córeczki w kolejnych szpitalach. Juz wtedy jak Abracham oddałam ją pod opieke Mateczki, bo wiem, ze tylko ona wszystko może, to ona, jak zadna matka cierpiała, gdy jej syn umierał, niewinnie na krzyżu. Wreszcie, to ona stała się naszą Matką, odkąd Jezus z krzyża powierzył jej opiekę na swoim apostołem, czyniąc ją w ten sposób Matką wszystkich dzieci bozych…Bardzo dziękuję za wielkie wsparcie i słowa płynące z głębi Twojego wrażliwego serca…

      • Wavatar Wierząca pisze:

        Lenas, ja myślę. że twoja koleżanka ma rację. Dla Pana Boga nie ma chorób nie do wyleczenia. To zależy od naszej wiary. Nie wiem na czym konkretnie polega choroba twojej córeczki, więc trudno mi się wypowiadać. Ale skoro jest naszym Stwórcą, to myślę, że może również wpływać na stan naszego ciała. Mówisz, że choroba twojej córeczki jest nieuleczalna, bo jest genetyczna. Może więc bezpośrednio twoja córeczka nie wyzdrowieje, ale z czasem być może będzie lekarstwo na jej chorobę. Medycyna idzie szybko naprzód. Przecież w ubiegłym wieku ludzie na zapalenie płuc umierali, więc wszystko jest możliwe.

  105. Wavatar Agata pisze:

    Witam serdecznie Wszystkich.Chciałabym dać świadectwo uzdrowienia.Od 8-9lat choruję na endometriozę i do tego parę lat temu wykryto u mnie guz i jeszcze rok temu miałam policzone dni,groziła mi resekcja jelit i bycie „warzywkiem”Nikt w Polsce nie był w stanie mi pomóc.Przypadkowo dowiedziałam się o Nowennie i spróbowałam w grudniu 2010roku.Stał się cud już w pierwszych dniach odmawiania.Guz zaczął się zmniejszać i całkowicie zniknął (mam widoczne na usg jak byłam na kontroli)Profesorowie sami nie wierzyli i do dziś nie wierzą.Byłam nawet teraz zoperowana(12stycznia 2012 roku i prof sam nie wierzył)Endometrioza też po tylu latach zginęła.Wcześniej parę lat moje życie polegało na zwijaniu się z bólu latami.Dałam w życiu świadectwa również w szpitalach.Obecnie trwam na Nowennie od ponad tygodnia w innej intencji.Nie kryję,że jest bardzo ciężko.Bóle też czasem się pojawiają.Jeśli chodzi o miłość,też są upadki.Jednak zaręczyliśmy się(też dzięki Nowennie;6października planujemy ślub;obecnie oboje jesteśmy bez pracy ale od ponad tygodnia(mimo dzielących nas km) wspólnie odmawiamy Nowennę o poprawę naszej sytuacji.Myślę,ze wspólna modlitwa Nas zbliża,choć pojawiają się chwile zwątpienia,podłamania tak jak dziś.Wiem jednak z doświadczenia,że to szatan chce zniechęcić.Dlatego często mimo prośby zniechęca,daje trudniejsze chwile.Gdy zaczęliśmy różaniec w niedzielę 29stycznia cieszyłam się a jednocześnie bałam i nadal jest lęk czy wytrwamy.2dni później narzeczony (był u mnie z 10dni)wstał i ,ze z nami koniec.Wtedy nie okazałam na zewnątrz,ale w środku czułam ból i pytałam Maryjo,Panie Jezu dlaczego skoro wspólnie się modlimy i planujemy ślub?Wzięłam różaniec do dłoni i modliłam się.Pogodziliśmy się.Narzeczony kupił kwiatki i zaczął z e mną odmawiać całą Nowennę a nie jeden różaniec.Byłam z tego powodu i jestem szcześliwa i proszę Was o modlitwę w wytrwaniu.Pamiętam,ze miałam też Nowennę gdzie usnęłam w czasie odmawiania 54dnia na ostatniej tajemnicy różańca.Też pojawił się smutek,że nie dotrwałam ale łaski są.Siła Różańca Ma Wielką Moc,to jak Miecz.

  106. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas! Widze ,ze myslimy podobnie ,ja nie mam takich doswiadczen zyciowych jak Ty, zycie rodzinne mam w porzadku ,dobrego kochajacego meza ,dobrego syna ,ale widze co dzieje sie wokolo ,widze ta mlodziez bez autorytetow,blakajaca sie bez celu ,jest mi ich szkoda .Przyklad mam w rodzinie niestety moja siostra rozeszla sie z mezem ,teraz zyja w nowych zwiazkach szczesliwi ,tylko nie widza cierpienia swojego syna ,a ja od poczatku widzialam i cierpialam razem z nim ,ale siostrze nic powiedzic nie mozna bo sie obraza i potrafi latami sie nie odzywac . Teraz to juz gimnazjalista ,ale wlasnie jest jednym z tych mlodych zyjacych bez celu czlowiekiem ,a oni potrafia miec tylko do niego pretensje ,ze nie jest taki jak oni by chcieli,chcialabym mu jakos pomoc ,ale nie umiem ,on zyje swoim zyciem ,unika kontaktow z nami ,bardzo mi go zal i martwie sie o niego ,mam nadzieje ,ze Matka Boza ma go w opiece bo urodzil sie w dniu Jej swieta ,modle sie za niego i za siostre ,ona jest wlasnie egoistka zapatrzona w siebie . Pozdrawiam serdecznie ,caluski dla dzieciakow .

  107. Wavatar Beata pisze:

    Droga lenas uwazam jak Wierzaca ,jestes osoba wyjatkowa ,umiesz kochac ,cieszyc sie z tego co masz ,nie narzekasz na los mimo klopotow ,nie wielu jest takich ludzi ,przynajmniej ja takich nie znam . Czasami czuje sie dziwnie jakbym nie byla z tego swiata ,jak widze innych ludzi ,ktorzy zyja tylko sprawami przyziemnymi ,czuje sie samotna i nierozumiana ,nawet przez osoby mi bliskie jak siostra ,ktora wychowywala sie ze mna przez tych samych rodzicow ,przekazywali nam te same wartosci . Dziekuje Bogu za meza ,bo jest dla mnie ostoja ,jest osoba wierzaca ,ale poza nim nie mam wsparcia ,kolezanki tez nie rozumieja mnie ,jest mi z tego powodu ciezko ,czulam sie samotna popadlam w depresje ,nigdy nie myslalam ,ze komus wierzacemu to sie moze przydarzy,a jednak mnie to spotkalo ,teraz wychodze z tego dzieki wierze ,dzieki nowennie pompejanskiej i dzieki Tobie ,bo poznalam kogos kto naprawde wierzy ,ufa i kocha ,teraz wiem ,ze wiara ma naprawde sens .

    • Wavatar Wierząca pisze:

      No chyba znam to uczucie. Byc w pokoju pełnym ludzi i czuć się samotnym. Przykre, ale to chyba znak naszych czasów.

  108. Wavatar Beata pisze:

    Mysle ,ze tak ,trafilo zyc nam w takich czasach ,ale nie ma co trzeba trwac w wierze ,nie poddawac sie ,Pan Bog jest z nami ,no i mamy siebie na tym forum ,a to dla mnie duzo ,bardzo mi pomaga,trzymajmy sie razem .

    • Wavatar lenas pisze:

      Droga Beatko-choroba, która Cię spotkała jest we współczesnym świecie dość powszechna i niestety, nadal jeszcze bardzo wstydliwa…ludzie zwykle boją się nieznanego, a z czystego wygodnictwa i lenistwa nie chcą nawet przybliżyć sobie wiedzy na jej temat, zwykle twierdzą, że „ich to nie dotyczy”.Błędne rozumowanie… Tak szybko nasze społeczeństwo ocenia innych, buduje obrazy i feruje wyroki…Sama też spotkałam się ze stereotypami, które , niestety nasze społeczeństwo tworzy. Będąc wychowawcą i nauczycielem zawsze starałam się tłumaczyć i wyjaśniać, a przede wszystkim zrozumieć i wysłuchać…
      Współczesność jest taka, jaką sobie uczyniliśmy, bo w myśl Biblii „czyniliśmy sobie ziemię poddaną”… Oczywistym jest, że dążymy do wolności i szczęścia, choć niejednokrotnie nie zauważamy, że ta pozorna wolność nas ogranicza, a to szczęście- zniewala nasze umysly. Wiem, też , że coraz trudniej jest wychowywać dzieci, bo nowe czasy często wiele osób rozumie, jako nowe reguły, albo zwyczajnie ich brak.
      Wierzę w dobroć ludzi, choć sama niejednokrotnie spotkałam się z odrzuceniem, czy niezrozumieniem z ich strony, ale wierzę głęboko, że nikt nie rodzi się zły. Skoro młodzież jest taka jaka jest, to wina nas-dorosłych. Pracując w ośrodku dla trudnej młodzieży doświadczyłam właśnie od tych dzieciakow, że dobro jest w każdym człowieku, trzeba tylko umieć je wyzwolić… Zwykle rozmowa jest kluczem do wszystkiego. Piszesz Beatko, że siostra Twoja ma szczęśliwe życie teraz, przypuszczam, że jako matka stara się zaspokoić potrzeby swojego dziecka…Wielu rodziców tak opatrznie rozumie wychowanie, niestety-dzieciaki dorastające, potrzebują rozmowy i zrozumienia, a przede wszystkim akceptacji. Nie staram się tu moralizować, czy przekonywać do swoich racji, ale przekazuję swoje doświadczenia w tej dziedzinie. Spotkałam dzieci z „bogatych domów”, które, aby zaistniec dla swoich rodzicow, potrafiły się zdemoralizować, bo tylko wtedy rodzice ich zauważali, niestety…Mogłabym tu opisywać wiele przypadków, ale moja konkluzja jest taka, że tylko rozmowa może coś zmienić. Kiedy pracowałam w ośrodku, przychodziły do mnie dzieciaki ze swoimi problemami, opowiadały rzeczy i sprawy, o których nikt nie chciałby słuchać, bo tak bardzo są drastyczne, a których doświadczyli od najbliższych sobie osób.
      Moja rozmowa z nimi, to zwykle było wysłuchanie, ale nie z perspektywy osoby dorosłej- wszechwiedzącej…
      Potem , z czasem zapracowałam sobie na ich szacunek i może nawet miałam jakiś tam autorytet, moje dzieciaki potrafiły dać popalić innym nauczycielom-wtedy wzywano mnie…śmieszny widok, wysoki, barczysty facet, były policjant, przychodzil do mnie-średniego wzrostu, drobnej kobitki i prosił o interwencję…Śmieszne, ale prawdziwe, starczyło, żebym weszła do klasy i panowała cisza, zaraz sprzatali i przepraszali, ja nie musiałam krzyczeć, nie musiałam im ubliżać, jak czynili to inni wychowawcy, a co do dzisiaj mnie bardzo boli, bo nie rozumiem, jak można w ten sposób…Kilka z moich wychowanek mówiło do mnie „mamo”-może i jest to miłe, ale nie było wlaściwe, dlatego wytłumaczylam im, że nie jestem ich mamą…
      Beatko, opisuję Tobie te rzeczy, bo widzę, że bardzo chcesz pomóc swojemu siostrzeńcowi. Najtrudniej jest zacząć i zdobyć jego zaufanie, bo teraz on powinien mieć kogoś dorosłego, kto mu podpowie, doradzi, wiem, że to jest trudne, bo to czas, w którym to koledzy są ważniejsi od rodziców, ale tak nie jest do końca, dzieciaki wstydzą się przed innymi nastolatkami okazywania uczuć, choc w głębi duszy potrzebują zrozumienia i akceptacji i przytulenia… Miłości uczymy się przez całe życie…
      Skoro jego mama nie uważa, ze postępuje źle, to powinien być ktoś, kto do niego dotrze, zwykle w tym pomagaja zainteresownia-sport, czy coś innego, tu lepiej, żeby to zrobił facet. Twój siostrzeniec niekoniecznie Ciebie Beatko będzie słuchał i przed Tobą się otworzy, dla niego jesteś podobnie, jak matka „gderliwą babą, która znowu czegos tam chce od niego”.
      Opatrznie rozumiana wolność niesie odwrotny skutek, dziecko w tym wieku musi mieć ograniczenia i znać zasady, brak takich zasad, czy ograniczeń, często własnie osamotnione dzieci rozumieją , jako odrzucenie. Można mieć dwoje rodzicow i byc sierotą, a mozna mieć jednego rodzica i być szczęśliwym człowiekiem. Czasy gimnazjalnej młodości niosą wielkie zagrożenia, zwłaszcza teraz, kiedy młodzież nagminnie nadużywa alkoholu, stosuje narkotyki, a seks traktuje, jak sport…
      Wiem o czym mówię, bo ten problem znam „od podszewki”. Potem są rzeczy, o których telewizja mówi tygodniami, bo mamy niedobrą młodzież.
      Ja tak nie uważam, sama wiele robiłam ze swoimi dzieciakami i to zupełnie za darmo, bo miałam radość, że mogę coś dobrego zrobić dla innych, a wspólnie z naszym księdzem zachęcilismy te dzieciaki do tworzenia swojej muzyki, a więc można…Wszystkim, którzy tak narzekają na naszą młodzież zadałabym pytanie, a co zrobiliscie dla tej młodziezy, żeby jej pokazać inne alternatywy spędzania czasu wolnego, czy rozbudzania zainteresowań?
      Rozpisałam się i to akurat nie na temat świadectwa nowenny, pewnie moderator będzie miał wątpliwości, co do rzeczowości tego postu, mam jednak nadzieję, że na forum będziemy mogły więcej sobie popisać:)

      U mnie kolejny dzień i choć moja córeczka teraz jest chora i ja też-mamy zapalenie oskrzeli, to chyba wpadłam w „uzależnienie” od różańca-modlę się praktycznie w każdej chwili, gdy tylko uda mi sie wyciszyć, w nocy, kiedy przebudzi mnie córeczka, czy idąc z nią do lekarza…
      Powierzam też opiece Matuchny Was kobitki, bo dzięki naszym rozmowom jest mi łatwiej żyć, wsparcie duchowe, jest bardzo ważne dla każdego człowieka. Rozumiem Was, kiedy mówicie, że jesteście często samotne, ja powiem szczerze, że wole tę swoja samotność, niż gro osób, które przynoszą mi nowiny i opowiadją „kto, z kim, gdzie…” Tak szybko ferujemy wyroki, oceniamy, a nie staramy sie zrozumieć, za mało w nas często pokory, a buta i pycha jest ponad wszystko…
      Życzę wszystkim dużo pokory w stosunku do świata i życia. Pozdrawiam serdecznie:)

  109. Wavatar Beata pisze:

    Dziekuje Ci lenas za te piekne swiadectwo ,aby wiecej bylo takich osob oddanych mlodziezy jak Ty .Tez uwazam ,ze to dorosli sa winni ,oni sie tacy nie urodzili ,ktos ich wychowywal .Zycze zdrowka Tobie i coreczce.

    • Wavatar Wierząca pisze:

      Słuchaj Beato. Nie wiem czy to Ty, ponieważ nieco wyżej osoba o nicku Beata opowiadała o chorobie tarczycy. Teraz ty mówisz, że zmagasz się z depresją. Nie wiem czy wiesz, ale często ludzie, którzy mają problemy z tarczycą mogą mieć również problem z depresją. Podobno od tarczycy bardzo wiele w naszym organizmie zależy. Może się tym zainteresuj. Odpowiednia kuracja tarczycy może choć trochę Ci pomoże.

  110. Wavatar Beata pisze:

    Dziekuje Wierzaca ,to nie ja pisalam o tarczycy ,ale tez sie zastanawiam ,czy to nie jest powodem mojej depresji ,chociaz lekarz rodzinny stwierdzil z gory ,ze napewno nie ,ale na badania mnie nie skierowal ,mysle .ze musze sama zrobic te badania i to sprawdzic . Moja depresja jakby ustepowala ,jest duza poprawa,mam nadzieje ,ze minie i nigdy nie wroci ,nikomu nie zycze tego przechodzic ,zeby nie wiara to nie wiem co by bylo ,mimo zlego samopoczucia staralam sie chodzic jak najczesciej do Kosciola ,na msze sw. to mi pomagalo ,zwlaszcza po komuni sie wyciszalam ,odmawiam tez nowenne pompejanska i jest poprawa ,znowu potrafie sie cieszyc i normalnie funkcjonowac,a bylo tragicznie, jednak ta tarczyce tez sprawdze ,bo nigdy nie wiadomo.Zycze Ci wszystkiego dobrego z Panem Bogiem .

  111. Wavatar Beata pisze:

    Dziekuje, nie slyszalam wczesniej o tym Akcie Oddania ,wielu ciekawych rzeczy mozna sie tutaj dowiedziec.
    Pozdrawiam

  112. Wavatar Beata pisze:

    Skonczylam nowenne ,ale zaczne nastepna od srody popielcowej . Pamietam codziennie w modlitwie , zycze wytrwalosci w odmawianiu tej pieknej nowenny. Niech Matka Boza blogoslawi wszystkim swoim czcicielom.

  113. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Juz kiedys tutaj napisalam o tym, ze pol roku temu skonczylam NP w intencji mamy o uwolnienie z alkoholizmu. Jak dotad nowenna nie zostala wysluchana niestety, ale mam nadzieje, ze to sie jeszcze wydarzy. Dobre jest to, ze oboje z bratem bierzemy udzial w terapii dla osob wspoluzaleznionych w osrodku. Przez nasza terapie moze sie duzo dobrego wydarzyc, ale jak na razie jest ciezko. Ostatnio mama, kiedy wspomnialam o problemie z alkoholem wyzwala mnie od najgorszych (nie bede tu przytaczac tych slow) i kazala mi sie do konca roku wyprowadzic z domu. Jakos mi bardzo smutno od tego starcia z nia i boli mnie glowa. Prosze o troche otuchy, bo jestem sama i czasem jest mi bardzo zle z tym wszystkim. Prawde mowiac, czasem odczuwam watpliwosci co do skutecznosci modlitwy blagalnej. Nie wiem, co mam myslec. Wiem, ze dobry Bog slyszy moja modlitwe, ale skoro slyszy to dlaczego nie spelnil jeszcze tej prosby. Czy moze moja wiara jest za mala? Ale przeciez modlilam sie z wiara i ufnoscia. Bardzo staram sie kochac Boga i ufac Mu, tylko jak w domu dzieje sie zle a ja jestem sama samiutka, to brakuje mi czasami oprocz Boga takze pociechy w czlowieku. Dobrego slowa, przytulenia.

  114. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Szukajaca Prawdy! Bardzo dobrze ze z bratem uczestniczycie w tej terapi ,napewno Wam ona pomoze ,a i moze przez to latwiej Wam bedzie pomoc mamie .Najwazniejsze to nie poddawac sie ,chociaz napewno Wam kochani ciezko i przychodzi zwatpienie . Moje modlitwy tez nie zawsze zostaly wysluchane ,tez odczuwalam watpliwosci ,ale zawsze przechodzily i jeszcze z wieksza gorliwoscia modlilam sie w tej intencji ,Pan Bog najlepiej wie kiedy i jak pomoc ,musisz mu zaufac ,Matka Boza napewno Was nie opusci . Widac ,ze kochasz mame ,swiadczy o tym ,ze modlisz sie za nia ,wierze ,ze ona kiedys to zrozumie ,musisz byc cierpliwa ,nie trac nadzei. Przykro jest slyszec od najblizszej osoby przykre slowa ,ale to choroba nia kieruje ,terapia napewno pomoze, moja kolezanka chodzila na taka terapie i bardzo jej pomogla ,miala meza alkoholika ,nauczyla sie jak z nim postepowac , nauczyla sie duzo o alkoholizmie ,latwiej jej bylo walczyc z tym ,tez przechodzila ciezkie chwile ,teraz jej maz juz nie pije .Trzymajcie sie z bratem razem ,jestescie sobie potrzebni i swojej mamie ,nie poddawaj sie modl sie za mame ,a jak Ci jest ciezko modl sie jeszcze wiecej ,Pan Bog slyszy i nie opusci Ciebie ,On jest zawsze z Toba ,a szczegolnie gdy Ci najbardziej ciezko ,uwierz w to i zaufaj Panu Bogu i Matce Najswietszej .Bardzo mocno Cie przytulam ,bede myslala o Tobie ,obiecuje tez modlic sie za Ciebie i za Twoja mame i brata ,glowa do gory ,nie jestes sama ,a to dzieki tej nowennie ,bo jak bys tu nie pisala to bym o Tobie nie wiedziala.

  115. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Dziekuje Beata. Jakie to jest zupelnie inne uczucie, kiedy ktos odpowie i pocieszy… Dzieki terapii wiem, jak mam postepowac i wiem, ze Bog jest ze mna. Ale uslyszec od realnego czlowieka, ze go to cos obchodzi i ze sie modli to jest wielki dar.

    • Wavatar Beata pisze:

      Napewno to duzo daje ,sama wiem ,ze lzej na sercu gdy sie wie ,ze ktos mysli o tobie i modli sie,mozesz byc pewna ,ze bede codziennie pamietala w modlitwie ,trzymaj sie dzielnie ,ufaj Panu Bogu i Jemu oddawaj swoje klopoty ,bedzie ci latwiej znosc ten ciezar .Pozdrawiam serdecznie ,zycze sil i wytrwalosc i pamietaj nie jestes sama, zawsze jest z Toba Bog , Matka Boza i ja zapewniam o pamieci i modlitwie.

  116. Wavatar maria pisze:

    Modlilam sie zeby syn zdal mature bo nie bardz go interesowala nauka i zdal dosc dobrze corka sie dobrze uczyla a on mial prawie tyle samo punktow.Syn dostal prace tez sie modlilam moze nie taka jak chcialam ale ma .Teraz tez sie modle o pieniadze bo syn kupil mieszkanie na kredyt ale dastal podwyzki 400zl i mowi ze teraz kredyt splace.Ja sie modle a Matka Boza niech sama rozwiazuje jak ma byc.Wierze ze bedzie dobrze

  117. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Mario! Ja tez powierzam wszystko Matce Bozej ,chociaz czasami sprawy tocza sie nie po mojej mysli ,ale ufam ,ze Matka Boza wie lepiej co dla mnie dobre i ,ze wszystko ulozy sie dobrze . Moim ukochanym swietym jest swiety Jozef ,jemu powierzam siebie i swoja rodzine od poczatku malzenstwa ,wiem ,ze wiele trudnych spraw rozwiazalo sie za jego przyczyna ,polecam wszystkim oddac swoja rodzine w opieke tego swietego i oczywiscie Matki Bozej.

  118. Wavatar Anna maria pisze:

    Przeszło dwa lata temu zaczęło mi się walić całe życie. Czasami zastanawiam się jak to jest że przetrwałam te dwa lata. Brak pracy, śmierć bliskiej osoby, rozstanie z kimś kogo się kochało. Teraz czuję że wychodzę na prostą, mimo że to dopiero początek. Ostatnio dostałam staż w firmie o której nawet nie marzyłam żeby pracować, ani nawet się nie starałam tam o pracę bo nie wierzyłam że mogłabym się tam dostać (Prawda taka że stało się to przypadkowo skoro nawet nie składałam podania). Narazie umowa na trzy miesiące z możliwością przedłużenia na rok jeśli sobie poradzę. Pomódlcie się aby mi się udało. :) Pozdrawiam

  119. Wavatar Beata pisze:

    Anno Mario! Obiecuje sie pomodlic w Twojej intencji,powodzenia.

  120. Wavatar ;) pisze:

    Nowennę pompejańską odmawiałam kilka razy. Każdą w innej intencji (chociaż ostatnia wiąże się z 1). Na razie żadna ze spraw o które się modliłam nie układa się lepiej, a niektóre nawet coraz gorzej ale nie znaczy to że nie zostałam wysłuchana. Być może to że „nie mam tego o co prosiłam” to nie jest dla mnie dobre i tego nie dostanę (ale coś innego), a być może właśnie teraz coś się dzieje w tym kierunku chociaż wygląda że jest beznadziejnie i wszystko nie tak. Oczywiście pewnie jak większość z Was mam dni kiedy wydaje mi się że nic nie ma sensu i nie ma co liczyć na to że coś się zmieni (czyli na cud), ale dzięki tej modlitwie mam gdzieś w środku taką wiarę że tak naprawdę to przecież Bóg może WSZYSTKO (a ja z kolei mam wewnętrzny spokój że zrobiłam wszystko w tej konkretnej sprawie czyli oddałam do działania Bogu, bo sama tu już nic nie mogę zdziałać). Więc czekam na cud bo nawet jeśli jest coraz gorzej to nic jeszcze nie jest stracone. Życzę Każdemu z Was (i sobie) wytrwałości i siły w oczekiwaniu na cud i oby nadszedł on jak najszybciej. ;) Pozdrawiam :)

  121. Wavatar sabi pisze:

    Nowennę pompejańską odmawiałam kilka razy. Każdą w innej intencji (chociaż ostatnia wiąże się z 1). Jak na razie żadna ze spraw o które się modliłam nie układa się lepiej, a niektóre nawet coraz gorzej ale nie znaczy to że nie zostałam wysłuchana. Być może to że „nie mam tego o co prosiłam” to nie jest dla mnie dobre i tego nie dostanę (ale coś innego), a być może właśnie teraz coś się dzieje w tym kierunku chociaż wygląda że jest beznadziejnie i wszystko nie tak. Oczywiście pewnie jak większość z Was mam dni kiedy wydaje mi się że nic nie ma sensu i nie ma co liczyć na to że coś się zmieni (czyli na cud), ale dzięki tej modlitwie mam gdzieś w środku taką wiarę że tak naprawdę to przecież Bóg może WSZYSTKO (a ja z kolei mam wewnętrzny spokój że zrobiłam wszystko w tej konkretnej sprawie czyli oddałam do działania Bogu, bo sama tu już nic nie mogę zdziałać). Więc czekam na cud bo nawet jeśli jest coraz gorzej to nic jeszcze nie jest stracone. Życzę Każdemu z Was (i sobie) wytrwałości i siły w oczekiwaniu na cud i oby nadszedł on jak najszybciej ;) Pozdrawiam :)

    • Wavatar sabi pisze:

      PS
      Przepraszam Was za te 2 takie same wpisy (najpierw się chciałam do Was uśmiechnąć ale coś nie wskoczyło i pomyślałam że chyba jednak nie mogę się uśmiechać – a teraz widać że jednak mogę).
      A i jak tylko coś się zmieni w moich sprawach to na pewno dam znać (a liczę na to że się zmieni).
      Pozdrawiam Was serdecznie raz jeszcze ;)
      Sabina

      • Wavatar lenas pisze:

        Witaj Sabinko-fajnie, że jestes między nami, bo tylko potwierdzasz, że czekanie i wiara ma sens. Każdy z nas ma podobne odczucia i oczekiwania, więc nie jesteś sama:)
        W imieniu swoim i innych forumowiczów zapraszam Cię do włączenia się do naszego forum nowennowego, całkiem niedawno powstało i tworzą je fajni, pozytywnie zakręceni ludzie-czciciele różańca i Mateńki, zachęcam Cię do odwiedzenia forum i pogadania :)

  122. Wavatar Beata pisze:

    Dzisiaj zaczelam odmawiac nastepna nowenne ,mialam krotka przerwe,bo chcialam zaczac od Srody Popielcowej. Ciesze sie ,ze duzo osob podejmuje sie tej cudownej modlitwy,wszystkim zycze wytrwalosci . Z Panem Bogiem.

  123. Wavatar kasia pisze:

    Dzisiaj ukończyłam nowennę.Dziękuję Matce Bożej za siłę,że wytrwałam choć w ostatnich dniach było ciężko,coś mnie odciągało,myśli uciekały.Wierzę,że moje prośby zostaną wysłuchane.Jutro zaczynam kolejną nowennę to już będzie piąta.

  124. Wavatar zuzula pisze:

    Witam, dzisiaj zakończyłam kolejne dwie nowenny, to już piąta i szósta. Z sześciu intencji wysłuchana zostałam tylko w jednej czwartej,(miesiąc po zakończeniu) ale warto było odmówić te sześć, wierze, że Bóg ma właściwą kolejność „załatwiania” moich spraw. Bogu niech będą dzięki i Królowej Różańca Świętego. Życzę wytrwałości, cierpliwości i wiary
    Pozdrawiam

  125. Wavatar Krysia pisze:

    Kończę czwartą nowennę. To jest coś co przeszło moje oczekiwanie. To nie znaczy że wszystko dostaję jak na tacy, ale spokój wewnętrzny, który daje ta modlitwa jest nieoceniony jak dla mnie. W życiu mojej rodziny ostatni rok był trudny za sprawą kilku osób. Z mężem byliśmy na granicy wytrzymałości nerwowej. Przyznaję, że wcześniej odmówienie różańca 1 części było trudnym zadaniem, a teraz 3 części i znajduję czas na to. Fakt, że modlę się w trakcie jazdy samochodem , w trakcie innej pracy pozwalającej na to. O nowennie czytałam ulotkę wcześniej, ale wydała mi się nie możliwa od odmawiania. Po raz drugi zetknęłam się niedługo później i od następnego dnia do dziś odmawiam. Odmawiałam też za tych którzy byli przyczyną naszych kłopotów. Intencji w zapasie jest dużo, ciągle są jakieś potrzeby. To jest cud tej modlitwy, że nie chce się kończyć na jednej nowennie. Przynajmniej ja tak mam.
    Pozdrawiam wszystkich

  126. Wavatar Ania pisze:

    Witam wszystkich. Nigdy jeszcze nie pisałam do żadnego forum internetowego, ale to miejsce jest jedyne w swoim rodzaju. Dzięki tej stronie dowiedziałam się o NP i bardzo potrzebowałam tej modlitwy, bo „dojrzałam” do jej odnawiania już po ok. miesiącu. Wcześniej w ogóle nie modliłam się na różańcu, a jeśli to bardzo okazjonalnie. Niezwykła jest jej siła w wymiarze duchowym. Odnawiam dopiero pierwszą, ale czuję o wiele więcej spokoju niż przed jej rozpoczęciem. Nie czuję też upływu czasu w trakcie jej odnawiania i choć mam bardzo dużo pracy, a czasu na jej wykonanie mało, czuję, wiem i jestem pewna, że czas modlitwy jest to dobrze wykorzystany czas (to uwaga dla osób, które sądzą, że nie znajdą wolnej 1,5 godziny na dobę :) . Tak jak napisała Krysia – kiedyś wydawało mi się, że odmówienie nawet jednej części różańca to duże wyzwanie. Teraz jednak jest inaczej… Polecam każdemu niezdecydowanemu, aby rozpoczął modlitwę różańcową i NP. Ja podjęłam decyzję pod wpływem chwili i czasem trzeba podążyć za impulsem. Impuls do modlitwy może pochodzić przecież jedynie od Boga.
    Codziennie odmawiam też Łzawiący różaniec. Ta modlitwa z pewnością również pomaga w NP.
    Zaczęłam odmawiać NP z książką siostry Jordany Marii Ostreyko (Rozważania różańcowe, Kraków 1981). To piękne, krótkie myśli, „iskierki” jak nazwała je Autorka. Ponumerowane rozważania odmierzają także kolejne dni nowenny. Przez pierwsze trzy dni trudno było mi się skupić tak, aby „myśli nie odpływały” w niewłaściwych kierunkach. Znalazłam wówczas – i myślę, że to też dar od NMP – Różaniec biblijny, który nie tylko przypomina kolejne przekazy Ewangelii, ale według mnie, cudownie dyscyplinuje w modlitwie. Proponuję osobom, które mają kłopoty z koncentracją, aby spróbowały modlić się w ten sposób. Mi to bardzo pomogło.
    Życzę wszystkim wytrwałości w NP.

  127. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Krystyno Moniko ! Tez sie nad tym zastanawialam i szukalam o tym i tak to jest Koronka do Krwawych lez Matki Bozej.

  128. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Ja sie wlasnie zastanawiam nad podjeciem kolejnej NP, ale pierwsza przyszla mi z na prawde wielkim trudem i troche sie boje.

    • Wavatar Ania pisze:

      Spróbuj tak, jak opisałam. Nie jest to wtedy tylko mówienie „Zdrowasiek”, które czasem zaczynają się mylić. Czytanie fragmentu z przygotowanej przez kogoś ukształtowanego duchowo medytacji, trafiającej w Twoje problemy jest naprawdę wspaniałą rzeczą. Modlisz się ustami, a rozmyślasz w sercem. Zatrzymujesz się na chwilę zanim przejdziesz do kolejnej dziesiątki, a w kolejnej dziesiątce (jeśli to różaniec biblijny) kolejne myśli. Wydawało mi się, że to niemożliwe dla zwykłego, nieprzygotowanego człowieka. A jednak… To jak oczekiwanie na kolejną cenną wiadomość, którą już znałaś, ale jej sobie nie uświadamiałaś. I chcesz więcej… Pozdrawiam

  129. Wavatar marzena pisze:

    Moje świadectwo …trochę smutne. Odmówiłam ta nowennę mysląc że to moja ostatnia juz deska ratunku w mojej beznadziejnej sytuacji gdyz modliłam się do Pana Jezusa i właściwie wszystkich Świetych ponad rok (był taki czas że pościłam, odmawiałam łącznie kilka nowenn dziennie w pewnej sprawie ) NIE ZOSTAŁAM WYSŁUCHANA. Starciłam w zyciu WSZYSTKO w przeciągu jednego roku -dziecko, miłość,pracę,oszczędności,przyjaźnie,spokój i radość ducha,zdrowie psychiczne.Wiecie ? nawet uchochane zwierzątko zaginęło w tym samym czasie. Teraz pracuję na czarno żeby zarobić na przezycie u kogoś ale okazuje się, że trzeba będzie zamknąć tą działalność bo jest nierentowna. Ból rozdziera moje serce. Jedno nieszczęscie pociąga drugie jak lawina. W ciągu roku wszystko straciłam. Dlaczego ja jeszcze zyję? Chciałam odebrać sobie życie ale byłam pewna, że wiara uratuje moje życie że możePan zrobi coś w mojej sprawie chociaż odrobinę żeby się poprawiło. Teraz zrozumiałam, że nie ma dla mnie ratunku. Boże błagam rozpaczliwie zabierz mnie. Ten ból jest nie do zniesienia. Błagam pomóz albo zabierz. Amen.

  130. Wavatar Beata pisze:

    Kochana Marzeno ! Wiele przeszłas ,wiem ,że łatwo jest pocieszac ,gdy nie ma sie takich problemów . Ja też odmawiałam nowenny i inne modlitwy i wydawalo sie ,ze nic nie jest lepiej ,a czasami jeszcze gorzej ,im wiecej sie modlilam tym bardzie wydawało mi sie ,ze Pan Bóg jest głuch na moje wolanie ,ale powoli bylo lepiej . Cierpienie jest nam potrzebne chociaz nie rozumiemy moze jego sensu w danej chwili ,ale kiedys to zrozumiemy. Ratunek przyjdzie napewno ,ufaj Bogu i Matce Najswietszej polecaj swoje troski ,nie poddawaj się to najgorsze co mogłabys zrobic , calym sercem oddaj sie Maryji tak szczerze i z ufnościa dziecka . Zycze Ci wszystkiego dobrego ,poprawy Twojej sytuacji ,niech Ci Pan Bóg błogosławi i ma w swojej opiece i Matka Boża Cie wspiera. Ja obiecuje modlitwe w Twojej intencji.

  131. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Droga Marzenko,
    pisze co Ciebie, poniewaz od razu po przeczytaniu Twojego wspisu, pomyslalam, ze spotkalo mnie cos podobnego i moge Cie zrozumiec.
    Moja katastrofa miala miejsce 2,5 roku temu i do tej pory jeszcze nie odbudowalam sobie zycia. Dobre jest jednak to, ze powoli czuje sie coraz lepiej i lepiej i zaczynam myslec, ze moze mi sie jeszcze w zyciu pouklada.
    Wtedy zaczelo sie od tego, ze nagle i niespodziewanie zmarl moj tata i to w stosunkowo mlodym wieku. W dodatku zmarl bedac na wyjezdzie na wakacjach. Kilka tygodni pozniej tez nagle i niespodziewanie opuscil mnie moj chlopak. Dodam, ze byla to moja wielka milosc, ze zwiazek byl szczesliwy i trwal kilka lat. Spodziewalam sie, ze w najblizszym czasie beda oswiadczyny, slub, mieszkanie, dzieci to wszystko, o czym marzy kobieta. A tymczasem moja milosc odeszla. To zniszczylo mi zdrowie, przede wszystkim to psychiczne. Nic juz nie moglam robic, ani jesc, ani spac, zaczely sie problemy w pracy. Teraz lecze sie u psychiatry i korzystam z terapii. Dokladnie w tym samym czasie zmienilo sie tez przelozeni w pracy i od nowej kierowniczki zaznalam czegos, co sie nazywa mobbing. Takze w tym czasie zostalam 2 razy praktycznie wyrzucona z mieszkania i w sumie w ciagu 2,5 miesiacy przeprowadzalam sie 3 razy. Do tych problemow doszly rozmaite sprawy urzedowe, ktore jak na zlosc sie komplikowaly. W koncu nie wytrzymalam i rzucilam wszystko. Przyjechalam wtedy do domu rodzinnego, gdzie mieszkam od 2 lat, nie pracuje i zastanawiam sie, co dalej ze mna bedzie.
    To tyle mojej historii, zaraz Ci powiem, co mi pomagalo przetrwac.

  132. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Oczywiscie wiara pomagala mi przetrwac.
    Przez pierwszy rok przyjmowalam cierpienia w pewnej intencji. Moze wiesz o tym, ze cierpienie mozna przyjac, polaczyc z cierpieniami Jezusa i w ten sposob je przeobrazic. Wiara chrzescijanska jest jedyna wiara, w ktorej cierpienie ma sens, a nawet nie tylko sens ale wielka wartosc.
    Najgorsze przyszlo jesienia rok temu. Bylam juz wtedy w rodzinnym domu ale moj stan psychiczny sie pogorszyl. Praktycznie w ogole nie spalam i trwalo to tygodniami. Mialam koszmarne napady leku i tak jak Ty prosilam Boga, zeby mnie stad wzial. Myslalam, ze juz nie zniose tego potwornego cierpienia. Na prawde nie chcialam zyc! Nie potrafilam sie juz normalnie modlic, bo psychika byla udreczona. Nie bylam w stanie i nie chcialam Boga o nic prosic, poniewaz uwazalam, ze On i tak nic mi nie da. Nie chcialam tez Bogu za nic dziekowac, poniewaz uznalam, ze On mi nic nie daje. Ale pozostala mi jedna modlitwa – uwielbienie Boga. To bylo jedyne, co moglam Mu wtedy mowic: ze z powodu tego, ze jest Bogiem zasluguje na chwale i na uwielbienie. W ten sposob przezylam te najkoszmarniejsze noce.
    Pozniej troche mi sie poprawilo, zaczelam spac i lepiej funkcjonowac. Wrocilam wtedy do przyjmowania cierpienia w tej pewnej intencji.
    Obecnie jestem w zupelnie innym stanie. Leki i terapia dzialaja. 3 dni temu rozpoczelam kolejna NP, tym razem w intencji o swoje zdrowie. I wiesz co – od pierwszego dnia NP czuje sie zdrowiej.
    Potrafie sobie chociaz w czesci wyobrazic Twoje cierpienie i bardzo Ci wspolczuje. Jako otuche moge Ci powiedziec, ze takie zyciowe burze w koncu przemijaja. Trzeba to przetrwac, a czas leczy rany.
    Dodam jeszcze, ze cierpienie uszlachetnia i wyjdziesz z tego bedac innym nowym czlowiekiem. Popros w szczegolnosci Maryje, zeby Cie przez to przeprowadzila. Mozesz sobie np wyobrazic, ze chronisz sie w faldach jej plaszcza. Ja sobie to wlasnie wyobrazalam, kiedy opuszczal mnie ten chlopak – ze jestem taka malenka osobka, wtulona w jej szate i ze Ona pomaga.

  133. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Zycze Ci Marzenko Przyjaciolko w Chrystusie, zebys z kazda odrobina Twojego cierpienia udawala sie do Jezusa i do Maryi. Pragnelabym ukoic Cie w Twoim bolu i Cie przytulic… Nie jestem jednak tam, gdzie Ty jestes, ale Bog jest z Toba – Bog sam wystarczy.

  134. Wavatar Beata pisze:

    Mnie bardzo pomaga różaniec ,gdy były chwile naprawde bardzo ciezkie ,nie moglam nawet sie modlic ,ale trzymalam rozaniec w ręce bez przerwy ,zasypialam i budzilam sie z nim w zacisnietej dłoni ,to dodawalo mi sil i wiary , ze Matka Boza mnie nie opuści . Rózaniec mam zawsze przy sobie . Jak tylko moglam to modliłam sie przed Najswietszym Sakramentem, uczestniczylam w mszy świetej ,przyjmowalam komunie to bardzo wzmacnia duchowo.Swiety Józef jest moim ulubionym patronem ,on naprawde pomaga ,w sprawach pracy i utrzymania domu nigdy mnie nie zawiodl , polecilam i polecam mu swoja rodzine od poczatku malzenstwa i wszystko jakos sie ukladalo . Zycze Ci Marzenko duzo sily w tym trudnym okresie i jeszcze raz zapewniam o pamieci w modlitwie.

  135. Wavatar Beata pisze:

    Droga Szukajaca Prawdy ! Chcialam Cie zapewnic , ze caly czas pamietam o Tobie w modlitwie . Trwaj w Bogu .

  136. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Szukajaca Prawdy! Sama wiem ile daje swiadomość że ktos pamięta i wspiera modlitwa ,trzymaj sie kochana ,z Panem Bogiem ,pozdrawiam.

  137. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Marzenko! Jak sie masz i o Tobie myślę i polecam Ciebie Bogu . Dzisiaj piatek ,Droga Krzyzowa bede modliła się w Waszych intencjach ,ściskam bardzo serdecznie .

  138. Wavatar marzena pisze:

    Witaj Beatko witaj Szukająca prawdy.Rano przeczytałam Wasze posty i naprawdę lepiej sie poczułam.Nawet miałam lepszy dzień. Bardzo dziękuję za wsparcie duchowe i modlitwę to naprawdę dla mnie bardzo ważne bo czuję się i naprawdę jestem taka samotna.Aż boli.Ja wiem,że już nigdy nie będę szczęsliwa i nigdy nie zrealizuję swoich pragnień ale przynajmniej chciałabym mieć spokój ducha i w miarę bezpieczne życie mam 40 lat. To co wydarzyło sie w moim zyciu po prostu mnie zmieniło na zawsze. Nie jestem już tą samą osobą prosiłam Boga aby dał mi jeszcze jedna szansę ale chyba nie jest mi to dane. Sa dni kiedy jest lepiej ale kiedy najdą mnie wspomnienia nie chce mi się zyć. Nie wiem jak długo będzie to trawało ale wiem jedno,że nigdy juz nie będę tą samą osobą radosna i optymistycznie nastawioną do zycia. U mnie w zyciu tak jest że wszystko dobrze się zaczyna a fatalnie się kończy. To chyba nie jest przypadek czuję, że to jest coś złego. Szukająca prawdy szczególnie jestes mi bliska bo przeszłaś prawie to samo co ja. Wiem co to jest mobbing, opuszczenie przez bliską osobę, którą się kochało, nieprzespane noce. Na mnie nawet silne leki nasenne nie działaly. Te koszmarne myśli, lęki które nie pozwalały zmrużyc oka. Kilka miesięcy leżałam wyczerpana na łózku nie mogąc zasnąć myślałam,że to mnie już dobije, że na tym łózku już zakończę zycie. Nie byłam w stanie zrobic nawet umyć się. Zaczęłam czytać biblię modliłam się non stop po prostu błagałam Jezusa aby mnie uzdrowił i tak się stało wyszłam z doła czułam, że to cud nie miałam juz tych mysli samobójczych które mnie napastowały. Było dobrze jakis rok a teraz znowu wali się znowu cos tracę. Tracę pracę, która dawała mi szansę przetrwania. Nie mam siły dalej walczyć wiem ,że znou sie załamnę.W moim wieku w moim małym miasteczku gdzie liczą się tylko znajomości i układy trudno jest znaleźć pracę chociaż mam skończone studia. Wszystko wymmknęło się spod kontroli. Po prostu straciłam pewność i wiare w siebie. Im bardziej sie staram tym wieksza porażka.Na razie nie wiem co będzie dalej. Czy warto się o coś modlić jesli i tak musi wypełnić sie wola Boża nawet ta dla nas trudna do przyjęcia, mam dziwne myśli . Czasem mam pretensje i żal do Boga oskarżam że tak starsznie mnie złamał a za chwilę przepraszam Go i boję się że mnie jeszcze bardziej pokarze a to juz by było ponad moje siły. Odmawiałam tą nowennę z wiara i ufnoscią a mój kolega który należy do zboru wolnych chrześcijan robi mi wyrzuty,ze żle robię modląc się do Maryi bo ściągam na siebie nieszczęście gdyż nalezy modlić się tylko do Boga Ojca i Jezusa( tak rzeczywiscie jest w Piśmie Świętym) twierdzi,że pogarszam swoja sytuację bo to jest tak jakbym modliła się do demona tzw bałwochwalstwo. Jestem już rozdarta bo zawsze wierzyłam, że Święci i Maryja wstawiają się za nami i nie wiem czy dalej sie modlić na różńcu. Chciałabym dobrze. Pozdrawim z Panem Bogiem.

    • Wavatar Sylwester pisze:

      Marzeno, nie przejmuj się tym kolegą… to coś do czego należy to „kościół” wywodzący się z protestantyzmu… a oni nigdy nie uznawali jakoś szczególnie NMP. Niby są zarejestrowani jako związek wyznaniowy… a tych w Polsce jest bardzo dużo ( z tego co pamiętam ok 150 ale dokładnie nie wiem, miałem prawo wyznaniowe 4 lata temu na studiach) Także nie traktuj tego poważnie co CI powiedział. Nasz Kościół zawsze czcił NMP :) Jest nawet dogmat o wniebowzięciu NMP :) pozdrawiam :)

  139. Wavatar Beata pisze:

    Droga Marzenko!Napewno cięzkie przezycia zmieniają nas ,ale to nie znaczy , że juz nigdy nie bedziesz szczesliwa .Ja miałam inne problemy,doprowadzily mnie do depresji i nerwicy lekowej ,myslalam ze nie wyjde z tego ,tez pragnelam po prostu umrzec,zniknac ,zeby miec spokoj ,czulam ,ze mnie nikt nie rozumie ,bylam samotna w swoim cierpieniu .Zawsze bylam wierzaca nie moglam zrozumiec dlaczego mnie to spotkalo ,chociaz wierze i ufam Bogu ,modle sie ,rozaniec byl moja ulubiona modlitwa .Byly dni ze nie mialam sily sie modlic ,nie moglam wydobyc z siebie slowa ,ale jak pisalam wczesniej nie wypuszczalam rozanca z rąk ,chodzilam do kosciola ,gdzie zalewalam sie lzami ,u nas w parafii siostry zakonne maja czuwania przed Najswietszym Sakramentem chodzilam i chodze nadal ,to wielka pomoc gdy w cichosci mozna wyzalic sie ,wyplakac Panu Jezusowi ,ofiarowac mu swoje cierpienia ,podczas podniesienia rowniez ofiarowalam wszystko Panu Jezusowi.Wiem jak trudno teraz z praca ,ale nie trac nadzieji ,rozne rzeczy sie zdazaja i w malych miasteczkach .Piszesz ,ze nie bedziesz juz szczesliwa ,moze Twoje zycie bedzie inne ,bo to co bylo nie wroci ,ale nie znaczy ze nie bedziesz juz nigdy szczesliwa ,szczescie ma rozne wymiary ,mozesz znalesc je tam gdzie sie nawet nie spodziewasz,teraz cierpisz ,sa to jeszcze swieze rany.To ze mialas pretensjie do Pana Boga to takie ludzkie ,to ,ze w trudnosciach zaczynamy powatpiewac,jestesmy tylko slabymi ludzmi .Teraz moje zycie jest bardziej poukladane,wstapila we mnie nadzieja,potrafie sie cieszyc z drobiazgami,a to dzieki rozancowi ,ze nie poddalam sie <bardzo w to wierze i ufam Matce Bozej,ze czuwa nad nami,jej oddalam swoje zycie i wierze ,ze nim pokieruje w jak najlepszy dla mnie sposob,przykladem zawierzenia Matce Bozej jest dla mnie papiez Jan Pawel II. Wierze w wstawiennictwo swietych .modlimy sie do Pana Boga przez wstawiennictwo swietych ,nie uwazam tego za bogochwalstwo i jestem pewna,ze swieci za nami oreduja.Matka Boza jest nasza Matka dana nam pod krzyzem przez Pana Jezusa.Niektore odlamy religijne nie uznaja kultu Maryji i swietych .Tyle jest sanktuariow Maryjnych ,tyle ludzie otrzymuja tam lask modlac sie wlasnie na rozancu. Miotaja Toba rozne mysli ,bo jestes zawiedziona ,modlilas sie i nie zostalas wysluchana .ja tez nie od razu poczulam sie lepiej.czekalam jak na zaklecie myslac <ze pomodle sie i juz wszystko sie zmieni,jednak nic sie nie dzialo,dalej cierpialam,ale nie ustepowalam w modllitwie ,nie wiem nawet czy byla to modlitwa czy jęk,ale trwalam i zostalam wysluchana.Nie wiem co bedzie dalej <ale moje zycie powierzam BOGU i Matce Najswietszej .Napisalam moze bardzo chaotycznie ,bo trudno to opisac .Zycze Ci wielkiej wiary bys nie tracila ducha

  140. Wavatar Beata pisze:

    Marzenko jeszcze raz ja , Sylwester ma calkowicie racje wiec nie przejmuj sie kolega . Rozaniec to najpiekniejsza modlitwa ,napewno nie sprowadza nieszczescia .oby ten kolega doznal laski nawrocenia ,by i on mogl wielbic Maryje i uznac Ja za swoja Matke .Pozdrawiam serdecznie ,jestem z Toba w modlitwie .

  141. Wavatar lenas pisze:

    Witajcie-powiem po krótce…życie, tak, jak i śmierć jest łaską…Nie do nas należy decydowanie o tym, ale do Boga, bo on jest dawcą życia i śmierci. Ucieczka od świata i życia niczego nie rozwiązuje, no, może uwalnia od dotychczasowych cierpień i kłopotów. Wiem, jednak, że samobójstwo jest ciężkim grzechem i wystąpieniem przeciwko Bogu…Cokolwiek się dzieje, to nigdy nie jest rozwiązaniem nagła śmierć! Nie ma spraw nierozwiązywalnych na świecie i w życiu! Nie ma takiej sprawy, za którą warto się zabijać! Tu nakrzyczę na wszystkich niedoszłych samobójców…jeśli kochacie Boga, to pomyślcie, jak Wasza dusza będzie sie błąkać zanim, kiedykolwiek dotrze do Boga? Zamiast użalać sie nad swoim losem i życiem, trzeba realnie wziąć się w garść i żyć…Oddychać, podziwiać świat, patrzeć i dostrzegać…Nie jesteście sami na tym świecie! Warto żyć dla Boga i dla niego znościć te udręki i cierpienia…Każdy z nas ma w swoim życiu ciężkie dni, ale sztuką jest umieć żyć! Nie nam decydować o śmierci! Matka Boża, jest naszą matka, więc według nas katolików, jej należna jest cześć, wiara, modlitwa, nie ważne, co sądzą protestanci! Nasza wiara nakazuje oddawać cześć Matce Bożej! Życie tu na ziemi jest tylko jedno i nie można tego zmarnować!
    Ufam, że zamiast wpatrywać się w przeszłość, zaczniesz tworzyć nową przyszłość i znajdziesz cel i sens w życiu ziemskim. Pozdrawiam i życzę dużo sił i wiary.

    • Wavatar lelenka pisze:

      Witam! A ja chcę wierzyć, że miłosierdzie Boże obejmuje także tych, którzy to życie sobie odebrali. Mam mnóstwo znajomych, którzy w ten sposób przecięli wszystko, zranili mnóstwo osób, zostawili żony i dzieci… A jednak. Nie dali sobie szansy, może innym też, choćby na jakiś krok w ich stronę. Czy Bóg ich opuścił? Czy błąkają się gdzieś rzeczywiście i dalej tak obłędnie cierpią? Niektórzy byli chorzy psychicznie, zresztą może każdy by coś takiego zrobić musi być w jakimś sensie chory?

      • Wavatar lenas pisze:

        Witam…Swego czasu samobójców chowano za murami cmentarza w niepoświęconej ziemi, Sobór Watykański II zmienił pogląd na tę kwestię i nawet księża nie odmawiają pochówku samobójcom.
        Kwestia ta jest mi bliska, z uwagi na osobiste doświadczenia, więc mam prawo się wypowiadać… Swego czasu szukałam wytłumaczenia dla takiego kroku-widząc z jednej strony odwagę dla takiego kroku, a z drugiej zaś tchórzostwo przed konsekwencjami życia. Dzisiaj wiem, że powinniśmy się modlić za dusze osób w ten sposób postępujących, sama tak czynię i ufam głęboko, że mogę wyprosić łaski dla błąkających się i męczących dusz w czyśćcu… Bóg nikogo nie opuszcza, to ludzie sami od Niego odchodzą, mając wolną wolę popełniają błędy i dokonują złych wyborów, czego następstwem jest grzech…
        Bardziej w braku pomocy i osamotnieniu, niż w chorobie psychiczej upatrywałabym winy takiego desperackiego kroku..
        Inna rzecz, że zwykle cierpią najbardziej ci, którzy pozostali na tym świecie…Trudno pogodzić się z faktem, że osoba bliska w ten sposób odchodzi, to jest porzucenie i pozostawienie żyjących…

  142. Wavatar ela pisze:

    Witam chcialam powiedzic ze zaczelam odmawiac Nowenne Rozancowa w grudniu, do tej pory odmowilam juz 3 w roznych intencjach ,byly rozne przeciwnosci łzy klotnie i to ze tak bardzo nas ktos skrzywdzil, myslałam ze nie dam rady ale dotrwałam do konca i widze ze te łaski od Matuchny płyna ,moze nie do konca takie jakbym chciała ale dzieki za to co otrzymalam, zaczełam odmawiac nastepne w intencji innych osob mi bliskichi juz pierwsza łaska spłynela. Pozdrawiam

  143. Wavatar Beata pisze:

    Teraz jest Wielki Post ,bardzo lubię piesni religijne z tego okresu liturgicznego .Jedna z nich jest <>.Napewno wszyscy to znaja. Zycze wszystkim ,aby odgadli swoj krzyż ,nieraz bardzo ciezki ,ale żeby wszystkich przyblizył do Boga ,Matuchna Najswietsza niech nas wspiera .ufajmy Jej calym sercem . Pozdrawiam wszystkich .
    Droga Marzenko ! W swoich trudnosciach <Niech Maryja bedzie Twoja przewodniczka .

  144. Wavatar Beata pisze:

    Przepraszam cos mi uciekło ,chodziło mi o pieśń

  145. Wavatar Ania pisze:

    Wiecie, przeczytałam taką – według mnie – piękną medytację do Tajemnicy I (część bolesna). Dzielę się, bo może komuś pomoże:
    „Cierpienie odziera ze złudzeń jakobyśmy wszystko potrafili i wszystkiemu o własnych siłach mogli podołać. Cierpienie w sposób dotykalny przekonuje nas o naszej słabości. Jezus w tajemnicy modlitw w Ogrójcu ukazuje nam drogę, jak i gdzie mamy szukać pomocy i odwagi do zniesienia nieuniknionego cierpienia: <> (Łk. 22, 44)”

  146. Wavatar Beata pisze:

    Witaj Aniu !Bardzo piękne i poruszające sława . Napewno przydadzą się każdemu . Pozdrawiam

  147. Wavatar Hele pisze:

    Witam, Do wszystkich cierpiących bardziej lub mniej – też cierpiałam, a im bardziej rozmyślałam co mnie spotkało tym bardziej cierpiałam, aż któregoś dnia postanowiłam być szczęśliwa. Nikt nie może uniknąć cierpienia ani Bóg ani człowiek, tak to już jest. Św. siostra Faustyna mówiła, że przeszłości nie da się zmienić, jutro do nas nie należy, tylko teraz jest nasz (jeżeli źle zapamiętałam to przepraszam). Nie chodzi o to by zapomnieć co się stało, bo tak się nie da, ale każdego dnia wymyślić sobie lub zrobić coś dla siebie żeby być szczęśliwym, cokolwiek. Przeszłości nie zmienimy i rozpamiętywanie co było jeszcze bardziej nas krzywdzi. Spójrzmy na Jezusa na drodze krzyżowej, każda stacja jest dla niego bardzo bolesna, nie odwraca się, nie patrzy za siebie, idzie krok po kroku do przodu, wiedząc że będzie jeszcze gorzej, aż wreszcie jego cierpienie się kończy. Kończy się Zmartwychwstaniem i wtedy też nie rozpamiętuje każdej stacji drogi krzyżowej, pamięta że był Ukrzyżowany, ale teraz jest Inny, to cierpienie na zawsze Go zmieniło. Co się stało się nie odstanie, życzę wszystkim, żebyście każdego dnia zrobili wszytko żeby być szczęśliwymi:) W Wielkim Poście sobie odmawiamy czegoś, żeby się umartwiać, a ja mam odwrotne postanowienie, każdego dnia staram się zrobić dla siebie lub komuś jakoś małą przyjemność i okazało się, że to o wiele trudniejsze niż post:)

  148. Wavatar marzena pisze:

    widzę,że nikt tu już nie zagląda. Ja odmawiam drugą nowennę ale moja sytuacja się pogarsza. Postaram się jakoś wytrwać ale z powodu tego co się dzieje moja wiara jest już bardzo słaba a nie jest to po ludzku sytuacja jakaś skomplikowana ani niemożliwa. Najgorzej będzie odmawiać część dziękczynną bo jak tu dziękować za coś czego się nie otrzymło a przecież prośba w nowennie musi być konkretna i krótka. Myślę,że jeśli ma ktoś otrzymać łaskę to otrzymuje ją już w nowennie błagalnej. W pierwszej nowennie nie zostałam wysłuchana i może dlatego taka jestem zrezygnowana. W ogóle moje modlitwy nie są wysłuchiwane. Przykre to. Jestem psychicznie rozbita. Długo prosiłam nie poddawałam się wierząc,że jest to przejściowe ale myliłam się. Jesli zostanę wysłuchana dam świadectwo. Odmawiam równolegle nowennę 30 dniową do Św.Józefa w sprawie pracy i też nie ma pozytywnych widoków.Pojawiła się szansa zaraz na początku odmawiania nowenny a juz następnego dnia otrzymłam odpowiedź na nie. Jak tu się modlić. Proszę o wasze świadectwa

    • Wavatar Marek pisze:

      witaj, zaglądatu całkiem sporo osóļ, tylko liczba komentarzy jest tak niemiłosiernie dłucga, ze na sam dół pewnie niewielu już strafia. Stąd pomysł założneia strony-forum zywyrozaniec.pl, gdzie można zakładać wątki i dyskutować. Diopiero ono powstaje i niewiele jest osób, ale za to jak wartościowych! :) Zapraszamy i Ciebie!

      Prosisz o świadectwa odmawiania nowenny i znalezienia pracy. Dodaliśmy ostatnio cchyba trzy takie świadectwa, pod nimi są tez komentarze z kolejnymi. Dla Boga nie ma nic niemożliwego! Uwierz, że to dotyczy i Ciebie, bo jeśli zwątpisz, to wiara zanicze sie kruszyć. Bedziesz jak św. Piotr, który zaczął iść po wodzie do Jezusa, a chwile potem zachwiał się i zaczął tonąć. Stąd myśla dla nas wszystkich – w chwilach zwątpienia prosmy Jezusa o interwencję, by nas wyciągał z kipieli, jaką jest chwila ludzkiej słabości.

      Wierzmy i trwajmy na modlitwie, pamiętając o tych, którzy posnęli.

  149. Wavatar Beata pisze:

    Kochana Marzenko! Ja zaglądam i pamiętam o Tobie .Wiem ,że Ci ciężko uwierzyc w moc nowenny gdy sie nie jest wysłuchanym ,ale nie zawsze tak jest ,ze od razu jest wyraźna poprawa .Ja kończę czwartą nowennę ,też nachodziły mnie różne myśli ,ale teraz nie potrafię przestać odmawiać tej modlitwy ,chociaz nie jest to łatwe, Podziwiam Ciebie za wytrwałość mimo wszystko podjełaś sie drugi raz ,a to świadczy że ufasz Matce Bożej . Swięty Józef to jeden z moich ulubionych świętych ,będę i Jego prosiła o wstawiennictwo w Twojej intencji. Marzenko nie poddawaj się ,zdaję sobie sprawę ,że jesteś w psychicznej rozterce ,że targa Tobą zwątpienie ,ale masz nadzieje ,bo nadal się modlisz i trwaj w modlitwie .Będę dalej polecała Ciebie w modlitwie .Mogę pisac jak chcesz tutaj ,a jak chcesz to na forum zywyrozaniec,pl

    ,,Wierzę,że nie ma takiej ruiny,której
    Bóg nie mógłby odbudowac,
    ani takiego uschłego drzewa,ktore
    za Jego sprawa nie stałoby się na nowo
    zielone, On może wszystko ,tylko
    trzeba współpracować z Jego łaską.

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie

  150. Wavatar Beata pisze:

    Droga Marzeno ! Bardzo chciałabym Ci pomóc .myśle o Tobie i przypomnialo mi sie ,że czytalam na stronie sióstr Honoratek o ich założycielce Anieli Róży Godeckiej ,rozpocząl sie Jej proces beatyfikacyjny ,patronuje Ona ludziom pracy i wyprasza łaski znalezienia pracy . Oczywiscie nie chcę pomniejszyć tym roli Nowenny Pompejanskiej ,bo uważam ja za cudowna modlitwę i zawsze bedę namawiała do jej odmawiania ,bo wiem ,ze działa ,że Matka Boza ma swoich czcicieli w opiece . Prośby moje tez nie zostały spełnione tak jak myslałam ,ale my patrzymy inaczej na swoje życie ,dzieki nowennie wiele zrozumialam . Brak pracy to napewno duzy problem ,ale wierzę ,że znajdziesz ,że wszystko sie uloży ,nawet w malych miejscowościach zdarzaja sie cuda.

    Z okazji świąt życze Ci błogosławieństwa od Zmartwychwstalego Pana ,wielu łask Bożych ,wiary i sił .
    Sciskam Cie serdecznie .

  151. Wavatar Anna maria pisze:

    Marzenko nie załamuj się. Powiem Ci tak. Nowenny Pompejskie odmawiam, klepię od prawie dwóch lat, już nawet przestałam liczyć ile ich odmówiłam. Żadna z moich intencji nie została jeszcze wysłuchana. Zaczęłam dwa lata temu jak całe życie mi się posypało w ciągu miesiąca. Straciłam pracę, odszedł koleś który chciał się żenić ze mną, a odwidziało mu się w ciągu kilku dni, tydz po straciłam bliską osobę. Półtorej roku w depresji. Ponad miesiąc temu zaczęło się zmieniać. Mam nadzieję żę na lepsze. Po kilku latach marzeń mam szansę na pracę o jakiej nigdy nawet nie śniłam, w dodatku w wyuczonym kierunku, a studia skończyłam 7 lat temu, już przestałam sobie robić nadzieję że kiedyś mi się papierek po szkole jaką ukończyłam przyda. Nie chcę się rozpisywać za bardzo bo sama boję się uwierzyć że zaczyna mi się powoli układać, wolę sobie nie robić nadziei a umowę mam na razie na czas określony dlatego dalej się modlę. Chciałam tylko powiedzieć że uważam, iż wszystko ma swój czas i na wszystko jest odpowiednia pora. Nie od razu dostaje się to co się chce. Ale kiedyś dostanie się jeszcze więcej. Pozdrawiam i trochę wiary. Kiedyś może napiszę więcej.

  152. Wavatar lenas pisze:

    A tak w kwestii życia, niekoniecznie zgodnego z naszymi oczekiwaniami, to mam kilka konkluzji…
    Znam wiele osób chorych i cierpiących, a w ostatnim czasie dane mi było osobiście doświadczyć choroby, bo urodziłam chore maleństwo. Moje życie zmieniło się diametralnie, bo dotychczas byłam realizującą się matką, żoną i pedagogiem. Nastawioną na poznanie i doskonalenie siebie, a tu…
    Jak grom z jasnego nieba – wyczekiwane macierzyństwo i upragniona córeczka przyniosła ze sobą rzadką, genetyczną chorobę…Nic wcześniej nie zapowiadało tego, co będzie, miałam plany na dalsze, uładzone życie-wiedziałam, że nikomu jej nie chcę oddać i nie muszę się tak spieszyć, jak przy pierwszym dziecku, żeby wrócić do pracy…Wiele się spełniło z moich pragnień, teraz wszystkie swoje siły skierowałam do walki o życie i zdrowie swojej kruszynki. Widziałam wiele cierpienia i łez rodziców chorych dzieci, sama też przeszłam czas buntu i gniewu-bo, dlaczego ja? Modlitwa do Boga nabrała formę kłótni, a raczej monologu z Bogiem, któremu zarzucałam, że mnie zostawił, że nie zasłużyłam na to, co mnie spotkało! Od strony psychologicznej, to zupełnie naturalna reakcja. Potem był czas wypierania choroby i czekania na wyniki, na cud, który nie przyszedł. Kolejne etapy choroby mojej córeczki niosły ze sobą zmianę we mnie. Z czasem umiałam dziękować za to, że operacja się powiodła, że jest coraz lepiej, że mam siły, by zajmować się dzieckiem.
    Przyszedł też wreszcie czas pogodzenia się z chorobą i wolą bożą, bo choroba mojej córeczki zdeterminowała nasze życie rodzinne, a mnie zatrzymała w biegu. Dzisiaj czuję, że jest to zadanie, które mi Pan Bóg wyznaczył, bo On wie, ile jesteśmy w stanie unieść. Wierzę, głęboko, że właśnie mnie wybrał, bo we mnie wierzy. Ja też mu ufam, cokolwiek się wydarzy, dlatego jest we mnie wiele pokory, teraz proszę tylko o siły i wytrwałość.
    Wszystkim chorym i cierpiącym życzę właśnie wiary i sił, do pokonywania swoich słabości. Nikt z nas nie wie, co jest mu pisane w tym życiu, ale trzeba umieć żyć i każdego dnia dziękować Bogu za to, co nam daje. Jest we mnie wiele optymizmu , bo mam wiarę i każdy dzień, choć podobny do poprzedniego jest dniem szczególnym.

    Choroba jest częścią życia, zwolennicy teorii darwinizmu, powiedzieliby, że „eliminuje słabsze jednostki…” Swego czasu pracowałam z dziećmi autystycznymi, i dane mi było uczestniczyć codziennie w życiu dzieci dotkniętych chorobą, która zniewala umysł i ciało, która wyklucza z normalności…Choroba dziecka, zawsze jest chorobą całej jego najbliższej rodziny, wyzwala w ludziach często strach i brak zrozumienia, ale i akceptacji, niekiedy też porusza pokłady współczucia i empatii. Będąc osobami zdrowymi, nie wiemy co jest nam jeszcze w życiu pisane, a zdrowie jest tylko stanem ciała, który w każdej chwili może ulec zmianie…
    Chore dziecko, to też łaska , którą Pan, nie każdemu daje!
    Wiem, że ktoś zaraz krzyknie w gniewie, że nie chce takiej łaski, bo nie musi w ten sposób być wyróżniony! Też to zrozumiem, ale z perspektywy czasu widzę, że tak właśnie jest…
    Moja nieuleczalnie chora córeczka jest dla mnie wielkim darem, teraz widzę, że daje nam wiele radości i wielką miłość. Wspólnie z mężem i dorastającym synem przetrwaliśmy kolejne szpitale, operacje i zawierzyliśmy Panu Bogu. Wiedziałam, że skoro pozwolił jej się urodzić i przetrwać pierwszą operację w drugiej dobie życia, to nie odbierze mi jej. Prosiłam Go o litość i siły do przetrwania tego czasu, a był to ciężki czas, byliśmy osamotnieni w zmaganiach i modlitwie, nawet słyszałam głosy, że mogłam „wcześniej zrobić porządek”, a nie teraz tak cierpieć, bo są przecież badania prenatalne. Badania prenatalne są, w moim wypadku niczego nie wykazały, więc ciąża przebiegała całkiem dobrze. Widać Pan Bóg miał inne plany w stosunku do naszej rodziny. Nauczył nas poprzez naszą córeczkę miłości bezwarunkowej i bliskości w zmaganiach z codziennymi problemami. Mój syn, stał się bardzo odpowiedzialnym, młodym człowiekiem, który często potrafił osuszać moje łzy swoim dobrym, ciepłym słowem. Moja córeczka zjednała sobie miłość wielu osób, a w szczególności naszych sąsiadek, które zaczęły mi pomagać i wyręczać, bo wiedziały, że mała budzi się kilkakrotnie w nocy, że nikt mi nie pomaga. Są dobrzy ludzie na świecie, dziękuję Bogu za nich!
    Człowiek nie żyje dla siebie i jest tyle wart, ile może dać drugiemu człowiekowi…Te słowa zawsze towarzyszyły i towarzyszą mi w życiu.

    Kochana córeczko!
    Twoje narodziny zmieniły całe moje życie, nauczyłam się inaczej postrzegać świat i dziękować Bogu za to, co mam. Wiem, czym jest pokora i czekanie, nie proszę już o cud, ale o siły dla siebie, żebym umiała każdego dnia zmagać się z naszymi problemami…Nie wiedziałam, ze będziesz chora, żaden lekarz mi tego nie powiedział, nawet w chwili Twojego urodzenia wszyscy myśleli, ze źle mam wyliczony termin porodu, bo może lekarz się pomylił…Byłaś bardzo maleńka, dlatego tak szybko i właściwie bez bólu Cię urodziłam. Od samego początku miałam Cię przy sobie, wpatrywałam się w Twoje lekko skośne, ale jeszcze bardzo zapuchnięte oczka, oglądałam Twoje maleńkie rączki i stópki, byłam bardzo szczęśliwa, do momentu, gdy przyszedł lekarz pediatra i bez żadnych skrupułów powiedział, ze jesteś,” jak szmaciana lalka”. Widziałam, jak bardzo jesteś słaba, wierzyłam, że wyrośniesz z tego wszystkiego, że nabierzesz wagi, miałaś taki apetyt, ciągle umazaną buzię w mleczku. Mimo to, zastanawiałam się, co mogły znaczyć te słowa lekarza… Jakoś szybko zapomniałam o nich, bo pielęgniarki i lekarz z oddziału mnie pocieszali, nawet cechy dysmorficzne uważali- z czasem zanikną… Wtedy nikt nie wypowiedział nazwy choroby, z która przyszłaś na świat, nie wiem, czy personel medyczny nie miał pewności, czy zwyczajnie się bał mojej reakcji. Potem przyszły inne problemy, a już w nocy obudziły mnie pielęgniarki i zażądały podpisania dokumentu potwierdzającego wyrażenie mojej zgody na przewiezienie Cię do szpitala specjalistycznego i do wszelkich zabiegów…Płakałam, nie wiedziałam, co się wydarzy, prosiłam na głos Boga, by mi Cię nie zabierał, pielęgniarki tez miały łzy w oczach…Razem z tatą, którego zbudziłam telefonem czekaliśmy przy inkubatorze, w którym leżałaś na przyjazd lekarzy neonatologów. Zbadali Cię, nas z tatą wyprosili, coś szeptali z tutejszymi lekarzami, w samej pieluszce zawinęli Cię w rożek, pocałowałam Cię mocno na pożegnanie, ale nie mogłam przestać płakać…To już nie był płacz, ale szloch i wielki ból, to jakby ktoś mi rozdzierał serce. Nie chciałam już leżeć w szpitalu sama, tata poprosił, czy może mnie zabrać do domu, była 2 w nocy, pakowałam w pośpiechu nasze rzeczy, pielęgniarka podała mi skarpetki, które miałaś na nóżkach w inkubatorze, mocno zacisnęłam je w dłoni. Poszliśmy szybko spać, by rano móc pojechać do szpitala do Ciebie maluszku. Byłaś na intensywnej terapii, sama w inkubatorze i pod lampą, na środku sali, jedna siostra zajmowała się Tobą,spałaś spokojnie. Tylko 15 minut pozwolono nam popatrzeć na Ciebie, w takim czekaniu upływały nam tygodnie. Podejrzenia były różne, bałam się mukoziscydozy, dopiero po trzech tygodniach wykonali Ci zabieg i wyłonili stomię. Potem też nie było lekko, ale coraz częściej słyszałam od lekarzy, że najprawdopodobniej masz Zespół Downa…Wiedziałam, co to jest za choroba, moja pierwsza praca polegała na opiekowaniu się w przedszkolu dziećmi chorymi na tę chorobę. Nie dowierzałam, dlaczego moje dziecko ma tę chorobę?
    Dbałam o siebie w ciąży, nikt wcześniej nic nie podejrzewał, a tu, tak nagle?Twoje noce w domu były bardzo niespokojne, budził Cię ból brzuszka i nie chcąca się zagoić rana dokoła stomii. Nosiłam Cię na rękach w nocy i odbywałam monolog z Bogiem, miałam do niego żal. W duszy krzyczałam, żeby potem ze łzami w oczach przepraszać i prosić o cud uzdrowienia…Pewnie każdy rodzic przechodzi ten etap. Potem były kolejne szpitale i operacje i wszędzie byłyśmy razem…Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, choć nie wiem, co jeszcze jest nam pisane…Jestem pogodzona z życiem i staram się zrozumieć, ze w Twojej chorobie jest jakiś sens. Zaczynam dostrzegać, jak bardzo zmieniłaś moje podejście dożycia, dzisiaj nie proszę już o cud, ale o siły. Cieszę się każdym Twoim sukcesem i chcę pokazać Ci całe piękno tego świata. Widzę, jak bardzo jesteś radosna i szczęśliwa i wtedy zapominam, ze jesteś chora, tylko czasami spojrzenia ludzi mi o tym przypominają, albo nietrafione wyrazy współczucia. Tak Ty, jak i ja nie potrzebujemy współczucia, ale zrozumienia i akceptacji, bo każdy człowiek ma prawo do życia!Cieszę się, że potrafiłam przezwyciężyć w sobie nieśmiałość i szukać dla Ciebie pomocy i to, właśnie teraz, kiedy jesteś jeszcze bardzo malutka. Teraz wiem, że to był dobry krok. Nie zmienię faktu, ze jesteś chora, ale wiem, że mogę Ci pomóc, byś stawała się bardziej samodzielna.
    Wszystkim rodzicom chorych dzieci życzę, by znaleźli w sobie siłę i zamiast zamartwiać się zrobili pierwszy krok, by pomóc swojemu dziecku się rozwijać i wzrastać. Każdy z nas-rodziców musi przejść te wszystkie etapy, ale ważne jest, by je kolejno zaliczać, głęboko ufać Bogu i nie poprzestawać w działaniu dla dobra własnego dziecka.

    Chciałabym swoimi odczuciami podzielić się z rodzicami chorych maluchów. Mi osobiście bardzo pomogła wiara i Nowenna, choć miałam momenty zwątpienia, żalu i gniewu. Na szczęście zmiany, które następowały w obrazie choroby mojego dziecka pozwoliły mi ufać Bogu i wierzyć, że ta nasza choroba-choć stanowi zespół chorób, nie jest wyrokiem, ale zwyczajnie problemem, z którym sobie poradzimy.

    Udało nam się okiełznać chorobę Hirschprunga, a moja córeczka w zaskakującym tempie rozwija się zupełnie tak, jak zdrowe dzieci. Wiele osób nie wie, ale ZD ma trzy odmiany, więc mojemu dziecku przypadła tzw. mozajka, czyli, podobno najłagodniejsza forma. Tu wielka moja radość i nadzieja, na to, że będzie w przyszłości samodzielna, że skończy szkoły i będzie inteligentną osobą. Mało w naszym społeczeństwie elementarnej wiedzy na temat chorób takich jak autyzm i ZD, mówię to z perspektywy rodzica, ale i pedagoga. Czasami sobie myślałam, że Pan Bóg dając mi dziecko, z tą chorobą wiedział, że od strony merytorycznej jestem przygotowana na ten dar. Wcześniej nigdy nie przypuszczałam, że mnie to może spotkać. Tak, chyba jest z nami, że nie dopuszczamy myśli, że właśnie nas to może spotkać. Sama wiadomość o chorobie dziecka była jak upadek z wieżowca na beton, potem musiałam się pozbierać i było bardzo ciężko, bo wokół nie było ani chęci pomocy, czy nawet akceptacji i zrozumienia.
    Znam wielu samotnych rodziców wychowujących chore dzieci.
    Choroba zawsze jest sprawdzianem z miłości, wytrwałości i sił. My z mężem wytrwaliśmy i nadal trwamy, choć było bardzo, bardzo ciężko. Dziękuję też Bogu, za mądrego, samodzielnego i odpowiedzialnego syna, wbrew wszystkiemu uczył się i bardzo mi pomagał. Też dla niego wiadomość o chorobie jego siostrzyczki była trudna do zaakceptowania. Tu jednak miłość do siostry okazała się najistotniejsza. Staliśmy się bardzo bliscy sobie…Wiara i modlitwa pozwoliła inaczej spojrzeć na to, co nas spotkało…
    W odpowiedzi na tamten list…

    Kochana Mamusiu!
    Jestem jeszcze bardzo maleńka, jest mi tu ciepło, wygodnie i dobrze, ale niedługo skończy się ten czas…Słyszę, jak codziennie do mnie mówisz i czule dotykasz, wiem, że mnie bardzo kochasz. Mamusiu-jestem małą Twoją dziewczynką,więc, to, co mówili lekarze się potwierdziło, ale kochana mamuniu, tylko to się potwierdziło…Wiem, że moje narodziny są sporym zaskoczeniem dla Ciebie, pewnie też dla wielu osób, bo nie jestem taka, jak zdrowe dzieci…Lekarze nie chcieli mówić o mojej chorobie, choć czujesz, że nie wszystko jest tak, jak być powinno, dają Ci nadzieję, że cechy dysmorficzne, które oni widzą może z czasem miną, że ja z tego wyrosnę. Niestety, tak nie będzie, skośne oczka, zmarszczka nakątna, szerokie dłonie z krótkimi paluszkami, wreszcie moja niska waga urodzeniowa i słabe napięcie mięśniowe są symptomami choroby, z którą przyszłam na świat. Obie będziemy się zmagać z nią w samotności i czasami w smutku. Dojdzie do tego sporo innych problemów i różnych chorób, które będą nam towarzyszyć,będzie bardzo ciężko, ale wierzę, że poradzisz sobie ze wszystkim. Ufam Ci i wiem, że mnie nie zostawisz, ja już umiem Cię kochać i nie chcę innego życia, jak z Tobą mamo! Musisz być silna, bo przed Tobą ciężki czas, brak snu i zmęczenie, wreszcie osamotnienie i brak pomocy z zewnątrz. Nie obwiniaj ludzi, że są tacy, jacy są…Ciekawscy, że się boją, że nie akceptują,spotkasz też osoby dobre, które Ci pomogą, a i Pan Bóg nas nie zostawi…Poradzisz sobie z problemami, a ja dam Ci ogrom miłości i swoją radość. Bardzo Cię kocham moja mamo!

    Twoja córeczka.

    Podobno Pan Bóg wie, do jakich rodzin zsyłać chore dzieci.
    Dzisiaj jest mi już łatwo opowiadać o tym, ale pierwszy rok był ciężki. Na szczęście postępy mojej córeczki zrekompensowały wszystko-niedawno skończyła dwa latka, przeszła cztery operacje, w tym resekcję jelita grubego i swoistą rekonstrukcję z tego, co zostało. Dzisiaj jest już dobrze, choć nadal cierpi na bóle napadowe brzuszka i jest na diecie. Cieszymy się z tego, że pokonałyśmy podstępną chorobę Hirschprunga. Podobno na tę chorobę, chorują głównie chłopcy, a zdarza się ona raz na 10 000 urodzeń na świecie. Akurat my zostałyśmy jej beneficjentkami. Najgorszy był czas, kiedy nosiła woreczki stomijne i zaczynała siadać. Teraz jest już lepiej, skoro Pan Bóg pozwolił jej żyć to, teraz ze wszystkich sił staram się, o jej prawidłowy rozwój stymulując go na wszystkich obszarach. Ostatnie moje studia były związane z edukacją wczesnoszkolną dzieci, więc-Pan Bóg wiedział, że sobie poradzę.
    Z ludźmi, to, niestety, nie jest tak, jakbyśmy sobie życzyły…Nawet rodzina męża nie zaakceptowała faktu, że mamy chore dziecko, często słyszałam od matki mojego męża…”a, bo potrzebne wam to dziecko było…” Te słowa bardzo bolą…Inny przypadek, to, kiedy spotkałam znajomego lekarza, zadowolona szłam z malcem, a tu nagle słyszę „to twoje…oj, współczuję…” Moje dziecko ma symptomy ZD, ale nie jest ich tak wiele, a w mozajce są nawet niewyraźne. Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że mogę jej zrobić operację plastyczną(!)…Społeczeństwo mało wie na temat ZD, a przez lata zaniedbań w tej kwestii, nadal pokutuje obraz osoby z ZD, jako głuptaka, czy wręcz…idioty. Mój starszy syn nie wstydzi się faktu, że ma chorą na ZD siostrę i w szkole oficjalnie o tym mówi, nawet zwraca uwagę, gdy słyszy, jak młodzież wyzywa się „ty Downie”, bo zaraz mówi, żeby nie obrażali jego siostry, bo ona ma tę chorobę. Zwykle wtedy zapada cisza…Oj, wiele jest w naszym społeczeństwie niezrozumienia i braku akceptacji, to z pewnością kwestia czasu, ale i rola rodziców i wychowawców, by kształtować w dzieciach postawę empatii.
    Dziwna prawidłowość panuje w nas-ludziach, nie dopuszczamy myśli, że nas to może spotkać…Nas, nie! Dlaczego?! A tu nagle…Osoby chore są potrzebne na tym świecie, dla ludzi zdrowych, a cierpienie…
    „…Cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość. (…)
    Wy, drodzy chorzy, macie ważne miejsce w Kościele, jeżeli swoją trudną sytuację potraficie rozumieć w świetle wiary i jeżeli w tym świetle potraficie przeżywać swoją chorobę z wielkodusznym i mężnym sercem. Każdy z was może stwierdzić za św. Pawłem: ”W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół…”Jan Paweł II – 15.11.1978 r.

    Chciałabym pomóc innym rodzicom przejść kolejne etapy kryzysu, bo to swoisty kryzys-wartości, wiary i idei…Może trudno to zrozumieć, że osoba oddana Bogu może wątpić, ale to zupełnie normalny stan wobec takiego bagażu cierpienia. Najgorsze jest to, że nic nie możesz zrobić, żeby pomóc swojemu dziecku…Nieraz w nocy, kiedy ból nie pozwalał je spać, nosiłam ją na rękach i tuląc ze łzami w oczach prosiłam Boga, by ten ból ofiarował mi, bym mogła przejąć jej cierpienie…Każda matka czuje pewnie to samo, kiedy cierpi jej dziecko..Najgorsza jest niemoc…Sama nie wiem, co jeszcze jest nam dane…było podejrzenie, że moja córeczka jest niewidoma. Tu, dzięki Bogu, pani doktor pediatra się pomyliła…Badania w szpitalu potwierdziły tylko oczopląs poziomy, ale, to da się wyleczyć…Trisomia 21, albo Zespół Downa, to grupa chorób, więc…jest ich kilka. Spotkałam się z brakiem zrozumienia i lekceważeniem ze strony lekarzy , to bardzo boli! Moje dziecko zostało zakwalifikowane, jako gorsze i nierokujące… Dziękuję Bogu, że mam wiedzę i jestem asertywna, więc, pewnie każda matka postąpiłaby podobnie. Usłyszałam od pani doktor, że moje dziecko ma ograniczony umysł i możliwości, a ja,” mogłam wcześniej zrobić porządek”, zamiast się tak męczyć…Są jeszcze tacy lekarze i jest jeszcze takie myślenie, niestety.
    Dzięki Bogu i mojemu proboszczowi-spowiednikowi odnalazłam sens i wartość tego daru i macierzyństwa. Mój starszy syn jest zdrowym i doskonale uczącym się chłopakiem, już niedługo zdaje maturę i ma ścisły umysł, więc nie podejrzewałam choroby drugiego dziecka, a tu…Jak bardzo niezbadane są nasze drogi i wiadome tylko Panu…
    Miałam inne plany, moja córeczka miała być moją radością, miałam mieć uładzone życie…
    A tu…Pan Bóg zatrzymał mnie w biegu i znalazł inną drogę, ja całkowicie się godzę na wszystko, co mi oferuje, skoro przetrwałam czekanie pod salą operacyjną-ostatnio 10 godzin, to i przetrwam wszystko, co mi daje…Pamiętam schody w CZD…w ciągu 10 godzin przeszłam je z góry, na dół kilkakrotnie z modlitwą na ustach, mój mąż tego nie rozumiał i siedział na ławce pod salą operacyjną…Przetrwałam i to! Dziękuję Mateczce, bo bardzo prosiłam, żeby mi jej nie zabierała. Nie proszę o cud uzdrowienia, ale o siły i cierpliwość, od kilku nocy moja córeczka śpi i nie budzi się…Zaczęła chodzić, jak miała14 miesięcy, a była po ciężkich operacjach i po badaniach przez specjalistów wiem, że rozwija się prawidłowo, jak zdrowy dwulatek. Zaczyna mówić, rysuje kółka i mówi, kota woła jego imieniem „Kratka”, liczy dwa i pokazuje ile ma lat, zna kolor zielony i żółty…Jest bardzo pojętna i szybko się uczy! Jest moim światełkiem i radością !

    Wszystkim rodzicom życzę, by swoje rodzicielstwo umieli docenić, to wielki dar i posłannictwo. Dotychczas praca była moim spełnieniem, byłam „mamą”, dla nastolatków, których skrzywdzili rodzice, teraz jednak mam inne zadanie i jestem pogodzona i z Bogiem i z życiem. Z racji swojego zawodu ta choroba jest mi bliska i walczę ze wszystkich sił, na różnych polach o odkłamanie jej obrazu w naszym społeczeństwie…Pozwolę sobie przybliżyć jej obraz…Trisomia 21, albo…Zespół Downa jest chorobą genetyczną, ale w Polsce, gdy przychodzi na świat takie dziecko, to zwykle lekarze uciekają od rodzica, któremu trzeba powiedzieć, ze jego dziecko ma Zespół Downa…Jest to choroba genetyczna, której nazwa jest używana przez ogół społeczeństwa bez poszanowania i w sposób ogromnie szkodliwy-jedynie w złym i niecnym znaczeniu. To stygmat, który już na starcie deprecjonuje człowieka. Często da się słyszeć wyzwisko „Ty Downie…’ wypowiadane w znaczeniu, ty idioto, zwykle, gdy jedna osoba chce druga obrazić… Osoby z tą chorobą rodzą się wbrew swojej woli, naznaczone wyglądem fizycznym: skośne oczy, krótkie palce, płetwiaste stopy, zmarszczka nakątna, często spłaszczona tylna strona głowy, mają też ogromne problemy zdrowotne, z którymi zmagają się przez całe swoje niedługie życie. Zwyczajnie są słabsze i bardziej podatne na wszelkie choroby.
    Gdyby mieć wybór, czy chcesz być zdrowy, czy chory, to każdy z nas wybrałby zdrowie, dzieci z ZD nie decydowały o swojej chorobie, niestety. Społeczeństwo nasze nie jest dojrzałe i tolerancyjne, stygmatyzowanie osób chorych na ZD jest zmaganiem się ich rodzin ze społecznym brakiem akceptacji i choćby chęci zrozumienia.
    Taka sytuacja jest bardzo trudna dla rodziców chorych dzieci, które już na starcie są na straconej pozycji, a społeczny odbiór takich osób to zwykle ironiczne uśmiechy i szepty…Od początku jest naznaczane, najgorszymi epitetami. I chwila refleksji: czy wypowiadając słowa „…ty Downie”, jesteśmy za nie odpowiedzialni…
    Osoba z ZD postrzegana jest społecznie jako „idiota”, czy osoba upośledzona, a wszystko to z niewiedzy i braku elementarnych podstaw wiedzy na temat tej choroby. O ironio, są jeszcze wśród nas osoby, które sądzą, że jest to choroba zakaźna, lub spowodowana konfliktem serologicznym…Wyjaśniam-nie jest to choroba zakaźna, ale genetyczna. I tu przytoczę, jak społecznie odbieramy dzieci chore-obok ZD, współcześnie częstą chorobą jest autyzm. Dzieckiem autystycznym staje się, gdy ma się 2-3 lata, dla rodziców takiego dziecka, to prawdziwy dramat. Dokoła wszyscy współczują rodzinie takiego dziecka, starają się mu pomóc. Inaczej jest w ZD, tu rodzice zostają pozostawieni sami sobie, bo z jednej strony wszyscy już wiedzą, że choroba ta dyskwalifikuje to dziecko na starcie, z drugiej, zaś, kiedy próbują dla 5-6 letniego dziecka z ZD uzyskać pomoc, to słyszą zewsząd, że przecież to dziecko jest fizycznie zdrowe, więc czego jeszcze ono może potrzebować? Tylko rodzice wiedzą, jak bardzo jest im trudno uzyskać kompetentną pomoc i wsparcie dla takiego dziecka, zewsząd spotykają się z brakiem zrozumienia i ustawianiem dziecka na pozycji przegranej…Mimo wszystko niewiele jeszcze wiemy na temat tej choroby, ale zadziwiające, że wszyscy jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie.
    Rodzicom ciężko jest pogodzić się z tym, że choć tak niewiele potrzeba ich dzieciom, to są traktowane, jako gorsze, a oni sami muszą udowadniać światu, że są takimi samymi dziećmi, które mają te same potrzeby, co dzieci zdrowe, choć nie są to potrzeby takie same.
    Na szczęście zmienia się, choć w mozolnym tempie społeczny odbiór takich dzieci i stosunek zdrowego społeczeństwa do osób chorych, a rodzice, choć często narażeni na docinki, czy komentarze mało taktownych osób, starają się żyć i funkcjonować, na co dzień w tym naszym chrześcijańskim społeczeństwie. Jeszcze niedawno rodzice wstydzili się chorych dzieci, byli zaszczuci przez zdrowe społeczeństwo, na szczęście teraz zmienia się podejście i społeczeństwo, choć opornie, ale uczy się tolerancji i szacunku.
    Uważam, że już na lekcjach wychowawczych winno się mówić o odbiorze społecznym osób z tą chorobą, tu rola wychowawców, pedagogów i rodziców. Jakiś czas temu pojawiły się w Polsce filmy opowiadające o życiu w naszym kraju osób z tą niepełnosprawnością: „Downtown” i„Krótki film o Małgosi”. Oba te filmy prezentują życie osoby z ZD i ich rodzin, filmy te poprzez swój przekaz zmieniły wiele rodzin, dały im sporą dawkę optymizmu i wiary w lepszy świat i społeczeństwo, wreszcie w zmianę mentalności ludzi.
    To dobry znak, zbliżamy się do cywilizacji, a jeszcze 10 lat temu, gdy rodziło się chore dziecko z ZD, to był to dramat dla rodziców, którym nikt nie umiał pomóc, pokierować. Dzisiaj jest inaczej, na szczęście-teraz to już nie dramat, ale zwyczajnie problem, z którym muszą się zmagać rodziny chorych dzieciaczków.
    Niestety w tym katolickim kraju osoby chore nie są akceptowane, a niektórym rodzinom zaburzają ich uładzony kształt rodziny sukcesu…Życie z niepełnosprawnym dzieckiem nie jest wyrokiem, czy karą, ale sprawdzianem …
    Brak nam akceptacji społecznej, a dominującym wzorcem, jest niesprawny wzorzec podtrzymywania finansowego bytu takiej osoby, niekoniecznie ważne jest kształtowanie jej losów i angażowanie w to osoby chorej.
    Uważam, że ważne jest, by dać szansę i dostrzec w tych osobach potencjał.
    Tu kilka wiadomości powszechnych, dzień 21 marca jest dniem osób z ZD, data nie jest przypadkowa, gdyż osoby z ZD maja dodatkowy 21 chromosom, który determinuje tę chorobę i jej fizyczne i psychiczne symptomy. Tak, jak nie wszyscy jesteśmy tacy sami i cechujemy się różnym poziomem intelektualnego rozwoju, tak i w tej chorobie, na skutek trzech rodzajów aberracji chromosomalnej mówimy o trzech typach tej choroby. Nie każde dziecko jest takie samo, podobnie i wśród dzieci z ZD, wielka rola jest tu rodziców i ich praca, choć przyznać należy, że i medycyna jest coraz bardziej pomocna w tej chorobie.
    Tak, więc, zamiast bać się nieznanego, lepiej to poznać i „oswoić”, mam tu na myśli wiedzę z dziedziny tej choroby. Wiele jeszcze musi nastąpić zmian w systemie edukacji osób z tą chorobą, bo choć wyzwala ona swoiste ograniczenia w pewnych dziedzinach, to nie ogranicza całkowicie, a osoby z ZD kończą szkoły średnie, a nawet studiują.
    W cywilizowanym świecie ZD jest postrzegany, jak każda inna choroba, którą się pokonuje, u nas niestety poprzez społeczny odbiór i brak akceptacji nadal jest to choroba wstydliwa.
    Najłatwiej jest właśnie dzieciom zaakceptować to, że ktoś jest inny, dlatego uczulam rodziców i wychowawców na kształtowanie w dzieciach szacunku i tolerancji poprzez poznanie mechanizmów tej choroby i jej zwyczajne „oswojenie”.
    Rodzice chorych dzieci nie potrzebują współczucia, ale akceptacji i odrobiny zrozumienia.
    Osoby z trisomią 21, to niezwykle pogodni i prostolinijni ludzie, o bogatych wnętrzach i ciekawych zainteresowaniach, często obdarzone są szczególnymi umiejętnościami i zdolnościami, ale świat nie chce tego widzieć…
    Stopień rozwoju i inteligencji zależy od wielu czynników, dlatego współcześnie oligofrenopedagogika czyni milowe kroki w dziedzinie poznania ludzkiego umysłu.
    Wychowywanie dzieci w grupie, z dziećmi niepełnosprawnymi uczy pokory do życia, tolerancji i akceptacji, ale przede wszystkim ma ogromny wpływ na dorosłe życie.
    Dzieci wychowywane z dziećmi niepełnosprawnymi wiele otrzymują w zamian od siebie, to wspaniałe i bardzo naturalne!
    Pan Bóg zatrzymując mnie w biegu, którego cel ja sobie wyznaczyłam, skierował mnie na inną drogę, którą teraz podążam dla Niego. To trudne zadanie, ale to właśnie moje życie !
    Chciałabym pomóc innym rodzicom, którzy przeżywają to, czego ja doświadczyłam.
    Jak wiele jest na świecie chorych dzieci, w jak różnym wieku dzieci chorują i na jak różne choroby. Wierzę, że osoby chore są szczególnie umiłowane przez Pana i Matkę Bożą…Macierzyństwo i ojcostwo, to powołanie i najtrudniejsza praca dla każdego rodzica, bo wymaga zawsze właściwego podejścia i zrozumienia…
    Znam rodziców chorych maluszków, którzy świetnie radzą sobie z problemami dnia codziennego, ale też znam osoby, które na twarzy maja przyklejoną maskę bólu, cierpienia i wołanie o współczucie i litość. Różne są nasze postawy życiowe wobec tragizmu ciężkiej choroby, która dotknęła nasze dziecko, a tym samym nas samych.
    Pamiętam też postawy rodziców w Stowarzyszeniu, bardzo różne i odbiegające od siebie.
    Była mama autystycznego chłopca, która samotnie zmagała się z wychowywaniem dziecka, bo jej męża przerosło to zadanie, osoba niezwykle pogodna i radosna. Inna mama, która nie akceptowała faktu choroby syna i nie potrafiła mówić o tym. Kolejna, której było wszystko jedno…
    Były też wspaniałe rodziny, pełne, gdzie dziecko chore znalazło swoje należne miejsce, otoczone bezgraniczna i bezwarunkową miłością.
    Sama wiem, jak wiadomość o ciężkiej chorobie dziecka potrafi zburzyć całą przyszłość.
    W ferworze troski o życie i zdrowie dzieci wszyscy robią wszystko dla chorego dziecka, a nikt nie myśli o rodzicach! Nie spotkałam się z jakakolwiek formą pomocy, czy terapeutycznego wsparcia!To przykre, ale nasze społeczeństwo nadal problemy natury psychicznej odbiera jako symptom choroby wstydliwej, bo…nie radzi sobie ze sobą…Depresja to najczęstszy stan, w jaki popadamy, w obliczu ciężkich przeżyć, ale niewielu z nas się do tego przyznaje, bo choroba ta ukazuje nasze słabości i nieprzystosowanie, a po części jest oznaką niedojrzałego podejścia do świata.
    Cóż za mylne i błędne przekonanie!
    Brak społecznej akceptacji, zrozumienia i wstydliwości wielu chorób jest przejawem lęku przed nieznanym. Niski poziom wiedzy społecznej o mechanizmach chorób mających podłoże psychiczne wynika z ogólnego przekonania osób zdrowych, że „mnie to nie dotyczy…”
    Wiele grup społecznych i zawodowych narażonych jest współcześnie na lęki i ogrom stresu, przejawiający się właśnie zaburzeniami psychicznymi, do których niechętnie się przyznajemy.
    W obliczu kryzysu, jaki nas spotyka w życiu, często nie potrafimy sobie poradzić z natłokiem myśli, czujemy się bezradni i bezbronni. Owszem, są osoby, które reagują bardzo emocjonalnie na stres. Jeśli w tym oczyszczaniu ze zbędnego balastu nie krzywdzimy innych, czy też nasz gniew nie przeradza się w agresję, to wszystko jest dobrze, ale…Nie każdy potrafi sobie radzić z nadmiarem emocji i złych myśli, zwykle mężczyźni w używkach szukają ucieczki, czy chwili odprężenia. To prosta droga, do uzależnienia i chwilowa ucieczka od problemu. Ważne jest wsparcie duchowe i zwyczajne trwanie obok w gotowości do niesienia pomocy. Ważne, by osoba w kryzysie wiedziała, że jest ktoś obok, niekoniecznie, żeby radzić i nakazywać, ale, żeby trwać w milczeniu.
    Dla mnie taką osobą jest Pan Bóg, bo rozmowa z nim mnie umacnia. Wierzę, że Jego plan w stosunku do mojej osoby przewiduje dobre zakończenie.

    …Śpisz spokojnie dziecinko moja…
    Każdy nasz wspólny dzień przybliża nas i rozbudza naszą wielką miłość. Córeczko, właśnie skończyłaś dwa latka. Pierwsze lata swojego ciężkiego życia…
    Większość z nich upłynęła Ci w szpitalach, ale zawsze byłam przy Tobie. Gotowa przyjąć Twoje cierpienie i tulić Cię w bólu do serca z modlitwą w myślach, (…)Boże, dziękuję, że ona żyje…Zawierzyłam wszystko Panu, zaufałam, że teraz, kiedy przeszłyśmy te operacje i czekanie, teraz musi być dobrze…Ofiarowałam Twoje życie Bogu, a Mateczkę poprosiłam, by była też dla Ciebie wspaniałą mamą…Tak bardzo chciałam usłyszeć z Twoich ust słowo „mama”,na które czekałam blisko rok, zupełnie inaczej było, kiedy wołałaś tatę, to słowo jakoś wymówiłaś natychmiast…Pamiętam Twoje spojrzenie tam, na intensywnej terapii, tę miłość w oczach i wielki grymas bólu.
    Nie zapomnę nigdy, jak bardzo cierpiałaś, jak blisko tydzień po operacji czuwałam przy Tobie…
    Ostatnia operacja niech już będzie ostatnią w Twoim życiu.
    Z okazji Twoich urodzin pragnę, by świat był dla Ciebie przyjazny, byś czuła się jego cząstką, a nikt, nigdy, by Cię nie piętnował za Twoją odmienność i inność. Masz tyle miłości w sobie, tyle ciepła i radości w spojrzeniu.
    Umiesz już tak wiele, choć lekarze nie dawali nam nadziei…
    Na przekór sceptykom i niedowiarkom, życzę Ci, byś rozwijała się na chwałę Pana i świadczyła światu, że nie jesteś nikim gorszym., ale troszkę innym…
    Córeczko moja, wiesz-Pan Bóg stworzył cały świat i stworzył też ludzi, ale każdy z nas jest inny i wyjątkowy. Ty też jesteś dla Niego kimś ważnym, szczególnym i wyjątkowym i zawsze staraj się pamiętać o tym, że jesteś dzieckiem bożym i masz prawo, jak każdy do życia na tym świecie.
    Bądź córeczko moją opoką, gdy już starość pomarszczy moje serce.

    Lenka jest taka pojętna i rezolutna, mam za co dziękować Bogu, choć, nie zmienię faktu, że jest chora na tę wstydliwą dla wielu osób chorobę, o której wiele osób mówi pogardliwie…Jeszcze niedawno mój świat był w rozsypce, ale dzięki Bogu, modlitwie i wierze, wszystko mam poukładane i na swoim miejscu.
    Swego czasu, usłyszałam wiele przykrych słów od lekarzy, a moja córeczka w ich osądzie nie powinna się urodzić, bo…z pewnością nie skończy studiów i nie będzie powodem do chluby, czy radości, a tylko przyniesie mi kłopoty i troski…Dziękuję Bogu za te troski i kłopoty, bo w tym malutkim ciałku, jest wielkie serduszko, które bezgranicznie kocha życie i świat…W oczach jest ciekawość i blask radości, a w dotyku czułość i oddanie…Jestem z niej dumna i bardzo szczęśliwa, choć często bardzo zmęczona i przygaszona spojrzeniami i szeptami ludzi…Moje dziecko nie będzie fizykiem jądrowym, czy innym ścisłym umysłem, nie wstąpi też do MENSY, ale dla mnie zawsze będzie moim, ukochanym dzieckiem, z którego sukcesów będę się radowała…Drobnymi kroczkami odkrywamy wspólnie świat, nie przyspieszamy, by gonić innych, ale w swoim rytmie podążamy za słońcem i blaskiem codziennego dnia…Moje dziecko nie musi mieć tytułów naukowych i wielkich osiągnięć w dziedzinach wiedzy elementarnej…chcę, by było samodzielne i przewidujące, by potrafiło radzić sobie w życiu. To tak niewiele, a jednocześnie dużo…Spotkałam się ze stwierdzeniem, że pewnie ja w przyszłości pochowam swoje dziecko…Jeśli nawet tak będzie, a to jest w rękach Pana, to proszę o siły wytrwania. Matka Boża też cierpiała, więc mam z kogo brać wzorzec prawdziwej matczynej miłości i cierpienia. Nie wybiegam tak daleko w przyszłość, ale staram się, by każdy dzień był wartością w naszym, wspólnym życiu….

    Mój smuteczek ma skośne oczka
    i całkiem niewiele waży
    mój smuteczek z rzadka popłakuje
    a ciemną nocą sennie marzy…
    Mój smuteczek ma maleńkie rączki
    i stópki jak płetwy kaczuszki…
    Mój smuteczek jest najwspanialszy
    w osobie maleńkiej dziewczynki
    downuśki…
    W maleńkim smuteczku
    szczęście się skryło
    oczka ma jak iskierki
    w mym sercu rozpala
    miłości płomień wielki
    Rozdaje uśmiechy od rana
    i „apa”całuje każdego
    jest przy tym taka kochana
    moja maleńka
    córeńka.

    Tak w istocie jest, że wielu spośród nas kieruje się tylko wzrokiem w ocenianiu innych, a taki obraz jest niepełny i niewartościowy. Lekko skośne oczka jeszcze o niczym nie świadczą.
    Jako pedagog, nauczyciel i wychowawca staram się szczególnie, by poznać młodzież, zanim zacznę wydawać jakąkolwiek opinię na jej temat. Choć moja młodzież była zagubiona, często z wyrokami sądowymi za przeróżne sprawy karne, a w wyglądzie chciała zaznaczyć swoją odmienność,to ja z perspektywy osoby dorosłej, starałam się zrozumieć i w jakiś sposób usprawiedliwić jej postępowanie. Nikt nie rodzi się zły! Wierzę w ludzi, mimo wszystko, a szczególnie wierzę w młodzież, nawet w tą zdemoralizowaną, bo ona właśnie potrzebuje mądrych i kompetentnych osób w swoim życiu. Skoro, często rodzice zawiedli, to potrzeba im kogoś, kto zaakceptuje ich takimi, jacy są…Nie mam tu na myśli ich wyczynów, które często były formą buntu i swoistym krzykiem, bo tylko w ten sposób te dzieciaki mogły na siebie zwrócić uwagę rodziców…Inną sprawą jest też fakt,że panuje powszechne przyzwolenie dla wielu rzeczy, dlatego jest , jak jest…Brak wartości, autorytetów, wszechobecne wygodnictwo i życie tu i teraz-często bez konsekwencji swoich czynów…Znowu się rozgadałam, a to inny temat, choć, czasami myślę, że od zawsze pracowałam z osobami potrzebującymi pomocy…Może wychowywanie chorego dziecka, jest kontynuacją mojej misji, tu, na ziemi? Chciałabym przede wszystkim pomóc rodzicom chorych dzieci, bo wiem doskonale przez co przechodzą na początku swojej drogi.
    Wychowywanie, to proces, który trwa przez całe życie, a jego efektem tylko po części jest wykształcenie, istotniejszą sprawą jest nauczenie zasad i norm ogólnie przyjętych w społeczeństwie. Mówiąc o wychowaniu swojej córeczki, pragnę, by była w przyszłości samodzielna, oczywiście wykształcenie to, dla mnie również cel istotny, ale zależny też od zdolności i możliwości, ufam, że moja córeczka będzie dobrze się rozwijała.
    Brak akceptacji wynika często z niewiedzy i błędnej oceny. Rodzina mojego męża całkowicie się odwróciła od nas, sporadycznie zjawia się babcia z prezentem z okazji…To przykre, ale nie mam wpływu na ich postępowanie, nie wiem, czym jest ono podyktowane…Nie wszyscy potrafimy trwać w trudnej sytuacji, bo-ja urodziłam chore dziecko, a oni mają chorą wnuczkę, przypuszczam, że ich postawa wynika z braku akceptacji. Pierwszy rok życia mojego dziecka był ciężki, ale byliśmy zdani tylko na siebie, oni stali z boku, w niczym nie pomagali…Dzięki temu mój starszy syn jest bardzo samodzielny, potrafi wszystko zrobić-wyprać, posprzątać , a nawet umie ugotować obiad-nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…
    Staram się wyzwolić z mojej córeczki wszelkie jej możliwości i zauważyć jej zdolności. Jestem gotowa na pracę z nią i dla niej…Jej nie można nie kochać! Jest wspaniała i śliczna, a jej oczka są równie piękne, jak oczy zdrowych dzieciaczków. Doceniam jej szczególną osobowość i wagę daru, który otrzymałam od Pana. Tak sobie myślę, że chore dzieciaczki powinny trafiać tylko do rodzin, w których będą w pełni akceptowane i kochane, pomimo swojej choroby…Niestety, to tylko moje pobożne życzenie…Często nie umiemy się zachować w obliczu tragedii i uciekamy daleko, by nie uczestniczyć w traumatycznych zdarzeniach. Nie trwamy obok, bo boimy się konfrontacji z tragedią, smutkiem, przygnębieniem. Osoby potrzebujące wsparcia i pomocy są obok nas…czasami potrzebują tylko rozmowy i trwania obok. To, tak niewiele, a jednocześnie tak dużo!
    Wszystkiemu winny jest egoizm, który jest przeciwieństwem miłości. Z różnych powodów jest, jak jest…wrażliwość i empatia to dar, ale i wartość obnażająca ludzką słabość. Współczesny świat promuje ludzi silnych, przebojowych i dążących do spełnienia wyznaczonych celów, którymi zwykle są materialne przedmioty. Daleka jestem od ferowania wyroków, czy kompleksowej oceny, ale mam prawo odnieść się do tego wycinka życia, jakim jest wychowanie. To wychowanie jest kluczem do sukcesu, bo kształtuje w nas postawy, motywy i wartości. Rozmowa jest drogą do poznania, dlatego rozmawiajmy z własnymi dziećmi, okazujmy im zainteresowanie ich sprawami i nie mylmy wolności z brakiem miłości.
    Zbyt dużo w ludziach buty, by z pokorą przyjmowali to, co Bóg im daje. Moje życie zawsze toczyło się wokół osób potrzebujących pomocy, wsparcia, czy opieki, dlatego mam troszkę inny ogląd rzeczywistości, bo wiele widziałam i doświadczyłam. Osobiste doświadczenia są prawdziwą lekcją życia i pokory.
    Tak sobie myślę, że w przypadku wszelkich nieszczęść zawsze możliwa jest cudowna interwencja Boga, dlatego w każdej trudnej sytuacji trzeba modlić się o cud. Biblia wskazuje nam takową możliwość, ale i wielowiekowa tradycja Kościoła. Być może wielu z nas może wskazać przykład z własnego życia, lub kogoś bliskiego, doświadczenia sytuacji, o której bez wahania powie: „to był cud”.To jednak dla nas, zwykłych śmiertelników, nadal jest ogromna tajemnicą…. Przecież zdarza się, że ktoś gorliwie modlący się o cudowną ingerencję Boga, nie otrzymuje tej łaski… Trudno też nam , ludziom ogarnąć rozumem boskie dzieło. Dokoła da się też słyszeć słowa smutku, nawet wyrzutu, kiedy ktoś modlił się o uzdrowienie, o uratowanie od śmierci dziecka, a nie został wysłuchany… Nie zawsze jest tak, jak sobie tego życzymy. Choroby, śmierć, to ciężkie emocjonalnie przeżycia i doświadczenia. Cierpienie dziecka, to zawsze cierpienie jego rodziców, ale i cierpienie Boga, który jest Ojcem Naszym.

    Nie jest Mu obojętny los małych niewinnych istot, umierających na oddziałach klinik pediatrycznych. Rodzice chorych dzieci modlą się i pielgrzymują do sanktuariów, więc, dlaczego nie otrzymują daru uzdrowienia? I to jest wielką tajemnicą . Owszem, możemy powiedzieć, ze Bóg lepiej wie, co jest dla człowieka najlepsze, ale w przypadku dziecka nie można mieć wątpliwości, że jego śmierć jest zawsze wielkim złem. Wielokrotnie czytamy w Słowie Bożym, że warunkiem wsparcia, ratunku jest wiara proszącego, ale znajdziemy też przykłady, kiedy ktoś otrzymał tę łaskę, mimo, że nie prosił, a stan jego wiry nie był najlepszy. Czasami łaskę cudu otrzymuje osoba, która się o to nie modliła, nie prosiła. Musimy zgodzić się z naszą bezsilnością i zaufać bezgranicznie Jezusowi, oddając mu swoje cierpienie. Słowa św. Pawła: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” ( Rz 5,20) dobitnie świadczą o bożej łasce.
    Inaczej rzecz ujmując, tam, gdzie rozwija się zło, tam jeszcze obficiej rozlewa się dobro. Zło jest konsekwencją grzechu, czyli efektem negatywnych wyborów człowieka. Wszelkie dobro czynione przez ludzi ma swoje źródło w Bogu. Człowiek, będący blisko Boga, jest w stanie uczynić wiele dobra w sytuacji największego zła.

    W przypadku każdego z nas chyba jest podobnie… Nadzieja jest tym, co nam pozostaje, jeżeli dzieje się coś złego, wtedy Bóg jest blisko nas, a Jego łaska zawsze jest potężniejsza od zła. Najważniejsze jest tylko zwrócenie się do Dobrego Ojca, ofiarowanie swojego cierpienia Jego Dobroci. Na wiele spraw i rzeczy, niestety nie mamy wpływu, ale możemy się bardzo starać, by uczynić wszystko dla zmiany tej sytuacji. Czuję podobnie, kiedy muszę wyjaśniać, że Pan Bóg nie jest mścicielem i nie karze nikogo, gdy zsyła mu cierpienia i choroby. Zwyczajnie sprawdza nasza wiarę i siłę, a wokół czyha tyle zła. Moja dobra znajoma, zawsze mówiła, że tych, których Pan Bóg kocha, doświadcza wielokrotnie. To ludzie interpretują sobie cierpienie, jako karę, zupełnie błędnie, bo, za co ma karać bezbronne dzieci?
    Każdy z nas ma swoja drogę do przejścia na tym świecie i ja wierze, że Pan Bóg kroczy obok nas tym szlakiem, asekurując nasze upadki, jest obok, razem ze swoja matką…
    Nikt nam nie gwarantował życia na tym świecie, jako sielanki i uładzonych dni w szczęściu, a wręcz przeciwnie, mówił nam, że będzie tu dużo łez, bólu i cierpienia. Ciężko z tym stanem się pogodzić i zaakceptować to, ale, kiedy już poprzez ojcowską miłość zrozumiemy cel i sens istnienia tu, na tym świecie, to będziemy umieli żyć. Wierzę też, że nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko czemuś służy. Poprzez chorobę mojej córeczki odnalazłam miłość bezgraniczną i bezwarunkową, wiem czym jest poświęcenie i oddanie, umiem prosić o wszystko, co jest konieczne dla jej dobra. Potrafię zrozumieć, że fizyczne zmęczenie nie jest takim wysiłkiem, jak ból psychiczny.
    Chciałabym, aby rodzice chorych dzieci potrafili, jak ja spojrzeć na swoje posłannictwo i dar dany od Boga…To trudne, ale wykonalne…
    Współczesny świat i czasy, w których żyjemy nie są przychylne katolikom. Wielu młodych ludzi deklaruje ateizm, bo tak jest łatwiej żyć, by nie narażać się na szyderstwa, docinki i śmiech. Mam wrażenie, że ten nasz katolicki kraj pogrąża się w marazmie, wygodnictwie i komercji. Trudno mi przyjąć te zasady, a raczej ich brak, za normy współczesności. Sama niejednokrotnie spotkałam się z opinią, że dzieci chore genetycznie, czy nieuleczalnie, powinno się, jeszcze w stadium płodu poddawać aborcji, bo mamy wolną wolę i nie musimy się męczyć. Jejku, jak łatwo ferujemy wyroki i wydajemy opinię! Ostatnio nawet usłyszałam od młodzieży, że powinno być u nas, tak, jak w Holandii-wolność wszechobecna. Prawo do posiadania narkotyków, aborcji i eutanazji. Przerażenie mnie ogarnęło, bo takie rozumowanie, to tylko dowód na odrzucenie przez wielu wartości chrześcijańskich, albo zwyczajne wygodnictwo. Jesteśmy krajem katolików, więc ufam, że nam nie grozi to zniewolenie umysłów, mylnie nazywane wolnością.
    Kilka dni w tygodniu chodzimy z córcią na zajęcia rewalidacyjne i do logopedy, tam w poradni codziennie mijamy chore dzieci i ich rodziców. Różne są choroby i problemy tych dzieciaczków, wielu spośród tych rodziców jest zupełnie osamotnionych i zagubionych.
    Rodzina męża nie była przychylna narodzinom naszej córeczki, nawet słyszałam, że po co im ten problem był-mieli już wszystko poukładane : spłacony kredyt mieszkaniowy, zrobione różne fakultety i syna prawie dorosłego, więc nie rozumieli, dlaczego…Ja, bardzo chciałam, to była moja nawowa i mój pomysł…Sądziłam, że nasza córeczka odmieni nasze życie i może w jakimś sensie „uleczy” nasze życie… Pewnie trudno to zrozumieć…

    Moi dziadkowe, oboje już nie żyją, ale byli wspaniałymi osobami i szanującym się małżeństwem, Pan Bóg obdarzył ich siedmiorgiem dzieci…Nauczyli mnie tak wiele, a kiedy po śmierć ojca pomagali mojej mamie nas wychowywać, to wiedziałam, że to są najważniejsze osoby w rodzinie. Zawsze pamiętam o moim dziadziusiu i babuni, wspaniali i bardzo pobożni ludzie. Potem pracowałam w szpitalu, a kiedy wchodziłam na oddział internistyczny, to w każdej starszej osobie widziałam swoją babunię i dziadunia…Żal mi bardzo, że niektórzy są osamotnieni przez swoje rodziny. Zawsze powtarzałam, że wpierw rodzice mają dzieci, a potem, to dzieci mają rodziców-tak mnie wychowano. W rodzinie męża, niestety nie funkcjonuje ta maksyma, tu każdy żyje dla siebie, nawet nie utrzymuje się wzajemnie kontaktów, a wszystko opiera się o stan posiadania…Żal mi moich dzieciaków, że nie poznali prawdziwej miłości babci i dziadka, którzy mieszkają tuż o krok. Pamiętam też, jak umarł mój dziadziuś, a mój synek miał wtedy siedem lat i bardzo przeżywał jego śmierć. Mój dziadziuś nauczył go grać w szachy, miał zawsze czas dla niego i dużo z nim rozmawiał. Potem synek mój spierał się ze mną, że to był jego dziadziuś, bo ja jestem dorosła i nie mogę mieć dziadziusia. W pamięci mam obraz swoich dziadków i wiem, że kiedyś chcę by taką babunią, jak moja była…
    Świat pełen jest sprzeczności i absurdów, a nasze życie często nas zaskakuje stawiając przed faktem i wymuszając podporządkowanie się zastanemu stanowi…
    Sprawdzianem dla nas jest zawsze cierpienie. Często osoba cierpiąca zastanawia się, dlaczego mnie to spotkało, zarzuca Bogu, nie godzi się na to wyróżnienie. Wiele wokół cierpienia i bólu fizycznego, wiele chorób, w których musimy trwać. Cierpienie jest częścią tego świata i tego życia.
    Zauważmy, że ono towarzyszy nam od zawsze, bo rodzimy się w bólu i często w bólu umieramy…Choroba, która nas dotyka bezpośrednio wyzwala w nas niekiedy bunt, gniew, ale i często zmusza do refleksji i szukania sensu. Dzisiaj wiem, że sens jest w cierpieniu i chorobie. Nikt z nas, bez względu na stan posiadania nie jest odporny i wyłączony z kręgu potencjalnych cierpiętników i chorych. Pokora jest podstawą zrozumienia, akceptacji i pogodzenia się z losem. Czas szybko przemija, więc nie trwońmy go na rozważania, ale w zgodzie z wolą bożą żyjmy i świadczmy światu swoją postawą o miłosierdziu bożym. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i spraw nierozwiązywalnych! Należy tylko Mu zaufać, zawierzyć swoje życie Jego woli i trwać w modlitwie. Zaraz usłyszę głosy o dewocji i ascezie…To nie tak…Nie zakładajcie masek smutku i przygnębienia, umiejcie żyć i funkcjonować nie stając się przykrymi dla innych…Świat wokół boi się cierpienia, izoluje się, bo zwyczajnie nie umie się zachować wobec takich zdarzeń.. Wiem, co to znaczy pozostać w osamotnieniu z chorobą…Jednak widzę, że jest to forma obrony i ucieczki od problemu. Chyba lepiej nie szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego mnie tak doświadcza?…Przypuszczam, że każdy z nas ma jakieś swoje ciężkie, życiowe doświadczenia, a jak mawiał Ojciec Św. Jan Paweł II- każdy ma swoje „Westerplatte”…
    I jeszcze jedna refleksja…Przypomnijmy sobie, jak Pan Jezus w Ogrójcu się modlił… Wiedział, że nie uniknie cierpienia, ale wiedział też, że Jego nadzieją jest Jego Ojciec. Prosił o oddalenie kielicha goryczy, jak każdy człowiek bał się bólu i cierpienia…Następnie we łzach i z pokorą przyjął swój los-”Ojcze, jeśli możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Ojcze, jeżeli trzeba, chcę Twoją wolę wypełnić”. Dał nam wskazówki, jak postępować i jak przyjąć cierpienie. To trudne, pogodzić się z tym faktem, ale nie do nas należy nasze życie, jesteśmy tylko narzędziem w ręku Boga, więc -za wzorcem Jezusa, umiejmy przyjąć cierpienie i w oparciu o wiarę i wzmocnieni siłą bożą trwajmy. Pan Bóg nas nie opuści, jeśli sami nie odejdziemy od Niego…
    Tak sobie myślę o tym przeżywaniu cierpienia i bólu…
    Najgorsza w tym wszystkim chyba jest samotność. Osoby starsze i chore często przez swoich najbliższych są traktowane przedmiotowo i umieszczane w szpitalach, czy domach opieki. Nie komponują się do wnętrza, czy planu spędzenia wolnego czasu. Przykre, że nie szanujemy tych, którzy nas ukształtowali, poświęcili nam swoje życie i swój czas. Oczywiście mamy wytłumaczenie dla takiego postępowania…bo, mamy za małe mieszkanie, albo,… no przecież wszyscy pracujemy, czy… tam jej będzie lepiej-cisza, spokój. Właśnie ta cisza i ten spokój potrafią jeszcze bardziej działać destrukcyjnie na człowieka, który ma poczucie bezsensu swojego życia.
    Każdy z nas, kiedyś będzie stary i niedołężny, jeśli dożyje tego wieku, więc życzę wszystkim, by wychowali tak swoje dzieci, by potrafiły one w tym, trudnym czasie ofiarować swoim rodzicom cząstkę siebie, to i tak namiastka tego, co rodzice ofiarowali nam przez całe swoje życie.
    I tak w kwestii przemyśleń. Czy samotność bierze się z braku miłości? Czy też, brak miłości może zrodzić samotność?
    Nie wszystkie rodziny uczą dzieci miłości i szacunku, niestety. Zwykle jednoczymy się w obliczu traumatycznych zdarzeń i przeżyć, ale na co dzień, niekoniecznie pamiętamy o tym, co jest wartością w życiu.
    Brakuje mi postaci Błogosławionego Ojca Św. Jana Pawła II. Brakuje mi tej mądrości i atmosfery pielgrzymek do ojczyzny. Wtedy, potrafiliśmy być ze sobą i dla siebie, pomimo odmiennych poglądów, czy przekonań, ale i statusu społecznego. Pamiętaliśmy wtedy o bliźnich, chorych i cierpiących. Ufam jednak, że niebawem Ojciec Św. zostanie ogłoszony Świętym i na nowo rozpali serca Polaków dla żywej wiary.
    W okół jest wiele osób cierpiących, ale nie zamierzam się licytować z nikim, czy nowotwór jest cięższą chorobą… a może niedowład. Każda choroba jest codziennym zmaganiem się człowieka z jego ułomnościami i dyskomfortem. Zawsze najbardziej szkoda dzieci, bo one są bezbronne, ale właśnie one potrafią pięknie znosić ból. Widziałam, właśnie w CZD, jak bardzo te maluchy są dzielne, moja maleńka córeczka też była bardzo dzielna. Jej chorobę przyjęłam, jak dar, choć na początku był gniew i bunt, ale szybko się otrząsnęłam z tego i zrozumiałam, że to jest moje posłannictwo w tym życiu. Chcę też świadczyć wszystkim chorym i cierpiącym, że Pan Bóg jest miłosierny i opiekuńczy, że jeśli my nie zapomnimy o Nim, to On, nas nie zostawi samych z bólem. Każdy rodzic chorego dziecka, bardzo przeżywa jego ból i cierpienie, dlatego najlepiej zawierzyć wszystko Bogu i ofiarować Jego woli i opiece.
    I kolejne przemyślenia. To, co spotyka nas w życiu, nie jest zależne od nas, to Pan Bóg ma swój plan w stosunku do każdego z nas, a od nas zależy, czy będziemy umieli wypełnić swoje posłannictwo. Nikt z nas nie zna przyszłości, więc pokora jest kluczem do tego, co może nas spotkać w tym życiu. Właśnie kolejny raz dzięki życzliwym opiniom ludzi, uświadomiłam sobie, że ludzie są bezwzględni i nie mają szacunku dla ludzkiego cierpienia. Przykre, ale tak poczułam. Wczoraj był dzień osób z tą chorobą. Nikt, nikomu nie składa życzeń z tej okazji, zupełnie inaczej, jak w Dniu Dziecka. Już potrafię radzić sobie w trudnych sytuacjach, już nie zadaję sobie tych samych pytań: Za co? Dlaczego? Po co? Zrozumiałam, że tam „po drugiej stronie”,nie ma znaczenia ile kto ma chromosomów, czy jakie wykształcenie zdobył. Istotne jest tylko to, jakim jest się człowiekiem! Moja córeczka skończyła niedawno dwa latka, a ja dopiero teraz ją poznaję, jej upodobania i zwyczaje, ulubione kolory i bajki. Dużo czasu straciłyśmy, zmagając się wzajemnie z Downem i moim smutkiem, z beznadzieją i samotnością wokół. Wpatruję się często w śpiącą twarzyczkę swojej córeczki i widzę dwie osoby w jednej…Ona i Down…
    Moja córeczka i ten nierozerwalny towarzysz Down. Wobec wielu spraw jesteśmy bezradni-jak ja nie zmienię nigdy koloru skóry, czy długości nóg, tak ona nie pozbędzie się nigdy tego Downa. Możemy albo go polubić, albo z nim walczyć! Walka ta jest z góry skazana na porażkę, więc pozostaje nam polubić go i z nim trwać, bo jeśli zniszczymy jego, to zniszczymy też moją córeńkę. Skoro Pan Bóg naznaczył ją takimi stygmatami, to musimy dzielnie stawiać życiu czoła i wbrew wszystkiemu trwać! Świat nie jest zły, choć zdarzają się ludzie, którzy ranią słowem , czy gestem, cokolwiek mówią, to dla mnie moja córeczka jest najwspanialszym dzieckiem, maleńkim aniołkiem z trisomią 21 chromosomu …
    Wspieram jej rozwój i ciągle poszukuję nowych dróg, zawsze jednak ufam Bogu, że On jest miłosierny i kocha nas najbardziej, więc wszystko poukłada się w naszym życiu, bo On nam zawsze pomoże. Widzę, jak jest szczęśliwa moja córcia, bo wbrew światu i złym opiniom, ja też jestem szczęśliwa!
    Maluszku-uczysz nas wszystkich pokory i cierpliwości, a Twoje wychowanie, to nieustanna praca, której efekty cieszą niezmiernie. Teraz mogę powiedzieć sceptykom i tym, którzy stają na początku drogi wspólnego życia z chorym dzieckiem, że-życie z chorym dzieckiem może być normalnym, rodzinnym życiem, to, nie jest koniec świata, tylko początek czegoś bardzo ważnego.
    Współczesność, to szeroko rozumiana wolność, więc i Prawa Człowieka. Feministki domagają się legalizacji prawa do aborcji, bo obecny stan jest dla nich godzeniem w wolność osobistą i ograniczeniem tej wolności. Niestety, zdewaluowało się ludzkie życie poprzez liberalizm i właśnie, tę wolność rozumianą, jako brak ograniczeń. Aborcja to zbrodnia przeciwko Bogu i sobie, bo, jak żyć potem ze świadomością popełnienia takiego grzechu? Nie ma spraw i rzeczy nierozwiązywalnych! Często spotkałam się z pytaniem: czy robiłam badania prenatalne? Więc, tak-robiłam, ale niczego nie wykazały, a nawet jeśli, by wykazały, to cóż powinnam zrobić? Zabić upragnione dziecko, tylko dlatego, że jest chore?!Cóż za wygodnictwo i przedmiotowość w podejściu do najcenniejszego daru, jaki Bóg nam daje?!Oczywiście, w stosunku do mnie, Pan Bóg miał taki, a nie inny plan, więc moje przerażenie jest już okiełznane, moje złudzenia, że to pomyłka, też już są mrzonką. Oczywiście, że, nie tak miało być! W marzeniach widziałam swoją córeczkę, jako zdrową dziewczynkę… A teraz… Co? Na początku są łzy, całe morze łez i ból w sercu, ciężko patrzeć na uśmiechnięte matki zdrowych dzieci, gdy w każdej chwili możesz stracić swoje dziecko. Tak sobie myślę, że ten płacz był konieczny. Musiałam opłakać swoje dziecko, właśnie to, które było w moich marzeniach: zdrowe, idealne, rokujące, a które się nie urodziło. Skoro urodziło się inne, takie, które mi Pan Bóg ofiarował, chore z ZD, to muszę dla niego zrobić miejsce w swoim sercu. Każda matka i ojciec musi sam przez ten czas przejść,czasem kłócąc się z Bogiem. Kiedy już znajdzie się to miejsce w swoim sercu, to jest coraz łatwiej żyć, to zupełnie , jak z żałobą, po kimś. Skoro straciłam wymarzone dziecko, to teraz jest czas pogodzenia się z tym faktem i oswojenia tej choroby. Pewno, że na początku jest wypieranie jej faktu i zaprzeczanie. Tłumaczenie i wyjaśnienie sobie, że w naszych rodzinach nie było takich przypadków, że jesteśmy zdrowi…To, też jest oswajanie tej choroby. Potem są wyniki, które, niestety potwierdzają chorobę i nie dają nadziei. Każda rodzina przeżywa wtedy kryzys i to na różnych płaszczyznach, ale potem jest już łatwiej.

    Ta mała istotka, bardzo krucha i drobna, jest drogocennym darem od Boga dla mnie, niezależnie od tego, jak postrzegają to inni, nieświadomi i butni. Ten dar daje ogromną szansę, bym mogła pokonać jeden z grzechów głównych-moich i tego świata-pychę.
    Moja córeczka nie ma w sobie pychy, dostrzegam to i widzę również, że ona czuje już, że „jest trochę inna”. Wie, że nie dobiegnie pierwsza do piłki, ale za to z zaangażowaniem i determinacją do tego będzie dążyła. Wszystko to dostrzegam w jej mądrych oczkach. I, tak sobie myślę, że ona wcale nie mus mi udowadniać, że dorówna innym dzieciom, bo kocham ją, taką, jaka jest. Ona to czuje i odwzajemnia tę miłość, każdym gestem, czy spojrzeniem. To ona bardzo chce robić wszystko ze mną, cho bardzo nieporadnie i niezręcznie jeszcze, jest wszędzie i chce brać udział we wszystkim, co dzieje się w domu…Jest pełnoprawnym uczestnikiem każdej wielkiej i małej rzeczy w naszym domu. Życie nie mus toczyć się wokół niej, ona nie musi stać na piedestale, jest za to częścią życia zwyczajnego, odświętnego, małego i dużego, a nasze rodzinne życie dzięki tej istotce jest pełne ciepła. Choć choroba naszej córeczki jest nowością dla otoczenia i dla nas, to dla niej jednak, to naturalny stan. Prosto z nieba bajeczka spłynęła i małej dziewczynce do snu nuciła…
    Nad ziemią wysoko, unosi się niebo, tam dzieci czekają na przyjście na świat…Aniołowie się nimi opiekują i do snu bajeczki opowiadają…Jest anioł rozsiewający śmiech, całymi dniami dzieci rozśmiesza, żeby przyszedłszy na ziemię, były radosne i umiały się śmiać…Inny, anioł je przytula, otacza miłością i przyjaźnią, by skoro się narodzą, na ziemi miały otwarte serduszka i umiały kochać… Anioł krawiec-szyje ubranka…Anioł-kucharz, pysznie gotuje… Jest też anioł spacerowicz, ten ostatni, jest bardzo roztargniony i czasem pośród chmurek, nie upilnuje jakiegoś dzieciaczka, a ono ze strachu, że się zgubiło staje się dzieciątkiem wymagającym więcej uwagi…To dziecko, na Ziemi będzie miało etykietę niepełnosprawnego, a w niebie jest po prostu dopieszczane… Z czasem w tym dziecięcym niebie robi się tłoczno i wtedy najważniejszy anioł zwołuje dziec gotowe do wyjścia do wielkiej komnaty, na środku, której stoi luneta. Dzieci kolejno podchodzą spoglądają na Ziemię i wybierają sobie rodziców. „O…Ta drobna blondynka i ten łysawy pan-będą moimi rodzicami…A moimi, ta pani, co tak ładnie śpiewa i ten pan, który, jak śpi, to chrapie…A moimi, ta para, oni zawsze są razem…”
    Gdy, już każde dziecko wybierze rodziców, anioł kolejno prowadzi je do łona mamy, ale zanim je sprowadzi na ziemię, to kładzie palec na ustach każdego dziecka i mówi-”ciiiiiii, nie mów nikomu na Ziemi, jak tu jest”. Po palcu anioła, między nosem, a górną wargą pozostaje blizna, w postaci małego dołka. Czy moje dziecko ma taki dołek? Ma, oczywiście, że ma!!!
    Urodziło nam się dziecko z zespołem Downa…Nasze dziecko, to ono nas wybrało!
    Obiecałam sobie, że dla mojej córeczki przetrwam wszystko i nie poddam się! Znowu ludzkie gadanie i nietaktowne słowa o mojej córeczce sprawiły, ze miałam ochotę krzyczeć światu, że nie można w ten sposób! Spacerowałam z nią po Rynku, gdy usłyszałam, jak matka do syna i męża mówi, żeby spojrzeli na moją córeczkę, „o…ona chyba ma Downa?! „
    W głosie było zdziwienie i wielkie odkrywcze spostrzeżenie! Wszyscy obejrzeli się w stronę mojej córeczki, a ona z uśmiechem, przecudnym na buzi robiła im „papa”.Przykre są takie sytuacje, ale tego akurat nie uniknę, a z czasem muszę się do tego przyzwyczaić…Wydawało mi się, że jestem odporna na ludzie gadanie i szepty, czy wpatrzony wzrok ludzi w moje dziecko, a jednak niekoniecznie potrafię radzić sobie z tą nachalnością spojrzeń i nietaktownymi komentarzami.
    Tak sobie myślę, że zachowanie ludzi można porównać do sposobu ubierania się. Niektórzy mają swój styl: śmieszny, niemodny, nawet brzydki. Z pewnością widzieliście na ulicy dziwaka, jak napotykam taka osobę, to zastanawiam się, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, że z nią jest coś nie tak? Chyba nie, bo skąd miałaby to wiedzieć? Podobno, o gustach się nie dyskutuje, jak mawiali starożytni Rzymianie, ale czasami zdziwaczenie jest zbyt duże, żeby nad tym przejść do porządku dziennego. Reakcja ludzi jest różna, bo: jedni wyśmiewają, inni udają, że nie widzą, współczują,cieszą się, że ich to nie dotyczy lub nie interesują się tym, bo to nie ich sprawa. Ale nikt życzliwie nie da znać, że coś nie gra. Wobec ludzi innych, nasze zachowanie właśnie jest takie…Zwykle nikt nic nie mówi wprost, ale zachowuje się właśnie tak, jak wobec tego wspomnianego dziwaka. Tak sobie myślę, że gdyby ten dziwak zaczął pytać ludzi, co z nim jest nie tak, to może spotkałby życzliwą osobę, która podniesie ją na duchu w kwestii mody, która doradzi w co się ubrać, a może szczodrą osobę, która kupi mu nowe ubranie…Tak się pewnie dzieje tylko w bajkach. Zwykle ludzie nie wiedzą, jak się zachować wobec inności, bo jej nie znają i nie rozumieją. Boja się też o swoje dzieci, żeby się nie zaraziły…Ktoś powie, że te szepty i te spojrzenia nie bolą, więc, cóż się stało?!
    Otóż stało się! Boimy się nieznanego i mówimy, choć niewiele wiemy.
    Podobno, aby zapalić ogień, trzeba samemu płonąć. My-rodzice chorych dzieci każdego dnia płoniemy dla swoich dzieci, bo tak bardzo zależy nam na zapaleniu ognia. Każdy z nas ma pewnie złe dni wżyciu, ale to od nas zależy, czy ten czas będzie tylko chwilą w naszym życiu, czy wiecznym trwaniem w smutku. Skoro choroba ta jest już wpisana w nasze rodzinne życie, to nie musimy nadawać jej szczególnego znaczenia poprzez swoje zachowanie.
    W końcu choroba jest tylko zadaniem do wykonania, choć wpisanym w życie, ale zadaniem, można więc po takich sytuacjach zaczynać na nowo dostrzegać i postrzegać, że w końcu-nic się nie stało!Jest takie proste działanie matematyczne, które warto zastosować: „dzielone radości, są podwójną radością, a dzie

  153. Wavatar lenas pisze:

    W końcu choroba jest tylko zadaniem do wykonania, choć wpisanym w życie, ale zadaniem, można więc po takich sytuacjach zaczynać na nowo dostrzegać i postrzegać, że w końcu-nic się nie stało!Jest takie proste działanie matematyczne, które warto zastosować: „dzielone radości, są podwójną radością, a dzielone smutki są połową smutków”.
    Narodzenie dziecka niepełnosprawnego w rodzinie można przyrównać do podróży, której cel okazał się inny niż planowany. Mieliśmy właśnie odbyć piękną podróż do urokliwych Włoch, gdzie planowaliśmy zwiedzanie, mnóstwo atrakcji każdego dnia. Kupiliśmy przewodniki i książki o przepięknej Italii, ale nasz samolot zmienił kurs i niestety wylądował w Holandii… Zupełnie, nieoczekiwanie dowiedzieliśmy się, że teraz już zawsze będziemy żyć właśnie tu- w Holandii. To zupełnie inny kraj, choć malowniczy i z mnóstwem wiatraków, ale zimny i nieznany nam całkowicie. Inni nasi znajomi będą wracać z wycieczek do Włoch i opowiadać nam o wrażeniach, ale my już zawsze będziemy trwać w tej Holandii… Z czasem dostrzeżemy też jej piękno ukryte w malowniczych widokach pól tulipanów i wiatrakach, no i poznamy zwyczaje i trudny język rodaków Rembrandta… Czasem tylko, w samotności i ciszy serca będziemy tęsknili za widokami przepięknej Italii.
    Wiem, jak bardzo mi było trudno wypowiedzieć słowa „moje dziecko ma zespół Downa”, nawet w myślach. Wiem, jak bardzo boli widok zdrowych dzieci z roześmianymi rodzicami na spacerze.
    Ja, to wszystko przeszłam i doświadczyłam, odmierzając łzami spływającymi po policzkach dnie i noce. Teraz jest mi już łatwiej, dzięki miłości bożej i opiece Mateczki wiem, że można tak kochać dziecko, ze fakt, ze ma ZD, nie ma znaczenia. Przyszedł ten moment, że zrozumiałam to poprzez te rozmyślania, modlitwę i łzy. Śmiech mojej dwulatki, rezolutnej i sprytnej dziewczynki, rozbrzmiewa w całym domu, jakby ktoś porozrzucał maleńkie dzwoneczki po podłodze.
    Dzisiaj umiem się na nowo śmiać, nie pogrążam się w smutku, ale dzięki Mateczce poukładałam na nowo swoje życie, wierzę, że wspólnie poradzimy sobie ze wszystkim, a ludzkie gadanie z czasem nie będzie miało żadnego znaczenia. Moja mała córeczka nauczyła mnie tak wiele-umiem już cieszyć się chwilą i dostrzegać szczegóły. Każdego dnia uczę się mojej córeczki. Teraz widzę, że właściwie, to różnię się troszkę od rodziców zdrowych dzieci, bo ja w pewnym sensie, znam przyszłość swojej córeczki już dzisiaj…Mimo wszystko myślę, że, ten plan, wcale nie jest taki zły.
    Nasza córeczka rozkochała nas w sobie, a każdy jej gest, uśmiech, spojrzenie, sprawia, ze jesteśmy szczęśliwymi rodzicami.

  154. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Odmawiam NP drugi raz i ciesze sie, ze tym razem przychodzi mi to latwiej. Za pierwszym razem bardzo sie nameczylam, ale z pomoca Boza ukonczylam.
    Mam teraz inne nastawienie, a mianowicie zgadzam sie na Wole Boza w tej intencji. Bedzie tak, jak Pan Bog zechce.
    Intencja mojej pierwszej nowenny nie zostala wysluchana i potem czulam gorzkie rozczarowanie. Teraz jest inaczej: moja intencja nie musi byc spelniona i ciesze sie, ze mam takie nastawienie.
    Biore sobie jako przyklad slowa Matki Bozej: „Oto ja sluzebnica Panska, niech mi sie stanie wedlug Woli Twojej”. Zwiastowanie jest jedna z moich ulubionych tajemnic :)

  155. Wavatar Beata pisze:

    Szukajaca prawdy! Ciesze sie ze podjelas sie drugiej nowenny mimo ,nie spelnionej intencji.Matka Boza napewno nie zostawi Ciebie samej .

  156. Wavatar ten pisze:

    Dawno tu nie zaglądałem. Właśnie kończę druga nowennę. Sprawa o która się modlę pogorszyła się. Przyznaje ze w tej drugiej nowennie dodałem pewną dodatkowa prośbę, która też była powiązana z główną sprawą. o dziwo spełniła się bez wpływu na pierwsza rzecz. Mnie martwi jednak co innego. Boję się ze moja nowenna jest pewną monotonią, odmawiam, ale niemal „automatycznie”. Mam wrażenie ze cała moja wiara oparta jest na tej mojej trudnej sprawie, gdyby jej nie było, może nawet w ogóle bym się nie modlił? Gdy odmawiam modlitwę, próbuję się skupić, nie myśleć o byle czym, jednak wychodzi mi to dopiero, kiedy sobie przypomnę co mnie boli i o co proszę Boga . Staram się być wdzięczny Stwórcy za wiele spraw, aby moja modlitwa nie składala się jedynie ze słów „proszę, błagam”. Ale w całej modlitwie albo górę bierze ta moja intencja albo przysłowiowe”niebieskie Migdaly”. Nawet na Pielgrzymce do Częstochowy, czy bez tego problemu doszedłbym w ogóle do końca?
    Druga rzecz, to właśnie ta moja sprawa, o która się modlę. Gdy czytam posty innych odmawiających nowennę, trochę głupio się czuje, ze stworzyłem sobie problem z tak idiotycznej sprawy, w porównaniu do problemów pozostałych użytkowników. Może po prostu mam za lekko w życiu? Nie miałem jeszcze prawdziwych kłopotów? Mam 17 lat więc wiem ze jeszcze sporo mnie czeka. Jednak takie przemyslenia nie dają mi otuchy, nadal raz zaciskam zęby a raz zalewam Się łzami i modlę się o pomoc.
    Boję się gdy odczuwam ulgę, gdy przez chwile nie martwi mnie ta sprawa. Bo właśnie wtedy w modlitwie brakuje mi skupienia…

    Chciałbym aby moja modlitwa nabrała trochę… Barw. Nie chodzi teraz o spełnienie intencji, ale o to żeby ta modlitwa miała wnetrze, głębsze podparcie…
    Z Bogiem

    • Wavatar lenas pisze:

      Witaj! Niepotrzebnie się obwiniasz i porównujesz z innymi. Na ten czas i na tu i teraz Twoje problemy są właśnie takie, co nie znaczy, że mniej istotne niż innych osób. Piękne jest to, że modlisz się, że jesteś zdeterminowany i wytrwały. Tęsknisz za wielkim przeżywaniem i emocjami i obwiniasz się, że Twoja modlitwa jest odmawianiem zdrowasiek. To naturalne, ale też nie zawsze jest tak, jak sobie życzymy. Staraj się wyciszyć emocje i nie czekaj na gromy z nieba i fajerwerki, modlitwa, to cisza, skupienie, trwanie i rozmowa, czasem monolog…Zapraszam Cię na stronę forum, tam będzie możliwość pogadania z innymi, nie tylko Ty masz taki problem, nie tylko Ty, tak odczuwasz. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wytrwałości w modlitwie.

  157. Wavatar ziuta pisze:

    A moja 4 nowenny nadal się nie spełniły, czuję się oszukana

  158. Wavatar Anna maria pisze:

    Do Ziuta, odmówiłam kilkanaście w różnych intencjach i też nic nie wyprosiłam. Wierzę ciągle że to nie ten czas. :) Chociaż ostatnio jest iskierka nadziei, moje życie wychodzi jakby na prostą ale strasznie wolno to trwa a latka lecą.

  159. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Moja intencja tez sie nie spelnila, ale wierze w to, ze moja modlitwa zostala wysluchana. Pan Bog dal mi to, co jest dla mnie lepsze, niz wysluchanie mojej intencji. Nie wiem, co to jest, ani nie wiem, co On uznal za lepsze od wysluchania tej intencji. Modlilam sie o uwolnienie z alkoholizmu mojej mamy…
    Bog wie, co jest dla nas dobre i trzeba mu zaufac. Jezeli w naszej intencji nie ma zmian na lepsze, nie nalezy sie zrazac, lecz uwierzyc w Boza dobroc i w Jego niezbadane drogi. Intencja moze byc pozornie niespelniona, ale za to dostajemy inna łaske. Nawet jezeli wydaje sie, ze zupelnie nic sie nie dzieje, uwierzmy w niewidzialne dobro, ktore otrzymujemy poprzez nasza modlitwe.

    • Wavatar ziuta pisze:

      „Uwierzmy w niewidzialne dobro” – nie widzialne dobro nie istniej, to tak jak by powiedzieć dostałam coś ale nic nie dostałam, zostałam uzdrowiona ale nadal jestem chora, mam coś ale tego nie mam. Oszukiwanie samego siebie. Może lepiej stanąć w prawdzie i powiedzieć, nie ma skutecznej modlitwy, a nowenna Pompejska nie jest gwarancją, że zostaniesz wysłuchany. Zamiast wmawiać wszystkim, że to nowenna nie do odparcia i że nie znane są przypadki by ktoś nie został wysłuchany. Jest tyle ludzi, którzy w to uwierzyli, a to nie prawda. Nie jestem przeciwko Matce Bożej ani Świętemu Różańcu, ale sianiu propagandy, że to taka skuteczna modlitwa. Nie czuję się oszukana przez Matkę Bożą ale przez tych, którzy w ten sposób rozszerzają informacje o tej nowennie. Pozdrawiam

      • Wavatar Marek pisze:

        Droga Ziuto, pełno w twoich słowach goryczy i zalu skierowanego do ludzi. A przecież obietnica zwiazana z nowenna pmpejanska to słowa Matki Bożej, nikogo innego. Dała Ona taka obietnice światu: ktokolwiek będzie prosić o łaski poprzez odnowienie trzech nowenn dziekczynnych i wcześniej trzech blagalnych, otrzyma je.

  160. Wavatar Beata pisze:

    Droga Szukająca prawdy!
    Bardzo podziwiam Twoja postawę ,masz rację ,my nie wiemy tego co dla nas lepsze ,modlitwa moze nie jest od razu wysluchana tak jak my to sobie wyobrazamy ,ale Pan Bóg nas kocha i napewno nie zostawi . Wierzę głęboko ,że uwolni Twoja mamę ,tylko trzeba zaufać .
    Pamietam o Tobie w moich modlitwach cały czas .
    Pozdrawiam

  161. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    Wczoraj zakonczylam swoja druga nowenne. Ciesze sie, ze wytrwalam, choc bylo pod koniec bardzo ciezko. Nawet ostatniego dnia mialam pokuse, zeby zrezygnowac. Podczas tej nowenny nie bylam taka skrupulatna, jak przy pierwszej, tzn. staralam sie odmawiac ja poprawnie, ale nie zawsze to sie udalo. I nie martwie sie tym. W moim przypadku to nawet dobrze – zazwyczaj jestem zbyt dokladna, taka perfekcjonistka.

  162. Wavatar Szukająca prawdy pisze:

    I jeszcze powiem przekornie i zadziornie, ale pol zartem pol serio, ze skoro Matka Boza czasem tez nie jest dokladna w spelnianiu prosb, to ja moge byc niedokladna w odmawianiu nowenny ;)

  163. Wavatar Magdalena pisze:

    Witam. Wasze słowa wywołują u mnie łzy wzruszenia. Dziękuję za wszystkie świadectwa. U mnie sprawa wygląda nietypowo, a mianowicie modliłam się o poznanie woli Boga, lecz niestety dalej jej nie rozeznałam. Odmówiłam Nowennę w intencji szczęśliwego życia u boku pewnego chłopaka, który niestety nie mieszka w moim mieście. W pierwszym dniu części dziękczynnej tenże chłopak podpisał umowę z pewną firmą, dzięki której będzie częściej w moim mieście. To było dla mnie zaskoczeniem, ale później nie działo się nic. Pogubiłam się. Z jednej strony Bóg dał człowiekowi wolną wolę a z drugiej Nowenna ma być zgodna z wolą Boga. Już nie wiem co mam o tym myśleć. Mógłby ktoś mi pomóc? Błagam.

    • Wavatar ola pisze:

      Witam Magda. Wolą Dobrego Boga Ojca jest byś Ty była szczęśliwa, więc zrób wszystko żeby spełnić swoje marzenia. Kto by poznał wolę Boga wobec siebie to tak jak by poznał swoją przyszłość, tak łatwo nie ma, zawsze istnieje ryzyko, że się pomylimy. Nawet jak ktoś czuje powołanie np. do kapłaństwa, podejmuje decyzje nie będąc pewnym na 100% czy to jest to i co się po drodze wydarzy. Bóg za nas nie podejmie decyzji bo mamy wolną wole, On tylko może czuwać nad nami, zdarza się, że interweniuje w ostateczności kiedy człowiek za bardzo się pogubi. Po pierwsze musisz wiedzieć czego Ty chcesz, po drugie czy to co chcesz jest dobre (zgodnie z przykazaniami, zgodne z wolą Bożą), a potem to Ty musisz podjąć decyzje tak albo tak i wziąć za tą decyzje odpowiedzialność. Niech Bóg Ci błogosławi :)

  164. Wavatar Magdalena pisze:

    Dziękuję Ci Olu bardzo serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>